Kusiły mnie maliny

Czasami tak sobie myślę, że chyba jakaś opatrzność czuwa nad moją rozczochraną. I jak ta zboczy na nieodpowiednie tory, to buch obuchem przez łeb, kijem przez plecy i od razu lepiej.

Pisałam niedawno, że zaczęłam dietę, że byłam u dietetyczki. W sobotę minął tydzień, odkąd jadam tylko to, co mam na liście. Dokładnie odmierzam, ważę, odliczam i powoli przeżuwam. Jest rygor jest dyscyplina. No…

malinyIdę jednak ostatnio na dwór z praniem, by je rozwiesić na suszarce. Okazuje się jednak, że suszarki tam nie ma, więc wracam po schodach na taras. I wtedy miga mi gdzieś z boku krzaczek malin, na którym jeszcze kilka czerwonych maleństw do mnie się uśmiecha. W tle słyszę “W malinowym chruśniaku” Leśmiana, więc pokusa coraz silniejsza. Z tą michą więc wypełnioną praniem spoglądam tęsknym wzorkiem. Analizuję zaraz, czy jak zjem kilka tych samotnych malinek, to czy to już będzie przestępstwo, grzech czy może tylko malutkie odstępstwo od diety. I kiedy tak walczę ze swoim sumieniem i szukam jakiegoś sensownego wytłumaczenia, nagle buch. Potykam się na schodku. Przywalam paluchem w stopień, a miską rykoszetem daję sobie prawy sierpowy w szczękę. Cały gwiazdozbiór wyświetla się w mojej rozczochranej. Znikają malinki.

– O ła, o ła! – krzyczę. A potem w śmiech. Bo jednak opatrzność nade mną czuwa. Nie dała mi zejść z prawej drogi diety. Apetyt na malinki przeszedł. Sumienie czyste. I spokojnie mogłam wczoraj pójść do pani dietetyk, spojrzeć jej w oczy i przysiąc na wszystkie świętości, że byłam grzeczna.

A przed wyjściem co? Pełna depilacja, usuwanie nagniotków, bo przecież każdy włosek na wagę mojej motywacji. Już nawet przez łepetynę przeleciało, czy nie pozbyć się rozczochranej, ale nie, zdrowy rozsądek zwyciężył!

I ciągle pamiętam, że niektórzy z Was strusie jaja trzymają w pogotowiu, by mi przyfasolić, kiedy planu nie zrealizuję. Na razie jest moc! Pięć kostek masła w dół!!!

Dobrą motywację stanowią terminy spotkań autorskich. Toż muszę wyglądać jak człowiek.

07. 11. w Starogardzie Gdańskim w Cafe Anka o godz. 18.00

19. 11. w Stargardzie Szczecińskim w PODN o godz. 16.30

18. 12. w Ostródzie w zamku w Miejskiej Bibliotece Publicznej o godz. 18.00

Jeżeli ktoś mieszka w okolicy i ma ochotę na spotkanie, to zapraszam.

 

PS  Na mojej facjacie w okolicach szczęki piękny fioletowy siniak się obecnie maluje. Nawet Jajo zapytało: „Mamo, co ci?” I jak opowiedziałam, że miską pełną prania sobie tak przywaliłam, to rechało się z pół godziny.

0 myśli na “Kusiły mnie maliny”

  1. Co do diety, to wiem, doskonale, jak to jest ciężko, ale dasz radę! Ja teraz też staram się nie obżerać i o ile jeszcze jest dobrze, to mam świadomość, że tak za miesiąc, dwa może być jeszcze ciężej. Obyśmy dały radę 😉

    Jeśli chodzi o spotkanie autorskie, to naprawdę z chęcią bym się wybrała, gdybym bliżej mieszkała 🙁

      1. U nas w bibliotece też bywają spotkania autorskie 😉
        Ja miałam taki plan. Mieliśmy jechać na wczasy nad morze w przyszłym roku, ale wychodzi na to, że pojedziemy do szpitala na porodówkę. Myślałam, że jak będziemy nad morzem, to się spotkamy 😉 To już byłoby bliżej niż dalej 😉

  2. Dbasz Kuro o mój dobry humor od rana.;-)
    Nie mogę się przyzwyczaić, że piszesz tylko trzy razy w tygodniu. Poranna kawa nie smakuje tak we wtorek i czwartek. Może z niej zrezygnuję?
    Czytam Złodziejkę i zastanawiam się: jest Nutuś, jest Jajo, choć trochę młodsze, jak bardzo bohaterka jest Tobą? Możesz zdradzić rąbek tajemnicy?
    Czy przewidujesz jakieś spotkanie autorskie w stolicy?

    1. Trochę pewnie jest mną, ale w niewielkiej części. 🙂 A co do spotkań, to jadę tam, gdzie mnie zaproszą. 🙂
      I oczywiście dziękuję za miłe słowa. 🙂 🙂 Od rana to lepiej działa na człowieka niż kawa. 🙂

  3. To straszne jak kilka malinek mogło zawalic taki precyzyjny plan. Trzymaj Aniu tę drogę jaka obrałaś to za kilka tygodni osiągniesz docelową wagę, zmienisz garderobę i wtedy pojawi sie jojo. I tu nic nie pomoże . Widziałem Cie na żywo i doprawdy trudno mi było doszukać sie zbędnych kilogramów, choc nie studiowałem Cie wnikliwie, ze wstydu i nieśmiałośći

    1. Żadnego jojo nie będzie, bo teraz robię to z głową, pod czujnym okiem fachowca i rozciągam w czasie. I proszę mi tu nie sabotować. 🙂 🙂 😉
      I uśmiałam się z tego wstydu i nieśmiałości. 🙂 🙂

        1. Ha, ha 🙂 Słusznie żona zakazy wydała. I faktycznie lepiej nie zadzieraj (choć żona taki człowiek “do rany przyłóż”, to podejrzewam, że najpierw jednak by Cię uszkodziła, żeby potem ewentualnie przytulić). 😉 🙂

  4. Jestem wstrząśnięta i zmieszana, dopiero wstałam i w pierwszej chwili przeczytałam “jadam tylko to,co ma liście”.
    Kiedy doczytałam,o co chodzi,początkowo mi ulżyło,a potem okazało się,że jest jeszcze gorzej- bo nawet tego z liściami biedna kura nie może jeść… Oj. To były najpewniej ostatnie maliny przed zimą,echo lata,cud że w ogóle były, a Ty je tak znieważyłaś? Wierzysz w przeznaczenie? A jeśli opatrzność czy los przeznaczył te maliny właśnie Tobie,czy nie zadałaś mu ciosu poniżej pasa? I może dlatego odwdzięczył się michą w szczękę? Co to za dieta,w imię której nie można zjeść maliny z krzaka? Tort malinowy-OK. Ale m-a-l-i-n-a??! Czy pani dietetyk ma jakieś skryte skłonności sadystyczne?! A może od dawna czaiła się na ten krzaczek i zwyczajnie postanowiła pozbyć się konkurentki podstępem? Nie zdziwiłabym się,gdybyś o zmroku przyłapała ją buszującą po krzakach! Jeśli coś w nocy będzie na zewnątrz mlaskać, nie łudź się,że to jeż. Jeśli nawet nie będzie to ona,będę to ja. 😀

    1. Ha, ha 🙂 Chyba jednak los mi tych malinek nie przeznaczył, jeżeli prawy sierpowy michą zasunął. 🙂 🙂 Od dwóch malinek pewnie by się świat nie zawalił, ale to otwierałoby drogę do innych odstępstw, a w konsekwencji też do tortu malinowego. Znam siebie. 🙂 🙂

    1. Przyznam, że plan będzie mocno napięty, bo tego samego dnia wracamy, a jeszcze mam przed spotkaniem nagranie do radia. A nie przyjdziesz na spotkanie? (i teraz robię oczy kota) 🙂 🙂 PODN blisko Twojego osiedla, rzut beretem (internat przy pl. Majdanek). Byłoby miło spotkać się “na żywo”. 🙂

  5. A spotkanie autorskie w naszych stronach to kiedy???
    Ja i dieta to masakra.Mój łeb to potwór,jest przeciwko mnie.Z chęcią bym się w ten stary czerep z całej siły walnęła ,i pokazała kto tu rządzi .Przykład z wczoraj ,godz.22.Leżę,oglądam super film(Nietykalni),a tu wredna myśl-zjedz kochaniutka chlebuś z szyneczką i majonezikiem,mmmm jakie to pyszne….tylko małą kromeczkę…ale jak małe są kromeczki to może weź dwie….Dobrze że film się zaraz skończył,szybciutko zgasiłam telewizor i udawałam że śpię 😉

    1. To też twardzielka jesteś, bo pokusie nie uległaś. 🙂 Ja na szczęście po 18 nie jem i nigdy w zasadzie nie mam potrzeby, by przekroczyć tę magiczną godzinę. 🙂

      1. No!Prawidłowa odpowiedź.Tylko nie zwlekaj zbyt długo,bo robisz się sławna i z Ulą się nie dopchamy,lub będziemy czekać w wielogodzinnej kolejce po autograf.

  6. Z przyjemnością wielką przyszłabym na spotkanie autorskie, ale trochę za daleko mieszkasz .Życzę więc udanych spotkań i owocnych 🙂
    Malinki na pewno bym zerwała! Aż tak nie poszczę:) A Leśmiana wiersze uwielbiam.Pozdrawiam serdecznie i rozczochrana w górę! – znaczy- mniej upadków – malinki przecież też liście mają…

  7. Kura jeśli Jajo Cię bije w domu, to po prostu napisz. Nie musisz wymyślać tekstu o malinach! 😉

    Ale mi będziesz wypominać te jajka:D No ale w sumie to będzie najlepsza motywacja:) trzymam kciuki! 🙂

  8. Współczuję nazbyt bliskiego spotkania z praniem, podziwiam samozaparcie. Ja wiem, że ja się na żadne diety nie nadaję (chyba że choroba tak mną sponiewiera, że będę zmuszona zmienić zdanie) dlatego podziwiam tym bardziej… Bo to zawsze dobra motywacja jeśli już będę musiała: skoro jedna Kura daje radę, to dlaczego druga miałaby nie dać?

    1. To jest zwykła dietetyczka, niezwiązana z jakąś firmą, która sprzedaje suplementy diety, zupki w proszku itp. Najpierw pani mnie poważyła, pomierzyła. Przeprowadziła dokładny wywiad na temat tego, co jadam, na temat oczekiwań. Wszystko dokładnie wytłumaczyła. Aha, musiałam zrobić też zrobić badania krwi. Po zakończeniu diety będzie okres diety stabilizacyjnej. Co dwa tygodnie chodzę do kontroli i co dwa tygodnie dostaję nowy jadłospis. Poprosiłam o taki, który mojego domowego budżetu nie zrujnuje i często gotuję jeden posiłek na dwa dni. Dieta jest zbilansowana, jest w niej wszystko. Nawet mam ciasto raz w tygodniu (w niedzielę). 🙂
      Chciałam mieć 4 posiłki dziennie, bo o to też pyta. Na przykład na śniadanie jadłam dzisiaj jajecznicę z dwóch jajek ze szczypiorkiem i chlebem, na drugie śniadanie mam jaglankę (bo mnie płatki owsiane nie służą) z owocami, na obiad rybkę pieczoną w folii z warzywami i ciemnym ryżem, a na kolację twarożek z pomidorem itp. Tak mniej więcej oczywiście, codziennie jest co innego. 🙂 ALe najważniejsze, że w tej diecie jest to, co lubię, nie jestem głodna. I zmobilizowałam się do codziennych ćwiczeń. 🙂 I nie chce mi się podjadać słodyczy. 🙂 Jem też o wyznaczonych porach i piję dużo wody. 🙂

  9. Bardzo złośliwie ta opatrzność czuwała nad twoim łakomstwem 😉 I być może bardzo długotrwale, bo siniak na obolałej żuchwie też może dzielnie stać na straży diety 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *