Tango milonga

Mam bardzo pracowity tydzień, więc każde wyjście z domu skracam do minimum. Najlepiej w ogóle bym nie wychodziła, ale czasami mus to mus.

Popędziłam po zakupy. Gorąco jak w piekle, więc poszłam w miarę wcześnie, żeby nie uprażyć się w słońcu. Wracałam przez targowisko, więc zakupiłam czereśnie. Trzeba wcinać, bo sezon w pełni, a są przepyszne. Polecam nie tylko szpakom.

tangoIdę tak pomiędzy straganami. Muzyczka gra. Jakieś łubu-dubu, łubu-dubu rozbrzmiewa z odtwarzacza. Pan do mnie woła:

– Może tango milonga?

Aż się wzdrygnęłam na samą myśl. Branie? Do tańca mnie gość zaprasza czy co? Już w myślach usztywniam „ramę”, nóżką zamach robię, w zębach różę trzymam. O, to dopiero by było tango! Nawet muzyka by mi nie przeszkodziła. Pycho już się śmieje. Jednak spostrzegam, że pan owszem tango mi proponuje, ale na płycie CD za dyszkę. Eeee, tak to ja nie chcę. Ale jakoś tak mi się nagle sentymentalnie zrobiło. Nie żeby zaraz rozpacz, że to jednak nie do tańca mnie poproszono, lecz raczej tęsknota się we mnie odezwała. Nostalgia za dawnymi czasami. Pamiętacie, jak kiedyś płyty i kasety się kupowało? Na targowiskach sprzedawcy mieli je poukładane na łóżkach turystycznych. Jakość pierwsza klasa.  Mandaty za to groziły. I czasami w pośpiechu panowie majdan zwijali i zwiewali gdzie pieprz rośnie.

I tak jeszcze mi się przypomniało, jak to każdy marzył o „Kasprzaku”. Młodym wyjaśniam, że to taki czaderski radiomagnetofon. Od czasu do czasu wciągał taśmę. Wtedy z trudem człowiek ją wyplątywał, zwijał, a nierzadko trzeba było ją precyzyjnie taśmą skleić. Ile cierpliwości człowiek w sobie wytrenował! Szpulowe też pamiętam, ale w naszym domu, szpulowy do rodziców należał, a my z bratem takiego „prawie Kasprzaka” mieliśmy. I oczywiście adapter i cały stos płyt winylowych. Do tej pory od czasu do czasu ich z Mężusiem słuchamy, jak nas natchnie. Pięknie skrzypią.

Tak mnie naszło na wspomnienia, a wszystko przez pana, który mi tango zaproponował. Za dyszkę w dodatku.

0 myśli na “Tango milonga”

  1. Trzeba było powiedzieć, że weźmiesz, jeśli Ci pan w gratisie zaoferuje jeszcze taniec. Coś czuję, że zrobilibyście furorę na targowisku. 😉

  2. Ale zatańczyć tango na ryneczku, to było by coś. Kupujący mieliby o czym rozmawiać przez cały dzień, że od rana tango tańczyła Ania – szkoda, że to tylko płyta 🙂

  3. Witam. Oj łezka w oku się zakręciła na wspomnienie. Z siostrą nie maiłyśmy Kasprzaka ale Grundika. Jak pasek się popsuł to najlepsza do tego była prezerwatywa. Co do panów handlujących kasetami miałam kilku znajomych bo swego czasu mój tata zajmował się tzw handlem obwoźnymi towarzystwo trzymało się razem, ile razy można było się popatrzeć na podobne scenki jak Twoja dzisiejsza. Pozdrawiam 🙂

  4. W Buenos Aires na głównym deptaku co jakiś czas zamiast grających rzewne piosenki przy gitarze tańczą tango takie chyba półprofesionalne pary. Ubrani absolutnie na galowo, muzyka z głośników a oni jakby byli zupełnie w innym świecie. Widownia patrzy podziwia a potem co nieco do puszeczki. A najciekawiej jest właśnie w milongach, czyli salach do tańca , gdzie przychodzą wieczorem pary w każdym wieku , obowiązkowo z butami do tańca i zmieniają je przed wejściem na parkiet. A potem amok.

  5. Oj, jak ja sobie przypomnę moje stare sprzęty radiowe… Ech, dawne czasy. Teraz wszyscy mają mp3 w komórkach i w ogóle. Nie wiem, wydaje mi się, że taki łatwy dostęp obniża wartość. Z nostalgią przypominam sobie czasy, jak się słuchało “kaseciaków”…

      1. No ba! Pierwszego przywiózł mi Tata z Niemiec. Nie rozstawałem się z nim. Coś pięknego. Chodziło się z nim wszędzie prawie, ech… Normalnie łezki w oczach.

          1. Dokładnie, teraz, jak sobie patrzę, jakie wspomnienia będzie miał Szymon, albo chociażby dzieciaki z mojej szkoły? Smartfon zmieniany co pół roku i kontakty ze znajomymi częściej przez Internet niż na podwórku. Trochę to smutne.

          2. Tak nam się wydaje z naszej perspektywy, a nie wiadomo, jak za jakiś czas będą wspominać swoje dzieciństwo.

  6. 🙂 masz i tytuł i pomysł na opowiadanie i nostalgia za dawnymi czasami się rewelacyjne w temat opowiadania może wpisać 🙂

    swoją drogą, Pan nie pomyślał, gdyż takie odtańczone tango mogło by mu dodatkowo nowych klientów przyciągnąć…

  7. Dobrze, że przypomniałaś musimy sobie nasz adapter sprowadzić do mieszkania. Mi jeszcze uchowało się parę grających kartek pocztowych. Nie ma to jak przywieźć sobie ulubioną piosenkę do domu.
    Kiedyś zrobię sobie płytotekę i pozbędę się tych wstrętnych folderów z PC. Nie ma to jak papierowe książki i płyty na winylach. To one tworzą klimat i są świetną alternatywą dla internetu.

    1. Pamiętam takie kartki w postaci płyt. Szkoda, że żadna mi się nie zachowała. Były mniejsze i cieńsze niż zwykłe płyty. 🙂

  8. Pięknie by było zatańczyć Tango Milonga wśród targowych kramów. Ludzie powinni się cieszyć, radować obojętnie gdzie są. 🙂 . Pamiętam te szpulowe te Kasprzaki, jak rzucili, to szef nawet na dwie godziny puścił mnie na miasto, odstałam swoje, a potem słuchaliśmy swojej ulubionej muzyki. Pozdrawiam 🙂

  9. Hej 🙂
    Pamiętam i magnetofony, i handelek kasetami (nie do końca chyba legalny). Ileż ja czekałam, aż mi rodzice kupią, nie wiem, czy Kasprzaka, ale jeśli to nie było to, to coś podobnego 🙂 Dbałam o niego, chuchałam i dmuchałam.
    Pamiętam, jak w Warszawie pod Domami Centrum kwitł handel chyba wszystkim. Ile tam było kaset 🙂 Muzyka grała. Jak dostawałam liche kieszonkowe od staruszków, to się jechało z koleżanką, żeby jakąś kasetkę sobie kupić. I cienkie rajstopki tzw. kryształki 🙂 Żeby chłopaków czarować 😉 Na początku lat ’90 namiętnie puszczano pod Domami Centrum muzykę Ennio Morricone.
    Młodszym wyjaśniam, że Domy Centrum to dzisiejsze takie ogromniaste budynki przy ul. Marszałkowskiej naprzeciwko Pałacu Kultury. Obecnie jest tam mnóstwo sklepów i nikt przed nimi nie handluje. Ale wtedy… ciężko było tam przejść, tylu było handlarzy. Po paru latach kazali im się zwinąć, bo jakby nie było, handlowali nielegalnie 🙂
    Ależ się rozpisałam. Wzięło mnie na wspomnienia 🙂
    A tango milonga… mniam… ale po co kupować? można znaleźć w necie i posłuchać albo popatrzeć. Cudny taniec 🙂

    Pozdrawiam Cię cieplutko,
    Ruda
    dylematywrednejbaby.blog.pl

  10. To były czasy!!!Pamiętam jak marzyłam o takim właśnie Kasprzaku-a tu szał!!!Tata z Austrii przywiózł mi Fishera-i to na dwie kasety ! 🙂 Byłam dumna jak paw haha

  11. U nas też upały. Pamiętam radiomagnetofony…Do tej pory mam jeszcze kilka kaset 🙂 Ha…i pamiętam tą ciągłą złość gdy muzyka się zacinała a tu się okazywało że wciągło taśme 🙂

  12. Ha! Ja miałam kasprzaka i taśmę na ołówku nakręcałam, jak wciągnęło. I nagrywałam piosenki z telewicji. Raz nagrałam kasetę z obu stron tą samą piosenką i słuchałam jak głupia w kółko. A na adapterze nam rodzice bajki puszczali. Ach, aż mi się miło zrobiło na samo wspomnienie. Pozdrawiam radośnie! Mira.

    1. Nam puszczali bajki z magnetofonu. Pamiętam, że mieliśmy chyba “O szewczyku Dratewce” i jeszcze coś, ale nie mogę sobie przypomnieć. 🙂

  13. Ze szpulowym mam nawet zdjęcie, siostra próbowała mnie odciągnąć od niego ale prawie się przykleiłam,od dziecka tak mam,że kocham SŁUCHAĆ:))
    Kasprzak wyżebrałam u Mamy. Dodała do moich oszczędności resztę potrzebnej kwoty, bo właśnie “rzucili”do sklepu dostawę. Ale kto by tam jeszcze używal dziś okreśłenia :RZUCILI DOSTAWĘ???
    U teściów wciąż stoi zasłużony na polu poszerzania edukacji domowej w zakresie umuzykalniania dzieci, pokryty kurzem radioodbiornik ZODIAK. Z dużym pokrętłem do strojenia stacji.Stereo! Kasprzak wciągał kasety paskudnie. Raz nawet popłakałam sie nad Szczątkami świeżo przegranego z Trójki koncertu Phila Collinsa. Pamiętam także tytul mojej pierwszej płyy CD : To było ” We can’t dance” Genesis. Z genialną perkusją Phila Collinsa. Eeeeech….Rozmarzyłam się……

    1. Miałam Phila Collinsa nagranego na kasetę. W dodatku własnoręcznie. 🙂 Pamiętam, jak siedziałam przed radiem i “polowałam” na jego utwory.

  14. Oj Kurko Kurko coś Ty narobiła ….rozmarzylam się jak nic i o kasprzaku i tasmach a najbardziej o winylach zdobywanych, wyproszonych i słuchanych całymi nocami. No i o młodosci jakaś taka piękna teraz się mi wydaje, bezproblemowa kompletnie, coś ze mną nie tak 🙂

  15. To były czasy… Pamiętam jak mieliśmy jeszcze w domu adapter i rodzice nam bajki włączali, smerfy itp. Potem tata, oddał sprzęt i płyty do muzeum.

  16. Aniu wytłumaczyłaś młodym o tym Kasprzaku, a potem zasypałaś ich mnogością niezrozumiałych wyrażeń z zeszłego wieku 🙂 chyba chciałaś ich zmusić do przeprowadzenia porządków na strychu i przekopania słowników internetowych, bo te kasety, winyle, radiomagnetofon, szpule… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *