O nieudanych próbach zostania śpiewarką

Kiedyś pisałam o tym, jak odkryłam w sobie talent do tańca i gry na gitarze. I nawet narodził się w mojej rozczochranej plan, aby złożyć CV do filharmonii czy baletu. Ostatnio jednak odkryłam kolejny talent, który daje szansę na zawrotną karierę. Zostanę śpiewarką. Od razu wyjaśniam, że „śpiewarka” to zupełnie co innego niż śpiewaczka czy piosenkarka. Śpiewarka powstała z połączenia dwóch słów: „śpiewać” i „tarka”. Polecam taki eksperyment: potrzeć tarką o dowolnie wybraną część ciała (z wyjątkiem pięt, bo tam może nie zadziałać!), a wtedy „śpiew” samoistnie wydobędzie się z Waszej paszczy.

tarkaI ja tak postanowiłam, że zostanę właśnie „śpiewarką”. Ćwiczę pilnie z moim kotem. On miauczy, a ja mu odpowiadam.

Ha! Żeby głos pięknie zabrzmiał, pędzę do kuchni i surowe jajo połykam. Odruch wymiotny na przełykanego gluta oczywiście jest, ale czego się nie robi dla kariery. Wtedy trę tarą po udzie i od razu głos z mojej paszczy się wydobywa: „ła, ła, ła, ła”. No, brzmi przyzwoicie. Kot jednak patrzy z zaciekawieniem i mam wrażenie, że kiwa z politowaniem głową. Ale cóż tam, grunt, żeby się nie poddawać. Kolejna próba głosu. Tara po dłoni szoruje. Łaaał! Prawie szklanka pękła od tego, jak zawyłam. Na wszelki wypadek przymykam drzwi od tarasu, żeby sąsiadka po policję nie dzwoniła. Staję przed lustrem. Płuczę jeszcze dla pewności gardło wodą z solą. Znów tamuję chęć zwrócenia śniadania. Jest! Udało się je zachować. Wydaję kolejne dźwięki. I już słyszę, jak kot dobija się do łazienki. Ha! Cwaniak, chciał się przyłączyć i w duecie wystąpić. Nie ma! Sława, tournée będą tylko moje. Pojadę przez świat kolorowym autobusem. Zawyję na jednym koncercie, potem na drugim. Autografy, płyty… Ech, to jest to. No, może za to, że uczestniczył w pierwszych próbach, jakąś lepszą karmę dostanie.

No, teraz tylko pozostał mi do określenia rodzaj muzyki, jaki będę prezentować jako śpiewarka. Po wysłuchaniu kilkudziesięciu utworów stwierdzam, że jakiś hard rock albo metal jest mi najbliższy. Robię więc próbę, śpiewam: „AłAłAłAłAłAłAłAłAłAłAłAłAłAłAł” i macham czupryną góra-dół – dla lepszego efektu. Kurza twarz! To nie łatwy chleb. Po kilku minutach nie ma mowy o śpiewaniu, bo gardło boli (nie wspomnę o krwawiących ranach). Ba! Nie ma też mowy o machaniu łepetyną. Czuję się jak koń po westernie. Ciężki żywot ma taka śpiewarka. Włączam więc płytę i gębą tylko dla niepoznaki ruszam. No, teraz to jest pięknie.

Może jednak nie każdy może być „śpiewarką”. Nie wspomnę o innych muzycznych stopniach wtajemniczenia.

0 myśli na “O nieudanych próbach zostania śpiewarką”

  1. Za młodu też odkrywałem w sobie takie talenta, najczęściej w stylu “Powrót taty do domu”, ale nie miałem zrozumienia wśród otoczenia, i śpiewarkiem nie zostałem.

  2. Czy pomysł na zostanie “śpiewarką” narodził się w trakcie przygotowywania posiłku tj. przecierania przez tarkę z całym poświęceniem, we własnym pocie i krwi? 🙂

    1. Oczywiście, że tak. Wtedy rodzą się te najlepsze pomysły. 🙂 🙂 Choć przyznam szczerze, że słowo wymyśliło Jajo, bo od małego chciało zostać śpiewarką. 😉

  3. A książka Ci nie wystarcza do osiągnięcia sukcesu? Przecież wspomniałaś w rozmowie ze mną, że jeszcze powieść piszesz. To będą już dwie książki 😉

    1. A widziałaś kiedyś celebrytę (w końcu już dwie osoby mnie rozpoznały w moim mieście 😉 ) co by na jednej działalności twórczej poprzestał? Po prostu przygotowuję się do roli. Potem jeszcze solidnie za taniec się wezmę i może na wszelki wypadek jazdę na łyżwach. 😉 🙂 Ba! I gotowaniem profesjonalniej się zajmę. 😉

  4. Efekt kiwania głową a i całym ciałem możesz uzyskać poprzez podłączenie się do prądu, Niektórzy co prawda próby nie przeżywają ale nauka wymaga poświęceń

      1. Ja tak po inżyniersku, Ty siebie tarką dla akustyki więc proponuję prąd dla kinetyki. Ja tylko podaję przykładowe rozwiązania, ale gdyby to ode mnie zaeżało to bym Cię zaizolował i akustycznie i elektrycznie. Z tym ,że co na to Mężuś?

        1. Ha, ha 🙂 No, Mężuś pewnie by nie chciał, żebym była zaizolowana. Z kinetyką sobie też poradzi, w końcu fachowiec w tej dziedzinie. 😉 🙂

  5. A może nie śpiewarka, tylko tartystka? Jakiś performance w stylu “tarka ścierająca kolejne warstwy skory połączona z krzykiem artystki jako forma wyrazenia sprzeciwu wobec wycinania lasów deszczowych”? To by się mogło udać, taki performance nie musi być za często pokazywany, a wrażenie robi podobne.

    PS. Jeżeli mogę sobie pozwolić na taką uwagę, to napisze, że wolałem Cię w zielonym 😉 . Jeżeli nie mogę – udaj, proszę, że PeeSa nie ma 😉 .

    1. Wiesz, że to genialny pomysł. Taki performance byłby idealny, chwytliwy i na pewno robiący wrażenie. 🙂 😉
      A co do kolorów, to próbowałam coś zmienić w wyglądzie mojego blogaska, ale nie miałam czasu na dłuższą zabawę, może zmienię szablon, nie wiem, ale mnie nosi. Wiosennie. 🙂 Chciałabym zrobić jakieś “fajne” tło, ale jedyne co mi wychodzi, to zmiana kolorów, bo jak wrzucam tło, to ono pojawia się jako logo u góry monitora, więc nijak mi nie idzie. A do niebieskiego nie ma co się za bardzo przyzwyczajać. 🙂 🙂

  6. Jak to onegdaj śpiewał Stuhr senior: “…Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej…” :-))

    Przy okazji:
    W treść artykułu, zaraz po słowie “Sława,”, wysypał Ci się jakiś kod CSS. Chyba z szablonu bloga.

Pozostaw odpowiedź ~magdalena.w Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *