Czy trzeba być dumnym z dziecka?

Utopiła fragment mojej koszulki we łzach. Potem mikroskopijne drobinki soli połyskiwały w splotach materii. Ona – dojrzała kobieta, matka dzieciom. A jednak jakże zagubiona, potrzebująca akceptacji. Niby spełniona na wielu płaszczyznach, a ciągle czegoś brak. Marzy o tym, by usłyszeć: „Córciu, jesteśmy z ciebie dumni”. Marzy o tym, by zobaczyć tę dumę w ich oczach.  Może jej się w tyłku poprzewracało od tego dobrobytu? Nie wystarczy jej duma męża i dzieci? Taka zachłanna, że chce mieć wszystko?

w-wa 053Ona maluje.  Pokazuje swój obraz. Jakaś galeria chce go wystawić. Dzwoni do rodziców, chwali się i czeka na te kilka słów. I doczekuje się:

– Żeby od tego w tyłku ci się nie poprzewracało, a woda sodowa nie uderzyła do głowy.

I radość przykrywa się wielkim cieniem. Do oczu cisną łzy. Co ma robić? Wynaleźć szczepionkę przeciwko śmierci, żeby usłyszała to, czego tak pragnie? A może po prostu zrobić duży przelew na konto?

– Mamo, tato, mam wernisaż, przyjdziecie? – I znów nadzieja w głosie. Oczekiwanie, bo może właśnie teraz.

– Nie, bo dużo liści nam napadało przed wejściem, musimy pozamiatać. – Słyszy, choć nie powiedziała im daty. No, ale przecież jeżeli to będzie później, to śnieg trzeba będzie odgarnąć. Są sprawy i SPRAWY.

– Mamo i tato, patrzcie przywiozłam wam swój najlepszy obraz.

– No, ładny. – Zanoszą na strych, żeby się nie kurzył.

I tak sobie myślę, i skrobię się w rozczochraną. Dlaczego tak jest? Zestawiam sytuację z moim Jajem. Nie jestem idealną matką, dużo mi do tego brakuje. Czasami krzyczę na Jajo, czasami wściekam się, że za mało się uczy, że za mało sprząta, że w ogóle za mało… Ale jednego jestem pewna. Jestem dumna z tego mojego Jaja, jak nikt. I ze wszystkiego. Pierwsza kupka do nocnika była najpiękniejsza na świecie, o mało jej nie zasuszyłam na pamiątkę. Pierwsze niepewne kroki, pierwsze słowa, pierwsze literki. Jak czytało w wieku 5 lat, serce mi rosło. A spocone stópki śmierdziały cudownie. Jak wygrywało konkursy literackie, chodziłam dumna jak paw. Jeździłam z Jajem po nagrody, robiłam zdjęcia i chwaliłam się wszystkim wokół, że to MOJA córcia. Jak zdawało pięknie egzaminy, cieszyłam się jak głupek. Jak namalowało swój pierwszy obraz, toż już geniusza w niej widziałam. Jak występowało na scenie, to byłam na każdym spektaklu. Jak brzdąkało na gitarze, to były najpiękniejsze dźwięki, jakie człowiek jest w stanie stworzyć. Jestem dumna z mojego Jaja, z mojej dorosłej już córci. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Nie wyobrażam sobie, by własnemu dziecku zazdrościć (?). I gdyby tona liści spadła przed wejściem do mojego domu, to wylazłabym oknem i żadna siła by mnie nie powstrzymała, żeby nie być w ważnych momentach życia mojego dziecka.

Myślicie, że bohaterka zwariowała, że tak bardzo pragnie akceptacji rodziców? Przecież jest bardzo dorosła, ma swoją rodzinę. Po co jej to? Może przez to nie potrafi się cieszyć tym, co udało się jej osiągnąć? A może jednak powinna skupić się na swoich sprawach i nie patrzeć na innych?

0 myśli na “Czy trzeba być dumnym z dziecka?”

  1. Trzeba być dumnym – bezsprzecznie!
    Jesteśmy na etapie odpieluchowania – po każdym sukcesie mówię “Córeczko, jestem z Ciebie taka dumna!”. Osobiście przeszła mi już potrzeba tego, aby ktoś ze mnie był dumny – za dużo się zdarzyło, ale bardzo blisko znam dorosłą osobę, mężczyznę (wspaniałego, ale nie będę mówić kto to jest), który ciągle czeka, żeby ojciec powiedział “Jestem z Ciebie dumny”, gdzieś jednak cele tego człowieka, rozminęły się z wyobrażeniami ojca. Szkoda.

  2. Rodzina, jaka by nie była wydaje nam się, że powinna być dla nas wsparciem, że rodzice powinni cieszyć się z sukcesów córki czy syna. Przykre jest to, kiedy rodzice nie potrafią się cieszyć z dziećmi ich osiągnięciami, nie potrafią podbudować dziecka, tylko je dołują, sprawiają, że dzieci czują się bardzo małe. Nie ma w nich miłości, bo widzą tylko czubek własnego nosa, a dziecku potrafią w sekundę zniszczyć marzenia, plany i radość z sukcesów. Może dlatego, że dziecko nie robi tego, co chcieli rodzice? Smutne to jest, sama podobnie się nie raz czułam, nawet będąc już mężatką 🙁
    Oby bohaterka Twojego wpisu mimo wszystko dalej z uśmiechem robiła to, co lubi, w czym jest dobra, bo niewątpliwie jest, skoro jej obrazy są wystawiane w galeriach. Niech idzie za głosem serca i spełnia dalej swoje marzenia. Swoje, a nie rodziców. Powodzenia i głowa do góry 😉

    1. Niestety to jest przykre, kiedy nie można liczyć na wsparcie najbliższych, bo nawet jak się jest dorosłym, to jednak cały czas pragnie się akceptacji rodziców.

  3. Nie wiem czy kiedykolwiek usłyszałam od rodziców, że są dumni, choć czasami bardzo bym chciała. Nie ważne czy zdałam maturę, czy wygrałam konkurs czy wyszłam za mąż. Ciągle mało i ciągle nie tak.
    Racjonalnie staram się o tym nie myśleć i żyć swoim życiem ale to czasami wraca…

  4. Duma z dziecka i przekazywanie mu tego to budowanie poczucia jego wartości. Przecież to rodzice są najczęściej pierwszymi recenzentami zmagań twórczych latorośli. Jeśli od początku nie będą wspierać, chwalić, zachęcać, to tylko bardzo silne dziecko będzie szło do przodu. Tak mimo wszystko i w nadziei, że może tym razem uda się rodziców zadowolić. Słabsze dziecko odpuści i być może straci coś wartościowego.

  5. Dzieci są sensem naszego życia. Już w przedszkolu kibicowałam mojej obecnej maturzystce, gdy podczas Jasełek była Matką Boską (płakałam głośniej niż ona śpiewała lulajże Jezuniu 🙂 ). Pózniej płakałam przez wszystkie lata jej nauki :). I zawsze byłam i jestem przy niej kiedy mnie potrzebuje. Każdy człowiek potrzebuje akceptacji swoich bliskich. Młody człowiek dzięki temu lepiej rozwija się, wierzy w siebie. To, że czasmi zrobię karczemną awanturę, połączoną z wyrzucianiem rzeczy z szafy nie znaczy, że i tak jest dla mnie najważnieszą osobą w życiu ! Poza tym, mam nadzieję, że to co dostanie od nas – rodziców – da równiez swoim dzieciom.

    1. Pięknie to napisałaś. I podpisuję się pod tym. I też ryczałam na przedstawieniu, jak moje Jajo grało dziecko na wózku inwalidzkim. Pierwszy raz wtedy śpiewało publicznie, a mnie coś tak za serducho chwyciło, że do dziś to pamiętam. 🙂

    1. Nóżki śmierdzące mojego maluszka to były ambrozje. 😉 🙂
      A pewnie masz taką akceptację i nie dostrzegasz jej wagi, bo to chyba tak jest.

  6. Jeny-to ja już myślałam że jestem nienormalna na punkcie tych śmierdzących stópek …aż mi ulżyło,że nie ja jedna 🙂 .Również ryczałam jak bóbr na przedstawieniach w przedszkolu.
    Dziwni Ci rodzice,przyznam szczerze 🙁 .Lecz też znam przypadki,gdzie rodzice rozpływają się nad jednym dzieckiem,a drugie traktują po macoszemu.Bo nie dokonali wyboru po ich myśli,nie takiego zięcia oczekiwali,bo w domu nie mają idealnego,wręcz laboratoryjnego porządku,nie słodzą -ach,jaki cudowny obiadek ugotowałaś,ach mamusiu,tak mamusiu.To przykre.Przecież każdy powód do dumy jest dobry.

  7. Te stópki produkują specjalne feromony-wyczuwalne tylko przez matki 😉 .Najlepiej,że nie dość że śmierdzące,to tona paproszków między paluchami.Widok urzekający haha!

    1. Racja, 🙂 🙂 Potem tylko jak te stopki urosną i poczłapią w letni dzień w trampkach jakoś tak mniej apetycznie pachną. 😉 🙂 Ale od razu wtedy wiadomo, że dziecię wróciło do domu. 🙂

    1. Pewnie wiele osób zna podobne historie. Tak się zastanawiam, czy to nie wina dawnego wychowania. Na FB jedna z czytelniczek tak to skomentowała i pobudziła mnie do refleksji. Może coś w tym jest.

  8. To nie wina wychowania, a wrodzonej wrażliwości. Czasami się zastanawiam po co ludziom potrzebne są dzieci? Powołują je na świat, jakby na samym początku kamień sobie uwiązali u nogi!

    1. Może tak. Piszę teraz powieść, w której właśnie będzie bohaterka mająca trudne relacje z matką. Twój komentarz właśnie idealnie by do niej pasował. 🙂

  9. nie, nie zwariowała… brak jej tej najważniejszej akceptacji…
    mogę się nawet założyć, że od swoich rodziców Twoja bohaterka nigdy nie usłyszała nawet, że ją kochają…

    to bardzo trudne jest aby uwierzyć siebie i siebie pokochać i zaakceptować, kiedy tego nie ma w osobach, które są w życiu człowieka najważniejsze

  10. Nie, bohaterka nie zwariowała. A powiedzenie że “jestem dumna z dziecka” to o krok za mało. Znam to z autopsji. Słyszę czasem od ojca “Mama jest z ciebie dumna, wszystkim cie chwali. Kocha cię”…. I jako dorosła już kobieta pytam tylko: “Co z tego, skoro mówi to wszystkim ale nie mnie?”
    Pamiętaj, że to nie świat ma wiedzieć o twojej miłości i dumie ale twoje dziecko. Pozdrwiam

  11. Liście ważniejsze od własnej pociechy? No cóż, to się chyba nazywa obojętność, skrywana pod kołderką, z wyszytym napisem: żeby się w głowie nie wywróciło…

  12. A to da się NIE BYĆ DUMNYM ze swojego dziecka????? Ja na dzieciach to się znam jak świnia na gwiazdach, ale kiedy ten mój mały szkrab zrobi coś czego jeszcze przed chwilą nie umiał to jestem dumna jakby co najmniej Amerykę odkryła! Umie pokazać kotka w książeczce, a na pytanie “jak robi owieczka?” konsekwentnie odpowiada “pfffffrrrrrrrrrrr”. I co z tego, że owieczka tak nie robi? Wg Panny M za każdym razem robi tak samo 😉 A teraz właśnie się sama samiutka gramoli w kojcu, bo się w czasie zabawy przewróciła na plecki i próbuje z powrotem sama usiąść. No jak nie być dumnym?!?!?!

  13. Przykre, że po tylu latach nie potrafi przyjąć do wiadomości, że od rodziców aprobaty się nie doczeka… Bo z tego co piszesz, to nawet jeśli wyjdzie sama z siebie i stanie obok, to raczej rodzice stwierdzą, że po co im aż dwie takie córki, jedna to i tak dość. Więc może przestać im się chwalić, przestać zapraszać na wernisaże… Bo inaczej zniszczy sobie życie. No, chyba że ona to wszystko tylko dla rodziców. Czas najwyższy uznać, że nie warto.

  14. Z rodzinnego domu bierze ssię chętnie to co nam odpowiada a szczelnie zamykamy drzwi za tym czego nie chcemy. Dorośli kaształtujemy swój wzorzec dobrego i złego , ważnego i mniej ważnego. I nie ma pewności czy nasze wnuki będą doceniane przez rodziców

  15. Nie zwariowała. Bardzo przykre,niestety w swoim otoczeniu też mam podobny przypadek.
    I muszę na to patrzeć,a to boli,bo dotyczy bliskiej mi osoby.
    W takim momencie bardzo ważne jest,żeby taka osoba miała poczucie własnej wartości,bo jeśli z tym jest kiepsko, można się całkiem rozsypać. Co ciekawe,poczucie tej wartości nie koniecznie ma związek z osiągnięciami. Można sprzedać tysiąc obrazów,być cenionym artystą,ale w głębi serca czuć się nic nie wartym. Mam nadzieję,że Twoja znajoma akurat zna i ceni się na tyle,że ten podziw rodziców jest dla niej sprawą drugorzędną. Rzecz jasna wtedy nadal boli,ale nie niszczy. Nie znam rodziców tej kobiety, ale być może jest tak,że po prostu nadają na innych falach- nie koniecznie jej zazdroszczą. Ona jako artystka ma predyspozycje do bycia istotą wrażliwą,natchnioną,czującą i ceniącą wartości,które nie każdy rozumie. Mówi się “artystyczna dusza” i coś w tym jest. Taka osoba nie jest rozumiana przez ludzi bardziej skłonnych do “stąpania po twardym gruncie”, materialistów. Oni nie są nawet w stanie takiej osoby zrozumieć, ani pojąć piękna sztuki. Dla nich mogą to być zwyczajne pierdoły,nie warte uwagi, zbędne. Dla nich prawdziwe życie to właśnie ta przyziemna codzienność, praca,dom i liście przed wejściem- to się liczy. I mogą nie mieć na to wpływu. Mają za to wpływ na to,czy będą wspierać swoje dziecko nawet wtedy, gdy go nie rozumieją. I dlatego jest to takie przykre. Bardzo mnie ta historia poruszyła.

      1. Tak, jeśli opieramy to poczucie wartości na opiniach innych osób (tych bliskich też to dotyczy). Większość z nas tak funkcjonuje. Wydaje się to nawet naturalne,nie?
        Jednak jeśli to poczucie wartości płynie z wewnątrz,nic go nie zmąci. I to jest tak naprawdę naturalne. Wtedy aprobata innych bardzo cieszy,ale już nie warunkuje. Ta różnica wiele zmienia. Od jakiegoś czasu nad tym m.in. pracuję i widzę pierwsze efekty.

  16. Bohaterka nie zwariowała, w końcu na zadowoleniu rodziców zależy prawie każdemu, na pochwale, dumie. Ja za pierdoły oczekuję pochwały, bo ciasta nie spaliłam, albo posprzatałam chałupę, chociaż z nosa lecą mi gluty aż na bujny cyc. Pochwała nas motywuje, uskrzydla, daje energię i chęć do dalszego działania. Dlatego bardzo często chwalę swoje dzieci i mówię im, jak bardzo jestem dumna z każdego drobnego, dobrego gestu, zachowania, rysunku. Bo jestem dumna, jak diabli. I jakby napadało śniegu na 7 metrów, to bym wyskrobała pazurami szczelinę w blachodachówce i wyszłabym tą szczeliną, aby widzieć sukces swoich dziewczynek. A bohaterce współczuję, powinna olać rodziców i skupić się na pozytywnym otoczeniu, które uskrzydla a nie czeka ze szpadlem, aby zakopać jej marzenia, cięzką prace, pasję…

  17. Bez uczuć, bez miłości, bez… bez emocji…. zastanawiam się, czy ci ludzie jeszcze żyją? Może to żywe trupy?????
    Nie znałam, nie znam, nie chcę znac takich ludzi, rodziców…. Serdeczności.

  18. Bohaterka z całą pewnością potzrebuje akceotacji, ale własnej! To, że rodzice nie okazują tego co by chciała i oczekiwała, to nie jej problem, to jest tylko i wyłącznie ich problem, to oni są zablokowani, może zadrością, może czym innym. I w takiej sytuacji, gdyby wynalazła szczepionkę przeciwko śmierci, oni i tak by się w tym nic nie dopatrzyli! Szkoda tylko, że często w takich sytuacjach dzieci uczą się tej prawdy, gdy juz są dorosłe. Nie ona jedna czekała na niedoczekanie 🙁
    A Ty, Kurciu, możesz być z siebie dumna. Nikt nie jest idealnym rodzicem, ale taka postawa jest wspaniała i Jajo Ci będzie wdzięczne z to do końca życia!

    1. Pewnie o akceptację własnej osoby trudno osobie, która nie doznała jej od rodziców. Tak sądzę, że to pewnie gdzieś się mści w przyszłości. Może nie każdy jest taki silny, bo sobie ją samodzielnie odbudować.
      A z Jaja jestem dumna, że ho, ho. 🙂

  19. o tym ze moje starsze jajo w ostatnim czasie osiągnęlo duży sukces wie cala rodzina i wszyscy znajomi …no ale ja miałam podobnych rodziców długo nie rozumiałam dlaczego tak było, zamiast się cieszyć, wspierać dzieci było wręcz przeciwnie… może pożno wszystko zrozumiałam ale lepiej pożno niż wcale a dlaczego w życiu się dzieje tak a nie inaczej to polecam książkę Potęga podświadomości Joseph Murphy. Większość ludzi postepuje tak jak zostali wychowani i w jakim społeczeństwie żyją …mało ludzi wie że mamy takie życie jakie mamy myśli…ja juz wiem ze zasługuje na to co najlepsze i najpiękniejsze i oczywiście wszystkim życzę takich myśli 🙂

  20. są jeszcze inne książki z tej serii Potęga podświadomości to tylko wstęp ….jak mam gorsze dni to wracam do tych książek …bardzo mi pomogły a kupiłam przez przypadek, po przeczytaniu wysłałam córci a ona mi poleciła resztę …ja polecam innym jeżeli się uwierzy w siebie jest dużo łatwiej żyć i to jest prawda że wiara czyni cuda

  21. Mojej mamy już nie ma, od trzech lat. Nikt tak jak ona nie potrafił zmotywować do działania, cieszyć się moimi sukcesami, bardzo mi tego brakuje. Sukcesy mojego dziecka, są moimi sukcesami, zawsze cieszymy się razem, często jej mówię jak jestem z niej dumna i jak bardzo ją kocham. Czasami mnie strofuje, jak chwalę się JEJ OSOBĄ przed innymi.

  22. To rodzina daje dzieciom korzenie i skrzydła. Dlaczego tak często skrzydła te sa “profilaktycznie” skracane lub zupełnie obcinane? To chyba złożony temat. Ale brak oparcia w rodzicach wcześniej czy później musi zaowocować buntem, chłodem emocjonalnym oraz przedwczesnym zniknięciem młodego człowieka z życia rodziców.Na pewno nie znalazłwszy oparcia w domu, poszuka go w gronie podobnie czujących ludzi. Ps. Spędziłam dziś cały wieczór na powtórkach i jeździe próbnej z synem przed jutrzejszym egzaminem na prawo jazdy.Czuję,że zrobiłam dla niego coś fajnego. Uważność i czas to dziś towar z gatunku mocno deficytowych…

  23. Takich rodziców, o których tu Aniu piszesz nie rozumiem. Ja mam dwóch dorosłych synów i kiedy im mówię, że jesteśmy z nich dumni, to widzę, jak ich twarze się “rozjaśniają”. Pozdrawiam Aniu 🙂

  24. Oj, trzeba, trzeba i jeszcze raz trzeba.
    Przy każdej okazji dzieciakom to powtarzam. A ja to nie pamiętam,żebym coś takiego usłyszała od moich rodziców…
    Człowiek musi wiedzieć, że to co robi to robi dobrze (w końcu rodzice to nasz pierwszy autorytet) i chce wiedzieć o tym nie tylko sam z siebie, od męża itd
    A kto ma być z nas dumny jak nie rodzice…

  25. Jestem jedynaczką, córką tzw starych rodziców. Szczęśliwie mam za sobą okres kiedy powtarzałam, że kocham mamę, ale jej nie lubię. Za sobą mam czas jej chłodu, który wbrew oczekiwaniom, w dorosłym życiu stał się fundamentem, pozwalał przekraczać niemożliwe. Za sobą mam miłość taty, który nie znał własnego ojca, byłam więc jego całym światem. To on zrównoważył mój świat. Moi Rodzice już nie żyją. Mam trójkę już dorosłych dzieci, jestem już babcią. I chcę dziewczyny powiedzieć Wam jedno, kochacie, wspierajcie, bądźcie dumne, a potem, zaakceptujcie dorosłość własnych dzieci (bo to jest oddzielny, trudny temat), nauczycie swoje dzieci KOCHAĆ BEZWARUNKOWO. Moja, nastoletnia wtedy córka, powiedziała mi: mamo pozwól mi popełniać własne błędy. To było najważniejsze zdanie w moim życiu. Zaakceptowałam fakt, że nie ma idealnych dzieci, tak jak nie ma idealnych rodziców. Dałam sobie pozwolenie na miłość do własnych Rodziców. Mamo, tato zamiećmy tą zaspę, zgarnijmy liście, pomogę Wam, bo Was kocham, nieważne że nie nauczyliście się kochać bezwarunkowo. Ja to już umiem, kocham Was, ten nowy obraz będzie wspólny. A Wam moje kochane życzę skrzydeł, opuście gniazdo, zabierając z rodzinnych domów to co wartościowe. Lećcie wysoko.

    1. Dziękuję za ten mądry i ciepły komentarz. Mam nadzieję, że uda się nam lecieć wysoko. 🙂 A temat dorosłości własnych dzieci faktycznie jest trudny i też warto by było kiedyś o tym podyskutować. 🙂
      Serdecznie pozdrawiam

  26. Dziewczyna i za dzieciaka była niedowartościowana, to niestety się ciągnie latami. Sama z tym walczę.
    Gdy teraz coś w moim życiu zmienia się na lepsze, słyszę, że jeszcze mnie życie nauczy, że piękne są tylko chwile. To bolesne. Cała radość wtedy gdzieś znika…
    Dla mnie jedyną dobrą odpowiedzią na czyjeś: “jestem szczęśliwa”, jest: “to cudownie, bardzo się cieszę, trzymam kciuki za ciebie!”. Szkoda, że nie każdy tak umie…

  27. no cóz, chyba każdy chce by osoby mu bliskie były dumne z nich, doceniały, pochwalały i kochały :DDD
    a rodzice są ważni dla dzieci, niezależnie od wieku, chyba ….:)

  28. Smutny post.
    Nie mam pojęcia czy moi rodzice są ze mnie dumni. W zasadzie nie zależy mi by byli. Są moimi rodzicami, kocham ich bez względu na to czy są dumni czy nie i nie muszę nic udowadniać. Może w tym leży problem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *