W dziurkę po palcu

Ostatnio tematów gaciowych coś mało było, a przecież przy tym, co dzieje się wokół, należałoby się porządnie odmóżdżyć, bo może wtedy rzeczywistość będzie wyglądać lepiej. I tak mnie naszło podczas prac domowych. małpaPowstrzymać się nie można było, po prostu mus to mus. Przygotowałam więc wszystko co potrzebne i próbuję wsadzić w dziurkę. Nijak nie idzie. Lata chyba nie te. Zwilżam więc ją lekko, bo może mokra lepiej wejdzie. Ale cholera uparta i ześlizguje się, a w dziurkę wleźć nie chce. Trochę więc po palcu ją prowadzę, bo może wtedy. I tak siedzę, męczę się dobre pięć minut. Stękam prawie. A i zakląć się chce jak przysłowiowemu szewcowi. Bo przecież dawniej to myk i w dziurce siedziało jak należy, a teraz, człowieku, gimnastykuj się i staraj. Ech… Lata nie te. Zdecydowanie.

Zwilżam więc ją jeszcze raz. Nawet cmokam lekko i w końcu przełazi. I mogę spokojnie „zacerować” gatki (a właściwie spodenki do biegania po chałupie), bo mi się lekko popruły, a przecież nowiuśkie i szkoda wyrzucać. No, dawniej żeby nawlec igłę nitką to rach-ciach i po sprawie. A teraz? Okulista się kłania jak nic.

I tak sobie myślę po tym wielkim wysiłku nawlekania igły, że kiedyś to się częściej coś przyszywało. Ba! Nawet cerowało się, a rajstopy oddawało do repasacji. Wyczytałam, że gdzieniegdzie jeszcze takie zakłady istnieją. Głównie w wielkich miastach. I taka repasacja kosztuje 3 zł. W sumie to zastanawiam się, czy to się opłaca, ale może jak ktoś ma drogie rajstopy, to warto je naprawić. Przy okazji sprawdziłam, bo rzadko noszę rajstopy, ale są takie, które kosztują i dwie stówki [sic!]. No, to wtedy zdecydowanie żal i można je naprawić. Chociaż ja bym wolała te dwie stówki przeznaczyć na co innego, tym bardziej że na moich kopytach to żywot rajstop jest bardzo krótki.  Czasami nie zdążę ich nałożyć do końca i już po nich.

Są też zakłady, które artystycznie cerują bieliznę. Powiem szczerze, że nie miałam pojęcia. Ale już główka pracuje, i już sobie wyobrażam artystycznie zacerowane majtochy kupione w „chińczyku”. Albo skarpetę Mężusiową na palcach lub pięcie pięknie, artystycznie zacerowaną. Oj, już widzę dumę na jego twarzy, jak ściąga buty, a tam na wielkim paluchu dzieło żony, wydziergane z wielkim trudem.

A jak tam u Was z nawlekaniem igły? Idzie jeszcze bez okularów?

A majtochy artystycznie zacerowane macie? 😆

*zdjęcie ze strony polskastrefa.pl

0 thoughts on “W dziurkę po palcu”

  1. Hehe 😀 Ja sobie jeszcze daje spokojnie radę bez okularów – chociaż przyznam smutno, że wiele moich rówieśników nigdy nie miało w ręku igły i nici co jest trochę przerażające, bo to pokazuje, że kiedyś to się coś naprawiało, a dzisiaj wyrzuca się do kosza i kupuje nowe…

    1. Dokładnie tak jest. Próbowałam sobie przypomnieć, czy moje Jajo kiedyś miało igłę w dłoni, chyba tylko w szkole na zajęciach technicznych, jak się dzieciaki uczyły guziki przyszywać. 🙂

  2. Kurka wodna-dawno nie próbowałam wsadzić,czy trafić 😉 .Zasiałaś we mnie niepokój haha!Jak zwykle czytając początek aż chce się krzyknąć “O,święty Barnabo! ”
    A tak z innej beczki-podobno na TVP Kultura ma lecieć od lipca Teatr Sensacji” Kobra”.Czekam z niecierpliwością. 🙂

    1. Biedny ten święty Barnaba, tak wzywana nadaremnie. 😉
      A co do teatru, to świetna sprawa, że w wakacje coś będzie można obejrzeć. 🙂

  3. Witam znad porannej kawki. Ja jak widzę igłę to jakiegoś paraliżu dostaję i ręce mi wykręca w drugą stronę. A kiedyś to nawet zajmowałam się haftowaniem, to były czasy podstawówki. Cieszę się że u mojego syna na zajęciach praktycznych nie było rozdzielenia na zajęcia babskie i męskie. Chłopcy piekli ciasta czy cerowali skarpetki a dziewczyny robiły wieszaki lub karmniki. I tak właśnie powinno być. Pozdrawiam

  4. Niee nawlekanie igły bez okularów to u mnie porażka męża zatrudniam z reguły do tego jak okulary w rpacy pozostawie. A to zdjęcie kojarzy mi się tylko z moim kolega z pracy wyglądał identycznie jak sie dowiedział że naszemu kierownikowi urodziła się córka 😛

  5. Hi hi, ja ślepa kura jestem. Nie! To nie żadna aluzja. Tylko tak zawsze mówię. Noszę bryle i do nawlekania, wkładania i trafiania, też 😉 Zszywam dziury w skarpetach, bo dzieciaki i mój mężulek notorycznie paluchami je robią. Zakładają nowe skarpety( nie od chińczyka ;)) i locha 🙂 Tak, więc zszywam, ale chyba nie arystycznie 😉

  6. ja tak rzadko tańczę z igłą, że jak ostatnio miałam zszyć mojej córki legginsy, bo na szwie puściły, to nie powiem, ale miałam też problem z nawleczeniem 😉

  7. Mój mąż, krótkowidz, od jakiegoś czasu okulary z nosa zsuwa. Wzrok mu się poprawił, co jest oznaką… starzenia 😉 Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie czas na mnie 😀
    Z igłą jestem na pan brat: na bieżąco haftuję i zszywam poprute. Cerowanie sobie odpuszczam, nie opłaca się.

  8. Są takie igły, na które nie trzeba nawlekać nici tylko przycisnąć nić do głowki i “wskakuje” w dziurkę 🙂 ten kto tego nie zna zawsze przegrywa ze mną, gdy zakładam się, że nawlokę nitkę z ręka za plecami. I barek rośnie 😉

  9. a dziękuje Pani, jakoś sobie z tym radzę , niezgorzej nawet, ale wiesz… jakieś nacerowane na portkach wzorki kolorowym kordonkiem, jakieś bluzy Nielatowe wiecznie porozrywane o coś, że nie wspomnę o tym, że notorycznie ostatnio – co kupię coś nowego, to zaraz muszę na szyciach poprawki robić, bo normalnie, ja nie wiem jak oni to szyją, ale połowa szwów jest niedoszyta i zaraz nitki uciekają 😛

    Ogólnie to ja sporo zszywam i ubolewam, że nie mam maszyny do szycia – gdybyś słyszała, że ktoś się jakiejś chce darmo pozbyć, to ja przygarnę 🙂 … za przeszycie 3 duperel krawcowa mnie skasowała na 20 PLNów… a robota żadna, ot 10 minut pewnie, albo i mniej (2 kołnierzyki wyprute i stójka do przeszycia i 1 portki zwężone, sfastrygowane – do przeszycia)

    1. Maszynę dobrze mieć w domu, to prawda. Przez dwa lata miałam pożyczoną od mamy, to sobie firanki, zasłonki, pokrowce na poduszki sama poszyłam, bo to zawsze taniej, a i wychodzi tak, jak chcę. Też przymierzam się do tego, żeby sobie jakąś zakupić, bo czasami się przydaje. 🙂

  10. Wreszcie ktos poruszył tę sprawę. Trafić od razu z poczuciem ,że są silne oczekiwania to stres mrozi krew w żyłach. A co do igieł to mam dla pań radosną nowinę . Są na rynku igły , których nie trzeba nawlekać , nitkę wsadzza się od góry przez dwa takie sprytne zatrzaski a potem już konwencjonalnie.Zatem zapraszamy wszzystkich do gaci, skarpet i chińszczyzny

  11. No właśnie! Też się nad tym zastanawiam, że dawniej samo wchodziło, a nawet samo znajdowało drogę … 😉
    Eeech, w PRL wszystko było lepsze.

  12. Przeczytałam i zamierzałam wycofać się po cichutku, ale jak lazłam na czworakach, to wpadłam na Plac Komentarzy. Jak już jestem, to napiszę – pomyślałam. Więc tak: mogłybyśmy stworzyć spółkę. Ja bym Ci nawlekała niteczkę, bo mi to idzie doskonale, a Ty realizowałabyś resztę, bo mi to nie idzie doskonale. W ogóle mi nie idzie. O cerowaniu nie będę nawet mówić, ale guziki przyszywają znajomi. Ja im gotuję, oni wymachują igłą z nitką. 🙂

  13. Ja bez okularów to ani rusz. Nawet Dzieć mi przynosi do łóżka okulary, jak chce żebym już wstała. Toteż i nawlekam nić dużo, dużo czasu. I przyszywam guziki albo haftuję. Ale mało zszywam – materiały są teraz takie, że często się pod palcami rozłażą. Tak powoli robi nam się Nowy Wspaniały Świat (że Rok 1984 też, to druga sprawa, ale to już temat na odrębne rozważania).

  14. Problemu dziurawych rajstop pozbyłam się, przerzucając się całkowicie na chodzenie w spodniach, bo z tymi rajstopami to wieczny problem, bo jak mi weszły stopy to raj już niekoniecznie 😛 a w spodnie to jakoś zawsze się wcisnę.
    Ale ręce też mam coraz dłuższe, zwłaszcza w sklepie gdzie trzeba jakieś etykiety przeczytać, masakra… A na co dzień jestem krótkowidzem, żeby było śmieszniej. Znaczy się SKS mnie dopadł…

  15. Ja ostatnio skoro już przy igle nawlekaniu, dziurkach i szyciu jesteśmy wpadłam na pomysł co by zając się od czasu do czasu haftem ręcznym, artystycznym, konkretniej historycznym. Wyszywać, haftować lubię. Ostatnio szukam info po necie o zapotrzebowaniu cenach, wzorach itp. Może wypali, tym bardziej że na kurs makijażu permanentnego się szykuję, więc każda złotówka by się przydała 🙂

  16. Wzrok nie ten, bo to wszystko przez komputerek he he.
    Ja pani starsza już na igłę i nitkę nie patrzę, szans nie ma, ale na szczęście mąż jeszcze widzi, bierze i szyje sam 🙂

  17. nawlekanie igły nie sprawia mi problemu, ale mój szew….ojjj…. nikt nie chciałby abym zaszywała mu rany w szpitalu. bo blizna by była gruba jak palec ;). Chciałabym nawet coś czasem zszyć. czy dziecku zabawkę…no cóż. wygląda ona wtedy na prawdziwą wieloletnią ukochana zabawkę.
    A co do rajstop za ok.200 zł… zdecydowanie wole mieć ok. 15 nowych za tą cenę 😉

  18. Niestety u mnie podobnie jak u ciebie. Kiedyś uwielbiałam szyć, wyszywać, cerować, a teraz mnie zniechęca nawlekanie igły. Graniczy to z cudem, czy są okulary, czy ich nie ma jednakowo koślawo idzie. Pozdrawiam

  19. nie ceruje…nawlekam w okularach bo chodzę od dziecka z nimi na nosie….ale haftuję,wyszywam szydełkuję frywolitkuję….czyli tak jakby artystycznie się spełniam 🙂

  20. Pewnie i bym igłę nawlekł, chociaż przyznam szczerze, że nie ma póki co takich potrzeb u nas w domu. Zresztą – też szczerze przyznam – poza nawleczeniem igły nie bardzo umiałbym coś więcej z nią zrobić… :/.

      1. Hmm, w harcerstwie? A to jakiś rodzaj barów ;D ?

        A poważnie: jakoś mnie to właśnie ominęło. Tylko obóz przysposobienia obronnego był w liceum, ale tam to już nie było takich zajęć ;).

  21. U mnie cerowanie czy szycie zaczyna się od sprawdzenia czy synowie w domu …bez nich ani rusz i zakaz opuszczania mieszkania mają aż nie skończę bo kto nawlecze jeśli nitki zabraknie Ach strach to n ie może być starość Nie ma na to zgody 🙂

  22. Aniu, zaległości mam straszne w czytaniu, i jak kiedyś gdy zaczynalam czytać Twojego bloga i wróciłam do początku, czy to koniec był? 🙂 tak i teraz cofnęłam się 3 miesiące w tył i z opóźnieniem komentuję 🙂 Aniu fantastyczny wpis, uwielbiam dwuznaczności i grę słów 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *