Mikołaj nie istnieje

Mikołaj nie istnieje. Z tym faktem musiałam kilka lat temu zapoznać moje jajo. Pamiętam. Chodziła wtedy do drugiej klasy szkoły podstawowej. Najpierw śmiała się z kolegów, że nic nie dostaną pod choinkę, bo nie wierzą, a potem z takim mądrym, wpatrzonym we mnie wzrokiem zapytała o Mikołaja. Stwierdziłam, że czas powiedzieć prawdę, dość oszukiwania. Przyznałam, że Mikołaja nie ma, że to rodzice podkładają prezenty. I żałowałam tego długo. Ten wzrok będę pamiętać pewnie do końca życia. Miałam wtedy wrażenie, że zabrałam temu mojemu jaju dziecięcą magię, marzenia, że odarłam jej świat z kolorów. Patrzyła na mnie tymi smutnymi wielkimi oczami, a mnie było głupio. Chwilę tak milczałyśmy, kiedy ono nagle ni stąd ni zowąd wypaliło: „Ale króliczek wielkanocny istnieje, prawda?”. I chwyciło się tej myśli jak tonący brzytwy, a ja nie miałam sumienia, by zabrać jej króliczka tak, jak zabrałam Mikołaja i przytaknęłam. Nigdy więcej nie usłyszałam pytania o króliczka. Pewnie przykica do nas w kolejne święta i podrzuci jakieś łakocie.Mrugnięcie okiem

Wydaje mi się, że dla dziecka wiadomość o tym, że Mikołaja nie ma, jest traumatyczna. Pewnie dla rodzica, który musi w końcu powiedzieć prawdę, również.

W okresie świątecznym zawsze przypominam sobie tę rozmowę. Powinno się rodziców od razu na porodówce ostrzegać przed trudnymi „pogaduchami”. Powinni dostawać listę pytań, by mieć czas na przygotowania albo chociaż jakąś instrukcję obsługi dołączyć. Byłoby łatwiej. A przy jednym jaju każda rozmowa to debiut. I tak się pewnie debiutuje do końca życia, chyba że człowiek sobie załatwi drugie jajo, wtedy korzysta z poprzednich doświadczeń. Chociaż to chyba też nie do końca działa. Ciekawe, ile trzeba posiadać jaj, by popaść w rutynę? Niepewność

0 myśli na “Mikołaj nie istnieje”

    1. Bo to traumatyczne przeżycie tak dowiedzieć się, że Mikołaj nie istnieje. Ślady w psychice zostają na zawsze 😉

  1. Kiedy moje dziecko zrozumiało, że Mikolaja nie ma (wyręczyła mnie w tym szkoła), to z satysfakcją przyszło mnie o tym poinformować. Na co ja odrzekłam, że sie myli, gdyż Mikolaj istnieje – przybiera postać ludzi, którzy nas kochają i obdarowują na święta. Bo hasło “Mikołaj” to taki symbol – znak, na który zwołują sie wszyscy ludzie obdarowujący innych. I dziecko, pokiwawszy głową, oznajmilo, że taka odpowiedź ją satysfakcjonuje 🙂

  2. Mój ośmioletni syn w tym roku zajrzał do słownika pod hasło Mikołaj i przeczytał, że “mówi się dzieciom, że przynosi prezenty” (wolne tłumaczenie, bo słownik nie-polski), spojrzał na nas i zapytał “to koledzy, którzy mówili, że nie istnieje, mieli rację?”
    🙁

  3. Prawdę mówiąc zamotałam się w wyjaśnieniach… na szczęście nie wziął tego na poważnie i potem dalej mówił, co mu Gwiazdor przyniesie i czy elfy zdążą zrobić. Wydaje mi się, że to jakoś samo się z wiekiem wyjaśni, beztraumatycznie. Ale się przez ten słownik spociłam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *