Coś na schłodzenie?

Mózg już ugotowany, czas na resztę. Normalnie czuję, jak tłuszczyk się ze mnie wytapia. Wyszłam wczoraj na godzinę z domu. W samo południe. Tak mnie podkusiło felernie. Poszłam jednak, bo chleba od kilku dni u nas nie ma, a Mężuś wrócił, Jajo przyjeżdża z kursu też głodne, więc był czas najwyższy zaopatrzenie zrobić. I poszłam ku rozpaczy swojej w ten upał. Narzekać jednak nie będę. O, nie! Jak tak szłam, to z radości prawie sobie podskakiwałam, że jest tak super, słoneczko świeci, jest lato. No, ale szybko od tego podskakiwania się zmęczyłam i czułam, że pot na moim czole zaczął się pojawiać (nie wspomnę o innych miejscach). W duchu normalnie błogosławiłam panom siedzącym w tym momencie na moim dachu. Pełen podziw i szacunek, że dają radę w taką pogodę. I przyznam, że pięknie im to idzie, aż chce się zacytować Stenkę z „Nigdy w życiu”: „pięknie panowie zapie*rdalacie, pięknie” (jakoś tak to chyba było).

lódNo, ale poszłam do tego centrum. Chleb zakupiłam. A było tak gorąco, że myślałam, że padnę na twarz i leżeć tak będę do zimy. Jednak nagle oświecenia doznałam. Przecież czytałam wczoraj wpis Matki Agrafki o pięknie klimatyzowanych pomieszczeniach ZUS-u! Rozejrzałam się wokół, lecz szybko sobie uświadomiłam, że ja nie wiem, gdzie w moim nowym mieście ZUS się znajduje. No, ale tak skrobię się w tę moją rozczochraną i myślę, że jak ZUS, to i Urząd Skarbowy ma chyba odpowiednie chłodzenie. Idę więc. Myślę, że wejdę, usiądę sobie na stołeczku, że niby w sprawie służbowej, schłodzę się, a potem spokojnie podrepczę do domu. No, jest tylko jedno ale. Zanim dojdę do US, to padnę na twarz. I kiedy takie analizy czyniłam, przede mną ukazała się nasza malutka galeria handlowa. Wchodzę więc. A tam chłodek przyjemny, że ho, ho. „Zamieszkam tu normalnie do wieczora”. A że tak bezczynnie stać głupio w korytarzu, więc weszłam pooglądać jakieś łaszki.

− Zobacz, jak tu przyjemnie chłodno – słyszę nagle, jak matka do dziecka mówi i przerzuca bluzki na wieszakach. – Trochę się schłodzimy.

„O, nasi są tutaj” – myślę. Nie tylko ja mam tak genialne pomysły. A swoją drogą dobry pretekst! Jak mnie Mężuś zapyta, po co w sklepie byłam, to powiem jak na spowiedzi prawdę i tylko prawdę, że schłodzić się tylko.

No, ale bezczynnie stać głupio, więc przerzucam ubrania wiszące na wieszakach, bo przeceny przecież. Ba! Spodnie fajne znalazłam. Co prawda, pstrokate jakieś, ale cena piękna, krój również. Idę mierzyć. Nawet się zmieściłam, dopięłam, nic się nie wylało, ale zupełnie nie moje klimaty. I co robię? Zdejmuję. Przypinam do wieszaka. Wychodzę z przymierzalni i podaję pani, która tak na mnie patrzy, że w pierwszej chwili nie wiem, czy mam ją reanimować, czy co. Po kilku sekundach dociera do mojej przegrzanej rozczochranej, że ja na boso, bez własnych spodni i bez torebki wylazłam z przymierzalni. Szybko więc nawrotka, pani nie zdążyła powietrza nabrać, by coś mi powiedzieć. Jest też taka opcja, że chciała tylko parsknąć śmiechem.

Postukałam się w głupi łeb. Ożeż, babo jedna! To wszystko przez to, że miałam długą tunikę i przez nią zapomniałam legginsy na dupsko naciągnąć. Ale żeby torebkę porzucić? Toż to już leczyć chyba powinnam.

Po uzupełnieniu garderoby i odpowiednim schłodzeniu się w klimatyzowanym sklepie doczłapałam się do domu. Tutaj napotkałam na pełen cierpienia wzrok kota, który jakby wołał do mnie: „Depilację poproszę. I to natychmiast”.

Moje chłodzenie skończyło się zimnym prysznicem i lodem na zagryzkę. Kot natomiast porzucił kanapę na rzecz kuchennej terakoty. Miałam ochotę walnąć się koło niego.

A teraz, kochani, burza mózgów. Kto, jak, gdzie, kiedy, po co i dlaczego się chłodzi? I tylko prawda, święta prawda i żadnego ściemniania.

0 myśli na “Coś na schłodzenie?”

  1. Poplułam monitor kawą-i to mężusiowy.Normalnie Kura wariatka jesteś.Uwielbiam takie wpisy z rana.Kura w samych majciochach-normalnie padłam haha.Ja wczoraj smażyłam się na placu zabaw-jak zwykle.Przed zwariowaniem i rozpuszczeniem ratowała mnie myśl że w nagrodę zimne piwko sobie walnę 🙂 .A jeśli już się rozpływam to idę do łazienki i stopiszcza pod zimna wodę wkładam-ależ wtedy mi błogo…

    1. A żebyś widziała, jak Jajo się ze mnie śmiało, jak jej opowiedziałam, co zrobiłam i na jaki widok naraziłam sprzedawczynię. 🙂 🙂

  2. Zaskoczylas mnie okropnie. Aż się rozdziawiłam 🙂 hahah Ania debeściara jesteś! Jak się chłodzę? Śpię, czyli wentyluję się. Może i niektórzy myślą że mam ciągłą ochotę na seks, ale mi pomaga 😀

      1. Boże wszechmogący!
        Sapię. Nie śpię.
        Wyłączam słownik, a dupie mam takie zmienianie moich słów.

        Aniu, jak komentarz będzie wyglądał podejrzanie nie traktuj go wtedy dosłownie 🙂

        1. Okej. Tylko nie wiem, czy to dobry pomysł, bo z Twoją fantazją część i tak jest podejrzana. 🙂 😉
          Oczywiście żarcik taki, rozweselający. 🙂 🙂

  3. No cóż trzeba przetrzymać upały, powinniśmy się cieszyć że nie pada. W końcu wakacje i lato 😉 Może dzisiaj będzie chłodniej. Ty Aniu możesz się schłodzić w supermarkecie a ja nawet w lesie nie mam chłodu. Powiem szczerze że nawet ostatnie nocne burze nie przyniosły ochłody. Za to nareszcie nie powinni narzekać Ci co przyjechali nad wakacje nad morze bo pogoda im dopisała. Pozdrawiam
    P.S 6 lub 7 wwrześnia ja i Paczucha jedziemy do Malborka mam nadzieję że będziesz mogła z nami pojechać.

    1. U nas też nocne burze, ale faktycznie ochłodzenia nie przyniosły. Dobrze, że jednak trochę popadało.
      A 6-7 już sobie wpisuję w kalendarz. 🙂

  4. Ja w takie upały lubię Tesco i ich dział z nabiałem i rybny :-). Wieczorkiem wypad nad jeziorko i taka wieczorna kąpiel czyni cuda 😀

  5. Najprostszy sposób to zimny napój, Dobry z miętą. Arabowie piją na upały coś co nazywają nanaate jest to bardzo słodka gorąca herbata z mietą. Faktycznie działa. Widziałem gdzieś w sprzedaży małe wiatraczki , które na opasce zakłada sie na głowę i one wieją w dół. Ale najlepsza jest kąpiel w jeziorze.

    1. Już widzę siebie z wiatraczkiem na głowie. 🙂 🙂 Ha, ha 🙂 Mężuś już by na poważnie zaczął się o mnie martwić. 🙂 😉

  6. Sposobów jest wiele, ale żaden nie działa na dłużej. Klimatyzacji nie polecam, bo w pracy mamy klimę i teraz od kilku dni boli mnie kark, nie umiem głową swobodnie ruszać. W nocy, kiedy przewracam się z boku na bok, z bólu zęby zaciskam. A najgorzej jest rano, wtedy chodzę sztywna.

  7. A ja właśnie nie lubię wchodzenia do klimatyzowanych pomieszczeń, bo mnie dobija różnica temperatur. Upały mi nie przeszkadzają. Więcej, ja je bardzo lubię. 🙂 Doskonale się czuję przy takiej pogodzie. Różne ludzie mają dewiacje, ja akurat taką. I jeszcze kilka innych, żeby tej związanej z upałami smutno nie było. 😉

  8. Lubię w upał chłodny prysznic czy kąpiel w pobliskim jeziorze ,chociaż niekiedy trzeba wyjść do centrum i wtedy pocierpieć trzeba. Jest tylko fontanna, a wiadomo, że to rezerwuar bakterii. Chociaż ciągnie żeby nóżki pomoczyć chociażby… spodnie zrzucić przy okazji hihhi

  9. Dzięki, za porcje dobrego humoru z rana:)))))))))))))))))))))))))))))) no, żeby w leginsach w taaakie upały!wcale mnie nie dziwi, ze je zostawiłaś w przymierzalni:)
    Dziwne, że nikt tu się nie przyznaje, że ma klimatyzowany dom….to mnie też wstyd się przyznać…ale może warto o tym pomyśleć ? chłodzi latem, grzeje jesienią, a nawet zimą.Nie tak drogo, jak myślicie.

    1. U mnie w domu temperatura latem jest w porządku, nie odsłaniam przy intensywnym słońcu rolet, a w nocy mam otwarte okno na oścież. Najgorzej jednak jest na poddaszu u Jaja. Ale odkąd ma wentylator nie narzeka. 🙂

  10. Ale mnie rozbawiłaś 🙂
    Też zawsze podziwiam wytrzymałość cieśli i dekarzy. Jak u nas robili dach to jednego dnia było 34stopnie. Przyjechałam na budowę, ledwo oddychałam, cała się rozpływałam a oni stanęli w pełnym słońcu i omawiali ze mną detale wykończenia dachu. Mówię, że może chodźmy do cienia a oni, że już tak przywykli, że nie czują żaru 🙂

  11. Ja to chłodzę się podstępem. U nas w Malborku jest fontanna taka tańcząca. Puszczam dzieci i chodzę za najmłodszą. Lubię sklepy, ale wyjście z nich daje wrażenie jakby się obuchem dostało. W domu mam pootwierane wszystkie okna. Pomocne są kostki lodu. Na późny wieczór też 😉
    A moja mama wybrała się kiedyś bez spódnicy do fotografa. Dobrze, że szła w płaszczu, a zakład fotograficzny prowadziła jej koleżanka. Powiedziała tylko “A jakie zdięcia chciałaś robić?” A ja to wysyłam kiedyś w 2 różnych butach. Dobrze, że oba czarne.

  12. proste!

    jak jestem w pracy, to po prostu wychodzę ze swojego “schowka na mopy” (poddasze, z jednym oknem dachowym, pokrycie dachu blacha, ustawienie do słońca: wschodnio – południowa strona)

    jak jestem w Wersalu – nie martwię się czy berta odpala, czy nie – zimny prysznic w cenie, ale tam niezbyt gorąco jest, gdyż mam osłonkę w postaci rusztowania, bo nam balkony szlifują, malują i na cacy glancuś robią, a rusztowanie ma osłonkę i chroni południowo – zachodnie okna od słońca)

    jak jestem na Włościach to albo dobrowolnie leżę na słońcu, obierając strategicznie najbardziej nasłonecznioną część ogrodu, albo… z psem rywalizujemy, które pierwsze rozciągnie się na płytkach korytarza tuż przy drzwiach do piwnicy…

      1. wierz mi – moje 70 kg kobiety wygrywa bez sprzecznie z 90 kg psa… mam lepszą przyczepność stóp do płytek na zakrętach niż on ze swoim futrem i pazurami 😛

  13. Klik dobry:)
    Podstawa – to pozamykane w ciągu dnia i zasłonięte odpowiednimi tkaninami okna. Raj w domu, jakby była klimatyzacja. Zasada: im wyższa termreperatura na zewnątrz, tym bardziej dom “ogacamy”. W nocy łapiemy zimne powietrze, a w dzień nie wpuszczamy ciepłego.

    Pozdrawiam serdecznie.

  14. Dziś ranek przywitał mnie miłym chłode. Ale chcę uzupełnić poprzedni mój komentarz. Jem jeszcze lody lub mrożone owoce, Związuję włosy w kok, smaruję się balsamem chłodzącym takim po opalaniu i czytam książki o zimie. 🙂

  15. Zabieram Dzieciaki na fontannę i szukam sobie miejsca w cieniu. Jak mnie za bardzo przygrzeje to idę z Młodszym Dzieciem i choć ręce trochę zmoczę. Ale to trwa krótko, bo cały przemoczony Dzieć Młodszy rozbiera się i już trza ubrać i o ile Tata już nie przyjechał po nas to dzwonić do niego, żeby z pracy nie wychodził, bo nadchodzimy. To tam chwilę przy wiatraczku o do dom. Potem zakupy z klimatyzowanych sklepach. A w weekendy to do galerii – Dzieciaki do sali zabaw a my na zakupy. A w domu to po prostu zdycham.

  16. Patent ze sklepem dobry, również mam w zastosowaniu 🙂 A że Ty tak w negliżu po sklepie to się nie dziwie, bo człek w taki upał tylko ze skromności, wstydy tudzież obu goły nie biega 😉 Sama przed chwilą z tego piekiełka wróciłam i najchętniej legła bym w łazience na podłodze obok pieska mojego 🙂

  17. W pracy mam klimę, więc żyję, ale w domu większość czasu spędzam pod wiatrakiem. Zimnym piwkiem też nie pogardzę 🙂 . Mój kot w ostatnich dniach patrzy na mnie wręcz z wyrzutem: “Zrób coś, żeby było chłodniej.” Sama bym chciała mieć taką moc 🙂 .

  18. w pracy mam klimę, gorzej gdy trzeba w teren do klientów jechać i ni diabła nie ma się gdzie schłodzić… dobra, jednak będę myśleć o tym chłodku w biurze 😉

  19. Mój pokój na poddaszu się znajduje, więc jest tam gorąco za dnia, jak i w nocy. Na szczęście nad ranem temperatury się obniżają. Poza tym niedługo zima 🙂 A potem wiosna 😉

  20. Ja to Ci powiem, że to wszystko przez te upały 😛 Ludzie są rozkojarzeni, pomęczeni. Ja się chłodzę tradycyjnie: wiatrak, lody i dużo wody hehe 😉
    Ale tak szczerze mówiąc, to czekam na chłodniejsze dni..

    1. U nas właśnie chyba się lekko ochłodziło. Okazuje się, że wystarczyło o tym napisać. Normalnie zaklinaczka rzeczywistości ze mnie. 🙂

  21. Ale mnie rozśmieszyłaś, akcja w sklepie fantastyczna. Co do chłodzenia. Rankiem kiedy w miarę chłodno wpuszczam chłodne powietrze, kiedy słońce zaczyna świecić zaciągam rolety, zamykam okna i czekam, aż słoneczko pójdzie sobie w siną dal, a sama chodzę ubrana od rana do wieczora w luźnej, wydekoltowanej sukience.Jak jeszcze mi gorąco biorę chłodny prysznic.
    Pozdrawiam

  22. Chłodzę się w moim basenie, który wybudowany przed moją willą stoi, popijam zimne drinki, a pół nadzy faceci wachlują na mnie by dostarczyć mi chłodnego powietrza 😀

    A bardziej poważnie to po 2 tygodniach upału zakupiłam sobie wiatraczek, postawiłam na biurku i nie ruszam się nigdzie 😀

    1. Do pierwszej części mogę tylko napisać “WOW”, a do drugiej, że taki wiatraczek też dobry, bo w sumie nie ma mnie kto wachlować, więc sobie może zakupię na biurko. 🙂

  23. Wpadłam tu pierwszy raz i uśmiałam się do łez aż maż wstał z łóżka mocno zaciekawiony co się dzieje a potem jak mu przeczytałam śmiał się razem ze mną Będę czytać więcej i zaglądać częściej.
    A z tym chłodzeniem to różnie bywa. Mój zięć w szalonym zapędzie otworzył w domu zamrażarkę i wsadził do niej gołą pupę. Skończyło się kiepsko………zapaleniem pęcherza. Pozdrawiam “chłodno”

    1. Witam w takim razie w moich skromnych progach. 🙂 A zięć pomysłowy, nie ma co. 🙂 🙂 Pozdrawiam również i zapraszam częściej. 🙂

  24. Na upały do picia tak jak pisał Krzysztof gorąca herbata z mieta nie musi być słodka, gorący prysznic, po nim jestem cieplejsza niż otoczenie i oddaje ciepło zamiast się grzać, ale najbardziej to lubię zrobić hyc do jeziorka lub morza 😉 i tu i tu mam blisko 😉 pozdrawiam ” chłodno” z sympatią w te gorące dni Dorcia

  25. W domu i miejscach nie służbowych wakacyjnych takich noszę opaskę materiałową w zimnej wodzie zmoczoną i pomaga Mózg się jakoś wolniej nagrzewa Polecam

  26. nie schładzam się bo uwielbiam ciepło, bardzo ciepło i upały. cierpię zimą.
    Kiedyś pracowałam na pływalni i jak pracowałam na popołudnie to szłam sobie najpierw popływać. Kiedyś już po pływaniu, wyszłam z przebieralni na korytarz w biustonoszu, zakładając w międzyczasie bluzkę. Tak się zamyśliłam 🙂 widać w pracy czułam się jak w domu 🙂 ale jak się ocknęłam w pierwszej chwili nie było mi do śmiechu. W samym biustonoszu na środku korytarza przed przebieralniami i kamery dookoła 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *