Rąbiecie?

Mój Mężuś kupił siekierę. Nie będzie jednak kurobicia. Nie bójcie się. (Taką mam przynajmniej nadzieję.) Od kilku dni prosiłam go, by kupił siekierę. Mamy przecież już kominek. Zamówiliśmy drzewo. To wszystko w mojej łepetynie złożyło się na piękny obrazek. Zima, śniegu po pas, a ja w podkoszulku i czapce uszance z siekierką w dłoni szaleję w ogródku i rąbię drewno, aż wióry lecą. Przy okazji spalam kalorie, hartuję ciało i ducha. No, pięknie to widziałam. Pięknie. Sami przyznajcie.

drwalMężuś spełnił w końcu moje pragnienie i kupił mi siekierę, choć lekko się opierał. Twierdził, że klocki są wystarczająco małe, że przecież to specjalne drewno kominkowe, porąbane odpowiednio. Jednak dla mnie jakieś takie mało zgrabne się wydawało, chciałam je tak tą siekierką ładnie „przyrąbać”.

Pewnego dnia Mężuś wraca z pracy, a w dłoni dzierży moje wymarzone narzędzie „zbrodni”.

– Tylko nie ruszaj tej siekiery – mówi do mnie – bo sobie coś odrąbiesz.

Tak mi mówi. Prycham tylko, bo jakże to nie wierzy we mnie, że ja niczym szalony drwal porąbię to drewno kominkowe na jeszcze mniejsze, zgrabniejsze kawałeczki? Uśmiecham się tylko i czekam, aż Mężuś zniknie w pracy. I myk po siekierkę. Dopadam drewna. Wybieram sobie na początek ładną połóweczkę pnia. Ta będzie dobra, zrobię z niej niemalże plasterki. Toż widziało się w TV, jak bohaterowie rąbią.

Układam kawałek drewna. Zamach odpowiedni biorę. Wbijam się w kołek… No, i to tyle. Potem się z parę minut siłuję, bo kołek mi siekiery nie chce zwrócić. Jak ją chwycił, tak trzyma. O, ty skurczybyku, ze mną tak? A że ostatnie złe emocje trzeba w końcu na czymś rozładować, to dawaj szarpać się z pieńkiem. W te i we wte. I jak mi się udało wyrwać z klocka, jak nie klapnę z impetem na dupsko z siekierą w dłoni, że w końcu to mnie otrzeźwia. I amok rąbania lekko ulatuje. Toż mogłam sobie tę siekierą w nogę przywalić niechcący. No, pięknie. Znów mam dowód na to, że telewizja kłamie. Tam wszyscy jak rąbią, to tylko biorą klocek kładą, trach i następny. A ja z jednym się tak siłowałam, że aż dupsko mnie od tego bolało. Otrzeźwienie przyszło. Kołek jak był nieprzerąbany, tak jest. Robię jeszcze kilka zamachów. A ten twardziel ani drgnie, ani jedna drzazga z niego nie odpryskuje. Taki mocarz. I niestety czas to przyznać… Za mała siekiera. Już powiedziałam Mężusiowi, że ja muszę mieć taką wielką, jak mają drwale, to wtedy poszaleję. Jednak ten tylko się dziwnie uśmiechnął, coś pomruczał pod nosem i porąbał te klocki na  mniejsze. Widocznie ta siekiera mnie nie lubi.

A jak u Was z rąbaniem? Rąbiecie drzewo, czy tylko ciasteczka z talerza? Bo ja to chyba powinnam się skupić na rąbaniu z talerza, jednak i to nie wchodzi w rachubę, bo przecież jestem na diecie. 😆

 

 

PS  Jutro zapraszam na spotkanie autorskie ze mną we własnej osobie w Ostródzie (w bibliotece na zamku) o godz. 18.00. Kto mieszka blisko i ma ochotę pogadać, to zapraszam. A kto nie może, to niech trzyma mocno kciuki.

0 myśli na “Rąbiecie?”

  1. Mój mąż na ten przykład regularnie chodzi narąbany… Że to niby nie powód się chwalić? Że to się leczy? Tyle, że on nie chodzi “narąbany” tylko narąbany dosłownie… Rzecz dziwna (wydawałoby się śmieszna, bo mamy XXI wiek) w bliskim sąsiedztwie centrum miasta mieszkamy my, a jakieś 500 metrów dalej (a centrum miasta to może i bliżej) mieszka moja Babcia (co ja z Nią mieszkałam na studiach). A tam kawalerka – kuchnia przechodnia, mała łazieneczka i ładny, duży pokój, a za ogrzewanie piec kaflowy. Jeden, jedyny (dlatego zimą w łazience nie tylko prysznic można wziąć, ale i jeszcze zażyć krioterapii). Jeszcze jak żył Dziadek zawsze palili drewnem (za paleniem węglem nie przepadali – rzeczywiście przyjemniej pali się drewnem). No i to drewno to trochę roboty z nim jest, bo jak przyjedzie to w szopie trzeba poukładać – niby nie tak źle, bo nie całe pieńki, a wstępnie porąbane, ale do pieca te klocki się nie zmieszczą. No a potem rąbać na bieżąco… Oczywiście Babcia dzielnie rodziłaby sobie sama (bo cóż to jest porąbać i przynieść gdy ma się ledwo osiemnaście lat i kilkadziesiąt w zapasie), ale nam, znaczy mojemu Mężowi przyzwoitość na to nie pozwala. Chodzi więc narąbany, co któryś weekend, a tak tylko zaglądamy donieść drewna do mieszkania. Mieszkanie ADMowskie, wykup niemożliwy, kamienica od 40 lat bezustannie do wyburzenia już w przyszłym roku. Miłe miejsce, choć teraz (od kiedy ubikacje lokatorzy sobie porobili w mieszkaniach i nie chodzą przez podwórko do ustąpu) już trochę mniej.
    A co do rąbania (jak ktoś porąbany troszku jak ja to dużo ma na ten temat do napisania) to jeszcze historia mi się przypomniała. Jak to kolega z roku (teraz pan doktor pełną gębą) zaoferował drewna rąbanie. A rąbał profesjonalnie, chłopak ze wsi to wprawny. Babcia była zakochana, no i punkty za pochodzenie u niej miał (cała moja rodzina ma niemiejskie korzenie), a gdy pojawił się mój Mąż na horyzoncie Babcia zachwycona nie była. “Bo czy taki chociażby drewno porąbie?”, “Chłopak ze wsi to jest coś!”, ale figa z makiem. Serce nie sługa. A dla miłości można wiele zrobić. Mój Mąż na ten przykład nauczył się drewna rąbać… I wióry lecą jak szalone. A ile było przy tym rad sąsiadów, każdy przechodzący przez podwórko widząc niewprawność wtedy mojego Narzeczonego doradzał, chciał pokazywać, czasem krytykował… Była to nie tylko próba siły, jak i charakteru dla mojego lubego. Teraz to on już jest specjalista w temacie i nie da sobie w kaszę dmuchać.
    Takie to “porąbane” bywają historie.

  2. Klik dobry:)
    A po co rąbać? Im większe polanko włożysz do kominka, tym lepiej. Ja kupuję takie około 20 cm gdubości i 50 cm długości.

    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Robię 😀 Bardzo często 🙂 i to takie drwa jak CI drwale 😀 Kwestia praktyki, i wiedzy gdzie uderzyć i dobrego rozłożenia siły 🙂
    Ale Mąż nie żartuje-lepiej odłóż siekierę bo to paskudztwo. Ja za dzieciaka raz prawie 2 palce straciłam 🙂

    Miłego dnia Aniu 🙂

  4. Teraz jest podobno nawet moda-na chłopa typu drwal.Serio,w TV mówili. 🙂 .Także mężuś niech zapuszcza brodę,kraciastą koszulinę na grzbiet włoży-i dawaj napierdzielać siekierką 😉
    Ja lubię rąbać-ale chlebuś,boczuś,goloneczkę.Względem świąt już mam stresa i się zastanawiam czy moja skóra na tyle się rozciągnie po tych smakołykach i czy aby nie pęknę 😉 ?

    1. Ha, ha 🙂 Mężuś by śmiesznie wyglądał jak drwal na swoich chudziutkich nóżkach. 😉 🙂
      A ja poprosiłam panią dietetyczkę o ścisłe wytyczne na święta, bo szkoda by było w trzy dni nadrobić dwa miesiące ciężkiej pracy. 🙂

      1. Ja mam słabą wolę-raczej jej totalny brak 🙂 .I jeśli chodzi o takie sprawy jak święta,imprezy -jem bez wyrzutów sumienia,no prawie.Tylko później widząc siebie w lustrze mówię-ale jestem tłusta i płaczę rzewnymi łzami.I rodzinka cierpi bo chodzę zła jak osa 😉

    2. Z tą modą na chłopa typu drwal (drwaloseksualny hehehe), to jest tak, że owszem kobiałkom się tacy podobają, dopóki nie okaże się, że ten on naprawdę jest drwalem. Wiem to od mojego syneczka, który jest właśnie drwalem “prawieże” 😀
      A jeśli chodzi o rozciągliwość świąteczną skóry … polecam dobry balsam do ciałka hehehe, żeby się rozstępy nie porobiły.
      Aniu-Kurko droga – ja też rąbię, właściwie od dziecka, bo w rodzinnym domu drewno na podpałkę do pieców, a teraz do kominka. To wszystko od techniki zależy faktycznie, ale też odpowiednią siekiereczkę trzeba mieć. Ale zabawa bywa przednia, zwłaszcza jak masz jakąś złość do wyrzucenia. Polecam przyczepienie do rąbanego pniaczka podobizny tej złości.
      Powodzenia w rąbaniu!

      1. Ha, ha 🙂 A wiesz, że to dobry sposób. Muszę sobie takie zdjęcia wydrukować i kilka pewnie z przyjemnością porąbię. I jak kto mnie wkurzy, to do porąbania pójdzie. 😉 🙂

  5. Ja się w zyciu narąbałem , kiedyś nawet pracowałem jako drwal i dosyć lubię to . A do kominka to mężuś ma racje duże kawałki bo te małe to spala sie raz dwa i ciepło i tak pójdzie w komin tylko ognia będzie więcej

  6. Ja bez siekiery i tak jestem dość porąbana. W bloku jest centralne ogrzewanie. A nawet gdybym musiała palić w piecu to już po tym jak wczoraj rozrąbałam sobie dwa palce u ręki otwieraczem do konserw, wolałabym marznąć niż brać się za siekierę.

  7. Nie rąbię, bo nie mam kominka, ale kilka razy w roku robimy ognisko u mojego taty na działce i tam mój mąż walczy z siekierą i drewnem. Potem układa piękne stożki z kawałeczków drewna, obkłada je większymi i powstaje ognisko jak z obrazka. Harcerzem był 😉 A dzieciaki uwielbiają ognisko. Przedkładają kiełbaskę z patyka, nad dwie doby marynowaną karkówkę z grilla i temu podobne specjały.

  8. A u nas już kominek postawiony, więc na Święta trzeba będzie trochę drewna naszykować, ale to mąż porąbie.
    Czekam jeszcze na kratki wentylacyjne do kominka, bo nietypowe i robią się na zamówienie. Jak tylko będą to wrzucę zdjęcia, a wcześniej możesz zerknąć na łazienkę, bo już zamieściłam zdjęcia mojego cacuszka. Dodam, nie chwaląc się oczywiście, że to mój projekt 🙂
    Pozdrawiam

  9. Widzę, że nie tylko ja tak mam, że jak mąż wychodzi do pracy, to wtedy jest spokój i można się wziąć za robotę 😉 My kobiety tak już chyba mamy 😉
    Szkoda, że ja nie mam kominka.
    Co do spotkania, to oczywiście trzymam kciuki, chociaż nie wiem po co, bo Ty już przecież masz wprawę 😉

  10. Nasze mieszkanie na wsi ogrzewamy tzw. kozą, coś a la kominek, ale prostsze. Palenisko jest nieduże, więc trzeba mieć drewno pocięte na max.30 cm kawałki i porąbane na szczapy czyli poszczypane, co najłatwiej daje się zrobić z świeżego drewna – jak wyschnie, to już się nie da. Może to Twoje było już za suche?

  11. dlatego Wersal jest w blokowisku,gdyż ale i bowiem dosyć wieloletniego narąbywania się miałam, bo to a to drewno, bo to, a to patyczki z jabłonek, bo to, a to… koło domu zawsze się coś do porąbania znajdywowało… o nie, rzekłam więc sobie, wole już pierdy sąsiadów niż porąbywanie drewienka gdy – 30 i + 30 …

    1. Ha, ha 🙂 A z blokowiska uciekłam, zamieniłam pierdy sąsiadów na rąbanie. No, tylko z mojego rąbania to nawet wióry nie lecą. 🙂

  12. Siekiera zanadto kojarzy mi się z Raskolnikowem, nie tykam 😉 . Pozostaje mi przyjemne i bezpieczne (chyba) rąbanie z talerza 🙂 .

    Mam nadzieję, że spotkanie się udało. Kciuków co prawda nie trzymałam, ale tylko dlatego, że zbyt późno o nim przeczytałam, to mnie usprawiedliwia, prawda 🙂 ?

    1. Prawda. Właśnie wróciłam. Było bardzo, bardzo sympatycznie. Na każdym spotkaniu jest inaczej, ale na szczęście zawsze miło. 🙂

  13. Jako mieszkanka wsi rąbanie siekierą znam doskonale (oczywiście w teorii). Trzeba mieć swój sposób i odpowiednio dobrany sprzęt. Najlepiej w te klocki radzi sobie moja teściowa, natomiast najmłodszy brat potrafi złamać każdą siekierę. Ponoć ta praca pozwala się wyładować, tylko trzeba uważać na palce… A wiesz co to jest krajca?

      1. To taka poranna zmora mieszkańca wsi. Kiedy wyobrażasz sobie, że po długim tygodniu wreszcie się w sobotę wyśpisz, to właśnie tego dnia już od szóstej z rana wkracza ona -krajca (to po kociewsku), czyli tarczowa piła stołowa. I wtedy każdy sąsiad wokoło rusza do akcji… Bo przecież drewno należy ciąć na zimę od wczesnej wiosny.

  14. W naszej rodzinie krązy na temat rabania historyjka:
    Mama: -Zdzisiek, idże drew narombać, no!
    -Zdzisiek:Kiedy boję sie, że sem co utnem!
    -matka: – NIe utnies, idże.
    Po kilku chwilach wrzask:
    -Mamo, kłamaliście! Jużem se ucioł!
    ( orientacyjny czas zdarzenia : wczesne lata 60. Miejsce: okolice Kielc.).Bohater mial około 6 lat i nieomal w cąłości odrąbał sobie mały paluszek u nóżki :(( który został na szczęście pocerowany i wyzdrowiał)… Ps.Powodzenia jutro, a właściwie juz dziś:))

  15. Aniu oj uważaj, bo ja ze wsi i mówię tu poważnie, niejednej kurze łepetynę odrąbałam 😉 . Przypomniało mi się, jak mama już została sama i pojechałam w odwiedziny i chciałam narąbać drzewa na rozpałkę i zamiast a drewienko, walnęłam w palec, pogotowie, szycie…. , palec dało się uratować, do dziś mam bliznę. Kurcze Aniu teraz będę się martwiła, co by TwójMężuś większej siekiery nie kupił……. hahahaha

  16. Droga Aniu, ale mnie ubawiłaś. 😀 Zobaczyłam samą siebie kiedy tak jak tobie się wydawało ( jak na filmie), że to nic trudnego. Niestety, prędzej się bym zabiła. A bezsilność jest powodem złości na starość i niemoc. 🙁 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *