Co ja mam pod kopułą?

To, że moja rozczochrana prezentuje obraz dość oryginalny, to już wszyscy wiedzą. To, że jest „symbolem” moich poskręcanych zwojów mózgowych, chyba też. Jednak czasami zastanawiam się, co pod tą moją kopułą siedzi.

Przedwczoraj postanowiłam, że pojadę do marketu rowerem. Z tego względu, że są tam miejsca do przypięcia środka lokomocji, zdarza mi się na zakupy pomykać moim jednośladem. Dokładnie przemyślałam, co mam kupić. Wzięłam portfel. Zapakowałam go w siatkę. Siatkę w koszyk. Jeszcze sobie ją przywiązałam, żeby mi nie wypadła.

Wsiadam na rower i jadę. Wiatr we włosach. Afro to przy mnie wymięka. Każdy włos w inną stronę. Szopa jak nic. Ale jadę. Odgarniam tylko kosmyki z twarzy. Od czasu do czasu mrużę oczy, bo jakieś paskudztwa mi wpadają. Wreszcie jestem już przed sklepem. Zsiadam, przypinam rower. I kiedy tak kucam przy kole, nagle zauważam, że coś w moim wyglądzie jednak się nie zgadza. Na sam widok parskam śmiechem, bo to tylko chyba ja jestem tak zdolna, żeby pojechać do sklepu rowerem w kapciach. Chwila wahania, czy wracać do domu, czy może jednak nikt się nie kapnie, że ja w bamboszkach na zakupy przyjechałam. Ech… w końcu odpinam rower i pomykam w pośpiechu do domu, by zmienić kapcie na buty.

gacieAle żeby to tylko jedna taka sytuacja! Ba! Było też gorzej. Przyznam się Wam do czegoś, co mi się w TV zdarzyło. Ale wstyd mi jest do dzisiaj. Jak byłam ubrana, wszyscy widzieli. No, a żeby tak fałdki na brzuchu widoczne na wizji nie były, założyłam gacie wyszczuplające. Takie wiecie, prawie po pachy, co człowiek nakłada i na wdechu musi mówić i tylko półgębkiem powietrze wciąga. Zbroja miażdżąca żebra. W dodatku w pięknym łososiowym kolorze.

No, i ja w tej zbroi poszłam do studia, bo przecież nie widać, jakie mam gacie pod spodniami. A oponka na brzuchu ładnie by nie wyglądała. Nawet miałam plan, by poddać się ekspresowej liposukcji, ale dziennikarka zadzwoniła za późno i nawet użycie odkurzacza by tutaj nie pomogło. Trzeba było więc zaradzić fałdce w inny sposób. Gaciami! Takimi, w których Mężusiowi nie pokażę się za żadne skarby, a co dopiero obcemu facetowi.

A tu pan technik mnie prosi do przypięcia mikroportu. No, i wstyd i żenada, bo pan mi do spodni to cudo przypina, więc podnosi koszulkę, a tam gacie po pachy. Ech… Myślałam, że się ze wstydu spalę. I kiedy ten mi coś tam przy pasie majstrował, to ja tylko te gacie widziałam. Wstyd, wstyd i wstyd. Zero seksapilu. Zero. Barchanowe gacie. I tyle.

I dlatego tak czasami refleksja mnie nachodzi, co tam pod tą moją kopułą się dzieje. Czy skrętów i zakrętów jednak nie za dużo…

No, a teraz poproszę, tak na pocieszenie, zestaw innych żenujących sytuacji. 😆

128 myśli na “Co ja mam pod kopułą?”

  1. Ustroń,szkolenie,potem bankiet.Ja,szpileczki,mini.Wtedy jeszcze młoda,zgrabna i szczupła.Idę po schodach w dół.Idę dumna i blada.Wszyscy czekają aż otworza salę bankietową.Tłum ludzi-w tym przedstawiciele zagranicznej firmy.Włosi,cholernie przystojni…Nagle kurewski pech-nóżka się dziwnie przekrzywia.Lecę na łeb-prawie.Kolega z firmy przytomnie łapie mnie za łokieć.Przez całe piętro nie mogłam złapać równowagi.Wszyscy gapią się na mnie.A ja no cóż…Ministerstwo Dziwnych Kroków.Do dzisiaj antyperspirant mi puszcza na samo wspomnienie 🙂

    1. Ja to ja, ale moja koleżanka to dopiero Mistrzyni 😀

      Wracała od fryzjera i wszyscy się jej przyglądali. Pierwsza myśl: “Ale mam zajebistą fryzurę, patrzcie i podziwiajcie”.
      Fryzura może i była zajebista ale wcześniej Anka była w łazience i nie zauważyła, że jak wyszła to spódnicę z tyłu wsadziła w majtki i tak paradowała w samym Centrum Warszawy wzdłuż Alej Jerozolimskich 😀

        1. hehe, w spódnicy może i łatwe do zrobienia ale kostkę WC taką w koszyczku do spodni przyczepić to dopiero mistrzostwo świata :D. Taka sytuacja, koleżanka z pracy wraca do pokoju z WC a w pokoju wszystkie koleżanki w śmiech, ona dezorientowana, okazało się że właśnie taki koszyczek do spodni się jej przyczepił, czerwona wybiegła z pokoju 😀

          1. Miałam podobną sytuację tyle,że nie ze spódnicą a z sukienką,suknią właściwie i to ślubną.Na weselu wyszłam z łazienki i od razu mąż mnie na parkiet porwał po chwili podchodzi do mnie świeżo upieczona teściowa i na ucho mi szepcze żebym sobie poprawiła.Wydawało mi się,że nikt nie widział bo bliżej DJa nikt nie tańczył,dopiero kiedy odebrałam film od kamerzysty i obejrzeliśmy go po powrocie do domu okazało się,że “łajza” to nagrał i jakby mało było wmontował w film moment kiedy wytrzeszczam oczy na teściową i kurczowo wyciągam suknię z majtek.Ot taka pamiątka na całe życie 🙂 Pozdrawiam

  2. A ja muszę przeprosić i przyznać, że żadna naprawdę żenująca historia mi się nie przydarzyła. Ot, po prostu nie i koniec. Ale wiesz, też myślę sobie, że to wcale nie było jakieś takie bardzo straszne. Myślę, że oni często gości bardziej przygotowują do występu. Ja bym się tam cieszył, że w ogóle mnie w tv pokazali :D.

    1. Bo z reguły z tymi żenującymi sytuacjami jest tak, że to my się ich wstydzimy, a inni niekoniecznie nawet na to zwracają uwagę. 🙂

          1. Ale ile w tym perfidii. Mężuś z tymi dwoma torebkami nawet sie nie mógł ruszyć, bo by go zaraz jakiś redaktorek ustrzelił a Ty bezpiecznie pokazywałaś technikowi to czego on nie miał prawa zobaczyć. Oj kobieca przewrotność. ha ha

          2. Mężuś dlatego celowo został obciążony torebkami. W swojej miałam przebiegle kilka sztabek ołowiu. 🙂 🙂 😉

    1. Mnie też to pierwszy raz się zdarzyło. A to przez to chyba, że mają twardą podeszwę i nawet nie poczułam, że coś nie tak mi się jedzie. 🙂 🙂

  3. No ja ostatnio w jednych spodniach, tylko w tych jednych zapominam zapiąć rozporek i tak sobie chodzę na zakupy, a potem się dziwię, że ludzie dziwnie mi się przyglądają 😉

    1. Dobry 🙂 Ha, ha, ha 🙂 Ale jak? Zapomniałaś? Nie czułaś, jak wiaterek w dupkę nawiewa? Ha, ha 🙂 To musiał być widok. Moje kapcie przy tym to mały pikuś. 🙂 🙂

        1. Ha, ha 🙂 Pamiętam ten wpis, czytałam w zeszłym roku. Uśmiałam się. Brak spódnicy to chyba pokuta za kradzież pomidora. 🙂 🙂 😉

  4. Jakiegoś pięknego lata, gdy byłam jeszcze zgrabna i młoda, pędziłam przez miasto w zwiewnej spódnicy, a pod nią miałam “mikromajtki”, które składały się z trójkąta materiału i sznureczków połączonych na bokach przy pomocy malutkich plastikowych kółeczek. Traf chciał, że jedno z kółeczek pękło i majtki zaczęły opadać. Krokiem gejszy, przytrzymując je zaciśniętymi udami, przemierzyłam jeszcze kilkadziesiąt metrów, do najbliższego drzewa, po czym zażenowana do granic możliwości, wsadziłam rękę pod spódnicę i zdecydowanym ruchem zerwałam to, co zostało z moich gatków. Do dziś nie wiem, czy ktoś to widział, bo zwiałam stamtąd ekspresowo. Dalsza droga, bez majtek, za to w podfruwającej spódnicy sprawiła, że stringów nie założyłam nigdy więcej 🙂

      1. Przypomniała mi się jeszcze jedna historia w gaciowym klimacie 😉 Kilka lat temu, również latem, wysiadałam z tramwaju. Miałam bardzo długą spódnicę na gumce, którą to idący za mną facet przydepnął. Ja uparcie szłam dalej, a spódnica postanowiła zostać 😀 zjechała mi do kolan, ukazując w całej okazałości mój wielki już wtedy tyłek odziany w mało seksowne gacie

        1. Ha, ha 🙂 Dobre. 🙂 Oj, coś czuję, że jeszcze kilka takich historii, a jutro będę mieć zakwasy na policzkach. 😉 🙂

          1. No, to byłby dobry pomysł. A wiesz, że coś mi zaświtało… Normalnie jesteś wielka, jak już coś wykombinuję, to dam znać, bo doznałam olśnienia!!!!!!!!!!! 🙂 🙂

  5. Kiedyś – telefon, polecenie podjechania po panią swa do pracy bo.. no bo upał, lato, i cos jeszcze, ja w tym czasie jakieś prace betonowe prowadziłem więc utytłany byłem, no to co – złapałem jakaś koszulinę jako tako czystą, żeby przez okno samocho0du jako tako wyglądać, na siedzenie samochodu ręczniczek no i pojechał 🙂 Pod pracą melduje swoje przybycie i następne polecenie wejdź do mnie na górę bo koleżanka mi to i tamto przywiozła to zabierzesz, no zaczynam lekko protestować, ale gdzieżby tam kategoryczne no to co ja mam nosić, no dobra to lecę na 3 piętro w krótkich spodenkach utytłanych w betonem, w buciorach również utytłanych betonem, ale za to w czystej koszuli, wzrok pani o mało mnie nie zabił 🙂
    Witam 🙂

  6. Jak zwykle za bardzo się przejmujesz jakimiś szczególikami, których nikt nawet nie widzi 🙂 Nie znam bardziej zdrowej pod kopułą” kobietki…znaczy innej jak moja żona 😛

    1. Ha, ha 🙂 No, Piotrze, jeżeli Ty to piszesz, to wierzę, że z moją kopułą jest w porządku. A przy okazji pozdrowienia dla żony. 🙂 🙂

  7. o żenujących wpadkach stylizacyjnych to ja mogłabym DUUUUUŻO i co gorsza DŁUGO 😛

    myślę, jednak, że Pan ów od mikrofonów, nie tylko takie gacie oglądał i myślę, że jednak one blado przy innych celebryckich pomysłach wypadały… dlaczego? no bo Ty Kochana to się w celebrystyce stosowanej dopiero rozkręcasz 😛 … poczekam na Twoje wymysły stylizacyjne jak już pełną gębą będziesz celebrites 😛

    1. Mam nadzieję, że nigdy, a to nigdy celebrytką nie przyjdzie mi być. Od razu zaraz dźwięczy mi w głowie, że celebryta to ktoś znany z tego, że jest znany. A więc, oby nigdy! 🙂 🙂 🙂

      1. Tu się z Tobą zgodzić do końca nie mogę, acz racji nie odmówię.

        Weź takiego, przytaczanego przez Ciebie, Pana Nowickiego. Osobiście nie przepadam za gościem, ale obiektywnie artyzmu, talentu i tego, że Aktorem jest niezłym, odmówić mu nie sposób 🙂 … ale grzechem byłoby również powiedzieć, że jest tylko artystą, gdyż Celebrytą jest również.

        Kilka przykładów można byłoby tutaj przytoczyć również i jeszcze, ale kwestią jest tu nie kto, a jaki – Ty masz być Celebrytką*, a nie “celebrites popularis**” 🙂

        * – Celebrytka/ Celebryta (koniecznie i zawsze z dużej litery), czyli ktoś kto jest znany, w związku z posiadanymi walorami intelektualnymi czy szeroko docenionymi i uznanymi talentami.

        ** – “celebrites popularis” – znany ktoś, z tego, że znany jest, najczęściej bo zapomniał gaci, lub całował się z jęzorkiem dla szpanu, aby pokazać, że umie, bo niczym ponad powielanie wzorców zza wielkiej wody, zabłysnąć nie potrafi, a już ostatnią rzeczą o jaką można posądzić to intelekt i talent (kolejność nie ma znaczenia – silna dysfunkcja w obu dziedzinach). W wersji damskiej, często wizerunkowo utożsamiany przez wielkie wymiona… przepraszam – biust miałam na myśli…

        (żeby nie było niedomówień – Celebrytka również może być posiadaczką zniewalających walorów kobiecych, do których wzdychać mogą tabuny, acz posiada znacznie więcej, clebrites popularis zaś nie posiada nic więcej, a często nawet tego, no chyba, że trafił się sponsor lub w OBI była promocja na silikon)

  8. Kiedyś pękła mi gumka w grubych rajstopach. Do domu miałam kawał drogi. Wprawdzie na tyłku długa spódnica, ale kiedy dotarłam do celu, rajstopy były już na kostkach i drobiłam niczym gejsza. Innym razem odwiedził mnie o poranku pan inkasent. Już widok mojej kusej koszulki podciągnął mu brwi na czubek głowy, ale pokaz dopiero się rozkręcał. 🙂 Wspięłam się na szafeczkę i odczytałam licznik. Kiedy wyszedł uświadomiłam sobie, że nie mam bielizny. 🙂 Mogę tak godzinami opowiadać. 🙂

      1. Gorzej, okazał się kolegą mojego brata. 🙂 Potem wszyscy się latami śmiali, że inkasenci ciągną zapałki, który ma pójść do mnie na odczyt. 🙂

  9. No masz żebyś nie czuła się osamotniona w żenadzie Kiedyś kiedy jeszcze mieszkaliśmy na jednym pokoju z dziećmi wczesnym rankiem wstawałam do pracy i żeby maluchów nie budzić bez światła się ubierałam i tym o to sposobem wywędrowałam do pracy z rajstopami w nogawce spodni Na przystanku sympatyczny pan zwrócił mi uwagę że coś za sobą ciągnę WSTYDDDD A jeszcze codzienne spotkania w tramwaju i ten uśmieszek porozumienia co rano BRRRRR

    1. no i ja właśnie miałam dopisać swoją historyjkę ale mnie ubiegłaś ;)))) to samo mi się zdarzyło ale z tą różnicą że chyba nikt nie widział bo było wcześnie rano i nikogo nie widziałam na ulicy a mieszkałam w małym miasteczku gdzie wszyscy się znali ;))))))))))))

  10. Aniu, wiesz, że mam fryzurę podobną do Twojej … Dawno temu próbowałam ujarzmić swoją grzywkę i co rano odprawiałam pewien rytuał. Pewnego dnia wędrowałam rano na przystanek autobusowy i zauważyłam, że wszyscy dziwnie mi się przyglądają. Nawet sąsiad, który chyba dopiero wracał z imprezy, grzecznie mi się ukłonił i napomknął “Oooo to jakaś nowa moda?” Uznałam, że jest pijany i bredzi. Myślałam, że ja po prostu tak pięknie i promiennie wyglądam 🙂 Jakież było moje zdziwienie, gdy w szybie autobusu ujrzałam przypięty do grzywki przeogromny wałek do włosów … jeszcze lepszy widok stanowiły miny pasażerów :)))

  11. Ania, a Ty myślisz, że te wszystkie zgrabne panie co w telewizji sie pokazują to na pewno są takie zgrabne? Pewnie pan technik u niejednej znanej i slicznej pani się barchanów naoglądał! Więc luzik w ramionkach!

  12. ubawiłaś mnie niesamowicie 😉
    nie było widać na wizji i to najważniejsze. a pan dźwiękowiec nie jedne barchanowe gacie widział. Niczym Bridget Jones 😉

  13. Sytuacja rodem z Bridget Jones. Założyła wielkie majciochy, żeby zaciągnąć faceta do łóżka. Gorzej, że kiedy facet już się do niej zaczął dobierać, odkrył te wielkie majtki 🙂
    I myślę, tak jak AGULEC, że tam w tej telewizji, to co druga ma wielkie majciochy.
    Najważniejsze, żeby czyste były 🙂
    Pozdrawiam!
    Wpis taki, że wycieram łzy ze śmiechu 😛

  14. Aż mnie poliki bolą od śmiania, a monitor popluty 😉
    Pamiętam jak nastolatką bedąc malowałam mocno i ciemno smokey eyes, okularów nie nosiłam. W śnieżycę na dworzec autobusowy pognałam, a na miejscu wszyscy patrzą się na mnie jak na dziwo. Myślę sobie, że musiało mi to oko cudnie wyjść. Dopiero po trzygodzinnej podróży na stacji docelowej jak poszłam na siusiu w lusterku miska pandę zobaczyłam 😛
    Druga sytuacja. Też nastoletnia z kolegą z ósmej klasy na spacer i lepić bałwan poszliśmy – w koledze troszkę się durzyłam – tak się w lepieniu zapamiętałym, że nie zauważyłam że mi moja plisowana spódniczka do kostek opadła 😛

  15. No dobra, choć chcę to od ponad 30-tu lat zapomnieć…
    Miałam może ze 20 lat, niedziela, piękna i słoneczna, mama dogotowywała obiad i poprosiła, żebym skoczyła po lody, jakieś 100 m od domu. Szykowałam się na to wyjście z pół godziny, biała spódniczka, kolorowa bluzeczka, białe szpileczki i kok.
    Poszłam. Do sklepiku wchodziło się po sześciu schodkach a na samej górze – kratka-wycieraczka.
    Wiecie już?
    Lody w jednej ręce, torebka w drugiej, obcas w kratce, Krysia rypnęła i spłynęła z tych sześciu schodów twarzą do przodu. Rozpiżdżony kok to najmniejszy problem… Spódnica zatrzymała się pod pachami a bluzka pod szyją.
    Rechot chłopaków żrących lody słyszę w uszach do dziś.
    Powrót do domu – 3 sekundy.
    A teraz – wszyscy zapominacie o tym!
    🙂 🙂 🙂 🙂

  16. Witaj 🙂
    Pewnego razu kiedy dyżurowałam z samego rana na korytarzu, okazało się, że uczniowie jakoś tak dziwnie na mnie patrzą. Na lekcji było to samo. Na przerwie też. W końcu jakieś odważniejsze dziewczynki podeszły do mnie i powiedziały, że jakoś tak dziwnie wyglądam. Jak to? – zdziwiłam się – źle wyglądam? One na to, że nie, absolutnie, w żadnym wypadku, tylko tak jakoś… Bidulki, nie chciały mnie urazić. Pobiegłam raz dwa do łazienki, stanęłam przed lustrem i okazało się, że nie umalowałam rzęs tuszem. Nałożyłam puder w kremie, róż na policzki, błyszczyk na usta, no full wypas totalny. Ale o maskarze zapomniałam… Widok był śmieszny, tak jakoś oczu nie było widać w tym różu i w tym pudrze 😉
    Na szczęście któraś z koleżanek miała jakiś tusz, więc kolejna lekcja polskiego w klasie VI zaczęła się od… poprawienia makijażu. Dzieciaki miały ubaw, kiedy obserwowały, jak szybko i nerwowo nakładam maskarę na rzęsy (prędko, żeby Dyro nie wpadł i mnie nie nakrył, że ważniejszy od poezji jest tusz do rzęs 😉 ).

    Pozdrawiam 🙂
    Ruda
    dylematywrednejbaby.blog.pl

      1. Ale AlEllu, jakbyś pomalowała całą twarz, a rzęsy zostałyby nie ruszone, to faktycznie byłoby to zauważalne. Co innego, jak się człowiek w ogóle nie maluje. Zobacz jednak, jak dzieciaki są spostrzegawcze. Wszystko zauważą. 🙂 🙂

      1. A żebyś wiedziała, skubane, wszystko zauważą 🙂 Nie daj Boże metka mi będzie wystawać spod bluzki (częste zjawisko), już lecą i krzyczą: a co tam pani ma?
        🙂

  17. Hahaha! przeczytałam post i komentarze i ubawiłam się niezmiernie 😉 Nie mogę na Twojego bloga wchodzić w pracy, bo za bardzo się śmieję 😀

  18. Już gdzieś to na blogu opisywałem. W stanie wojennym zostałem zmilitaryzowany, i skierowany do jednego z urzędów. Prawdopodobnie by było bardzo nudno, ale na szczęście sekretarka była prawdziwą super laską. Zamknęliśmy się w sekretariacie, i w klasycznej i dosłownej pozycji “nogi na pagonach” ona zajęła się dokumentami, a ja zająłem się nią. Niestety co chwila ktoś się dobijał do sekretariatu. Gdzieś po kwadransie, gdy ona miała już dość, poprawiłem mundur, a Ania otworzyła drzwi i oczekującym petentom wyjaśniła, że właśnie była kontrola tajnej dokumentacji. A potem oboje spokojnie pomaszerowaliśmy do toalet. Niestety w chwilę potem rozległy się niesamowite śmiechy. Dopiero po jakimś czasie Ania zorientowała się, że na jednej łydce ma odciśnięty lekki ślad mojego pagonu (chyba z tego munduru, który akurat prezentuję u siebie na blogu) i wyraźny trzech gwiazdek …

      1. Trwały ślad to pozostał na mnie, przenieśli mnie do jeszcze weselszego miejsca, u niej z łydki wszystko zeszło już po godzinie.

  19. Kręciłam się po domu w maseczce – zielonej, na twarzy. Sprecyzowałam w sekundę, że nie ma ziemniaków. Czasu mało to ja w kapciach zasuwam do sklepu osiedlowego . Niby tłumów nie było, ale kasjerka jakoś dziwnie spogląda w moją stronę i dopiero przy wyjściu wpadam na dobrego znajomego:
    – Matko Aśka co ty masz na twarzy?-

    Czasmi życie przegina z natłokiem zdarzeń , a my nie jesteśmy w stanie ogarnąć wszystkiego
    Pozdrawiam
    serdecznie:
    )

  20. a ja to mam tylko wpadkę z maseczką z błota z Morza Martwego na twarzy. Kobietki pewnie będą wiedzieć, że ta wygląda jak błoto, śmierdzi błotem, a wysychając trochę pęka. Niemniej trzymać ją na twarzy trzeba długo..No i ją w tej maseczce będąc otworzyłam drzwi nastoletnim przyjaciołom moich dzieci. Ich wystraszonych oczu i otwartych buzi nie zapomnę do końca życia 😀 jeszcze czasem do nas przychodzili, ale mnie obchodzili z daleka 😀 Chyba mi nie ufali 😉

  21. Hhihiihiii… jak widać (po tych wielkich, obciskających majtasach) jesteś naszą polską Bridget Jones 😉

    A przykład żenującej sytuacji na pocieszenie? Miałam ich w życiu tysiące. Raz na przykład pojechałam na zakupy do hipermarketu (prosto z ogrodu od teściów). Wysiadam z mężem na parkingu, idziemy z wózkiem do wejścia, tłumy ludzi, a mi tak jakoś dziwnie… Patrzę na dół, a ja boso do sklepu wchodzę. I poszłam, a co!

    Innym znów razem wyszłam ze szpitala, gdzie chwilowo przebywała moja mama. I przeparadowałam przez pół miasta w takich niebieskich, foliowych nakładkach na butach…

    A włosy mam proste jak druty! Także nie obwiniaj swojej poczochranej 😀

    Dobrej nocy.

  22. Mam dwie historie.

    Ide do sklepu z bardzo drogomi butami. Nie lubie tam chodzic, bo ekspedientki sa bardzo pomocne i glupio nic nie kupic, ale chcialam sie rozejzec za butami, wiec wchodze. Przywitaly mnie, ale zamiast pytac w czym pomoc i jakich to butow szukam, jaki moj rozmiar tylko sie patrza dziwnie. Zaoferowaly mi butelke z woda, zdziwilam sie, ale nic to. Po raz pierwszy przeszlam caly sklep bez zaczepek i bardzo mnie to sie spodobalo. Wychodze ze sklepu i jakos dziwnie stapnelam, patrze w dol a na moich stopach dwa zupelnie rozne rodzaje butow. Jak mozna zalozyc sandal i adidas?! Jedno zapinane na klamre a drugie wiazane-no i gdzie moja glowa byla?!

    Raz wybralam sie do corki do szkoly w czyms tam pomagac a wszystkie babki jakos tak nieprzyjemnie sie na mnie gapia. Naprawde bylo mi glupio i zastanawialam sie co sie dzieje do momentu az zobaczylam sie w lustrze w lazience- moj biust okazal sie za duzy do bluzeczki z guziczkami i w samym centralnym punkcie bezszelestnie i niewyczuwalnie guziczki sie rozpiely pokazujac caly moj piekny dobytek z seksownym biustonoszem. Paradowalam tak po szkole i nikt mi nic nie powiedzial!!!

    1. Niestety, kilkakrotnie przydarzały mi się takie historię z niesfornymi guzikami w bluzkach. Jedną z najbardziej żenujących takich sytuacji była ta: pracowałam kiedyś jako asystentka dyrektora. Podczas jednego z oficjalnych spotkań zostałam poproszona o poczęstowanie gości kawą. Przyniosłam kawę do gabinetu i nagle uchwyciłam wzrok jednego z gości utkwiony w moim biuście. Utkwiony mało powiedziane. Gapił się jak sroka w gnat. Z zimną krwią podałam gościom kawę i wyszłam. Po wyjściu z gabinetu spojrzałam w dół na swoją bluzkę i nogi ugięły się pode mną. Guzik w bluzce rozpiął się w “strategicznym” miejscu i mój biust (a właściwe biustonosz) ukazał się światu! Boże, myślałam, że umrę ze wstydu. Najgorsze, że zostałam po jakimś czasie ponownie poproszona o kawę i nie wiedziałam jak wejść do gabinetu. Myślę, że moja twarz miała w tym momencie kolor pomidora

  23. Hahaha 😀 Czego to kobieta nie zrobi dla pięknego wyglądu 🙂
    Pan pewnie nawet nie zauważył, że miałaś takie majty 🙂 Myślę, że w TV takie rzeczy się dzieją że ciężko go zadziwić. 😀
    Wstyd to kraść 🙂

  24. Tak czytam przeróżne wypadki i aż mi się przypomniało. Druga randka z moim cudownym mężczyzną. Ja odstawiona jak szczur na otwarcie kanału, wiadoma rzecz, sukienka, szpileczki. Wysiadam z tramwaju na umówionym przystanku, podchodzę i… jak mi stanik nie trzaśnie, nie dość, że się zołza rozpięła, to wypieły się też ramiączka i w niecałą minutę zostałam w zasadzie bez stanika. W środku miasta. 😛 Mój już obecnie wpół do mąż zapinał mi go na przystanku. Jeszcza nam jakaś starsza pani uniesiony do góry kciuk w ramach komentarza pokazała 😀

    1. Witam!
      Historia świetna ale mi najbardziej spodobał sie zwrot “odstawiona jak szczur na otwarcie kanału”. Czy ja bym mogła usilnie prosić o możliwosć bezkarnego korzystania z tego zwrotu bez konieczności opłaty praw autorskich ?:)
      A wszystkie historie rewelacja 🙂

  25. Następna “majtkowa” historia.
    Jechałam na zajęcia ,ubrana byłam ,moim zdaniem, nienagannie. Zaparkowawszy ,wysiadłam ,obciągnęłam spódnicę ,patrzę ,a tam dziura w rajstopie ,no może tylko dziurka Psuło mi jednak poczucie tej nienaganności ,po drugie dziurki mają to do siebie ,że lubią się powiększać. Wieczór był w miarę ciepły ,no to myk z powrotem do samochodu ,myślę ściągnę rajstopy i po kłopocie. Ano kłopot był ,moją spódniczka była obcisła niczym druga skóra ,a samochód niewielki.Przy próbie zdjęcia rajstop zsuwała się i spódnica ,wiłam się jak wążu siłując odseparować jedno od drugiego. Mój samochodzik stał w miejscu ustronnym toteż nie spodziewałam się żywej duszy ,błąd ! Kiedy wyczerpana bezskuteczną gimnastyką na przednim siedzeniu ,zrobiłam chwile przerwy ,zobaczyłam pana który wprost zastygł nie spuszczając ze mnie wzroku. Podziałało to na mnie jak ukłucie igłą ,szarpnęłąm gwałtownie i i tym razem ściągnęłam rajstopy …wraz z majtkami. Całość schowałam szybko do torebki i wysoko dzierżąc głowę ,wyprysłam z samochodu.
    Dodam tylko ,,ze jako spóżniona już byłam całe zajęcia przesiedziałam ,bez bielizny..

  26. Jedyny sposób na zdrowe odchudzanie i długotrwałe wyniki jest zmiana nawyków żywieniowych. Po co całe życie się odchudzać, to jest bardzo męczące dla naszego organizmu.
    Ja już z tym nie mam problemu, zmieniłam nawyki żywieniowe, ale pomógł mi w tym polecając mi świetny program konsultant Wellness(idealnafigura.com/gberes), schudłam zdrowo, bezpiecznie, co najważniejsze utrzymuje już ponad rok świetną figurę.Każdej to polecam

  27. Ja też miałam akcję z biustonoszem. Założyłam kiedyś taki zapinany z przodu. Pojechaliśmy do Malborka, stoimy w kolejce po bilety a ja nagle czuje że cycki mi rozjechały się na boki:D musiałam iść pod jakieś drzewo, odwrócić się tyłem do ludzi i grzebać w dekolcie:) Inna sytuacja: jako że zawsze muszę mieć ze sobą chusteczkę, a odstroiłam się w spódniczkę do Kościoła, postanowiłam chusteczkę ulokować w rajstopach! Po prostu włożyłam ją sobie w rajtki, gdzieś tak na wysokości talii i idę. Nagle czuję, a ja ją mam gdzieś koło kolan! Zjechała mi! Musiałam na ulicy włożyć rękę pod kieckę i wygrzebać tą chusteczkę. Akurat jakiś koleś jechał autem i dziwnie popatrzył, ale co miałam zrobić:)

  28. Świetne przygody 🙂 a oto moja: kilkanaście lat temu się działo. Mój brat uwielbia wszystko sprawdzać, wąchać, próbować. Znalazł krem na półce i się wysmarował – bo ładnie pachniał. Wyszliśmy z domu na przystanek, ludzie patrzą, co po niektórzy się uśmiechają.. Okazało się że wysmarował się maseczką która po wyschnięciu daje kolor biały.. I taki biały na twarzy mój brat doszedł do przystanku. Dopiero wtedy na niego spojrzałam.. Jaka szkoda że nie było wtedy telefonów komórkowych z aparatem..

  29. No więc…spaceruję sobie po sklepie, jednej z większych sieciówek, wybieram ciuszki i zmierzam w stronę przymierzalni. Jak wszyscy wiedzą przymierzalnie w takich sklepach zwykle są zawalone ciuchami leniwych klientek, którym nie chciało się wszystkiego odwieszać na wieszaki… Wchodzę więc do jednej takiej, na małym stołeczku parę rzuconych niechlujnie ubrań na haczyku parę pustych wieszaków. Rozbieram się…chciałam przymierzyć sukienkę więc zostałam w samej bieliźnie i w tym momencie drzwi otwiera jakaś baba! Mało tego, wyskakuje z wrzaskiem, że to jej kabina! Ja staram się wyrwać drzwi z jej szponów bo przecież stoję w samej bieliźnie, a ona dalej ciągnie w swoją stronę! Horror. Wreszcie się udało, dała mi się ubrać.. ale co przeżyłam to moje ;D

  30. też mi się zdarzyło wyjść z domu w kapciach do sklepu, ale na szczęście osiedlowego i udawałam, że nic się nie stało i że to nic takiego latanie w kapciach po sklepach. Ludzie też nie wykazali zbyt dużego zainteresowania, może woleli udawać że nic nie widzą i nie wyprowadzać mnie z błędu. 😀 gaci wyszczuplających na szczęście nie nosilam nigdy, ale przypuszczam, że też gdyby mi ktoś przy pasie zaczał grzebać a miałabym takie batki na sobie… to myślałabym tylko o nich 😀

  31. Mnie kiedyś w pracy spodnie strzeliły na całą pionową długość tyłka. Spodnie były dopasowane i jakoś tak postanowiłam nie zakładać bielizny… Pech chciał, że cały dzień miałam poustawiane spotkania z kontrahentami, na szczęście oni przyjeżdżali do mnie, nie na odwrót. Wrosłam w fotel i miałam gdzieś, że myślą, że jestem sztywna…:)
    Chociaż może jakbym komuś bladym pośladem przed oczami błysnęła, to może bym lepszy biznes zrobiła?

  32. Ja wsiadając do tramwaju zgubiłam buta, spadł jak wchodziłam po stopniach. Dobrze, że go w porę złapałam, bo drzwi się zamykały, a ja bym w jednym bucie do pracy pojechała. Tak się kończy ubieranie butów tylko po to, bo chce się wyglądać dobrze, haha:D
    Co ciekawe pasażerowie ryli ze śmiechu, a myślałam, że tylko ja widziałam tą żenującą sytuację:D

    1. A wiesz, że mnie kiedyś spadł but, jak wsiadałam do pociągu? Ale na szczęście jakiś miły pan mi pomógł, bo nie wiem, czy sama dałabym radę go wyciągnąć. 🙂

  33. Twoje gacie to tylko techniczny widział 😉 moje niestety nieco większa ilość osób …
    Wesele kolegi, ja i mąż odpicowani na 100%.Mąż- wiadomo- w garniaku, ja w pięknej czerwonej sukience z wyciętą ozdobną lezką pod biustem no i oczywiście “gacie po pachy”. Niestety nie pamiętałam o tym, by sprawdzić czy te gaciochy mi przez tę łezkę świata nie oglądają 🙂 jakie było moje zdziwienie, gdy znalazłam powód uśmiechów w moim kierunku zupełnie nieznanych mi osób …..

  34. a ja w poniedziałek wystartowałam w kapciach do pracy:), ale zanim tak dotarłam musiałam wstąpić na pobranie krwi do szpitala i na wizytę do dentysty… moje kapcie pół miasta zwiedziły:)))

  35. Ja to chyba do końca mojego żywota zapamiętam. Kiedyś na lekcji geografii stałam na środku klasy bo jedynkę dostałam. No cóż. Mówi się trudno. Nagle przez klasę przechodzi jakiś spazm śmiechu. I mi szepczą ”Ola…” i reszty przekazu nie zrozumiałam. Dopiero kolega odwraca wzrok i mówi: rozporek… Nie minęła nawet sekunda a rozporek wygląda tak jak powinien. Moja twarz musiała mieć odcień róży przy okresie kwitnięcia. 😀 Ale ja nie mogłam puścić tego beż komentarza pod tytułem ”a ty gdzie się patrzysz???” 😀 😀 😀

    1. A to to mało. Wracam z lodowiska i przechodzę obok barierki. A że ta barierka to Spodnio-Pożeracz… Jedyne co pamiętam to jest to że poczułam ukłucie i usłyszałam płacz moich spodni. 😀 I Olu maszeruje uśmiechnięta przez centrum miasta z spodniami rozdartymi od końca kieszeni do kolana. I pamiętam że musiałam na autobus biec. 😀 Chwała Bogu siatkę z łyżwami miałam. A mój chłopak niezadowolony był że go tam nie było bo takie widoki… 😀 😀

  36. Świetnie napisany artykuł. Z taką lekkością pióra, potrafisz zainteresować czytelnika a to duże osiągnięcie. Pisz dalej bo wnosisz dużo do internetu, pozdrawiamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *