Wizyta w sex shopie

Natchnęła mnie Jukka Sarasti, która po przeczytaniu „Złodziejki marzeń” zwróciła uwagę na scenę w sex shopie. I muszę przyznać, że w tym przybytku uciechy nigdy nie byłam. To, co kryją za sobą często przysłonięte witryny tych sklepów, stworzone zostało w mojej wyobraźni. Ja – skromna, niewinna osóbka – podejrzewam, że oglądanie najprzeróżniejszych gadżetów erotycznych mogłoby skończyć się wielkimi rumieńcami na twarzy i lekką palpitacją serca. Co prawda, miałam taką chęć w trakcie pisania tej sceny, żeby wejść, zobaczyć, jak to wygląda, jaki towar można tam kupić itp. No dobra, nie owijając w bawełnę, byłam STRASZNIE ciekawa, niczym pensjonarka robiłam sobie nieprzyzwoite projekcje w łepetynie. Jednak w moim mieście takiego miejsca uciechy nie namierzyłam, więc skończyło się na oglądaniu witryn internetowych, bo przecież trzeba było się zorientować chociażby w cenach. Toż nad moją bohaterką miała zawisnąć „klątwa fallusa”. Jakiego? W jakich kolorach i w jakiej cenie? Musiałam sprawdzić.

seks shopPrzyznaję, że „zbieranie informacji” zajęło mi kilka dni, a włos mi się lekko skręcił, bo takie cuda ja tam widziałam, że na samą myśl się rumienię.

Moja bohaterka, z tego względu, że trochę do mnie podobna, musiała się zachować tak, jak zachowałabym się ja, czyli prawie na czworakach pomykała pomiędzy regałami w poszukiwaniu odpowiedniego gadżetu:

Kiedy jednak tak wychylałam się po szpiegowsku zza półek, nagle podskoczyłam z wrażenia, bo poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Zamachnęłam się odruchowo tym, co trzymałam w dłoni, i oniemiałam z wrażenia.

– Co pani robi?! – krzyknął mężczyzna, który stał koło mnie. Chyba lekko się wystraszył, kiedy zobaczył, że wzięłam zamach.

– Oj, przepraszam, wystraszyłam się – odpowiedziałam i w tej chwili spojrzałam na to, co trzymałam w ręku. No, pięknie. Właśnie zamachnęłam się błękitnym fiutem z wypustkami na obcego faceta. […]

– Co pani robi? – powtórzył pytanie.

– Oj, przepraszam… – zaczęłam się jąkać. – Oglądałam to coś, co jest na dole półki… te muchy… czy coś tam…

– A, to są „hiszpańskie muchy” – odpowiedział z dumą. – Bardzo dobry produkt, chce pani wypróbować?

Oczyma wyobraźni zobaczyłam to, czego zobaczyć nie powinnam. Wystraszyłam się.

– Nie! Nie! – krzyknęłam. – Ja tylko potrzebuję prezent dla koleżanki… – dukałam jak pensjonarka, a w duchu przeklinałam Olgę, że podsunęła mi taki durny pomysł. A ja, stara i głupia czerwienię się jak dziewica orleańska na widok plastikowych penisów i gadżetów, o istnieniu których nie miałam zielonego pojęcia.[…]

– Oczywiście… dla koleżanki… – Sprzedawca puścił do mnie oko. I sięgnął z półki po jakiegoś innego gumowego penisa. – Ten jest teraz bardzo popularny. To najnowszy model. Taki mercedes klasy S wśród wibratorów – zachwalał. Też miał wypustki. A ja poczułam się, jakbym kupowała samochód. Nie miałam pojęcia, jak wygląda taki model, ale byłam tak skrępowana, że było mi wszystko jedno.

– Dokładamy do tego modelu żel nawilżający gratis i oczywiście baterie. Na pewno będzie pani bardzo zadowolona. Dajemy sto procent gwarancji. – Uśmiechał się, dumnie prezentując penisa w dość naturalnym kolorze.

– Nie ja – poprawiłam go. – Koleżanka.

– Oczywiście, koleżanka – odparł z durnym uśmiechem przyklejonym do gęby. – Proszę dotknąć. – Wyciągnął wibrator w moim kierunku. Od razu cofnęłam się przerażona.

– Nie, dziękuję – rzuciłam i jak najszybciej postanowiłam stąd wyjść. – Zaufam panu, niech będzie.

Przeszliśmy do lady. Odłożyłam niebieskiego penisa na blat. I nerwowo zaczęłam szperać w torebce w poszukiwaniu portfela. Pan w tym czasie nabił cenę. Jak ją zobaczyłam, to oniemiałam z wrażenia.

– Ile? – spytałam przerażona.

– Trzysta pięćdziesiąt złotych – odparł pan z beztroską miną. – Ale to najlepszy produkt, super jakość. Posłuży pani bar…

– Koleżance, nie mnie…

– Koleżance posłuży bardzo długo – zachwalał. A ja marzyłam tylko o tym, aby się stąd wydostać. Machnęłam więc ręką, by pakował.

– I tu jeszcze żel nawilżający dla pa… dla koleżanki. – Położył na ladę jakieś cztery tubki. – Jaki zapach i smak pani sobie życzy? Truskawka, czekolada…

– Stop! – krzyknęłam piskliwym głosem. Tego było już za dużo. – Obojętnie! – dodałam. Kurza twarz, jaki żel? Smakowy? Zapachowy? Przecież to nie do żarcia, tylko do smarowania… I aż zaniemówiłam, bo dotarło do mnie z lekkim opóźnieniem, gdzie należy się tym smarować i po co.

– To dam czekoladowy – powiedział i wrzucił go do papierowej torby. – To jeszcze gratis od siebie dorzucę pani jakąś niespodziankę. Proszę sobie w domu wypróbować, gwarantuję, że tutaj pani wróci.

– Dziękuję, nie trzeba – rzuciłam z przerażeniem. A w duchu dodałam: „Kończ waść, wstydu oszczędź”. Policzki paliły mnie niemiłosiernie, a serce waliło mi jak oszalałe. […]

Trzęsącymi się rękoma wyjęłam z portfela pieniądze. Położyłam je na blat i z niecierpliwością czekałam na resztę. Facetowi najwyraźniej sprawiało przyjemność dręczenie mnie, bo reszty szukał bardzo powoli. I odliczył ją jeszcze starannie, zanim położył przede mną. Szybko schowałam pieniądze do kieszeni, nie bawiłam się w układanie ich w portfelu. Chwyciłam papierową torbę i niemalże wybiegłam ze sklepu. O mało nie strąciłam stojaka z prezerwatywami. Udało się jednak bez pozostawiania za sobą zgliszczy zniszczeń wydostać na ulicę.*

Tak to wyglądało w mojej głowie. Zastanawia mnie jednak, co sądzicie na temat takich miejsc. Zaglądacie? Czaicie się pomiędzy regałami na czworakach? Czy może zupełny luz? A może takie miejsca to siedlisko zła, istna Sodoma i Gomora?

 

 

PS  Na zdjęciu stoję przed sex shopem z Arte. Zdjęcie zrobiła Dziewczyna z Tatuażem podczas naszego spotkania w Gdańsku.

 

 

 

*fragment pochodzi z: „Złodziejka marzeń” Anna Sakowicz, wyd. Szara Godzina 2014

0 myśli na “Wizyta w sex shopie”

  1. Któż inny niż Arte mógłby być na tym zdjęciu? 😉
    A co do fragmentu “Złodziejki marzeń” oj masz Ty wyobraźnię okrutną, Aniu!
    W takim sklepie jeszcze nigdy nie byłam – na razie “sex” bez “shop” po niewielu jeszcze latach małżeństwa jest towarem zaspakajającym potrzeby konsumentów czyli nas. Ale gdy troszkę się przeje (czy się kiedyś przeje? nie wiem) to przypraw najlepiej szukać chyba w takim miejscu. Sodoma i gomora? Eee… Nic co ludzkie nie jest mi obce ;). A ja czekam na relacje z Twojej realnej wizyty w sex-shopie, bo jak posypią się komentarze, to zdaje mi się sama w końcu postanowisz skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością. A może jakaś książka zupełnie nie dla dzieci powstanie?

  2. Dzień dobry 🙂
    Raz, sto lat temu mu się zdarzyło 🙂
    Jednak wolę kupować przez Allegro i to nie przez wstyd ale dlatego, że mogę na spokojnie pooglądać (tylko fotki co prawda), a nie ze krąży za mną pomocna sprzedawczyni czy też sprzedawca.
    Radze sobie i porad mi nie trzeba 🙂
    Poza tym przez net jest taniej 😛

    1. Właśnie. Najgorszy mi się wydaje ten sprzedawca krążący z uśmiechem za klientem. 🙂 🙂 A jeszcze jak to będzie facet, to ja już spłonę rumieńcem. 😉 🙂

  3. ja nie chodzę bo w sumie nie mam po co ale parę razy byłam, ot z czystej ciekawości, najbardziej zastanawia mnie fakt skąd oni biorą takie ekspedientki! Aniu książkę oczywiście czytałam i na tej scenie śmiałam się w głos, poszładalej do koleżanek, kuzynek, cioć…

  4. E to jak to nie byłaś…?? To w takim razie nierzetelne opisy 😛 Z mężusiem jak najbardziej, ciekawe na co on będzie patrzył, a przy czym się rumienił 😉 Ja osobiście też nie byłem. Byłem tylko w kinie erotycznym przy okazji służby wojskowej w Szczecinie 😉 ale to nie to samo

  5. Byłam raz. Dawno temu, Bielizny sobie szukałam. Jakiejś zmysłowej ale bez przesady. Weszłam do takiego wielkiego, zdaje się, że to beate ushe była… z widokiem sklepu z jak najbardziej przeszklonymi witrynami byłam obeznana, bo to w centrum było i czasem trudno było nie mijać. Ponieważ sklep był duży nikt się z pomocą nie narzucał. I nawet nie pamiętam czy się bardzo czaiłam… Pamiętam, że chciałam nabyć jakieś ładne, koronkowe szorty. Niestety, tam (zresztą nie tylko w “takich” sklepach, w normalnych też) nawet jeśli ten kawałek bielizny zwany był szortami czy bokserkami to i tak okazywał się stringami.
    A rzeczony fragment powieści to ja akurat w autobusie czytałam… Oj, chyba nie powinnam czytać książek w miejscach publicznych 😉

  6. Ale się cieszę, że czytałam “Złodziejkę marzeń…. W moim mieście nie ma takiego sklepu, ale znając siebie, to nie daję gwarancji, czy nie zainterewesowała bym się, bo podniet potrzeba. 🙂

  7. Nigdy nie byłam…
    Jak już pisałam przy “Żółtej tabletce” – powinien być zakaz czytania Twoich książek w miejscach publicznych. Nauczona tamtymi doświadczeniami “Złodziejkę…” czytałam … we własnym łóżku…
    Przypuszczam, że w sex shopie zachowałabym się tak jak Twoja bohaterka, a może bym w ogóle uciekła, gdy by mnie ktoś tak zapytał o pomoc… 😉

  8. Pod koniec lat 90-tych do Paryża zaprosiła mnie córka, gdyż tam pracowała i ja w tym Paryżu byłam taka ciekawa, że i do tego przybytku sobie weszłam hi hi

  9. Nigdy nie byłam, bo nie miałam takiej potrzeby, ale nie widzę w takich sklepach nic złego. Wszystko jest przecież dla ludzi, nie ?

    A fragment z Twojej książki o wizycie w sex shopie uwielbiam 😀

  10. Nigdy w takim sklepie nie byłem. Prawdopodobnie jest to jedyne miejsce, gdzie bym potrafił opowiadać wyłącznie głupie żarty, bo powagi bym nie dał rady utrzymać 😀

  11. W takim zwykłym nie byłam, jakoś zawsze odrzucały mnie te różowe, przepraszam za wyrażenie – oczojebne napisy. Seks i różowe? Nie, dziękuję. W takich internetowych byłam, ale co to za wyczyn 😉 Ale pamiętam jak mój Mąż kiedyś pracował jako programista w firmie robiącej strony www dla sklepów internetowych i robił stronę dla seksshopu specjalizującego się w sado maso. Opowiadał, że przy niektórych produktach jakoś tak niefajnie się robiło na myśl, że ktoś tego używa…
    A w książce już jestem po wizycie Joanny w przybytku rozpusty, teraz kupuje samochód 😉 Idzie mi powoli, bo dzięki wyczynom pewnej Młodej Damy wolne chwile poświęcam na sen 😉 Ale mikro recenzja na blogu będzie!

  12. Byłam w sex – shopie raz. Nie pamiętam, czy szukałam prezentu, fajnej bielizny dla siebie czy po prostu weszłam z ciekawości. Niestety, pan za ladą tego zagraconego sklepiczku, nie mogący się oderwać od lektury, spowodował mój szybki odwrót.

  13. Haha, nie mogę się doczekać aż dostanę “złodziejkę” w swoje łapki, zamówiłam u teściów na urodziny 🙂 Ja byłam w takim sklepie nie raz i nie dwa. W UK to nic takiego, takie sklepy są nawet w normalnych galeriach handlowych. Ale mają dziwactwa tam, o matko 🙂

  14. Haha :D. Przyznam szczerze, że nie miałem okazji zajrzeć do takiego sklepu – jednak chyba Moje Miasto jest na to za małe, a z racji mojego zawodu… ;). Jeżeli już, to e-zakupy :).

    1. Właśnie, to jest prawda, że w małym mieście przedstawiciele niektórych zawodów mogą być od razu wzięci na języki, jakby im nie wypadało. A przecież to ludzka rzecz. 🙂 🙂

      1. Ja już dawno doszedłem do wniosku, że nauczyciel, to jednak powinien uczyć w innym mieście, niż mieszka – i to bynajmniej nie z powodu wizyt w seks-shopie. Ale od ilości odpowiadanych “dzień dobry” na ulicy na zakupach może gardło rozboleć ;).

  15. Byłam ze trzy razy. Sklep jak sklep. Ceny straszne…
    Szukałyśmy prezentu na 40 koleżanki i kupiłyśmy mydełko w kształcie penisa 😛

  16. Bardzo fajny fragment Twojej ksiazki. Na pewno kupie bedac w Polsce w lutym.
    Ja bylam w sex shopie kilka razy z kolezanka 🙂 ale to bylo jak mieszkalam w Szwajcarii, sklep ten sklep znajdowal sie przy dworcu glownym i mial ciekawa wystawe w oknie ( o dziwo okno nie bylo zaklejone ). Pierwszy raz bylam speszona, jak pan do mnie podszedl i sie spytal czy moze pomoc 🙂 nastepne razy byly mniej peszace 🙂 Ja uwazam, ze wszystko jest dla ludzi 🙂 Za pierwszym razem wybralysmy sie po feromony 🙂

  17. Byłam. Nie pamiętam czy raz czy dwa. Głupio się czułam, miałam wtedy chyba 19 lat i jak zobaczyłam te wszystkie kolorowe fiutańce to aż nogi zacisnęłam ze strachu 😉 Sprzedawcą był jakiś znudzony chyba życiem i mało zainteresowany klientami facet, więc sobie pooglądałam co nieco. Gdy zapytał w czym pomóc, spłonęłam i wyszłam prawie razem z drzwiami.

  18. Właśnie przyprowadziła mnie tutaj Arte 😀 Ale nie wzięła mnie za rękę- sama grzecznie przydreptałam 😉
    Byłam kilka dni temu pierwszy raz w sex shopie (właśnie zamieściłam wpis u siebie) i może nie czułam się dokładnie jak bohaterka Twojej książki, ale ogrom tego wszystkiego troszkę mnie przytłoczył 😉 Nie spodziewałam się takiego wyboru i takiego ekspedienta 😉
    Pozdrawiam!
    P.S. Już wiem z kim baraszkowała Arte, kiedy mi pisała, że jest nad morzem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *