Dzień słodkiego lenistwa

Lenistwa ciąg dalszy. Oj, jakoś tak mnie „niechciej” dopadł. Przyczaił się chyba w przedpokoju i znienacka dał obuchem w łeb, wlazł na piersi i tak siedzi, trzyma i dusi. No, nic mi się nie chce. A w lodówce serniczek chałwowy popełniony z okazji weekendu i przyjazdu moich rodziców, a i tarta z białą czekoladą i borówką amerykańską. Niebo w gębie, ale nie będę Wam smaku robić, bo toż okrutne by było z mojej strony, ale ten serniczek rozpływający się w ustach, toż to raj dla podniebienia. Na zdjęciach podziwiać można.

Najpierw serniczek:

miod 029A teraz tarta:

miod 026

Osładzaliśmy sobie wczorajszy dzień z Mężusiem do granic możliwości.

miod 005

A że był Dzień św. Bernarda patrona pszczelarzy i Pelplina, udaliśmy się na uroczystość z tej okazji. Miodku kupiliśmy. A idzie on u nas w ilościach hurtowych, bo nie ma nic lepszego od herbaty z miodem i cytryną. Ponadto w upalne dni „produkowałam” lemoniadę. Opatentowałam dwa smaki. Pierwsza lemoniada lawendowa. Pychota. Schłodzona smakuje wyśmienicie, a na cały litrowy dzbanek wystarczą tylko dwie łyżki kwiatu lawendy (zaparzonej wcześniej), do tego tylko cytryna i  miód. Druga natomiast lemoniada była z mięty, cytryny i miodu. Też orzeźwiająca i smaczna.

Jak już pojechaliśmy do Pelplina, to spacer sobie zrobiliśmy po ogrodzie biskupim. Podziwialiśmy pałac i teren wokół.

miod 012

I tak mnie refleksja naszła, że jakoby coś niby o życiu w ubóstwie czytałam kiedyś, ale nie wiem, może mi się tylko coś w tej mojej roczochranej pomieszało.  Odgoniłam te myśli szybko, przy pałacu powzdychałam, przez mostek na wysepkę do kontemplacji przeszłam, alejkami pospacerowałam, przy kapliczce się zatrzymałam. I achów, i ochów było co niemiara.

miod 017

miod 019

A potem tylko kanapa, bo „niechciej” wrócił i znów za kudły przytrzymał.

0 myśli na “Dzień słodkiego lenistwa”

  1. Głodnemu takie zdjęcia?! Na to na pewno jest paragraf! Skonsultuję się w tej sprawie z lekarzem lub farmaceutą. 😉 Pozdrawiam. “Niechcieja” również. 😀

  2. W końcu i tak torturujesz zdjęciami, dobrze że przez ekran jeszcze zapachy nie wychodzą bo jak nic zaraz by jakaś Ustawa powstała za takie męczenie ludzi 😉 Kochana to nie Niechciej Ciebie dopadł tylko masz seksualny stosunek do pracy, czyli wszystko pierdo…. Pozdrawiam również leniwie

  3. hm, ciacho,…normalnie na kawkę do Ciebie wpadam – jak masz niechcieja sama sobie zrobię 🙂

    hahaha no właśnie, życie w ubóstwie jakoś gubi się w przepychu architektury i ogrodów 🙂

  4. Oj się chyba rozgadam 😉
    Raz to poproszę przepis na tą tarte bo wygląda… o mamo…. 😀
    dwa. przepych…
    Mam podobne przemyślenia do twoich. Wiesz… ja jestem prosty człowiek. Najlepiej mi się modli w skromnym kościółku… nie lubię tych nowoczesnych pałaców.. tzn bazylik, i w ogóle…
    to jakoś… odstręcza :/

    1. Tarta to prościzna. Robię na oko, ale proporcje pamiętam: 1 szklanka mąki, pół kostki masła i dwie łyżki wody. Zagniatam ciasto i na godzinkę do lodówki,, by się schłodziło. Potem wałkuję je. Najlepiej to się robi na papierze do pieczenia, jeden kładę pod spód, drugi na wierzch i przez papier wałkuję, więc nie ma problemu z przeniesieniem na blaszkę do tarty. Potem to nakłuwam widelcem i piekę ok. 20 minut w temperaturze 180 stopni (aż się zarumieni lekko). Jak ostygnie, to wykładam na to masę, którą robię tak: rozpuszczam dwie białe czekolady (dodaję do nich ze 3 łyżki mleka, to wtedy mi się ładniej rozpuszczają i nie przypalają się), ściągam z ognia, a do rozpuszczonej gorącej masy dodaję serek mascarpone i dokładnie mieszam. Wylewam na ostudzone ciasto i wysypuję borówkę. Potem do lodówki. Pychota. Mój Mężuś stwierdził, że to jedno z najlepszych ciast. Jedna wada: znika w zastraszającym tempie.

  5. Ciasta ładne, tylko tarty już na mnie wrażenia nie robią. Utuczyłam się na nich, bo jakoś poza mną nikomu nie smakowały. A ja uparcie próbowałam zrobić taką, która innym też posmakuje. Nie udało mi się, ale co tart zjadłam… tego nadal zrzucić nie mogę.
    A Pelplin ładny. Katedry i bazyliki to ja lubię zwiedzać, choć Boga spotkać tam to ja się nie spodziewam. Na spotkanie z Bogiem to najlepiej się wybrać do małego, starego wiejskiego kościółka.
    Moje niechceMisie pozdrowiłyby Twojego Niechcieja… ale im się nie chce. No to ja pozdrawiam i ich imieniu 🙂

  6. Ej no, takie rzeczy wrzucać bez przepisu????? Ja poproszę zwłaszcza na serniczek! Z góry bardzo dziękuję! A tartę może by tak spróbować zrobić…

  7. Sernik zjadłam oczyma, polewa czekoladowa pierwsza klasa. Ten co Cie przydusza to pewnie chce, żebyś pożyła chwilą…
    Pozdrawiam
    też mam Nygusa za brata -wybraliśmy się na rowery i ulewa mnie dopadła 🙂

    1. A my na rower szykujemy się za chwilę, bo słońce wyszło i w sam raz pogoda na przejażdżkę, a zrzucić teraz kalorie by się przydało. 🙂 🙂

  8. Ha, jak widzę na załączonych wyżej obrazkach, Niechciej nie był odmianą Niechcieja kulinarnego:))

    Ja wczoraj w towarzystwie koleżanki i dwóch par kijków do nordic przedreptałyśmy wzdłuż i wszerz Dolinę Kościeliską.A dziś rozgrzeszam się z Niechcieja przekonaniem,że nie ma to jak dzień w ogrodzie z fajną książką:))

  9. O mamuniu, jak ja kocham takie delicje 🙂
    Aniu kochana, daj mi przepis i na serniczek (chałwowy, mniam) i na tartę (kocham białą czekoladę).
    Podziel się skarbami 🙂

    1. Wrzuciłam już link do przepisu w którymś komentarzu, a na tartę też napisałam w komentarzu na wypowiedź Dziewczyny Tatuażem. Spójrz tam, a jak nie znajdziesz, to daj znać, podam jeszcze raz. 🙂

  10. Ok. Przepisy już podałaś 🙂
    Znalazłam.
    Ale mi smaku narobiłaś…

    (a niechciejem się nie martw, to fajny gość i dobrze na nas wpływa… od czasu do czasu 🙂 )

  11. Mnie taki “niechciej” dopada zbyt często 😉
    Co do pyszności, jakie zrobiłaś. zamierzałam sobie kupić formę do tarty, ale jakoś zawsze to odkładam, natomiast dziś chcę upiec biszkopt z galaretką i borówkami 😉 Tylko czy starczy mi czasu?

  12. Oj tak tak niechciej to codzienny lokator mojego domu jednak czasem siedzi cicho w kacie i pozwala rozwinąc skrzydla by po chwili zatakować ze zdwojoną siła ha ha ha A ciasta przepysznie wyglądają mniam

  13. Po mimo, żem chałwą obżarta jak bąk, stwierdzić muszę, że pokazywanie zdjęć takich frykasów powinno być karalne 😉 No bo co ja mam teraz zrobić no? Wirtualnie zjeść nie mogę. A szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *