Dopadł mnie, gdy wyszłam z kuchni

I po świętach.

Nie wiem, jak u Was, ale do mnie w ciągu tych dwóch dni przyplątał się Leniusiołek. To odmiana stwora podobnego do Dusiołka, który dopadł we śnie Bajdałę (w wierszu Leśmiana). Niestety Leniusiołek atakuje w dzień (czasami też po zmroku). Bez żadnego ostrzeżenia. I jak dopadnie człowieka, to nie ma zmiłuj, siądzie na plecy i trzyma. Leniusiołek nie dusi, nie straszy, nie wbija palców w szyję, a jedynie zmusza do leniuchowania. To nader niebezpieczna bestia, bo jak się w człowieku zadomowi na stałe, to wstać z kanapy ciężko, palcem ruszyć trudno, herbaty sobie zrobić prawie niemożliwe. Normalnie człowiek zdany na łaskę i niełaskę innych – oczywiście tych, których Leniusiołki nie dopadły. A takich w święta ze świecą szukać.

Mnie dopadł w sobotę. Akurat skończyłam piec pasztet. Wychodzę z kuchni, a tutaj zza rogu nagle cap mnie za szyję. Obłapił tak mocno, że wyrwać się za nic nie mogłam. Opadłam od razu na kanapę, a Leniusiołek zadowolony na karku mi się usadowił i trzymał mocno. Kombinowałam na różne sposoby. Wieczorem od razu wsiadłam na rower, aby Leniusiołka w lesie zgubić. Jednak bestia cwana, tak się usadowiła, że nie pomogło. Po ośmiu kilometrach zmusiła do powrotu do domu. I znów kanapa. Obmyśliłam plan pozbycia się dziada.

gdynia 012Pojechaliśmy z Mężusiem do mojej babci, do Ostródy – Leniusiołek nie odpuścił. W drodze powrotnej więc pospacerowaliśmy po Elblągu, ale stwór zmusił nas do tego, żeby przysiąść, kawę wypić, zjeść lody. No, zagnieździł się chyba na stałe. Dzięki niemu jednak zwiedziliśmy trochę Elbląg, bo do tej pory tylko przejeżdżaliśmy, nigdy się tam nie zatrzymywaliśmy.

Potem kolejna wyprawa, spacer i nic. Leniusiołek jak siedział, tak siedzi. Mężuś mnie nawet na wycieczkę do Gdyni zabrał. Do Akwarium Gdyńskiego pojechaliśmy, by może tam kto ze mnie tego Leniusiołka zabrał, do akwarium wsadził i spokój by był na jakiś czas. Jednak okazało się, że to stworzenie wodne absolutnie nie jest i „szczęśliwie” wróciło ze mną do domu.

Dzisiaj rano sprawdzam, jak się ma, stwór jeden. A ten  się śmieje mi w twarz. Rechocze jak żaba. Oczyska wybałuszy i patrzy. I jeszcze ciągnie na kanapę, cwaniak jeden. Tam mu najwygodniej. Kiedy ja do komputera siadam, ten krztusi się, tarmosi. Chyba tego nie lubi. Klikam więc zawzięcie, żeby Leniusiołka się pozbyć. Osłabł lekko, ale i tak trzyma się w miarę sprawnie i szepcze na ucho co chwilę:

Połóż się, odpocznij. Poleniuchuj.

I jak tu opór stawiać? Jak pracować z leniwcem pospolitym przyklejonym do pleców? No jak?

gdynia 057

 

0 myśli na “Dopadł mnie, gdy wyszłam z kuchni”

    1. Ja z jedzeniem na szczęście też nie przesadziłam. 🙂 Niedługo jedziemy na komunię, więc jakoś trzeba się trzymać. 🙂

  1. Mnie przy tak cudnej pogodzie aż chce się żyć.Dzisiaj o 5 kawka 🙂 .Teraz przekładam resztki ze świąt do mniejszych miseczek,garnuszków.Pranie się kończy prać.No i nie byłabym sobą gdybym od dzisiaj diety nie zaczęła ;).I ćwiczenia też są w planie-ostatnio odkryłam Zumbe.Po pół godzinie lekkich wygibasów pot zalewa mi oczy.Oczywista zamierzam dzisiaj wytrwać całe 45 minut.

  2. Tak się zaczyna historia miłosna…
    Mężuś pogodził się widzę z adoratorem, zresztą wyjścia nie ma … Leniusiołek, jak nic Cię uwiedzie – Ty się tylko Kura tak łatwo nie dawaj, obstawaj przy sobie…
    Mi nie odpuszcza Łasuch… Najgorsze jest to,że na okrągło szczęką ruszam i dość nie mam…Powoli zaczynam wyglądać niczym chomik…

        1. Co głupi nie doczyta, to zmyśli. Ha, ha 🙂 Ja przeczytałam “pas” i już myślałam, że mi pasem każesz go wyganiać. No, ale to wpływ Leniusiołka. 🙂

      1. przyznam się, że chociaż siedzę dzisiaj w pracy, to właśnie obejrzałam kolejny odcinek 3 sezonu gry o tron… bo mi na dokończenie tego 3 sezonu brakło świąt… a że dziś się NIC nie dzieje (czytaj: każdy dochodzi do siebie po świętach) … to się zamknęłam, i sobie lukam 😉

  3. Elbląg., Akwarium gdyńskie – piękne sprawy :))))
    Aj…dawno nie byłam :P:) Mieliście super!!!:)

    A mnie dopadło coś gorszego – Nietrzeżwiałek 🙂
    i ahahahahahah błądzę w marzeniach :PPP …………póki co 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Racja. To już by była zupełna porażka i trzeba by było zalec na kanapie na dobre kilka godzin. 😉 🙂

  4. a tak dzisiaj sobie właśnie myślałam wracając do Torunia, że po świętach to taki Leniusiołek trzyma zaskakująco mocno;D a najgorsze to, że potrafi takie argumenty wyszukać, że nim się człowiek obejrzy już pod kocykiem sobie leży..

  5. Ahh i właśnie za to lubię święta – jest to czas usprawiedliwionego lenistwa 😉 Co prawda wcześniej trzeba zrobić milion rzeczy, sprzątanie, zakupy, gotowanie, ale wszystko można wytrzymać mając tą perspektywę późniejszego słodkiego nic-nierobienia 😉 Fajny stworek z tego leniusiołka.

    Pozdrawiam;)

    1. Fajny, fajny, ale żeby tylko nie zagnieździł się na dłużej. Mój to widzę jakiś oporny i nie ma zamiaru się wyprowadzić. 😉 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *