Telewizyjny zwierz

Ostatnio przypomniałam sobie o bardzo ważnym wydarzeniu. W zasadzie rodzina męża mi o tym przypomniała. Kiedy byłam w Gdańsku na Jarmarku Bożonarodzeniowym i czekałam na moje jajo w umówionym miejscu, zaczepiła mnie dziennikarka, robiąca „Magazyn przechodnia”. Jakoś o tym zapomniałam. Jednak okazało się, że nagranie ze mną (ku mojej rozpaczy) znalazło się w telewizji. Powtórzono to już kilka razy, ja ani razu jeszcze nie natknęłam się na ten program, więc mąż pchany (niezdrową) ciekawością odnalazł odcinek w internecie. I faktycznie jestem tam w pełnej okazałości. Dziennikarka zaczepiła mnie na Długim Targu. Zaszła mi spryciula drogę. Mogłam ewentualnie przyspieszyć, wykonać slalom i ją wyminąć, ale jakoś głupio, ponieważ na ulicy był niewielki ruch. Zatrzymałam się, czekam na jakieś inteligentne pytanie, a ona wali: „Co dałaby pani w prezencie królowej angielskiej?”. No, super pytanie. Wszystkie szare komórki mam właśnie oblodzone, bo mróz jest niemiłosierny (kilkanaście stopni na minusie). Pierwsze co od ruchowo odpowiadam: „Herbatę, bo Anglicy piją dużo herbaty”. I sama nie wierzę, że taką inteligentną odpowiedź znalazłam, aż chciałam pacnąć się w łepetynę, jednak pan z kamerą działał deprymująco, więc żadnych nieskoordynowanych ruchów starałam się nie wykonywać. Jednak pani, chyba niezadowolona, bo przypuszczam, że nie tylko mnie się tak mądrze skojarzyło, prosi o więcej. No, to myślę i myślę, wytężam umysł i nic, totalna pustka. Pani się głupio do mnie uśmiecha, patrzy z nadzieją, że może coś w końcu wyduszę, a ja nic nie mogę sobie przypomnieć. Bo co tu dać królowej angielskiej? Ani ja się do niej nie wybieram, ani nie mam nic, co mogłoby usatysfakcjonować monarchinię. Dziennikarka, chyba lekko zdesperowana, bo jak mówiłam, na ulicy pusto i zaraz będzie musiała polować na następną ofiarę, a ja nic nie mogę z siebie wydusić, kiwa do mnie głową na zasadzie „śmiało, „śmiało”. Ponadto pan z wielką kamerą stoi metr ode mnie i filmuje. W dodatku człowiek nie myśli tylko o postawionym pytaniu, jeszcze przez te zamarznięte szare komórki przelatuje jak ekspres szanghajski refleksja „Jak ja dziś wyglądam?”, „Czy uśmiechać się, czy może lepiej nie?”, „A może zmienić profil, inaczej stanąć?”, „Czy nie wyglądam za grubo?”. I w tym chaosie myśli jeszcze gdzieś w zakamarkach czai się na mnie podarunek dla królowej. Zdesperowana dziennikarka rzuca więc podpowiedź: „A kabanosy mogą być?”. O, to już coś, myślę sobie (chociaż równie durnej podpowiedzi się nie spodziewałam). Jedzenie, święta! Włączyła się jakaś szara komórka (chyba trochę odtajała od tego wysiłku) i rzucam „No, tak. A jak kabanosy to i smalec, ogórek kiszony, barszczyk z uszkami, pierogi z kapustą i grzybami” (jakoś w ten deseń mi wyszło). Widzę, że dziennikarka się uśmiecha, więc jest dobrze, zaśmiał się nawet operator kamery. Byłam pewna, że takich głupot nikt nie puści w telewizji, bo chyba wątroba i żołądek królowej angielskiej nie zniosłyby smalcu, kapusty kiszonej w takiej ilości. No, ale poszło i ku mojej rozpaczy puszczono to w telewizji. Po tygodniu chyba dostałam pierwszy telefon (niestety nie z propozycją roli filmowej). Najpierw od teściowej, że właśnie widziała mnie w swoim telewizorze, potem jeszcze siostra i chrześniak męża, potem znów teściowie. No, super. Medialny ze mnie zwierz. Jeszcze nie dzwoniono z Hollywood, ale jestem czujna. To pewnie kwestia czasu.

Jeżeli ktoś bardzo chce podziwiać moją elokwencję i sposób prezentacji przed kamerą, to bardzo proszę, oto link: http://www.tvp.pl/gdansk/publicystyka/magazyn-przechodnia/wideo/odc-26122012/9517559 . Ta w tej czarno-różowo-białej czapeczce z pomponem, w czarnej kurtce z głupawym uśmiechem to ja (na 8 minucie i 48 sekundzie nagrania). Jestem otwarta na wszelkie gratulacje, jednak oświadczam, że krytyk nie przyjmuję. Prawda, że ze mnie prawdziwy zwierz telewizyjny?

0 myśli na “Telewizyjny zwierz”

  1. Ja też byłabym w szoku i by mnie zatkało,chociaż już 2 razy wypowiadałam się przed kamerą,w drobnym reportażu.Nie było tak źle,więc nie ma się co martwić:)

  2. Witam,
    trafiłam na Pani blog ze strony onetu. Przeczytałam kilkanaście wpisów. Bardzo miły i ciekawy blog. Może i też mnie zainteresował dlatego, że od niedawna również korzystam z bloga mojewypieki. Robiłam sernik wykwintny ostatnio (za duzo cukru i za dużo roboty :)), następnym razem wypróbuję nowojorski. Z innych powodów też: bardzo ciekawy i bliski mi styl pisania (ciekawe czy jest/była Pani fanką Chmielewskiej i Musierowicz). Z ciekawości oczywiście zaglądnęłam do nagrania :). Życzę powodzenia z Jajem 🙂 to chyba najwieksze wyzwanie w życiu. Moje narazie ma 3 lata a drugie dojrzewa, osiągneło 9 miesiąc, za chwilkę sie wykluwa, ale już przypuszczam, że im dalej tym trudniej 😉 i ciekawiej zarazem.
    Pozdrawiam serdecznie, pewno będę zaglądać do bloga, także do zobaczenia 🙂
    Iza

    1. Kiedyś faktycznie czytałam dużo Chmielewskiej i Musierowicz 🙂 teraz wybieram trochę inne lektury.
      Polecam też sernik czekoladowo-limonkowy, wypróbowałam i wydaje mi się chyba najlepszy. Dziękuję za miłe słowa, bo tak mnie dzisiaj napadnięto, że strach się odzywać 🙁

      1. Hmmm, rzeczywiście napadnięto…
        Spokojnie, zazwyczaj tak się dzieje, jak coś ląduje na I stronie onetu. A na dodatek zazwyczaj notka jest wyjęta z kontekstu i sugeruje zupełnie inny temat. Za kilka godzin wszystko minie i jak zawsze zostaną stali bywalcy, oraz Ci nowi, ktorym się podoba 🙂 prześmiewcy pójdą i nie wrócą 😉

  3. Twoj maz to szczesciarz.Ma bardzo fajna,inteligentna i normalna babke.A do tego z duzym poczuciem humoru.
    Trafilem tu dzisiaj przez onet i naprawde milo poczytac blog normalnej,fajnej kobiety.
    Tez mysle,ze to tylko kweszia czasu,a z Hollywood sie o ciebie upomni;)

    1. Nie ma co się przejmować sfrustrowanymi samozwańczymi polonistami 🙂 Ci prawdziwi, z duszą polonistyczną takich rzeczy nie robią 🙂 Pozdrawiam

  4. Pani Anno, było dobrze:)
    Miało być wesoło i lekko, bez zadęcia – i tak było.
    Pozdrawiam serdecznie, a za stan osłupienia,
    przepraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *