Bez ryczącej publiczności

Pojechaliśmy w weekend na „(za)czytani w Gdańsku”. Można było spotkać się z autorami literatury dziecięcej, zakupić książki trójmiejskich wydawców. Świetna impreza mająca na celu oswajanie książek i zachęcanie do czytania.

czytany gdansk i ja 007Plan miałam jasny: spotkać Andrzeja Grabowskiego i Pawła Beręsewicza. I nic nie mogło stanąć na przeszkodzie. Twórczy ludzie działają na mnie jak magnes.

W domu skończył się remont kuchni, wszędzie kurz, porozstawiane szafki, na nich naczynia. Nikt nie wie, gdzie co jest. W zasadzie powinniśmy z Mężusiem próbować to ogarnąć i każdej godziny żałować na inne czynności niż sprzątanie. Jednak nie ma takiej siły, która by mnie zatrzymała przed udziałem w gdańskiej imprezie.

Zapakowałam do mojego ogromnego torbiszcza książki wymienionych autorów. Toż to gratka zdobyć autografy, zrobić sobie z pisarzami zdjęcia. Obu panów znałam ze zdjęć zamieszczonych w internecie. Z panem Grabowskim kilka razy „rozmawiałam” na FB, bo recenzowałam jego dwie książki. Poczytałam o nim, ale za cholerę nie skojarzyłam, że to słynny Pan Tik-Tak, ponieważ dla mnie jest przede wszystkim pisarzem.

Pojechaliśmy. Ja już w swojej rozczochranej mam wizję tłumów z dziećmi. Bo przecież jak się mają zjechać do Gdańska najlepsi twórcy literatury dziecięcej, toż tam tłumy będą. Łokcie więc naostrzyłam. Trudno, przepcham się jakoś pomiędzy liczną dziatwą, haki podstawiać będę, kuksańce hojnie rozdawać. W końcu będę wyższa od dzieci, więc po autograf z pewnością się dopcham. Taki plan w rozczochranej wykiełkował mi podczas drogi.

czytany gdansk i ja 009Wchodzimy na Zielony Most, a nagle ktoś wymienia moje imię i nazwisko i pyta czy ja to ja. Ba! Myślę sobie. Sława mnie dopadła jak nic! Jednak po chwili okazuje się, że to faktycznie sława, ale nie moja własna – sam sławny Andrzej Grabowski mnie rozpoznał! I kiedy zobaczyłam go na żywo, a potem jego książki, a w nich między innymi Kulfona i Monikę, to od razu moje myślenie wskoczyło na właściwe tory. Toż to Pan Tik-Tak we własnej osobie! A to Jajo się zdziwi, że ja mam takie znajomości. Toż oglądało Kulfona i Monikę. Ha! A ja rękę Panu Tik-Takowi uścisnęłam! Książkę z autografem też dostałam. A przez cały weekend nuciłam (czyt.: wyłam) pod nosem „Tik-tak, tik-tak, tik-tak, coś tam, coś tam. To ja pan Tik-Tak.” W dodatku pan Grabowski wyraził ogromne chęci „zażycia” „Żółtej tabletki”. I tu przyznam. Ciary po plecach ze strachu. Oczywiście dzisiaj książkę mu posyłam, ale z tremą tak wielką, że moje oczyska przypominają denka od słoików. Zaczynam się obawiać, czy nie zostanie mi to na stałe.

A spotkania autorów z czytelnikami do smutnej refleksji mnie skłoniły. Tłumów po autografy niestety nie było. Widzów (razem ze mną i Mężusiem) podczas spotkania autorskiego Agnieszki Szczepańskiej można było policzyć na palcach jednej ręki (a i jeszcze dwa palce zostawały wolne). Tłumów przeciskającej się dziatwy nie było. I tak pomyślałam, że jakby obok na stoisku Michał Wiśniewski (czy inny celebryta) rozdawał autografy, to ścisk byłby nieziemski. I rację miała Szymborska, że pisarzom i poetom muza „poskąpiła ryczącej publiczności”. Ech, szkoda.  Bo może ludziom pióra też się marzy, by ktoś ryknął lub chociaż zemdlał na ich widok.

 

PS  A tutaj, jakby kto chciał przeczytać, zaproszono mnie na rozmowę: KLIK.

*na pierwszym zdjęciu Paweł Beręsewicz, którego recenzja książki na moim drugim blogu, niżej Andrzej Grabowski (recenzowałam jego dwie książki dla dzieci).

0 myśli na “Bez ryczącej publiczności”

  1. Aniu sprzątnąć zawsze zdążycie, a takiej samej imprezy już nie będzie. Zostawić wszystko i jechać na spotkanie z książką, to piękne. Najważniejsze, że jesteście zadowoleni z wyjazdu. Szkoda, że tak mało czytamy. Pozdrawiam 🙂

  2. Tylko pogratulować takiego spotkania 😀
    Swoją drogą przypomniałaś mi, że muszę książki do biblioteki oddać. Rok już trzymam. Takie ciekawe! 😛

  3. Teraz mnie się ten Tik Tak po głowie kołacze 😉
    A bałagan nie zając nie ucieknie. Posprzątać zdążysz,a sprawić sobie przyjemność to sama przyjemność 😉 Żal tylko, że na tak mało ludzi na tych spotkaniach z autorami literatury dziecięcej.

    1. Żal, trochę mnie to zdziwiło, bo ja bym z dzieckiem na pewno poszła, żeby poznało autorów swoich bajek. 🙂 Zresztą na stoiskach były akurat tylko książki autorów obecnych w Gdańsku, więc można było naprawdę kupić ciekawe rzeczy. 🙂

  4. w życiu nie wpadłabym na to Ze to Tik Tak i taki nawet przystojniejszy niż był, Kurko to ty czytasz książki dla dzieci?No nie mogę a ja mam tremę przed spektaklem dla dzieci…

    1. Ba! Pewnie, że czytam. W końcu przecież wnuki będą i co? A ja babcia niezorientowana? Nie może być, trzeba się do tego zadania przygotować jak należy. Mam już specjalną półkę z książkami, które będą lekturą obowiązkową moich przyszłych wnuków. 🙂 🙂

    1. 🙂 Ja też. Choć troszkę bym się bała tak rymsnąć (?) pisarzowi/pisarce – raz – co by na serce nie umarł – a dwa co bym się za bardzo nie potłukła (jak to było 2.09 w Kłodzku kiedy padłam na ” równym” chodniku i 2 tygodnie mnie wszystko bolało).

  5. Spotkania bardzo Ci zazdroszczę!

    Aniu, zawsze są plusy w takich sytuacjach. Nie czekasz godzinami po autografy, nikt Cię pcha, nie zmiażdży Ci palca u nogi, masz czym oddychać, możesz na spokojnie porozmawiać z autorem 🙂

  6. Dzieci teraz mało czytają,albo wcale.Lepiej oglądać według nich filmiki Wardęgi na YT.Fajne rzeczy się u Ciebie dzieją.Tuptam w miejscu nóżkami żeby do tego października dotrwać .A potem biegusiem do księgarni po Twoją książkę.No-chyba że wygram ja w konkursie hehe 😉

  7. Kochana to ja tu ryczę!!! Słyszysz? I od omdlenia jestem blisko, tyle, że siedzę, ale jak bym wstała to kto wie? Gratuluję wspaniałych spotkań I pozdrawiam radośnie. Mira

  8. To dopiero początek Twojej blogowej i pisarskiej drogi! 🙂 naprawdę cieszę się, że jesteś już rozpoznawalna 🙂 Jeszcze trochę i nawet ja się zgłoszę po autograf 😀

    p.s. Nigdy nie wiem jak się do Ciebie zwracać – wolisz Kura czy po imieniu ?:)

  9. Taaak… Też się wykazałam podobną naiwnością, idąc na spotkanie z Krajewskim. Pomyślałam: “poczytny autor” i nie dość, że wyszłam z domu nieludzko wcześnie, to jeszcze się zastanawiałam, czy nie zabrać jakiegoś składanego krzesełka, bo mój kręgosłup czasem daje znać o sobie. Ha, ha, ha! Naiwna kobieta ze mnie! Na jednym krześle siedziałam ja, na drugim moja torba, a na trzecim kurtka. Ale w telewizji była akurat pora emisji “Barw szczęścia”, więc może dlatego… 😉

  10. Aniu, grunt to konsekwencja w działaniu, reszta sama przyjdzie. Zobaczysz! Trzymam gorąco kciuki za dobry start Twojego najnowszego dziecka, powieści : “Złodziejka marzeń”. Oby skradła ona skutecznie serca wielu czytelników :)).Znam tylko fragmenty, które przeczytałaś osobiście dla Audioblog. Powieść zapowiada się bardzo ciekawie. Bo życie samo pisze najlepsze historie, czasem smutne , a czasem weselsze…

  11. Cale szczescie, ze pisarze celebrytami nie sa. Maja swoich wielbicieli, co niekoniecznie musi sie wiazac z tlumem ryczacych glow. Ale duza popularnosc zawsze jest mila, to fakt.

  12. A ja byłam na spotkaniu z pisarzem Arturem Cieślarem i było mnóstwo ludzi…może nie zawsze aż tak bardzo jest smutno…
    Niemniej faktem jest, ze pisarze celebrytami nie zostają i dzięki bogu..

    1. Tutaj to było na otwartej przestrzeni, więc ludzie się rzadko zatrzymywali, inaczej jakby odbywało się to w pomieszczeniu. Trudno zresztą powiedzieć.

  13. Dlatego tak jest,że pisarze po prostu tworzą, a celebryci stwarzają pozory. Gdyby poeci zabrali się za
    stwarzanie pozorów,image i swoją popularność,zamiast tworzenie,na pewno kolejki byłyby ogromne.
    Chyba jednak wolę pajacujących celebrytów.
    Przynajmniej świat nic na tym nie traci.
    Właściwie żaden celebryta nigdy nie doświadczy tego,co pisarz. Jakoś żaden z nich nie sprawił,żeby mi dech zaparło. Żaden nie wywołał tylu wzruszeń, śmiechu i łez.
    Pisarze,poeci- ich uznanie,takie prawdziwe,odbywa się w domach,po cichu,w ukryciu,przy blednącej w świetle nadchodzącego dnia lampce nocnej. Jedno szczere wzruszenie czytelnika jest więcej warte niż tłum czekający na autograf.
    Jeden uśmiech,od tak,zupełnie nieświadomy, jest więcej wart. A co dopiero nieprzespana noc nad książką,od której nie można było się oderwać. To są prawdziwe oklaski!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *