Spotkałam go na przystanku

Idę na przystanek. Siadam na ławce. Do przyjazdu autobusu zostało pięć minut. Muszę być szybko w domu, więc piesza wędrówka odpada.

Siedzę. Obok mnie On. Na głowie ma niebieską czapkę z daszkiem. Spogląda na mnie ukradkiem. Ja też co chwilę zerkam w jego stronę, a gdy nasze oczy się spotykają, uśmiechamy się do siebie. On zaczyna wzdychać. Widzę, że szuka pretekstu, by zagadać. Uśmiecham się do swoich myśli i postanawiam zagaić rozmowę.

chłopiec– Ciężkie jest życie, co? – pytam, a pycho mi się cieszy. On odwzajemnia uśmiech i potwierdza.

– A za ile minut będzie dziewiętnastka? – pyta po chwili. Widać, że potrzebuje pogadać.

– Za cztery – odpowiadam. – Do szkoły jedziesz?

– Tak. Mam na 10.20 – mówi, a ja odruchowo spoglądam na zegarek. – To chyba się spóźnisz, bo nie zdążysz dojechać przez dziesięć minut.

Robi smutną minę. Myśli nad czymś.

– A do której klasy chodzisz?

– Do trzeciej – odpowiada z dumą.

– O, to poważna sprawa. A lubisz szkołę?

– Trochę. Najbardziej matematykę.

Chwalę więc jego zainteresowania i pytam, czy lubi wuef. Chłopcy w jego wieku lubią przecież ganiać za piłką. No, może kiedyś lubili.

– Nie lubię, ale za to lubię basen. – I nagle łapie się za głowę. – Dzisiaj mam basen! Nie wziąłem stroju. – Ściąga z pleców tornister i grzebie w nim szybko. Po jego minie jednak widzę, że niestety zapomniał.

– Mama napisze ci usprawiedliwienie – pocieszam.

– Mamy nie ma. Pracuje w Niemczech.

– To tatę poprosisz – podpowiadam beztrosko.

– Tata też pracuje w Niemczech. Rodzice wrócą dopiero na święta.

Moja beztroska nagle odpływa w siną dal. Spoglądam na chłopca. Ma jakiś nienazwany smutek w oczach. Dopiero teraz to widzę (albo chcę widzieć).

– A kto się tobą opiekuje?

– Siostra.

Zapalają mi się wszystkie czerwone lampki. Jak to siostra?!

– A ile siostra ma lat? – dopytuję. Może wychodzę na wścibską babę, ale coś mnie tknęło.

– Dwadzieścia jeden – odpowiada. Zapina plecak. I pyta, o której ma następny autobus. Odwracam się do rozkładu jazdy i czytam mu godziny odjazdu. Mówię też, żeby się nie martwił, że na pewno uda się to jakoś wytłumaczyć nauczycielowi. Na to on z rozpaczą stwierdza, że musi dzisiaj ćwiczyć, bo inaczej dostanie jedynkę.

– A daleko masz do domu? Może zdążysz na następny autobus?

I ledwo się odwracam, a chłopiec jest już po drugiej stronie ulicy. Przebiegł oczywiście w miejscu niedozwolonym. Nawet nie wiem, czy się odpowiednio rozejrzał. Biegł już po trawniku. Po drodze minął koleżankę, której tylko krzyknął, że biegnie po strój na basen. I tyle go widzieli.

A mnie szkoda się tego dzieciaka zrobiło. Sam z dwudziestojednoletnią siostrą, która na pewno nie powinna być matką dla swojego brata. Nie oceniam jednak rodziców, może mieli nóż na gardle, musieli wyjechać. Nie wiem. Jednak smutne jest to, ze eurosieroctwo to poważny problem w naszym kraju.  Nie wyobrażam sobie wyjechać, a dziecko oddać na wychowanie rodzinie.

0 myśli na “Spotkałam go na przystanku”

  1. To jeden z trudniejszych tematów. Trzeba by było znać sytuację tej rodziny, chociaż ja nie wyobrażam sobie pozostawienia dzieci……. . Pozdrawiam 🙂

  2. Ja zrobiłam jeszcze gorzej 🙁 Zostawiłam młodsze dzieci same. Fakt, tuż obok była babcia, niedaleko ojciec, w sąsiednim mieście starszy brat. Głodne nie chodziły, ale w domu były tylko z psem i kotem. Mam świadomość, jak bardzo zniszczyło to ich, i tak już naruszone przez rozwód, poczucie bezpieczeństwa. A potem, po roku, przeprowadzka do innego kraju. Życie pokrętne scenariusze pisze, nigdy nie wiadomo, jaka decyzja jest słuszna…. Plusem tej sytuacji jest niesamowita więź, jak się między nimi wytworzyła. A na obczyźnie sobie całkiem nieźle radzą 🙂

      1. Owszem, radzą sobie. Pracują, znają 2 języki obce, mają znajomych. Są samodzielne. Ale…. ich dorastanie na pewno nie było takie, o jakim marzyli. I nie wiem do końca, co tam w głębi dusz przeżywają, jak to wpłynie na ich życiowe decyzje.

  3. Ja bym chyba nie umiała tak wyjechać. Jeśli już to z całym majdanem… Może być bieda, ale żeby wszystko było blisko.
    Mnie czasem też poruszają dzieciaki, które tak łakną bliskości rozmowy. Nie zawsze są to dzieci opuszczone, czasem rodzice tak na nowo układają sobie życie, że zapominają o tym, że dziecko ich potrzebuje. Gdy kuzynka kuzynów (5 lat), zaczęła ni z tego ni z owego, podczas jakiejś małej domowej uroczystości, gdy dorwała mnie sam na sam, zaczęła opowiadać, że jej mama spotyka się z A, i on u nich śpi, i zamykają się na noc, i nie pozwalają jej wchodzić do siebie, a ona tęskni za mamą… To totalnie nie wiedziałam co zrobić. Tłumaczyć matkę? Rozmawiać z matką dziewczynki? Wybrałam opcję powiedzieć delikatnie jej siostrze (która łączy mnie z nią powinowactwem), że może z małą trzeba by porozmawiać o nowym wujku… Ale dziecka było mi żal, bo poczułam, że bardzo samotna musi być i już nawet nie miałam dużego żalu, gdy widziałam jak podpuszcza moją córę i zabiera jej zabawki. Grzecznie zwróciłam uwagę, ale już rozumiałam dlaczego jest taka nieznośna chwilami.

    1. Pewnie dziewczynka za wszelką cenę chciała też na siebie zwrócić uwagę. Musiała bardzo przeżywać nagły “brak” mamy, pewnie czuła, jakby ktoś zajmował jej miejsce.

  4. Czasami nie wiem czy nie lepiej aby dziecko sie martwiło o siebie i swoje sprawy wcześnie czy też ,żeby się nim zajmowała lekko nadopiekuńcza Mamusia . Ciekawe komu będzie w życiu lepiej

    1. Nie wiem. Tylko czy dziecko nie powinno być po prostu dzieckiem i beztrosko jednak przeżywać swoje dzieciństwo? Nie wiem, ale ja pewnie na to patrzę z punktu widzenia nadopiekuńczej mamuśki. 😉

    1. Dziadkowie nie mają obowiązku wychowywać wnuków, poza tym też mogą pracować.Teraz takie zresztą terminy, że nawet jeśli rodzice są na miejscu, często nie mają dla dzieci czasu (nie do końca ze swojej winy) a ubrać i nakarmić, to przecież nie wszystko…

    2. Dziadkowie już swoje dzieci wychowali. Wywiązali się z “obowiązku”. Przy wnukach mogą pomóc, ale nie muszą, bo mogą np sami jeszcze pracować, albo przeciwnie – może zdrowie już mocno nadszarpnięte, albo mogą mieszkać gdzieś daleko, albo tam, gdzie szkoły nie ma, albo 1000 innych albo. Od zajmowania się i wychowywania dzieci są rodzice. A dziadkowie MOGĄ najwyżej pomóc. A nawiasem mówiąc, to na starsze lata mogą też po prostu cieszyć się jesienią życia i w końcu odpocząć po aktywnym i zabieganym okresie życia. Po prostu zawsze drażni mnie wykorzystywanie “instytucji dziadków”.

    3. Nie zawsze dziadkowie to najlepsza opcja. Znam przypadki, kiedy to babcie, działając zresztą w najlepszej wierze, potrafiły wnukowi totalnie zniszczyć psychikę. Bo są z innego pokolenia, nie rozumieją młodzieży. Nie rozumiem ludzi, którzy żyją w “rozkroku” pomiędzy dwoma krajami. Jakiś czas można, ale później (moim zdaniem) trzeba się zdecydować. Albo na powrót, albo na ściągnięcie rodziny do siebie.

  5. Pewna młoda kobieta, mieszkająca w naszej miejscowości postanowiła w ubiegłym roku dołączyć wraz z dziećmi do pracującego od prawie 17 lat w Niemczech męża. “Mam dość zycia od weekendu do weekendu”- powiedziła ,żegnając się ze mną” Dużo łatwiej będziec się nastoletnim dzieciom nauczyć niemieckiego, niż przekonać męża, by wrócił do kraju i tu rozejrzał się za pracą”
    .Dodam,że mąż sąsiadki prowadzi w Niemczech legalną działalność gospodarczą i nie brak mu zleceń bo jest cenionym rzemieślnikiem.Płaci niższe niż Polsce podatki, a dzieci po przyjeżdzie d Niemiec na stałe otrzymały wyprawki szkolne i zajęcia dodatkowe, pozalekcyjne, w zakresie nauki języka, gratis.Załapały się na program wsparcia dla auslanderów… W aptece dzieci mają lekarstwa gratis aż do 18 roku zycia. I dostają zasiłek rodzinny w przyzwoitej kwocie.A wszystko po to, żeby zachęcić jeszcze więcej Polaków do emigracji. Dlaczego Polacy muszą wybierac: rozłąkę z rodziną by godnie żyć? Model rodziny weekendowej wydaje się byćć nieunikniony z powodu nie tyle braku pracy, ile z powodu… stawek i stałego lęku o utratę posady.Tata wybiera dobro rodziny,przyjeżdża na weekend z prezentami, odsypia podróż, pakuje wiktuały do słoików i rusza w niedzielę wczzesnym popołudniem tam, gdzie może zarobić uczciwą pensję…. Pani sąsiadka miała też dość ciężaru samotnego wychowywania dzieci.Tatuś, jako gość, nie stawiał dzieciom wymagań, tylko je rozpieszczał. Pytanie brzmi:eurosieroctwo i rodzice na weekend , a dzieci podrzucone rodzinie? Czy masowa emigracja całych rodzin, pustoszenie Polski? Czy Polska będzie wkrótce krajem z przewagą emerytów nad ludźmi młodymi? Smutne…

  6. Trudny temat.. siostra moja kiedys wyjechała z mężem, dziecko zostawili mojej matce. Wytrzymała pol roku. Dziadkowie, ciotki, rodzeństwo.. od wychowywania powinni byc rodzice

  7. W szkole miałam okazję chodzić z wieloma dzieciakami, których rodzice albo jeden rodzic pracowali w Niemczech. Często gęsto rodziców nie było na święta, urodziny itd. ale były wypasione konsole, ciuchy. Tylko to się liczyło.
    Obecnie mieszkając tutaj, nie rozumiem tych ludzi. Ani w Polsce nic nie mają ani tu nic nie mają. Dalej wegetują, nie wspominając o rozbitej rodzinie…

    1. Masz rację. To też niestety problem. Znam ludzi mieszkających od lat za granicą. Tam pracują, lecz żywność przywożą z Polski, bo taniej (i tak od 8 lat), do kina nie pójdą (nie znają ciągle języka), do kawiarni też nie (bo za drogo). Nie wiem, czy im faktycznie tam jest lepiej.

  8. Cóż, nie ma co oceniać bo nie bardzo wiemy jaka tam była sytuacja materialna.. nie mniej jednak taka rozbita rodzina raczej nie będzie zbyt szczęśliwa nawet z tymi eurosami zarobionymi przez rodziców… I siostra, która sama jest ledwo wyrośniętym dzieckiem robi za matkę… Myślę, że prędzej czy pozniej swoim rodzicom to wypomni. Ech, cóż, nikt nie ma łatwo….

    1. No niestety. A takich rodzin pewnie dużo, bo eurosieroctwo to ostatnio dość poważny problem. Biedne dzieciaki. Niezależnie od tego, jaka jest sytuacja materialna rodziny, to i tak to się na dzieciach odbija.

  9. Straszne to eurosieroctwo! Dzieci nie mam, ale ze swojego dzieciństwa pamiętam, jak ważna dla mnie była bliskość rodziców i jak bardzo za nimi tęskniłam na różnych wyjazdach. Te dzieci mają smutne dzieciństwo.

  10. Z zasady nie lubię oceniać,bo zazwyczaj można się ładnie na tym rypnąć. Dzieciak nie ma łatwo…mimo wszystko ma oboje rodziców,ma za kim tęsknić i wie,że znowu ich zobaczy. Skoro nie wzięli go ze sobą,bardzo możliwe,że to sytuacja chwilowa. Może wiją tam sobie gniazdko i szykują grunt,żeby go sprowadzić,a tymczasem siostra pilnuje,by ukończył rok szkolny. A może potrzebują nagle gotówki i jednorazowo oboje wyjechali na jakąś fuchę. Może jego rodzice jeszcze bardziej tęsknią niż on i są cholernie rozdarci,bo jak to ujęłaś “mają nóż na gardle”, może sto razy dziennie zastanawiają się co robi,czy bezpiecznie przechodzi przez drogę,tak jak go uczyli. Na pewno ma teraz solidną naukę samodzielności, która też nie jest kategorycznie zła,może właśnie ona ma mu się później w życiu przydać. Zobaczyliśmy tutaj tak mały fragment,że właściwie nic nie wiadomo,a możliwości jest wiele.

    1. Jasne, że możliwości jest wiele, dlatego absolutnie nie oceniam tych rodziców. To są trudne decyzje, często zależne od wielu czynników. Też się zastanawiałam, czy umiałabym zostawić Jajo. Teraz wydaje mi się, że nie, ale kto wie, jakby było, gdybym miała nóż na gardle.

      1. Ja tak samo, mogę z całą stanowczością powiedzieć,że nie zostawiłabym córek. Ale życie pisze czasem takie scenariusze,że jak to się mówi “nigdy nie mów nigdy”. Tak czy inaczej, serce by mi chyba pękło.

  11. Dzień dobry,

    Myślę, że coraz częściej będziemy oglądać takie obrazki… co to za życie, że człowiek za robotą musi wyjeżdżać za groszem.. zostawia swoje dziecko. Dziecko dorasta samo, rodzic jest jak wujek.. tylko na święta.

  12. To smutne, bo wydaje się, że takie dziecko będzie musiało też szybciej dorosnąć. Pytanie – czy musieli wyjechać za chlebem czy liczą na duży zastrzyk gotówki.

    1. Nie wiadomo, jaka to była sytuacja, może jednorazowy wyjazd. Ale jedno jest pewne, że wiele dzieci zostaje “porzuconych” przez rodziców. Problem eurosieroctwa na pewno jest poważny.

  13. Smutne 🙁 A niestety taki “model rodziny”jest coraz częstszy. Nie wiem jaki nóż na gardle rodzice muszą mieć, żeby wyjechać obydwoje na raz, zostawiając dzieci same sobie. Ale różnie w życiu bywa,są różne sytuacje. Tylko najbardziej w takich sytuacjach szkoda dzieci, nieważne jakie są motywy wyjazdu.

  14. To bardzo trudny temat. Ja wiem coś o tym jak to jest. Nie chcę się rozdrabniać. Dla obu stron jest ciężko. To, że coraz więcej ludzi wyjeżdża za pracą poza granice naszego Kraju to smutne. I niestety obawiam się, że niewiele w tej kwestii się w najbliższych latach zmieni. Mamy coraz większy problem – teraz politycy go lekceważą i udają, że go nie ma, jednak za parę lat obudzą się z ręką w nocniku, bo będzie za późno… Przerażające jest to, że wiele osób musi zostawić tu swoje rodziny, aby zapewnić im godne życie…

  15. Znam kilka takich rodzin. Nie wróży to nic dobrego. Dzieci bez rodziców, nie wyobrażam sobie tego. Z tych co ja znam nie umieją zupełnie odnaleźć się w dorosłym życiu. Lepiej już jak cała rodzina wyjeżdża, dzieci nie czują się wtedy porzucone. Pozdrawiam

  16. dziecko ma prawo do życia w rodzinie, pełnej szczęśliwej rodzinie i trudno oceniać motywy postępowania rodziców, nie mniej jednak chłopiec powinien być przy mamie i tacie bez względu na wszystko bo ta sytuacja może się odbić bardzo źle na jego psychice, bardzo źle

  17. W tym roku już kilka rodzin zawiozłem na lotnisko.Na samolot do lepszego życia 🙂 i życzę im jak najlepiej bo wiem,że tutaj ciężko im było utrzymać całą rodzinę.A co do tego chłopca to nie zdziwi mnie jeśli sam będzie chciał stad wyjechać.Kraj starych ludzi…

  18. Nigdy tego nie pojmę jak można wyjechać i zostawić dzieci.Nigdy.Wiem,że czasem sytuacja jest dramatyczna-sama znam jeden taki przypadek,mimo to uważam że trzeba być w totalnie beznadziejnej albo być egoistą żeby zostawić własne dziecko.Tak jak ktoś wcześniej napisał-biednie.ale blisko.Teraz wyjeżdżają rodzice i zostawiają swoje dzieci,a kiedyś te dzieci zostawią ich.

  19. “Najlepsza babcia nie zastąpi mamy”, “Każdy wolałby mieszkać nawet pod mostem ale z rodzicami niż w lepszych warunkach bez nich”. To słowa naszej córki, miała wtedy 12 lat. Wyjechaliśmy. Została z babcią. Od razu zakładaliśmy, że zabierzemy ją jak najszybciej. Po miesiącu zabrałam młodą, mimo że wynajmowaliśmy nieduży pokój. Poza tym był właśnie środek roku szkolnego i wszyscy (rodzina i nauczyciele) krzyczeli, żeby poczekać z zabraniem Młodej do wakacji. Nie posłuchałam, bo serce podpowiadało mi inaczej. Kiedy po przyjeździe, przeprosiłam ją za ten marny pokój, za te warunki, Młoda powiedziała właśnie te dwa zdania i mimo, że minęło już 7 lat pamiętam tę chwilę doskonale. Spotkałam przez ten czas wielu Polaków, którzy chcą zabrać dzieci do siebie, tylko wymyślają ciągle jakieś “ale”. Bo rok szkolny, bo Komunia, bo nie mają warunków itp. Mam już trzy rodziny, które namówiłam na zabranie dzieci i przyznają, że bycie razem daje niesamowitego kopa, motywację do działania, do stworzenia dzieciom odpowiednich warunków do życia. A Komunia? Jak nie w tym roku to w następnym w polskim Kościele. Problemy z nauką, z językiem? Dziecko powolutku nadrobi, tak jak nasza Córka. Znała podstawy, dzisiaj jest na studiach. Wiem, że większość ludzi zakłada, że wyjadą tylko na jakiś czas ale warto dziecko wziąć nawet na parę miesięcy, szczególnie, że ten “jakiś czas” najczęściej przeciąga się na lata, których nikt nam nie odda, nikt nie cofnie.

    1. Też tak uważam, że można wyjechać, ale zawsze razem. Każdą przeszkodę da się pokonać. Mam też nadzieję, że rodzice tego spotkanego przez mnie chłopca mają właśnie taki zamiar.

  20. A ja wyjechalam ponad 10 lat temu i zostawilam malucha w domu u rodziny. Nie mieszkamy razym… ja tu a dziecko tam. Jestem u dziecka co 4-5 tygodni i oczywiscie wakacje/ferie spedzamy takze razem. Mamy wspaniala wiez i niezle zycie. Mam nadzieje ze wkrotce bedziemy razem na dobre. Wiem ze mnie to boli od lat!

  21. A dla mnie takie wyjazdy rodziców i to przymusowe sieroctwo ich dzieci – jest tragedią dzisiejszych czasów…
    Bo żadna pensja, żadne finansowe korzyści nie są w stanie tego zrekompensować i nawet najdłuższe wakacje z rodzicami nie będą w stanie naprawić tego zniszczenia w psychice dzieci…

  22. niestety, jest to syndrom naszych czasów – wyjazd za kasę, bo może długi były takie….bo nie ma za co żyć …
    a dzieci cierpią …niestety
    problem wraz z kryzysem pogłębia się niestety

  23. Gdyby w tym kraju można było żyć godnie nie mielibyśmy takich dylematów. Tymczasem jest jak jest.
    Sama nigdy nie zostawiał bym dziecka. Myślę coraz częściej o emigracji, ale dopiero jak młody będzie pełnoletni, skończy szkołę średnią, zda maturę.Sam zdecyduje czy chce jechać czy iść na studia. Nie chciałabym nigdy postawić go w sytuacji bez wyboru.

    1. Dać dziecku wybór jedziesz albo nie jedziesz ze mną (może nie aż tak bezpośrednio) mimo że jest pełnoletnie i ma to 18-20 lat nie jest też dobre, jest to okres bardzo dużej kreatywności i możliwości dla tego wieku. Zamieszkanie samemu jest trudne jeśli nie ma się środków -stałej pracy i do tego jeszcze studia ,,,, Owszem są studenci , którzy utrzymują się sami ale w czasach kryzysu szukają pomocy u rodziców. Staram się być obiektywny w tym co piszę bo sam mam 22 lata. Daj Boże że Pani nie będzie musiała podejmować takiej decyzji 🙂

      1. Mnie się wydaje, że my tak optymistycznie zakładamy, że jak dziecko będzie miało 18-19 lat, to będzie najlepszy czas, ale kiedy przychodzi ten moment wcale nie jest chyba łatwo. Dla rodziców dziecko to dziecko, niezależnie ile ma lat. Studenci też potrzebują rodzicielskiego wsparcia. Wszystko zależy od psychiki człowieka.

  24. Ja wiem, że żal, że tak nie powinno być, że szkoda dziecka… Ja podziwiam, że siostra się zdecydowała na opiekę nad bratem. Ciężko mi sobie wyobrazić ledwie dorosłą osobę, która ma jeden (i to jak poważny) obowiązek więcej. Bo zakładam, że jest dobrą opiekunką dla brata.

    1. Też tak zakładam. W sumie też nie wiadomo, jak długo ta opieka trwa. Mam nadzieję, że rodzice tego chłopca wrócą na święta i już z nim zostaną.

  25. Kwestia bardzo trudna do zrozumienia , jak piszą przedmówcy nie zna się sytuacji rodzinnej więc i brak oceny jest zrozumiały. Sam mam zaledwie 22 lata i nie czuje się na siłach jeszcze by opiekować młodszym rodzeństwem , jednak wiem że dla dziecka wszystko co wiążę się z dobre dla niego samego jest najważniejsze.
    Nawiązując do myśli o eurosierodztwa jak ładnie to napisałaś Anna, sądzę że wina leży w systemie państwa a nie wychowania…. Brak środków do życia i zapewnienia dziecku podstawowych potrzeb (chęci to nie wszystko) to gwóźdź programu , w którym każdy ucieka się nawet do radykalnych rzeczy niepojętych przez wielkie głowy. Cóż człowiek radzi sobie na wszelkie sposoby nawet osieracając (w tym przypadku nie do końca) swojego malucha , zamiast czerpać radość z chwil spędzonych razem …

    1. Masz rację. Właśnie o to chodzi, że ludzie wyjeżdżają, bo często nie mają po prostu innego wyjścia. Na pewno to też nie jest łatwe ani dla rodziców, ani dla dziecka. Ominą ich przecież ważne momenty.

  26. Przykre to bardzo. Niestety takich rodzin jest całe mnóstwo. Być może rodzice mieli nóż na gardle, być może. Ale żeby dzieci zostawić za sobą i pojechać? Przecież mogli synka wziąć ze sobą. Nie rozumiem,

  27. Na szczęście chłopak ma swoją ukochaną siostrę , która mu pomoże w różnych sytuacjach . Mi dzieciaka jest bardzo przykro oraz rodzicom , którzy muszą ciężko pracować za granicę oraz w wielkim trudzie porozumieć się w różnych językach by zarobić pieniądze i się utrzymać . Chociaż można w Polsce bardziej powalczyć o stanowisko pracy i nie wyjeżdżać za granicą by coś zarobić .

    W Polakach niestety czasem brakuje motywacji do walki w sprawie pracy u nas w kraju , a nie szukać za granicą

    1. Pewnie więź między nim a siostrą będzie dzięki temu silniejsza, ale faktycznie tak być nie powinno, żeby rodzice wyjeżdżali za chlebem.

  28. Nie czytałam bloga ale mam 1 pytanie.
    Jak to zrobiłaś, że koło tego domku na pierwszej stronie tak jakby pisze ,,DOM”?
    Ja próbowałam coś napisać tak żeby tam piało i nie wyszło

  29. Wcale nie odosobniony przypadek… u mnie w pracy jest kobieta, która właśnie złożyła wypowiedzenie, wyjeżdża do Anglii, ponoć tam kogoś poznała. Wyjeżdża sama, bez dziecka: syn 9-10 lat. Urwis straszny, nerwów jej napsół wiele, mi zresztą też i Młodemu. Ona po rozwodzie,średni ma dziecko z ojcem kontakt na tyle, że nie zajmie się dzieckiem. Ona zostawi syna pod opieką 80parę letniej babci, jeśli nie 90letniej. Mnie to przerosło. Uważam to za chore. Miała tu pracę, zarobki takie jak jej koleżanki po fachu, które sobie w tym życiu radzą, niejedna sama wychowuje dzieci. Żeby nie zabrać ze sobą dziecka?

  30. Ja znam kilka mlodych malzenstw, ktore zyja osobno tzn. matki z dziecmi w kraju a tatusiowie na obczyznie zarabiaja na mieszkanie, dom czy na podstawowe potrzeby. Na poczatku to mial byc rok albo dwa, ale jak widze to niektorzy juz nawet 10 lat tak zyja niby razem a osobno. Duzo tatusiow wiedzie podwujne zycie, zona w kraju i konkubina na obczyznie…. Ja sama juz jestem 10 lat na obczyznie, to moj trzeci kraj i ja to bardzo lubie. Polski mi nie brakuje, tylko rodziny i znajomych. NA szczescie mamy skype, face time no i samoloty 🙂
    Jako ze od 8 tygodni jetem mamusia to nie wyobrazam sobie zostawic dziecka chocby z babcia, tak samo maz nie wyobraza sobie nas zostawic i na kontrakt pojechac do innego kraju, chocby to bylo tylko 6-12 miesiecy, gdzie co drugi weekend moze przyjechac. Jesli zmiana kraju chocby na kilka miesicy to tylko we trojke.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *