Kury i wulgaryzmy

Język polski interesuje mnie w zasadzie od zawsze. Lubię czasami coś na jego temat poczytać. Zaglądam na stronę Rady Języka Polskiego dość regularnie i kupuję książki dotyczące poprawności językowej.  Co oczywiście nie znaczy, że nie popełniam błędów. Popełniają je wszyscy. No, ewentualnie ci, którzy nic nie robią, może są od nich wolni.

wulgaryzmyObecnie czytam Wszystko zależy od przyimka – rozmowę Jerzego Sosnowskiego z Janem Miodkiem, Jerzym Bralczykiem i Andrzejem Markowskim. Ten ostatni z panów jest mi szczególnie bliski, bo dawno temu, kiedy pisałam pracę magisterską, to korzystałam z jego Słownika frekwencyjnego. To było moje główne źródło badań.

Czytam zapisaną rozmowę językoznawców jak najlepszą komedię. Śmieję się, bo panowie słyną z poczucia humoru i potrafią się śmiać z samych siebie, ale i z różnych kombinacji językowych. W zasadzie niewiele mnie w tej książce zaskoczyło, ale rozdział o wulgaryzmach na pewno rozbawił do łez. Nigdy wcześniej nie interesowała mnie etymologia popularnych wulgaryzmów, bo i po co to wiedzieć? I kiedy któryś z profesorów wspomniał, że „kurwa” pochodzi od „kury”, lekko się zdziwiłam. Bo jakże to? Toż nazwa mojego blogu nagle zaczyna przechodzić do innego wymiaru. 😉

Wszystko, co wiąże się z kurą, jest interesujące. Postanowiłam więc temat zgłębić.  Co kura (a właściwie “kury”) może mieć wspólnego z popularnym wulgaryzmem?

A no, okazało się, że jednak to najprawdziwsza prawda. Wyczytałam, że wulgaryzm pochodzi od *kury/kurъv-a = „prostytutka, nierządnica”, a drugą postać poświadczają wszystkie języki słowiańskie! Okazuje się, że jest to prasłowo i *kury (*kourūs) mogło po prostu znaczyć „dojrzała, dorosła kobieta”. Ba! Podobno po raz pierwszy w języku polskim zapisane zostało w 1415 r. Starsza postać *kureẃ najczęściej używana była w wyrażeniu „kurwie macierze syn”. Podobno *kury, *kurъve oznaczało też kobietę niezamężną. A sens pejoratywny rozwinął się z wyrażenia *kurъve matere synъ = „syn niezamężnej matki” = „syn nieznanego ojca; bękart − wyrzutek, nienależący do rodu”. A już w XVI wieku „kurwa” stała się zwykłą nazwą zawodowej prostytutki.

I przyznam szczerze, że pochodzenie tego słowa zaintrygowało mnie bardzo, bo nie myślałam, że ma coś wspólnego z kurą. Wszystkim raczej kojarzyło się z łacińskim zakrętem.

A ponadto dawniej niezamężna matka to wiadomo, że miała przechlapane. Mogła urodzić jedynie bękarta, a nie dziecko.

I jeszcze kilka rzeczy pobudziło mnie do tego, żeby powstał dzisiejszy post. Internet od jakiegoś czasu można pisać małą literą o tyle, o ile nie używamy nazwy własnej, a przecież w zasadzie nigdy jej nie używamy. Śmiało więc, można się nie krępować i pisać „internet”.

Ostatnia sprawa, to „mi” na początku zdania. Ciągle i bezustannie jest ono niepoprawne. I na pojawienie się takiego wyrazu na początku zdania dostaję wysypki. Nie można mówić i pisać „mi się wydaje”, bo misie mieszkają w lesie i niech tam zostaną. Tak mogą tylko dzieci. Dorośli zawsze na początku zdania dają dłuższe formy zaimków „mnie się wydaje”. Krótsze tylko w środku.

No! Mnie się wydaje, że to na razie koniec moich refleksji związanych z lekturą, ale może kiedyś do niej wrócę, bo etymologia czteroliterowego słowa na „d” też jest ciekawa. 😆

0 myśli na “Kury i wulgaryzmy”

  1. A “misie” do tej pory wydawało, że słowo “kurwa” pochodzi od niemieckiego “curve, albo kurve”, co miało oznaczać kobietę skrzywioną. Ale fachowcowi od języka trzeba wierzyć.
    Aniu, wracaj tak często jak możesz do takich refleksji, bo w formie w jakiej to podajesz, utrwala się doskonale.

    1. Bo wiesz, to słowo podobno zachowało się z praindoeuropejskiego, dlatego w tak wielu językach występuje. I to jest ciekawe właśnie. 🙂 Nawet w greckim jest podobnie brzmiące. 🙂

    2. Za szczenięcych moich lat jedna pani na kolonii, jak usłyszała, że jedna z dziewcząt nazwała inną kurwą, to tłumaczyłam nam pochodzenie słowa i to właśnie było coś w tym stylu, że w Rzymie kobietom lekkich obyczajów (za karę?) usuwano czy przetrącano jedno żebro, więc ona była krzywa, czyli kurwa. No, ale ta pani to nie była prof. Miodek ani Bralczyk…

  2. Dobre! I tu właśnie czasem należy przypominać, jak się co pisze…. bo człowiek się gubi w dzisiejszym języku wszystko się zmienia częściej niż kiedykolwiek…
    Ja też popełniam różne błędy, a najczęściej “komputerowe” i z lenistwa nie chce ich korygować, ale nikt mi tego nie wytyka….

    1. Bo z błędami tak jest, że się je popełnia, nawet jak człowiek się bardzo stara. Nie ma w tym nic złego. Zawsze powtarzam, że błędów nie robi tylko ten, który nic nie robi. 🙂 🙂

  3. Klik dobry:)
    Są też słowa, które utraciły swoje wulgarne znaczenie, np, “kiep”. Kiedyś to była wulgarna nazwa żeńskiego narządu. Za to męski frędzel noszony przy pasku stał się obraźliwy. 🙂

    Pozdrawiam serdecznie.

    PS.A jak to jest z językiem ciętym i wulgarnym? Zawsze myślałam, że to nie to samo. Tymczasem słyszę, że o osobie, która używa brzydkich słów, mówi się: “ma cięty język”. Ja myślałam, że język cięty jest ironiczny i dowcipny, że to “wyższa szkoła jazdy”, a nie menelskie słówka i wylgaryzmy w każdym zdaniu.
    A można zamówić notkę na taki temat? 🙂

    1. Dobry 🙂 Mnie się podobnie kojarzy jak Tobie. Cięty znaczy zupełnie co innego niż wulgarny. Poczytam na ten temat i oczywiście coś skrobnę pazurem. 🙂
      A co do zmiany znaczeń, to było ich dużo. Zmiany różne: zwężenie, rozszerzenie, pejoratywizacja itp. Podobnie było z dziewką/dziwką – kiedyś oznaczała dziewczynę, córkę. Zresztą samo słowo “kobieta” przecież powstało od kobyły i miało znaczenie negatywne, kiedyś za to używano “żona” do określenia kobiety (nawet niezamężnej). Ha, ha 🙂 Mogłabym tak długo. 🙂

    2. alEllu , po co ten eufemizm? Toż już Mickiewicz pisał o kutasach noszonych przy pasie.
      Jeszcze nie sprawdzałem, ale tak na pierwszy “rzut ucha” wydaje mi się, że cięty, to rzeczowo ucinający dyskusję, np. tę o frędzlach, czy kutasach.
      Serdecznie pozdrawiam

  4. Używając słów, nie znamy ich pochodzenia… I przyznam, że wciąż zdarza mi się napisać, że “wydaje mi się”, że można i tak… A tutaj “mnie”. Cóż, postaram się zapamiętać.

        1. Proszę Cię. Mnie się zdarzyło kiedyś USG napisać jako UZG i nie widziałam tego błędu za cholerę, choć komputer natrętnie na czerwono podkreślał. 🙂 🙂

  5. Z niejaką niecierpliwością oczekiwać będę dalszych wynurzeń natury językowej, gdyż do części, z przywołanego przez ciebie zacnego grona, mam zwyczajną słabość i mogę ich pasjami słuchać. 🙂

    O etymologi słowa na “k” i jego pochodzeniu od zacnej kury i kobiety dorosłej, słyszałam i wiedziałam 🙂 właśnie od Pana Miodka. 🙂

    Moja polszczyzna wprawdzie pozostawia bardzo wiele do życzenia, ale i tak, pewne konstrukcje słyszane w moim otoczeniu, czy nawet to jak mój własny Nielat odmienia pewne wyrazy, doprowadzają mnie do spazmów rozpaczy. Pominę teksty wielkich, internetowych “kopiwriterów”, którzy za niemałą kasę mają gdzieś gramatykę i ortografie języka polskiego… bo o tym mogłabym dużo i długo – tylko po co? Wystarczy wejść na pierwszą lepszą stronę jakiegokolwiek, nawet dużego, czy choćby samego Onetu, aby na cudne “kwiatki” się natknąć.

    1. Niestety masz rację, ale firmy wolą zatrudniać tanich “kopiwirterów” niż profesjonalistów. 🙁 Tutaj cena jest najważniejsza.

  6. język polski bywa zadziwiający;D ja bardzo lubię audycję radiową profesora Jerzego Bralczyka “Słowo o Słowie”, zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego, nawet jeśli nie ma się akurat wątpliwości co do np. pisowni danego słowa

    i kto by pomyślał, że nie tylko jajko pochodzi od kury;D

  7. Polska języka – trudna języka 🙂 Zaskakująca etymologi tego swojskiego przeklinania.
    Zawsze starałam się mówić i pisać poprawnie, ale wiadomo jak to z tą poprawnością bywa. “Kwiatki” językowe w Internecie to jedno, ale to jak czasem mówią nauczyciele naszych dzieci w szkołach, to prawdziwa klęska. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy tego postu, bo mam nadzieję, że będzie!

  8. Ciekawy wpis 🙂
    Uwielbiam wszystkich trzech wymienionych panów językoznawców. Niedawno byli zaproszeni do telewizji śniadaniowej i był to najlepszy poranek w tv. Panowie ciekawie i z dowcipem opowiadali o niuansach językowych, pasjonujące.
    Prof. Bralczyk zawsze jest zapraszany na Karuzelę Cooltury do Świnoujście. Specjalnie zmykam z plaży, aby go posłuchać.
    Czekam na ten wpis o słowie na literę D 🙂

    1. Widziałam ich w telewizji, o książce mówili. 🙂 A książka świetna. Mój mąż się dziwi, jak co jakiś czas wybucham śmiechem. 🙂

      1. czyli dopiero wtedy zaczęły być ciekawe, bo sparawach nudnych sie nie pisze a juz szczególnie gdy papieru mało. Ilez to ciekawych faktów z historrii można wyłowić, ha , ha

  9. Muszę na te “mi” zwrócić uwagę, ale chyba nie zaczynam zdania od “mi”, co najwyżej od “ale” ;] chociaż to też chyba nadal jest niepoprawne ;]

    1. Z tymi spójnikami różnie bywa, ale z reguły “ale” i “więc” nie powinny stać na początku zdania. No, ale czasami przecież aż się prosi, nie? 😉 :0

  10. haha. a tak cię obruszyło, gdy ktoś mówił, że twoja strona jest wulgarna. A widzisz. Już domenę masz wyzywającą ;))) hihi. Całe życie się człowiek uczy 😉

    1. Ha, ha 🙂 A widzisz, jak się człowiek może zdziwić. 😉 🙂 Tylko jeszcze nie wiem, czy był związek pomiędzy “kury” a “kur”, bo “kura” pochodzi od “kur”, a “kurwa” od “kury”. Zakręcić się można, nie? 😉 🙂

  11. Przypomnialas mi historie gramatyki jezyka polskiego. Bardzo fajny przedmiot, ale niezwykle trudny okazal sie na tescie (musialam powtorzyc test razem z lacina).
    Co do kutasa to mam pewna historyjke. Jako siedmiolatka wracalam ze starsza siostra ze szkoly a po grodze mijalysmy garaze. Garaze mialy klodki i jedna najwieksza przykula moja uwage. Krzycze do siostry “Ale wielki kutas!” a moja biedna siostra spalila sie ze wstydu a potem wybuchnela smiechem. Dlugo musialam czekac na wyjasnienie co ja takiego powiedzialam, bo smiala sie ze mnie cala droge do domu.

    1. A wiesz, że gramatyka historyczna i historia języka to były moje ulubione przedmioty. Piąteczki piękne miałam. 🙂 🙂 Mogę się tak pochwalić, nie? 🙂

      1. Ha,ha, a to moje jedyne przedmioty , z ktorych nie tylko piatek nie mialam-buuu, ale ledwo 3 dostalam! A chwalic to sie trzeba, zwlaszcza jak ma sie czym-brawo!

        1. To ja właśnie ze wszystkich gramatyk, poetyk, teorii miałam piątki, a z innych niestety trójczynki. 🙂 🙂 Nie umiałam lać wody na przykład na historii literatury, ja zawsze lubiłam konkrety. 🙂 🙂

  12. Nieeeeee. Ja nawet nie będę rozwikać swej myśli, bo myśli mam przekorne i … cholernie pzekorne 😉 Nie wiem czy komentarz by to przyjął 😀

      1. Też mi nie szło, ale życie zmusza. Najbardziej zmusiło mnie wtedy, gdy konkursowałam sie o “Żółtą tabletkę” i pisałam o każdej porze dnia. I nie było zmiłuj, trzeba było sie przemóc 😀

  13. Kiedy zobaczyłam tytuł wpisu, to od razu pomyślałam o zespole Kury i jednej z ich piosenek, której tekst szedł mniej więcej tak: Sztany, glany, wuj złamany, zęby wybite, łeb urwany, Sztany, szkity, wuj przebity…
    (wuj oczywiście z tych przez ceha pisany), ale też szybko pomyślałam sobie, że Kura takich pieśni pewnie nie słucha… choć jako mieszkanka podtrójmiejskich okolic może powinna 😉
    Ja swojego czasu byłam na forum, gdzie różne kfiatki typu: a z własnej autopsji to znasz? były na porządku dziennym. Ot, taki styl forum. Tylko że teraz też nie raz mam ochotę pisać o własnej i cudzej autopsji tudzież o kfiatkach… I tylko gdzieś tam świadomość, że czytelnik raczej nie pojmie, że to z przymrużeniem oka pisane, a emotek we wpisach na blogu nie stawiam.
    Jesteś już drugą znaną mi osobą, która się zachwyca tą książką polonistów. A ochoty na nią nabrałam już za pierwszym razem. Bralczyka uwielbiam, Miodka – tylko cenię. Ale poczytać bym chciała, choć i tak – nie zawsze nieświadomie – kaleczę język rodzimy.

    1. Książka świetna. Polecam, choć z reguły mówią o raczej znanych mi rzeczach. A co do emotek to ja czasami wstawiam. O tym też panowie właśnie rozmawiali, jeden był za, drugi przeciw. 🙂 🙂 Ale czasami nie we wszystkim się zgadzają, dzięki temu książka jest ciekawsza. A i dowcipem sypną. 🙂 🙂

    1. Na studiach miałam zajęcia z ortografii z prof. Pawelcem, rewelacyjny człowiek. Podobno pracuje drzwi w drzwi z prof. Bralczykiem. I tak się zastanawialiśmy, czy wszyscy językoznawcy są tacy kapitalni. O, a miałam jeszcze poprawność językową z dr Korpyszem – też klasa. Chętnie bym na zajęcia z tymi panami wróciła. 🙂

  14. to ja już więcej nie będę pisać, bo błędów popełniam sporo, interpunkcja u mnie leży i chyba nawet zdarza się mi jakieś “misie” popełnić… buuuuuuuu!….

    a pochodzenie kurwy bardzo ciekawe, szczerze to nie wiedziałam o tym 🙂
    proszę o więcej takich pouczających wpisów 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *