Sylwester

Wczoraj świąteczny obiadek. Zrobiłam mojemu kochanemu mężowi sushi. Co prawda nie kupiłam surowej ryby, bo bałam się, że może być nieświeża i wykorzystałam tylko paluszki surimi. Do tego miałam serek, ogórka i czarny sezam. Napracowałam się, bo dużo przy tym bawienia, ale było warto. Mieliśmy co uczcić. Mój mąż oświadczył mi się właśnie w sylwestra, więc mieliśmy wyśmienitą okazję. A że sushi uwielbiamy, więc można było zaszaleć w kuchni. Dawno tego nie robiłam, trochę wyszłam z wprawy.

Mój mężuś zaparzył dobrej zielonej herbatki i wybraliśmy się w sentymentalną podróż.Śmiech

Wieczorem pojechaliśmy do kina na film „Gabbit, czyli jak ograć króla.”, a po nim mieliśmy w planie koncert na świeżym powietrzu. Jednak film skończył się pół godziny przed północą i nie było szans, by znaleźć miejsce parkingowe. Co prawda mogliśmy postawić samochód dalej, ale zajęłoby nam pół godziny dojście do sceny. Na pewno byłoby już po północy. Stwierdziliśmy więc, że jedziemy w domu. Nowy Rok przywitaliśmy w samochodzie. Jechaliśmy w świetle fajerwerków, słuchaliśmy muzyki i też było przyjemnie. Ważne, że razem. Dobrze, że wcześniej pospacerowaliśmy po Długim Targu. Było pięknie, a ruch jak w południe.

Zapomniałam dodać, że przed filmem odstawiliśmy jajo na zabawę sylwestrową do koleżanki. Ku mojemu zdziwieniu w wyznaczonym miejscu spotkania czekał na nią przedstawiciel płci męskiej. NiepewnośćWięcej jednak nie napiszę, bo mi to jajo ocenzuruje bloga, a ponadto to nie na moje zdrowie. Mąż mnie pocieszał, że „tak” teraz wita się młodzież. No, ok., jakoś to przeżyję, choć wyobraźnia od razu zaszalała. Takie dorastające jajo, to nie lada sprawdzian cierpliwości i zdrowego serca. Co ja mówię, to już chyba nie jajo, tylko opierzony  kurczak, który sobie sam pazurkiem grzebie, co raz mniej potrzebuje mamy. A mama próbuje się z tym pogodzić… Hmmm… Tylko mogę powzdychać.Niepewność

A teraz wracam do naszego małżeńskiego wypadu. Mamy taki rytuał, że zawsze spędzamy  ostatni dzień roku w bardzo podobny sposób (bale nas nie bawią). Najpierw film, a potem koncert na świeżym powietrzu. Dzięki temu byliśmy już między innymi na koncercie Beaty Kozidrak, Dżemu, Perfektu i nie pamiętam jeszcze jakim… Dwa lata temu na pewno był „Dżem”. Pamiętam, że moje jajo (przepraszam, opierzony kurczak), jako największa fanka zespołu, było z nami. Koncert trwał około godziny. Był trzaskający mróz, chyba z kilkanaście stopni na minusie, a „Whisky” zaśpiewali dopiero na sam koniec. Przecież ten mój opierzony kurczak (chociaż może wtedy nie tak opierzony) nie mógł opuścić koncertu bez wysłuchania kultowej piosenki. Mało co nam nogi nie przymarzły do podłoża. Ale „Whisky” wysłuchaliśmy!Super

A co do filmu… Zdawaliśmy sobie sprawę, że idziemy na coś, co nie jest wielkim kinem. Komedia kryminalna. Poziom dowcipów poniżej wszelkiej krytyki. Elegancka dama puszcza bąka, pokojówka pije wódkę z butelki i beka, znienawidzony szef jest zagorzałym nudystą i w wyobraźni bohatera pojawia się w stroju Adama w biurze za szklanym biurkiem. Żenada. No,  ale niektórzy się śmiali. Przynajmniej nie trzeba myśleć. Po wyjściu z kina człowiek czuje się lekko odmóżdżony.Nietakt

0 myśli na “Sylwester”

  1. Widzę,że prowadzicie aktywny tryb życia:)Mnie ostatnio ciężko wyciągnąć na jakiś spacer,muszę się poprawić:)
    Wczoraj mieliśmy akcję z sąsiadem-ojcem sąsiada,który od pół roku robi imprezy nie do wytrzymania.Miał pretensje do nas reszty sąsiadów,że zgłosiliśmy skargę na policję,ale wcześniej “tatusia”tu nie było…szkoda gadać.Potem po północy złożyliśmy sobie z sąsiadami życzenia na korytarzu,a impreza skończyła się sąsiadów za ścianą o 4.15

    1. Oj, to nie zazdroszczę takich sąsiadów. W poprzednim miejscu zamieszkania za ścianą miałam synka z mamusią – rzucali w siebie butelkami. Skończyło się tak, że ona się zapiła, a on rok później się powiesił. Mieliśmy z nimi “wesoło”. Też co chwilę wzywana była policja. To niestety nie pomagało.

  2. Ciekawy ten Wasz Sylwester.
    My w tym roku wybraliśmy się na salę i było naprawdę świetnie. Jedzenie podadzą, pozbierają talerze i nawet naczynia pozmywają za Ciebie. Co za komfort 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *