Ściągi na stół

Ostatnio przeczytałam artykuł o tym, jak dzisiejsza młodzież ściąga na egzaminach. Podobno w grę wchodzi sprzęt szpiegowski warty co najmniej tysiąc złotych. Silikonowa słuchawka w uchu, mikrofon z kamerką w mankiecie i Bond by się nie powstydził. Co roku takich nieuczciwych uczniów wyłapują komisje egzaminacyjne. sciąganieOkazuje się, że w dzisiejszych czasach to nawet do ściągania potrzebny jest gruby portfel.

I tak od razu mnie na sentymenty wzięło. A gdzie te czasy, kiedy człowiek wycinał z kartki paseczki? Sklejał je, a potem drobnym maczkiem skrobał na nich potrzebne informacje, następnie zwoje papierów zwijał w harmonijkę. Nawet nauczyciele wtedy chwalili, że to dobry sposób na powtórkę. Jak tak człowiek napisał kilka ściąg, to potem nie było potrzeby z nich korzystać, bo się w łepetynie utrwaliło.

Przyznajmy to jednak szczerze. W naszym kraju od wieków było społeczne przyzwolenie na ściąganie. Niektórzy ściągający to mistrzowie kamuflażu. Mnie niestety natura obdarzyła zbytnią strachliwością i wystarczyło na mnie spojrzeć, żeby widzieć, że coś kombinuję. No, ale czasami się próbowało. Nie powiem, że nie. Zgadzam się jednak z opinią, że jest to nieuczciwe i naganne.

I tak mi się jeszcze moja matura przypomniała. Dawniej to komisje egzaminacyjne z reguły miały „ludzkie twarze” i czasami lekko oko przymykały na dziwne zachowania uczniowskie.

Kiedyś widziałam ucznia, który wchodząc do sali egzaminacyjnej, przypominał quasimodo, taki był powyginany. Niestety niechcący się wyprostował. I posypało się. Miał przy sobie taką górę ściąg, że miało się wrażenie, że przez cztery lata je pisał na ten właśnie dzień. Jaki miał plan? Jak chciał się w tym połapać? Czort jeden wie. Na szczęście komisja pozbawiła go tego kłopotu.

Dawniej to było coś. Nie trzeba było mieć pieniędzy, by ściągać. Żadne kamery, mikrofony nie były potrzebne. Przed moją maturą klasa też miała genialny plan, jak sobie pomóc. Zawiązała się grupa konspiracyjna. Punkt operacyjny znajdował się u koleżanki w domu. Mieszkała przy szkole. I zamiast się uczyć pilnie, organizowaliśmy się na egzamin z matematyki. Poprosiliśmy dwoje studentów, by rozwiązywali dla nas zadania. Ktoś siedzący przy oknie wyrzucił przepisane polecenia. (Jak ja się wtedy modliłam, by nie wylosować miejsca przy oknie! Umarłabym ze strachu.)

Pod oknem niestety była hałda węgla, ale cóż tam. Koledzy stojący na czatach znaleźli karteczkę. Pobiegli do punktu operacyjnego. Tam studenci trzaskali zadania na tablicy (oczywiście specjalnie na ten dzień wykombinowanej), a kilku zaprzyjaźnionych ochotników przepisywało je na karteczki. Potem pakowano je w woreczki wyproszone od fotografa i łącznicy przekazywali je (przez okna w piwnicy) mamom, które miały te ściągawki popakować w kanapki, a potem wnieść do sali. Plan genialny, sami przyznajcie. Tym bardziej, że na każdym (prawie) odcinku zrealizowany perfekcyjnie. To „prawie” niestety odnosi się jednak do ostatniego etapu: wniesienia do sali. Nastąpiło to zbyt późno. Po drugie od razu nasz matematyk to wyłapał. Taki był z niego bystrzak. Chcąc nie chcąc, z nudów w oczekiwaniu na bułeczki z „nadzieniem” człowiek siedział i dziobał te zadania. W końcu to matematyczno-fizyczna klasa, więc każdemu w łepetynie coś zostało. A matematyka mieliśmy takiego, że jak oddawał sprawdziany i była jedna trójka, to prawie płakał. Przecież w mat-fizie to niedopuszczalne! I wyuczył nas pięknie. Potrafił tłumaczyć, a i dyscyplinę trzymał taką, że człowiek nawet nie pomyślał, by pogadać z sąsiadem.

A dzisiaj? Ma być obiektywnie i sprawiedliwie. Komisje mocno pilnują uczniów. I dobrze. Nie chciałabym, żeby moje Jajo nie dostało się na studia, tylko dlatego że ktoś na egzaminie wypadł lepiej, bo ktoś z zewnątrz podyktował mu rozwiązania zadań czy wypracowanie.

A teraz bardzo proszę, uderzamy się w klatę i przyznajemy do ściągania. Oczywiście potępiamy je mocno. Przecież nie wierzę, że małolaty ze swojego kieszonkowego te kamerki kupują. Bez wsparcia finansowego rodziców chyba trudno się zaopatrzyć w taki sprzęt.

*

*

*

PS  Polecam na moim drugim blogu tekst o tym, co się dzieje z książką po jej napisaniu. Może się komuś przyda. 😀

 

0 myśli na “Ściągi na stół”

  1. Ha, ja tam ściągi też robiłem, chociaż właśnie – robiłem, więc koniec końców nie był potrzebne, bo przy robieniu w głowie zostało. I takie przygotowywanie ściąg popieram, zresztą nauczyciele w liceum zachęcali nas do robienia ściąg – ale już zabraniali korzystania. I to miało sens. Co innego teraz, te sprzęty… Ściąga to takie “mniejsze” oszustwo, bo człowiek pracuje nad nią w domu, więc powtarza, uczy się, a elektronika – powinna być zakazana. Normalnie jeszcze trochę i będą bramki przed wejściem na każdą z sal egzaminacyjnych …

    1. Na egzaminach powinno być uczciwie, ale podejrzewam, że nie wszystko można sprawdzić, bo przecież do uszu dzieciakom zaglądać się nie będzie. 🙂 🙂

  2. Ja jestem nienormalny, bo nie ściągałem. Przychodziłem na egzamin szybko pisałem co wiem i wychodziłem. Raz jedyny właśnie na maturze z polskiego koleżanka mimicznie przekazała mi nazwiska bohaterów jakiegoś utworu. Bo o ile utwór pamiętałem to nazwisk nie.Maturę zdałem , budząc zdumienie polonistki na 4. A naprawdę nie uczyłem sie do niej nawet przez chwilę więc też byłem zdziwiony.

    1. Ha, ha 🙂 A kiedyś matura była przekrojowa, nie? Trwała pięć godzin i namachać się trzeba było, żeby wypełnić kilka stron papieru podaniowego. 🙂

      1. No tak a ja w ogóle sie nie ucząc liczyłem na temat wolny gdzie można było trochę pofantazjować a imiona bohaterów zapomniałem. Zresztą ta czwórka na maturze to był najwyższy stopień z wypracowania jaki kiedykolwiek dostałem

  3. Każdy chyba choć raz próbował ściągać 😉 Pamiętam, jak na egzamin gimnazjalny szłam z oblepionymi udami. Karteczki przyklejało się taśmą klejącą. Albo były też długopisy, z których wyciągało się karteczkę i tam można było co nie co zanotować 😉

  4. Nie ma to jak genialne plany – nie może się nie udać:D

    ja pamiętam na studiach jak na egzaminie z automatyki kolega podstawił kolege absolwenta. Liczył, że napisze perfekcyjnie. Problem się zaczał, gdy profesor kazał wyciągnąć legitymacje 😀

  5. No widzisz a u nas na weterynarii jest zabawnie. Od paru lat egzamin z mikrobiologii zdają tylko Ci którzy podchodzą do egzaminu ze słuchawką. Dlaczego? Bo Pani Profesor nie robi progu punktowego po uzyskaniu którego wszyscy zdają, tylko zdaje konkretny procent najlepszych prac. Oznacza to że szansę na zdanie mają jedynie Ci, którym ktos dyktuje pytania przez słuchawkę. Ci co się nauczyli ale nie umieją notatek na pamięć są oczywiście na straconej pozycji od samego początku. Nie pomagają donosy, prośby o zorganizowanie egzaminu ustnego lub też prośby o zakupienie sprzętu zagłuszającego. Pani Profesor ma odsetek zdanych prac i to całkowicie ją zadowala a że są to prace niesamodzielne to już nie jej sprawa przecież. Tym sposobem co roku ogromna liczba osób odsyłana jest na warunkowe zaliczenie semestru z obowiązkiem powtarzania mikrobiologii (powtarzanie przedmiotu jest oczywiście płatne). Egzamin jest w połowie 3-ego roku a niektórzy na 6 roku mają nie zdaną jeszcze mikro 🙂
    Pozdrowienia z Lublina

    1. To już jest naprawdę jawna niesprawiedliwość i wcale się nie dziwię, że jesteś oburzona. Kurczę, a potem taki niedouczony lekarz będzie leczył mojego kota? 😉

  6. Ze ściąg nigdy nie korzystałam, ale zawsze pisałam obszerne notatki na zajęciach, z których potem robiłam powtórkę przed egzaminem. Pamięć wzrokowa mi dopisywała, ale nie do końca, bo np. mogłam przywolać przed oczy stronę notatek i nawet dokładne miejsce na niej, gdzie znajdowała się szukana wiadomość, ale czasem jej samej już nie mogłam “odczytać”.

  7. W moim liceum ściąganie na maturze było na porządku dziennym, szczególnie na egzaminach rozszerzonych, które pisało niewiele osób. Pamiętam, że na maturze z historii były osoby, które w ogóle nie kryły się z telefonem leżącym na ławce za karteczką z numerkiem, a jeden z nauczycieli będących w komisji na początku nawet zażartował, pytając, czy pamiętamy hasło do wi-fi. Matura poszła tym osobom świetnie, studiują dzisiaj prawo i inne prestiżowe kierunki na wielu prestiżowych uczelniach. Cóż, ja na maturze nie ściągałam, ale pozwalałam ściągać od siebie na angielskim. W sumie to całkiem fajne uczucie wiedzieć, że dzięki mojej pomocy ktoś uzbierał wystarczającą ilość punktów, żeby zdać. A najlepszy sposób na ściąganie, według mnie, to plik w wordzie z notatkami zrzucony na telefon 🙂 W tym wypadku technika baaardzo się przydaje, zwłaszcza jeśli ktoś zapoznał się z materiałem, ale nie potrafi uczyć się liczb albo szczegółów (jak ja) 🙂

    1. Kurczę, to ja żyję w nieświadomości. Mnie się wydawało, że takie prawie jawne ściąganie na nowej maturze, jest niemożliwe. Przecież nie można wnieść do sali telefonu. A w komisji siedzi obserwator z zewnątrz, nie? Bo wnioskuję, że jeżeli zdawałaś rozszerzoną, to już była ta nowa matura z testami.

  8. Ściąganie – ha , było i zawsze będzie. Owszem dawniej nauczyciel był bardziej człowiekiem niż maszyną dzisiejszą mająca przekazać tylko wiedzę i przymrużenie oka dawniej miało sens. Teraz mam wrażenie że dzieci kombinują z technologią po to by dać sobie radę, a komisje na egzaminach staja się coraz gorsze pod względem ściągania – bo przecież trzeba wysłać te egzaminy do jakiegoś punktu okręgowego gdzie komputerowo są sprawdzane – eh , chciałoby się wrócić do młodzieńczych czasów gdzie harmonijka była najlepszym sposobem do nauki, napisało się ale gdzieś w głowie to zostawało i nawet zerkać nie musiało się do niej 🙂

  9. Witam :), ja swoje lata szkolne wspominam bardzo dobrze. Co do ściągania to nie byłam w tym zbyt dobra. Raz pamiętam nie miałam gdzie wsadzić ściągi… musiałam ją wsadzić do ust…:P. Rzadko ściągałam, gdyż też się bałam przyłapania i późniejszego wstydu. Maturę napisałam w 100 % uczciwie. A dzisiejsza młodzież… cóż… aż strach się bać na co ona wyrośnie…
    p.s. studenci też ściągają na potęgę…

    1. Ha, ha 🙂 Ściąga w ustach pewnie nadawała się tylko do kosza. 🙂 A co do studiów, to tam sobie nie wyobrażam ściągać. Choć pamiętam, że mieliśmy na roku dziewczynę, która nawet na ustnych ściągnąć potrafiła. Wszyscy jednak tylko czekali na to, aż się w końcu jej noga powinie. Ostatecznie miała problem z magisterką, więc jakaś sprawiedliwość dziejowa była. 🙂

  10. Było, było! Aż mi się też przypomniały moje zmagania z maturą własną, a potem moich dzieci.I poszło! Właśnie- zwłaszcza ta matematyka…ale nic się nie martw- matura wszak nie taka straszna, a Jajo z pewnością zaskoczy Cię 🙂

  11. Za moich czasów ściągi robiłam ręcznie. I po tym przepisywaniu na małe ruloniki nawet nie musiałam do nich zaglądać, gdyż podczas pisania praktycznie wszystkiego się nauczyłam 😉 To były czasy….

  12. w podstawówce nie ściągałam, w szkole średniej niezbyt często, bo kiepski miałam dryg do tego, czyli go nie miałam – nie ma się co oszukiwać, że miałam skoro nie miałam, ale na studiach – o to już inna kwestia jest…

    otóż na studiach odkryłam, że najlepsze ściągi to te, które sporządzisz własnoręcznym pismem na formacie A4 … bywały przedmioty, gdzie można było zaryzykować wydruk na formacie… no oczywiście, że A4 🙂 … dlaczego A4 – bo to format papieru na, którym pisało się zaliczenia i egzaminy, i jak miałeś kilka kartek tego formatu, to jedna w tę, czy we w tę nie rzucała się w oczy 🙂 , a do tego spokój – tylko spokój mógł Ciebie uratować 🙂

    choć najlepsze były zajęcia, gdzie prowadzący rzucał hasło: mogą państwo korzystać z zeszytów… WŁASNYCH … cóż, zazwyczaj pilnie notujących na roku było nas kilkoro, a reszta… reszta miała problem, a my oceny z przedziału 4,0 – 5,0 🙂

    ksera rzecz jasna nie wchodziły w grę i nie były brane pod uwagę… tylko zeszyty własne i odręczne… kiedy delikwent był niewyraźny – wykładowcom zdarzało się, że pochylali się nad piszącym i sprawdzali, czy w zeszyciku – kajeciku jest ten sam charakter pisma co na karcie z pytaniami egzaminacyjnymi 🙂

    1. Na studiach nigdy nie ściągałam. Nawet o tym nie pomyślałam. Nie było możliwości. A spokoju na pewno bym wtedy nie umiała zachować. 🙂

      1. 🙂 … spoko, od moich studiów niczyje życie nie zależało, a ściagi… cóż dziś i tak wszystko to robia arkusze kalkulacyjne 🙂 (ekonometria, statystyka itp.) … więc moje ściagi z przekształceniami macierzy i kolejnościa zastosowania wzorów krzywdy nikomu nie zrobiły 🙂
        … z innych przedmiotów, cóż… zmienność dziedziny jaka studiowałam jest na tyle szybka, że tylko podstawy izasady (i to nie wszystkie) się nie zmieniaja… cała reszta sprzed 10 lat to już nawet nie historia, a prehistoria… :p wybacz więc, ale nie będę sypać sobie czoła popiołem 🙂

  13. takie ściąganie to niby nic, ale wyobraźmy sobie studenta medycyny, który w taki sposób przeszedł przez całe studia. I potem zostaje lekarzem medycyny i ma nas leczyć i leczy zgodnie ze swoją wiedzą…
    nooo …

    1. A wiesz, że ja też zawsze sobie taki przypadek wyobrażam. Że przecież jak na innych studiach tacy delikwenci są, to dlaczego by nie na medycynie. I wtedy ciary po plecach przed wejściem do gabinetu lekarskiego i pytanie: Czy to ten ściągał? 😉 🙂

  14. Nigdy nie ściągałam, ba, nawet ściągi żadnej nie napisałam – byłam przekonana, że i tak mnie złapią a poza tym… Uczciwa jestem po prostu 😉 . Nie wiedziałam, że postęp tak zawrotny dokonał się i w tej dziedzinie, swoją drogą 🙂 .

  15. Ja ściąg nie robiłam, /ale to inna historia/ ale pamiętam, jak moi synowie tak właśnie Aniu jak Ty pisali, sklejali i harmonijki robili, a my mamy w kanapki tez wkładaliśmy. Dla mnie to jakaś masakra była. Uczeń 4 lata chodził do szkoły, a później bał się matury, zamiast piękniej w dorosłość wchodzić. Pozdrawiam Aniu 🙂

  16. Pisząc ściągi, tak się wszystkiego człowiek wyuczył, że nie było nawet potrzeby zaglądania do nich. Z matematyki to miałam stres ogromny, ale strach ma zawsze wielkie oczy, nie było tak źle. Pozdrawiam

  17. Ściągi pisałam, nie zawsze miałam okazję z nich korzystać. Ale za mistrzostwo świata uważałam jedną dziewczynę z roku, która tuż przed kololwium umiała pytać czy ktoś ma jakieś ściągi do skserowania. Nie wiem, jak ona mogła korzystać ze ściąg, których nawet nie miała kiedy obejrzeć. Ja, jak robiłam sobie obszerne ściągi to się jeszcze uczyłam, którą gdzie mam schowaną 😉

  18. Ściągi nowej generacji? Jak przystało na erę cyfrową, wspomaganie cyfrowe. Uważam , że ściągi, pisane i zwijane w ruloniki rozwijały co nieco człowieka.Generowały kreatywność. A teraz? Ech….Szkoda gadać.

  19. W średniej szkole ściągi pisałam przed każdą większą klasówką (nawet przed próbną maturą) i nigdy z nich nie korzystałam. Zawsze się bałam, że ze stresu upuszczę ściągawkę nauczycielowi pod nogi. Natomiast zastanawiała mnie często etyczna strona ściągania od kogoś. Bo z jednej strony, to koleżeńskie wsparcie, pomoc a z drugiej aprobowanie lenistwa, lawirowania i co tu ukrywać nieuczciwości. I tak rozdarta duchowo zwykle dawałam przepisywać od siebie na klasówce 😉

  20. O matko. Dla mnie łatwiej się było nauczyć. I wstydu nie było :). Takiego sprzętu też, ale nawet bym nie skorzystała. A potem nie będą nawet wiedzieli, np. że 11 listopada świętujemy Dzień Niepodległości a nie podpalamy tęcze z pobudek niższych intelektualnie 😉

  21. Masz rację, że przy pisaniu ściąg materiał “sam wchodził do głowy”. Faktycznie tak było.
    W mojej mat-fiz jakoś nie myśleliśmy o sposobach opisanych przez Ciebie. Klasa była na wyższym piętrze, a szkoła przy drodze – zadania odfrunęłyby w siną dal 😉

    Gratuluję książki! 🙂

  22. Genialny plan przemycenia ściąg w bułach rozbawił mnie do łez 😉
    Sama też byłam z tych co ściągi na karteluszku dziobali tak skutecznie, że potem nie trzeba było z nich korzystać. Generalnie to ja leniuch jestem i uczyłam się od przypadku do przypadku. Na maturę jakieś dwa tygodnie przed. Zdałam na czwórkach, z ustnego nawet pięć było. Zadziwiłam samą siebie. Mój syn też leniuch, ale ściąg nie pisze. Ściągać też nie ściąga i myślę sobie że taka trójka bez ściąg więcej znaczy niż wyściągana piątka.

  23. Ściągi w kanapkach teraz by nie przeszły, na maturę ani żaden tego typu egzamin nie można wnosić jedzenia 😉 Choć ja nie widzę sensu robienia ściąg na maturę, przecież ilość materiału do wrzucenia na taką ściągę jest ogromna i trzeba by tego sporo narobić.

    A co do mnie to przyznać się muszę że zdarzało mi się ściągać. Głównie w liceum na historii (kompletnie nie mam pamięci do dat i wydarzeń), czy na przedmiotach typu przysposobienie obronne, podstawy przedsiębiorczości, biologia gdzie trzeba było klepać suche regułki. Na studiach tylko pojedyncze przypadki na przedmiotach kompletnie oderwanych od tematyki kierunku, lub takich gdzie oderwani od rzeczywistości byli wykładowcy i odpowiedź musi być słowo w słowo i przecinek w przecinek z książki.

    Inna sprawa że ściągi robię niemal zawsze. Z tym że zawsze robię sam i nie kseruje od nikogo. Dzięki temu leżą potem bezpiecznie w kieszeni na egzaminie i nie ma sensu z nich korzystać bo wszystko lub większość zostało w głowie 🙂

  24. Ale konspiracja z tymi kanapkami!!! A ja miałam wysoce zaawansowaną machinę na jednym egzaminie na studiach, który dodatkowo był nie do zdania 🙂 Mieliśmy kumpla eletryka i on do zwykłych walkmanów dorobił nam na drutak przycisk sterujący nim. Słuchawki w uszach, do siała przymocowany walkman (bandażami) i w ręku guzik do przewijania! Hahaha. Materia nagrywałam na kasecie dosyć sporo, ale nic nie zapamiętałam, bo się nie dało po prostu. Na egzaminie okazało się, że po pierwsze moja machina chodziła dość głośno i babka cały czas na mnie spogkądała podejrzliwie, po drugie przewijanie szło jeszze głośniej, a po trzecie, babka dyktowała pytania nie na raz, tylko jedno, czas na odpowiedz i potem następne pytanie! Zanim przewinęło się do momentu, który był mi potrzebny, padało kolejne pytanie, hahaha. Ale ubaw po pachy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *