Strachy na lachy

Znajduję w piwnicy domu stary radiomagnetofon z kasetą w kieszeni. Dziwne, bo daję sobie uciąć głowę, że kiedyś go nie było. Zanoszę go na górę i podłączam do prądu, by sprawdzić, co to za nagranie. Słyszę dziwne dźwięki. Jakieś sapanie, chrząkanie, a w tle skrzypiącą podłogę. Ciarki przechodzą mi po plecach, bo dźwięk straszny. Jęki, zawodzenie. Potem jakieś nawoływania jakby z zaświatów z dziwnym pogłosem. Zadrżały mi dłonie, a serce przyspieszyło, jednak kaseta nie daje się wyłączyć, a dźwięki budzą coraz większy niepokój.

duchPotrząsam radiomagnetofonem. Wyrywam kabel z gniazdka, bo zaczynam się bać. Nikogo nie ma w domu, a ja nie wiem już, czy odgłosy skrzypiącej podłogi to jeszcze nagranie, czy faktycznie ktoś do mnie idzie. Słyszę krok za krokiem. Skrzyp, skrzyp, skrzyp. W końcu moje imię. Ktoś szepcze: Ania, Ania, Ania, Ania… Włosy na głowie mi się tak skręcają, że po rozczochranej zostaje tylko wspomnienie. Patrzę przed siebie, a w progu stoi biała postać z włosami rodem z „Klątwy”. Widzę długą białą szatę kończącą się przed brudnymi stopami. Z dłoni kapie jej krew. Uderza o parkiet. Kap, kap, kap. Słyszę jej oddech. Nie chcę spojrzeć na tę twarz, zresztą zasłaniają ją długie czarne włosy. Chciałoby się pomyśleć, że nieźle jej te kłaki wyprostowano, ale niestety nie jestem w stanie myśleć, bo się boję. Rzucam magnetofon. Rozbija się o podłogę, ale ciągle słyszę nagranie. Skrzyp, skrzyp, skrzyp… Nagle pac! Coś mnie zmiata z taką siłą, że wpadam do następnego pokoju. A tam?! Na środku podłogi wije się wąż tak wielki, że może mnie połknąć jednym chapnięciem. Nie wiem, co robić. Za ścianą duch, a tu wąż. Tak się boję, że prawie posikam się w gacie ze strachu.

Wtedy otwieram oczy. Rozglądam się wokół. Jest półmrok. Jakieś odgłosy. To Mężuś spokojnie oddycha. Śpi. Mam mokrą od potu koszulkę. Tak się boję, że nie mam odwagi wstać z łóżka i pójść się w końcu wysikać. Przebieram nogami i wmawiam sobie: „Nie chce mi się siku. Nie chce mi się siku”. I tak kilka razy. A Mężusia nie puszczam. Kurdę, tak się zestrachałam, że nie ma takiej siły, która by mnie teraz wygoniła z łóżka. Zamykam oczy, ale co zamknę, to widzę ducha i węża. Kurza twarz! A kysz, a kysz! A na pęcherz ciągle coś napiera. Ale nie! Twardziel jestem. Pewnie tam na korytarzu coś się na mnie czai. O, nic z tych rzeczy! Nie wylezę! Oby do świtu tylko pęcherz dał radę. Oby do świtu. Boję się nawet łapą sięgnąć telefon, by sprawdzić, ile mam tak wytrzymać.

No, ale udało się! Dotrwałam do rana. Ale dawno się tak nie bałam. Takie koszmary to nie dla mnie. Zero horrorów! Zero strachów!

Macie tak czasami? Że sen jest tak straszny, że nie ma takiego parcia na pęcherz, które by Was z łóżka wyciągnęło?

 

 

 

PS  A propos koszmarów. Nie cierpię ich! Jedyny wyjątek to Koszmarzyce Koszmarnej. Znacie tę blogerkę? Ja znam i swoją klatą poświadczam, że tam żadnych koszmarów nie znajdziecie. A jeżeli ktoś jest w ferworze świątecznego pomagania i jeszcze nie zdecydował kogo i jak wspomoże, to proponuję zajrzeć do Koszmarnej, bo pisze o Hospicjum dla Dzieci w Gdyni. Przyjmują zabawki, książeczki, pościel, ręczniki.. Zresztą sami poczytajcie TUTAJ.

0 myśli na “Strachy na lachy”

  1. Komputer, z którego teraz piszę (niespełna pięcioletni laptop) na jawie robi niezłe numery – zaczyna głośno burczeć bez powodu, włącza się i wyłącza kiedy chce, a czasem nie można go wyłączyć inaczej niż wymuszając to odcinając wszelkie źródła zasilania. Do tego stopnia mnie przeraża, że jak jak mi się przyśni to już koszmar – bo tam nawet po wyjęciu baterii, odłączeniu zasilania próbuje przejąć kontrolę nie tyle nad naszym domem, co panowanie nad całym światem… Tak, sny z laptopem w roli głównej dorównują tym gdzie pojawiają się teściowie. 😉

  2. hahahaha, dobre :)))

    Takiego stracha miałam zawsze na wakacjach u babci. Dla mnie ten dom i okolice były nawiedzone. Czasami bywały jakieś dziwne hałasy, akcje a do tego moje wyobrażenia, więc ze strachu nigdy w nocy nie wstałam, twardo zaciskając nogi do rana, Zresztą kontakt byl za daleko a potwory tak blisko, że nie było szanś na skorzystania z toalety. Raz zapukało mi coś do okna i durna łypnęłam okiem, bo pukało i pukało. Zobaczyłam głowę: ciemna twarz z rogami …..czerwone oczy …..Schowałam się pod kołdrę i zdrowaśki klepałam. To była moja ostatnia noc tam.
    W domku na lajcie, jak się wystraszę budzę mężula – niech mnie ogarnia :DDD. A jak go nie ma, a coś mnie nawiedzi – śpię do rana przy lampce (włączonego światła, nie wina :D).

  3. U mnie takie koszmary to przeszłość,ale całe dzieciństwo śniły mi się duchy i zjawy,najczęściej w dość pozytywnej formie,ale zdarzało się,że w negatywnej i bardzo negatywnej. Choć nawet te pozytywne sprawiały,że omal nie srałam w gacie. Dlatego nauczyłam się spać przy świetle i zmieniło się to dopiero po zamążpójściu. Jednak czasami nadal lubię sobie zapalić na noc świeczkę. Zmarli czasem mi się śnią,ale rzadziej no i już się nie boję. Czasami wręcz mnie te sny uspokajają, zwłaszcza, gdy śni się ktoś,kogo niedawno straciłam i zdaje się być szczęśliwy. Ostatnio miałam kilka takich snów. Co ciekawe,oni zawsze sprawiają wrażenie,jakby to,że nie żyją,nie stanowiło żadnego problemu. Jakby nie było to w niczym przeszkodą. O ironio,wtedy mogę spać spokojnie.

  4. ja się raczej nie boję, ale grafitowa tu nie zagląda to sobie ją obgadam 😀 przypoinam sobie, że kiedyś w toalecie korki wywalilo (dość głośno). Grafitowa się przestraszyła i wybiegła krzycząc “lampa wybuchła” Przez kilka chwil nie puszczała mnie z uścisku 😀 Chyba, że to był tylko pretekst!

  5. Rzadko pamiętam, co mi się śniło, ale kiedy już pamiętam, to zawsze są jakieś paskudne koszmary – straszna niesprawiedliwość. Horrorów żadnych oglądać nie mogę, w każdym razie nie po zmroku 🙂 .

  6. Kiedyś często się widziało.. różne rzeczy…
    nawiedzały mnie.. nie-nie koszmary. Cieżki temat bo jeszcze powiedzą o mnie wariatka 🙂

    Ostatnio się uspokoiło. chyba wiem dlaczego-ale cieszy mnie to…

    Ps. Tytuł mnie zachwycił-myślę Ania słucha mojej muzy.. a tu.. duch!

  7. Ania ty mnie tak nie strasz, nie znoszę horrorów, nie znoszę się bać. Chyba wolałabym się zsikać w łóżko, niż z niego wyjść. Po obejrzeniu Frankenszteina,chodziłam długo przy ścianie, żeby mnie nic nie złapało z tyłu. Co za koszmar! Pozdrawiam i życzę spokojnych snów.

  8. Nie lubię horrorów i nie lubię się bać. Odkąd jestem mamą moje najgorsze koszmary nocne dotyczą zniknięcia dzieci. Są straszne, budzę się absolutnie rozbita. Jak to jest, że czasem śni nam się coś miłego i w chwilę po obudzeniu zapominamy, co się śniło. Zostają tylko przyjemne emocje. A sny koszmary pamiętamy długo i to ze szczegółami…

  9. Ja jestem w miarę odporna na duchy i wampiry, za to jako dziecko miewałam koszmary o wojnie i torturach – musiałam się w nieodpowiednim wieku naoglądać jakichś strasznych filmów.

  10. Niedawno często miewałam koszmary, na szczęście ostatnio ich nie mam. Ale też budziłam się wystraszona, a raz mąż mnie obudził, bo strasznie krzyczałam podobno i go obudziłam. Nie umiem potem usnąć, a serce mi wali jak oszalałe.

  11. No cóż – i mnie dopadały w dzieciństwie takie makabryczne sny. Były one efektem bajek opowiadanych przez ciocię, spania w stodołach na wakacjach lub drewnianych domach, które wciąż”opowiadają ” swoją historię. Bardzo bałam się tych nocy. Teraz kiedy jestem dorosła i znowu mieszkam w drewnianym, starym domu gdzie wciąż słychać “opowieści ” staram się racjonalizować mój niepokój. :)Ale dobrze cię Aniu rozumiem. Ty masz chociaż Mężusia do którego możesz się przykleić. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *