Jajo poszło na próbne stracenie

Jednym z największych plusów blogowania jest wsparcie czytelników i innych blogerów. Normalnie, gdybym mogła, to bym Was wszystkich uściskała. Wygrzebałam się spod kocyka, choć jeszcze w głowie sporo do ułożenia zostało, bo to nie jest prosta sprawa. Jednak dam radę, bo innego wyjścia nie ma.

mikołajNajlepszy sposób na dołek, to praca. Akurat tak się złożyło, że ostatnio w weekendy pracuję, bo takie mam zlecenie. Najlepszy jednak jest mój Mężuś. W sobotę jak już wróciłam z pracy, zapakował mnie w auto i zawiózł do św. Mikołaja, który w otoczeniu reniferów stacjonuje w Gdańsku. Co prawda, na kolana Mikołajowi nie usiadłam, bo brzuchaty pan w czerwonym ubranku może niekoniecznie gustować w podstarzałych kurach, więc jedynie reniferowi szepnęłam na uszko to i owo. Renifer wysłuchał cierpliwie, a potem dupskiem się do mnie odwrócił i ze stoickim spokojem przeżuwał siano. Zakładam, że jednak usłyszał to, co trzeba.

I tak jeszcze a propos bloga i blogerów, przypomniało mi się, jak jakiś czas temu rozmawiałam z młodą kobietą – fanką jednego z najpopularniejszych blogerów. Zapytałam ją, co się jej podoba na tamtym blogu i usłyszałam odpowiedź:

– To, że tak tyra swoich czytelników.

Hmm… I to mnie pobudziło do refleksji. Tak sobie myślę, że w życiu tyle nas spotyka przykrości, że jeszcze jakbym miała czytać posty kogoś, kto by mnie obrażał czy „tyrał”, to chyba musiałabym zakupić jakąś dubeltówkę i sobie z niej wymierzyć w szare komórki (o ile by jakieś mi zostały po tym „tyraniu”). No, jeszcze jest jedno wyjście: użycie dubeltówki do odstrzelenia czterech liter tego „tyrającego”.

A ja w ostatnim czasie dostałam tyle słów wsparcia, że gdyby można było je zamienić na hel i napełnić nim balon, to poleciałabym kilka kilometrów nad ziemią. I wtedy to wszystkie dołki zostałyby daleko w jednym dole. Ha! To by było coś. Dostałam nawet na mejla piękne stópki bobasa do ucałowania na pocieszenie. No, i jak tu Was nie kochać, co? Nie da się.

A dzisiaj już wygrzebana z pieleszy trzymam od rana kciuki, bo maturzyści mają próbny egzamin. Jajo wstało przed piątą i pojechało na skazanie. W piątek za prawie dwie stówki nakupiło testów, repetytoriów i zakuwało. No, zakuwanie szło umiarkowanie, bo Jajo wpadło w lekką panikę, co powtarzać. Okazało się, że tyle tego, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Mam jednak nadzieję, że Jajo da radę. A my, rodzice maturzystów, łączmy się na próbę w bólu.

0 thoughts on “Jajo poszło na próbne stracenie”

  1. Kuro, u Ciebie na blogu jest tak ciepło, że nie musisz nadawać rozgrzewających nazw. Spływa na nas trochę tego ciepła z twego serca więc jak ty potrzebujesz ogrzania i przytulenia to się odwdzięczamy.
    Trzymam kciuki za Jajo i życzę powodzenia wszystkim próbnym maturzystom. Niech wyciągną mądre wnioski z próby i na wiosnę będzie dobrze.

  2. Aniu wiem, co przeżywasz, ja dwa razy “panikowałam” tak sama przed sobą, a chłopakom poszło dobrze. My rodzice chyba bardziej się denerwujemy, niż maturzyści. Na pewno córci poszło dobrze. Pozdrawiam Aniu i miłego dnia życzę. 🙂

    1. Masz rację, że rodzice chyba bardziej przeżywają. Dzieciaki zaprawione w bojach, bo od najwcześniejszych lat jakieś testy, egzaminy itp. 🙂

      1. Nie wiem Aniu, jak ja czytałam, przecież to dzisiaj maturzyści się “męczą”. Zorientowałam się, ale musiałam wyjść, jak tylko przyszłam do domu od razu włączyłam kompa i chciałam Ci powiedzieć, że trzymam kciuki za Jajo. W radio słyszałam, że 5 dni to będzie trwało i zaskoczyło mnie, że matura próbna to nie jest obowiązkowa, czy może znowu coś pokręciłam?

        1. Matura próbna z tego, co wiem, to trwa do czwartku, czyli cztery dni. U Jaja w szkole jest obowiązkowa, podejrzewam, że tak jest we wszystkich szkołach. Jajo oczywiście już dzwoniło, że babola palnęło w wypracowaniu takiego, że wstyd, w dodatku poczłapało do pielęgniarki, bo ma gorączkę. U Jaja nic nie może być normalnie. Już w piątek coś ją rozkładało i obawiam się, że niestety rozłoży.

  3. Jajo jest zdolne, poradzi sobie pięknie.
    Nie wiem co zabawnego jest w “tyraniu” czytelników czy też innych osób. Można pożartować i owszem – przecież dystans do siebie jest bardzo ważny, ale żeby z “wrzucania” komuś robić atut i treść swojego bloga/życia? Ja chyba jakaś nie dzisiejsza jestem zupełnie… I nie lubię blogów gdzie za jakiś pogląd czy wpis pod postem jestem atakowana. A lubię taki jak ten,gdzie można zostawić czasem nawet opinię inną niż ma autor (znaczy Ty Szanowna Aniu Kurko!), dostać komentarz z kontrargumentami, a nawet toczyć dyskusję. Ale wszystko na poziomie właśnie argumentów, a nie wkładania szpili.

    1. Też właśnie tak lubię. Wtedy nawiązuje się nić sympatii i porozumienia. Człowiek ma wrażenie, że spotyka tutaj dobrze znane bliskie mu osoby. 🙂

  4. Cieszę się, że u Ciebie jest lepiej. Mam nadzieję, że teraz w duszy zaświeci słońce, a jak chcesz, mogę Ci podesłać jeszcze jedne maleńkie stópki 😉

    1. Dziękuję. Mam nadzieję, że da radę. Najgorsze to wstawanie, bo na maturę musi być wcześniej i przez cztery dni pod rząd wstaje przed piątą.

  5. Za Jajo trzymam kciuki z całych sił, oby Skorupka Jej przesiąknięta wiedzą była 😉
    Tyrających blogów nie czytam – mam dosyć problemów na głowie, z każdej strony atakują dziwacznymi informacjami, a to TV a to radio itp….. Wolę ciepełko i coś na wesoło 😉

  6. Ja wychodzę z założenia, że jak się traktuje ludzi, tak oni traktują nas. Czyli jeśli się “tyra” czytelników, to oni nie będą się inaczej zachowywać.
    A my Ciebie jak widać lubimy i szanujemy, bo Ty też nas tak traktujesz 😉
    A Jajo?… Z taką Kurą… (i z takim wsparciem Twoich czytelników) no pewnie, że da radę 🙂

  7. Nie ma czym się zamartwiać. Kurcze, człowiek startował do matury bez żadnych prób, testów czy innych podchodów i dawał radę z marszu.
    Wszystko będzie dobrze 🙂

  8. Tyra czytelników? I jeszcze ich posiada ? Ciekawe…

    Pamiętam jak Ja pisałam maturę – chyba bardziej się wtedy stresują rodzice niż maturzyści 😀

  9. Tak się zastanawiam czy chciałabym jeszcze robić sobie przykrość czytając jak ktoś mi “dowala”. Nie, zdecydowanie nie, to nie moja muzyka i rytm.

    Trzymam kciuki za Dziecko i próbną 🙂

    1. Z polskiego w miarę Jajo zadowolone (gdyby nie jeden babol, który strzeliło), na matmie nie była, bo ją gorączka rozłożyła i test zrobi w weekend. A dzisiaj był angielski podstawowy to luzik zupełny. Nawet mówiła, że jak puszczono nagranie to w pierwszej chwili myślała, że to po polsku. 🙂 🙂 Jutro angielski rozszerzony. Tego się boi, bo chce napisać jak najlepiej. Teraz śpi, bo jednak wstawanie przed piątą, do tego choroba, trochę dają jej w kość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *