Co dalej z tym aniołem?

Dopadła mnie jesienna chandra. Chwyciła za łepetynę i przycisnęła do poduszki. Przecież nie będę z nią walczyć, nie? Po prostu przeczekam. Na dodatek przylazła, kiedy mnie wyobraźnia poniosła i skrobałam sobie pomalutku opowiadanie. Chandra przylazła i z tekstem utknęłam. Prezentuję wyniki moich wypocin niżej. Jak myślicie, co powinno być dalej? (To taka wizja związana z odpaleniem mojego kominka – planowe odpalenie oczywiście jeszcze nie nastąpiło):

*

aniołOstatnie co pamiętam to to, jak sponiewierałam swój tekst. Wszystko odbyło się zgodnie z radą, jaką wyczytałam w mądrym piśmie literackim. Takie mądre wskazówki starzy literaci dają przyszłym pisarzom. Zaczynam podejrzewać, że chcą się w ten sposób pozbyć konkurencji. Podobno, dlatego że autor jest największym miłośnikiem własnego teksu, powinien go sponiewierać. Nie napisali tylko, co rozumieją przez sponiewieranie i w jaki sposób to zrobić, więc należało improwizować.  Najpierw przez miesiąc siedziałam, skrobałam się po łepetynie i pisałam. Udało mi się spłodzić zaledwie piętnaście tysięcy znaków, licząc z powietrzem latającym pomiędzy literkami. Potem to wydrukowałam. Wyszło prawie dziesięć stron. Wszystko o moim życiu. Za ciekawe to ono nie było, jeżeli nadmuchane przez spacje ograniczyło się do tak mizernej liczby znaków. No, ale cóż. Jakie życie, taki tekst.

    Rzuciłam kartki na podłogę. Poczułam ich opór. Deptałam po nich, skakałam i nic. Ciągle miałam wrażenie, że były zbyt mało sponiewierane. I jakoś tak ironicznie uśmiechały się do mnie z podłogi. No, to potraktowałam je z kopa. Widziałam, jak zapiski o narodzinach połączonych z krzykiem wydobytym z mojej paszczy leciały w niebezpiecznym kierunku. Ich lot ograniczył rozpalony kominek. Szybko się więc zapaliły. I ogień w sposób niekontrolowany rozprzestrzenił się na resztę rozsypanego po pokoju papieru. Skoczyłam. Toż to moje życie w płomieniach stanęło! Jedna noga, druga. Deptałam, by stłumić ogień, ale w kapciach to zbyt rozsądne raczej nie było. Moje puszyste misiaczki na stopach również zajęły się ogniem. W panice zrzuciłam jeden kapeć. Poleciał na łóżko. A tam już tliła się narzuta. Drugi kapeć poszybował pod okno. Zajęła się zasłonka.

    To moje ostatnie wspomnienia. Obudziłam się w dziwnym miejscu. Miałam na sobie piżamę. Mokrą na siedzeniu. Dotknęłam dłonią. Dopiero teraz zauważyłam, że siedzę na jakimś śmietnisku. Odkleiłam od siebie zgniecionego banana. Śmierdziałam. Jak się tutaj znalazłam, nie wiedziałam. Próbowałam spokojnie ocenić swoją sytuację, kiedy nagle poczułam klepnięcie w ramię.

    To anioł. Prawdziwy. Najprawdziwszy. Siedział naprzeciwko mnie w kucki. Rękoma obejmował kolana i lekko poruszał skrzydłami. Były olbrzymie, wystawały mu kilkadziesiąt centymetrów ponad głowę.

    Zamknęłam oczy, bo tego było już za wiele. Wczoraj (chyba wczoraj) sponiewierałam swoje zapisane życie, prawdopodobnie z całym mieszkaniem. Nie wiem, czy ta literatka dająca rady młodym pisarzom właśnie to miała na myśli, ale jeżeli tak, to poszło mi idealnie.

    No, jeszcze była nadzieja, że to durny sen i zaraz obudzę się w swoim łóżeczku miękko otulona kołdrą.

    Nagle poczułam ból w ramieniu. To nakazało mi otworzyć oczy. Patrzył na mnie ten sam anioł, którego widziałam przed chwilą.

    – Umarłam? – spytałam.

    – Tak szybko się nie umiera – odpowiedział. – Wstań, musimy iść.

    – Dokąd?

    – Zobaczysz.

    Anioł patrzył na mnie tak bardzo przenikliwie, że poczułam zimny dreszcz na plecach. Objęłam się ramionami i otrząsnęłam. Chyba też trochę zmarzłam w tej piżamie. A mama mówiła, żeby ciepło się ubierać. Dostałam od niej nawet flanelową piżamkę i barchanowe gacie, ale zniknęły one w czeluściach mojej szafy. I teraz mam za swoje. To taka matczyna zemsta. Za to, że nie nosisz ciepłych gaci, budzisz się na śmietnisku w jedwabnych „trykotach”. Super. W dodatku w obecności anioła. Chociaż to drugie nie było chyba najgorsze.

    Wstałam. Moje jedwabne gacie straciły swój idealnie różowy kolor. A stopy wyglądały tak, jakbym na bosaka przebiegła całe piekło tam i z powrotem.

    Anioł w tym czasie grzebał w kontenerze. Jego wielkie białe skrzydła uderzały o pojemnik. Wyglądało to dość zabawnie. Anioł grzebiący w śmieciach. Co dziwne, był ciągle nieskazitelnie biały. Jakby brud się go nie imał.

    Po chwili wyciągnął z pojemnika męskie jeansy. Rzucił mi je i znów zanurzył się w śmietnisku.

    – I niby co mam z tym zrobić? – spytałam głupio. Nie wiedziałam, po co kolekcjonuje tę garderobę.

    – Ubierz, bo zmarzniesz – odpowiedział tubalnym głosem. Spojrzałam na portki. Ewidentnie były męskie. Ponadto upaprane chyba keczupem na udzie. Rozmiar na hipopotama. Pewnie aniołek chce mnie w nich utopić. To taka pokuta, zanim zabierze mnie w zaświaty, bo że zabierze, to chyba nie ulega wątpliwości. Przecież ktoś tutaj tego anioła do mnie wysłał.

    Właśnie dostałam w twarz kolejnym śmierdzącym łachem.

    – O, przepraszam – usłyszałam.

    – A to co? – ściągnęłam z głowy cuchnący element garderoby. – No, proszę, jaka gustowna marynareczka. I myślisz, że się w nią wcisnę? No, chyba że tą marynarką mnie udusisz, a potem utopisz w tych spodniach.

    – Nie gadaj, tylko zakładaj – odpowiedział. Chyba nie odczytał ironii. Mnie niestety nie pozostało nic innego niż kpina, nie miałam już prawdopodobnie nawet mieszkania. Nie wspomnę o moim sponiewieranym opowiadaniu zapisanym na dysku komputera, który z pewnością nie był ognioodporny.

    Ubrałam to, co mi rzucił anioł. I, o dziwo. Wszystko pasowało jak ulał. Nawet plama po keczupie zniknęła. A przecież dałabym sobie głowę uciąć, że jeszcze przed chwilą tam była. Anioł uśmiechnął się do mnie. A ja stałam z głupią miną i wytrzeszczem oczu. Czary jakieś czy co? I to wszystko w pakiecie ze sponiewieranym tekstem?

    – I co teraz? – spytałam.

0 myśli na “Co dalej z tym aniołem?”

  1. O tych radach, czy wskazówkach literatów czytałam w wyborczej, był taki cykl. Nic z tego nie rozumiałam i tak sobie pomyślałam, że te rady jakieś dziwne są…… . Aniu nie potrafię Ci nic podpowiedzieć. Pozdrawiam 🙂

  2. No, zaciekawiłaś mnie… Co będzie dalej? 😉
    Radami się nie przejmuj, nie jesteś już takim początkującym pisarzem, w końcu dwie książki stoją na półce u każdego Twojego czytelnika:-)

  3. Przyznam,że nic dzisiaj mądrego nie wymyślę,po prostu się nie znam 🙂 .Wiem jedno,że poprzednie książki wzbudzają uśmiech ,zachwyt…wszystko co pozytywne.Pisz dalej sama z siebie,kieruj się swoją rozczochraną i sercem 🙂

  4. Anka- poniosło Cię trochę! A ten anioł dziwny jest i przypomina mi pingwina….z garderobą się tak szybko nie rozstawaj…chyba, że masz już w zanadrzu super kreatora mody- ale czy jesteś gotowa swoje ubrania wrzucić do zniszczarki ??? Z drugiej strony- warto mieć swojego anioła- on dobrze podpowiada…wszystko przecież pasuje, jak ulał…ale zanim się dojdzie do celu, nie jeden raz zostaniemy sponiewierani….

  5. 🙂 … cóż… jest taki serial (film też był) Constatntine – może sobie rzuć okiem na niego na necie 🙂

    … a ja czekam na ciąg dalszy, bo ja takie klimaty lubię 🙂 🙂

    1. Widziałam film, jakby mi tu taki anioł przyleciał czy przeleciał, śmietnisko czy kontener,nie narzekałabym. Jeśli anioł Kury wygląda jak równie dobrze jak Reeves,to ja proszę o romans, “Miasto aniołów” było,to czemu nie śmietnisko? Najwyżej będzie bardziej dirty.

      1. E tam zaraz zaduża… podkręć do oporu, wyrzuć granice i zobacz co z tego wyjdzie 🙂 to fantazja, konwenanse i ogólnospołeczne normy dla aniołów wywal do kosza 🙂

  6. Kurcze w najlepszym momencie przerwałaś – ale to jest naprawdę świetne.
    Ja również nie wiem co bierzesz, ale jak coś to możesz podesłać trochę tego do mnie 😀

    Nie pomogę Ci Aniu w dalszej części, bo co bym ni wymyśliła będzie bardzo banalne i na pewno gorsze od tego co Ty wymyślisz sama 🙂

    Ale już z niecierpliwością czekam na Twoją kolejną książkę !

  7. Ostatnio na LubimyCzytać.pl są rady dla początkujących pisarzy. Ale Ty tego nie musisz czytać, bo jak tam stoi: kto przeczytał Pamiętnik rzemieślnika to tych rad czytać już nie musi.
    A co do zakończenia – ja lubię otwarte. Więc bym zostawiła takie 🙂 Tudzież dopisać zdanie, że Aniou uznał, że swoją misję wypełnił i sponiewierana autorka sama już dalej musi sobie poradzić…

  8. Jeśli mogę poprorokować to… anioł zabrał podpalaczkę na potkanie z Dostojewskim, Hemingwayem i Chmielewską (zestaw przykładowy), którzy wypowiedzieli się w sobie właściwy sposób na temat niszczenia i poniewierania efektów własnej pracy, podpaleń oraz marnowania talentu na fizyczne znęcanie się nad papierem (zresztą mogliby gadać o czymkolwiek i tak byłoby ciekawie). Uskrzydlona, zmotywowana i obłędnie radosna pisarka w geście wdzięczności i euforii chce się rzucić aniołowi na szyję, ale właśnie odpadły mu skrzydła, białe szatki i okazał się bezdomnym panem Stefanem, co to grzebie rankami w śmietniku pod blokiem. Pan Stefan mrugnął z uśmiechem i zanurzył się w śmietnikowe skarby mrucząc “zabalowała wczoraj kierowniczka”. Pisareczka poprawiając przybrudzone różowe jedwabie podniosła siedzenie z chodnika mało zawstydzona, za to bardzo ciekawa jak to z tym poniewieraniem wyszło. No i tak to mniej więcej widzę 🙂

      1. A na zdrowie. Możesz używać nawet bez konsultacji z lekarzem czy farmaceutą 🙂 Tak mi kopnęłaś w zadek wyobraźnię, że cały dzień, zamiast pracować o aniołach tylko i o aniołach myślę 🙂

        1. Ha, ha 🙂 To dobrze, że o aniołach, a nie o jakiś potwornościach. 🙂 🙂 Tylko obiadu nie przypal! Ja dzisiaj zapomniałam posolić ziemniaki. 🙂

  9. Nie marudź na chandrę tylko weź odkurzacz, potem idź do kuchni i umyj blaty, kuchenkę, powyciągaj ze zmywarki naczynia (albo ewentualnie powkładaj brudne), umyj zlew, ostatecznie zabierz się za wysprzątanie łazienki.

    Powyższe u mnie na brak pomysłów i chandrę zawsze działa ;).

    1. Ha, ha 🙂 Wiesz, co przed chwilą skończyłam robić? Najpierw sprzątnęłam łazienkę, potem powkładałam naczynia do zmywarki, umyłam zlew, blaty i zasiadłam do kompa, i czytam Twój komentarz, i już szukam w domu monitoringu. 😉 🙂

    1. Coś w tym jest, bo byłam dziś po południu na zakupach. Fundnęłam sobie spodnie (zmieściłam się!!!) i ładną koszulę (też się zmieściłam!!!). 🙂 🙂 I trochę lepiej na duszy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *