Kiedy to czytacie…

Kiedy to czytacie, pewnie siedzę w poczekalni u lekarza. Zaopatrzyłam się w czytnik z kilkoma książkami. Ba! Nawet kupiłam e-book ze „Stulatkiem, który wyskoczył przez okno i znikł”. Nudzić się więc nie będę. Na wszelki wypadek wzięłam też kilka tabletek na uspokojenie, żeby nikomu tam nie przegryźć tętnicy.

akademia medycznaDziś ta wiekopomna chwila. Rok temu zarejestrowałam Jajo do lekarza! I doczekaliśmy się! Ba! I nawet w całkiem niezłym zdrowiu. Mężuś nas zawiózł do Gdańska (albo właśnie zawozi, bo wszystko zależy od tego, kiedy czytacie). I tam porzucił. Pomknął do pracy. A my uzbrojone w książki, smartfony, wodę i coś do przegryzki siedzimy pewnie właśnie w poczekalni. Wczorajsze medytacje może podziałają i nikogo nie pogryziemy i nie pobijemy, bo wiadomo, że w takich poczekalniach to mogą się rozegrać dantejskie sceny.

Jedna rzecz mnie zastanawia. Logika. A właściwie jej brak w służbie zdrowia. Rok temu odstałam dokładnie dwie godziny do rejestracji w szpitalu Akademii Medycznej, by Jajo zapisać do specjalisty nad specjalistami, bo tam zostało skierowane przez mniejszego specjalistę. Ba! A to nie jest zwykły specjalista. Ten specjalista może przyjąć dwie osoby w miesiącu, bo tak właśnie zapisywano. Dwie na miesiąc!!! Tłumaczę sobie to tak, że tylko dwie ze skierowaniem po raz pierwszy, innych chyba przyjmuje więcej. Czort wie. Pamiętam, że miałam numerek dwieście ileś. Najpierw podejrzewałam, że to taki żarcik służby zdrowia, sprawdzenie poczucia humoru. Jednak okazało się, że to całkiem serio. Tak serio, że już bardziej być serio nie może. No, i wtedy mi się wydawało, że jak swoje odstoję, to po prostu przyjadę na 10, tak jak mi wyznaczono godzinę wizyty i sprawa załatwiona. Ha! Ale nie! Przecież muszę jeszcze zrobić sztuczny tłok i jeszcze raz odstać dwie-trzy godziny w tej kolejce, by potwierdzić wizytę (chyba, bo cóż by innego), ale tak niestety kazano. Pielęgniarka kazała przyjechać trzy godziny wcześniej, żeby się jeszcze raz zarejestrować do lekarza, do którego teoretycznie już jesteśmy zarejestrowani [sic!]. Pięknie. Kto to ogarnia?! Spec od logistyki powinien dostać medal za pomyślunek i inteligencję. Niby dzisiaj wszystko skomputeryzowane, niby wystarczyłoby zrobić klik i potwierdzić wizytę. Niby… Ale wtedy chyba służba zdrowia nie byłaby usatysfakcjonowana, bo na korytarzach mniejszy ruch by się zrobił.

No, to kiedy to czytacie, prawdopodobnie siedzimy w poczekalni. Prawdopodobnie Jajo marudzi „długo jeszcze?” I prawdopodobnie połykam trzecią tabletkę na uspokojenie. I prawdopodobnie kończę czytać jednego e-booka i zaczynam drugiego. I prawdopodobnie powtarzam sobie pod nosem, że życie jest piękne. I prawdopodobnie już zwiedziłam toaletę…

I na pewno jakoś próbuję to przetrwać. O tyle, o ile szlag mnie już na miejscu nie trafił.

0 myśli na “Kiedy to czytacie…”

  1. Aniu przerabiałam to, jak w szpitalnej przychodni zapisałam się telefonicznie do lekarza pani powiedziała mi godzinę, nawet z minutami, ja taka zadowolona lecę na wizytę, soję, czekam, już nie daleko do gabinetu i słyszę jak dwie panie rozmawiają………, no nie pomyślałam, chyba się panie mylicie, wtrąciłam, ale jedna z nich już to przerabiała, więc zagryzłam zęby, stanęłam w kolejce do rejestracji i nadziwić się nie mogłam, jak tak może być. Toż gotowy materiał na skecz kabaretowy. “ZA PRAWDĘ POWIADAM WAM, ŻE KTO NIE MA POCZUCIA HUMORU NIE ROZUMIE ŻYCIA. ŻE KOGO NIE DZIWIĄ CUDZE POMYSŁY, TEN NIE POTRAFI ŻYĆ”. Aniu czyż ten cytat ze scenariusza “Golgota Picnic” tu nie pasuje? . Cieszę się, że Gazeta Wyborcza go zamieściła w całości, jestem właśnie w trakcie czytania go. Pozdrawiam Aniu 🙂

    1. Masz rację. Tylko poczucie humoru może człowieka uratować. Po kilku godzinach czekania dostałyśmy z Jajem całkiem niezłej głupawki. 🙂

  2. Eeee, chyba Jajo jeszcze nie zaczęło marudzić… 🙂 A ten tłok na korytarzach jest potrzebny, żeby służba zdrowia miała poczucie społecznej użyteczności w rozmiarze XXXXL. 🙂

  3. Jak długo zarządzać szpitalami będą lekarze aa nie menadżerowie tak długo tak będzie, a jeszcze ciekawiej jest z tym ,że koledzy lekarze zaraz po studiach wbijają sobie w głowę ,że przecież oni łaske robią chorym niosąc im pomoc

    1. Nie do końca tak jest Panie Kolego…
      Menadżerowie często nie mają pojęcia o specyfice pracy na danym oddziale, a lekarze nie znają się na ekonomii, ale w przeważającej większości znają się na tym jak leczyć ludzi.
      I robią to jak najlepiej potrafią. Starają się nieść pomoc, ale często ograniczeni są przepisami, czasem pracy i limitami. Pozdrawiam – lekarz stażysta (w tej chwili na urlopie, więc piszący komentarz – nie w godzinach pracy), który nie ma nic wbite w głowę.

      1. Niestety lekarze nie potrafią planować czasu, nagminnie spóźniają się do pracy, lekceważą siedzących w przychodniach i leżących w szpitalach pacjentów i tu jest ich wina a co do specyfiki pracy to każdy zawód ją ma, a jakoś w niektórych szpitalach potrafią to zorganizować . Całe to gadanie ma na celu uwolnienie lekarzy od odpowiedzialności za czas pacjenta. Przecież to tylko przypadek, a że i człowiek.Dobrze jest też posłuchać co mówia lekarze na spóźniających się rzemieślników sami przychodząc do pracy np. na 9.00 zamiast na 8.00 i pijąc kawę przez następne 15 minut. Jeżeli piszę to do osoby nie objętej tymi nawykami to tylko mogę życzyć tak trzymać

  4. Jak zawsze pamiętam były kolejki do ludzi i jakie było moje zdziwienie kiedy z moim pojechałam do lekarza od nerwów ( to kolejna komedia) a tam cisza i pustka. Już wystraszyliśmy się że coś nie tak, okazało się że nikt nie był zapisany do lekarzy na wczesną godzinę. No byłam w szoku, przecież tam zawsze ludzie i dopiero tam można dostać nerwicy. Mam nadzieję że będziesz miała miłą niespodziankę i będziesz przyjęta szybciej. Trzymam kciuki i pozdrawiam

  5. Trzymam kciuki życzę końskie zdrowia do tego chorowania I wierz mi nie zbędne jest Aha co do uspokajaczy wezmę do serca na pewno się przydadzą Pozdrawiam i zdrowia zdrowia zyczę

  6. A dla mnie jest w tym logika. Skoro rejestrowałaś się rok temu, to jest wielce prawdopodobne, że w tym czasie mogłaś zejść z tego świata, albo, co ciekawsze, wylecieć w kosmos! Więc rejestracja po takim okresie oczekiwania jest uzasadniona. Jak nie zgłosisz się na potwierdzenie, to pani z recepcji myk za telefonik do zaprzyjaźnionej Zosi, że pacjent JEDNAK się nie zgłosił – luka w przyjęciach jest, więc berecik szybko niech ubiera i w te pędy na twoje miejsce się pakuje…

  7. A wiesz, że jest taki plan by do 2016 bodajże wszystkie szpitale mają być skomputeryzowane? Trzymam kciuki za cierpliwość i dobry obrót sprawy

  8. U nas we Wro jest taka przychodnia dla dzieci niedowidzących i zezujących do której pocina moja Natka i oni sami sobie potiwerdzaja wg listy zareejstrowanych a jak sie nie potwierdziło to u lekarza czeka oświadczenie ze jest się ubezpieczonym. Ja chyba naprawde dobrze trafiam i mam wiele szczęścia

    1. Faktycznie byłyśmy pierwsze. Ale taki mały szczegół, że lekarka wzięła urlop i zastępstwa szukano. 🙂 Swoje trzeba było odstać. 🙂

  9. Aniu toż Was skonsultować będą w samej AM i to pewnie przez samego Pana Profesora najważniejszego!! To co ty myślałaś, że on może na audiencji przyjmować dużo ludzi i, że te ludzie tak przyjdą z ulicy i od razu, bez pokornego wyczekania tak mu wejdą do gabinetu?
    Panu Profesorowi, czy innemu Docentowi przecież by prestige opadło 😉

      1. ło matko!! to musiała być wyjątkowo ważna palcówka z wyjątkowo ważną panią doktor!! 😉
        Bo mojego znajomego tak potraktował sam Profesor przenajważniejszy w bardzo ważnym gabinecie, a ciebie zwyczajniutka pani doktor. Albo nie ma na tym świecie sprawiedliwości, albo dziwy to są nad dziwami 🙂

  10. Gdy ja o tym myślę, to mnie szlag trafia. Mamie Sz. co miesiąc zabierane jest z wypłaty 200zł na fundusz, ale żeby dostać się do lekarza, to musi walczyć i czekać. Ja się pytam, na co idzie te dwieście złotych?

    Albo sytuacja z dzisiaj: czekałem dzisiaj w poczekalni, aż Teściowa skończy zabiegi i słyszałem telefony z recepcji. W ciągu godziny było ich pięć, czy sześć, wszystkie wyglądały mniej więcej tak samo: “Dzień dobry, dzwonię z przychodni rehabilitacyjnej. Musimy niestety przełożyć pani wizytę. Czy pasuje pani termin luty 2016?”. Tak, 2016, nie pomyliłem się. Straszne.

      1. No nie wiem, czy by nie pasował, bo mi się ten dowcip przypomina:

        Dzwoni facet do publicznej przychodni:
        – Dzień dobry, na kiedy mogę się zapisać do okulisty?
        – Za cztery lata.
        – Ale za cztery lata rano czy po południu?
        – Panie, przecież to za cztery lata, dlaczego już teraz chce Pan wiedzieć czy to będzie rano czy po południu?
        – No bo za cztery lata rano mam wizytę u ortopedy.

    1. Spojrzałam na godzinę, kiedy to pisałaś, ale wtedy jeszcze siedziałyśmy w poczekalni i chyba wtedy dopadła nas głupawka, bo absurd sięgnął sufitu. 😉 🙂

  11. A ja wchodzę dzisiaj do przychodni, piętro z chirurgią i laryngologią (godz. ok. 9.15), a tu puściutko i cisza. Normalnie to ścisk i gwar. Pytam Pani w recepcji “Co tu tak pusto?” a ona na to, że nie ma lekarzy to i pusto. Poważnie, do południa nie przyjmował żaden laryngolog i chirurg. No i jak tu nie mają być kolejek?

  12. Nie tylko w Gdańsku tak jest, nie tylko w przychodni przy szpitalu AM. W Bydgoszczy do przychodni przy Szpitalu Wojskowym też trzeba przestać godzinę w kolejce do rejestracji, żeby dostać wydruk, że faktycznie, że na dzisiaj i że na tą godzinę. Wizyta trwała ok. 15 min.
    Rano to czytałam, zdążyłam pobyć z Dzieciakami na placu zabaw, zrobić zakupy, wrócić, zająć się Młodymi… a Ciebie dalej nie ma…

    1. Już jestem. A wizyta trwała pół godziny, bo okazało się jeszcze, że pani doktor nie znalazła Jaja w systemie i pielęgniarka musiała sprawdzać w rejestracji, czy nie próbowałyśmy na krzywika się dostać. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *