Branża szarlatanów

W ten weekend Mężuś zabrał mnie na wycieczkę, żeby uczcić wydanie książki. Pojechaliśmy do Ciechocinka, jak przystało na geriatrię, a potem do Torunia, jak przystało na pierniki. Co prawda, było z nami Jajo, ale Jajo przecież też starawe, więc idealnie pasowało.

I było cudnie. Pospacerowaliśmy po Parku Tężniowym. Pogoda dopisała. Tylko w pewnym momencie Mężuś szantażu się na mnie dopuścił.

Wchodzimy do pijalni wód. Kraniki na środku, a po bokach kobiecy raj. Stoiska z kosmetykami, kremami, maściami od wszelkich dolegliwości, solami, algami, błotkiem itp. Normalnie oczy mi rozbłysły, bo kocham szperać w takich butelkach, flakonach i pudełkach; wąchać, czytać, sprawdzać, co na co. Normalnie od razu w mojej rozczochranej wołał zza grobu Gałczyński:

Mam lalki od miłości,
maści od samotności
i Polikarpa kość…
Hej, paniusie, panowie,
kupcie u mnie cokolwiek –
z febry od rana drżę!
Ocet siedmiu złodziei
i babiloński kleik,
i poudre de pourlimpimpim…
(K. I. Gałczyński „Kryzys w branży szarlatanów”)

I jakby to poeta widział, toby pycho cieszył, bo kryzysu w branży szarlatanów nie widać. I kiedy ja gotowa byłam wspomóc takiego „szarlatana”, co przy stoisku sprzedawał, „krzycząc gorączką warg”, to Mężuś wzdychał głęboko i znacząco, a Jajo mu wtórowało. I jak się ma człowiek wtedy skupić? No jak? Problem polegał na tym, że ja na wycieczkę nie wzięłam torebki. A nie wzięłam jej, dlatego że ta moja torebka to istne torbiszcze ciężkie jak cholera. Nie, żebym mogła je opróżnić. O, nie! Tam są bardzo ważne rzeczy, więc raczej postanowiłam jej nie brać w ogóle, niż wypakowywać. Przecież po powrocie musiałabym zapakować! No, a jak wiadomo w torebce był portfel, a w portfelu kasiorka.  No, a ja bez jednego i drugiego. Niczym turysta-gołodupiec. I stoję tak przy tych flakonikach, oglądam. A że zapomniałam też pomadki do ust, które spierzchły mi od tych wrażeń, więc mówię do Mężusia, żeby mi zakupił takie cudo do smarowania moich koralowych ust. A Mężuś z szelmowskim uśmiechem:

Dobra, ale pod warunkiem że zaraz stąd wychodzimy. Inaczej pomadki nie ma.

No! – dodało zdradziecko Jajo.

I musiałam niestety przystać na te warunki. Ale, kiedy wzięłam pomadkę do łapy, i skierowałam się do lady (jakieś dwa metry!), to jeszcze szybki rzut oka na półki z kosmetykami. Sprawnym okiem omiotłam towar i ociągając się, podeszłam do lady. Ech… trudne jest życie kobiety. Zero zrozumienia dla jej dobrego serducha. A przecież ja tylko „branżę szarlatanów” chciałam lekko wspomóc, by z głodu nie pomarli, biedaczyska jedne.

I zapomniałam o najważniejszym, bo przecież my tam wleźliśmy po to, aby napić się wody, która miała nas uzdrowić i sił witalnych dodać. Zainwestowaliśmy nawet po 1 zł w kubeczki. I jak już zainwestowaliśmy, to leję tę wodę do pełna. Robię łyk, a w tym czasie Jajo napełnia swój.

Nie wysilaj się i nie lej do pełna – mówię do Jaja z uśmiechem, bo woda tak niedobra, że aż trudno mi przełknąć jeden łyk.

Serio? – pyta Jajo.

Serio, serio. Spróbuj.

Jajo próbuje.

Bez kitu. Aż gęsta.

Niestety nie dałyśmy rady. Jednak moce uzdrawiające magicznych źródeł nie dla nas. Oczywiście Mężuś, jak przystało na przedstawiciela męskiego rodu, dał radę wypić cały kubek wody.

Ale za to tężnie w Ciechocinku rewelacja! Polecam. Kapitalne powietrze. Byłam tam pierwszy raz i podobało mi się bardzo.

0 myśli na “Branża szarlatanów”

  1. Prawda, że tam pięknie, jakiś czas temu jeździłam tam częsciej- można by rzec zawodowo i łapałam to sielskie powietrze… Co do wody, to przyśpiesza trawienie- ze względu na bakterie, a wiadomo, żę jelita bakterii potrzebują 🙂
    Pozdrawiam

  2. Może gdyby na tej wodzie zrobić kawę, dałaby się wypić? 🙂 Idę sobie zrobić małą czarną na kranówie bogatsza o wniosek, że życie kuracjusza i kobiety bez torebki wiedzie pod górkę 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Dokładnie tak jest. 😉 A ta woda, jak dla mnie, miała słony posmak, więc smak kawy by pewnie popsuła. 😉 🙂

      1. No bo to ciechocińska woda była. Solankowa znaczy. Pewnie Krystynka jej na imię było. To już lepiej sobie sól ciechocińską kupić.
        No i do Pani S. – jak bym tam na żadnej zdrowotnej wodzie kawy nie robiła. Podobno kawa najlepiej na oligoceńskiej wychodzi… ale to trza kogoś mieć kto ma studnię głębinową na podwórku.

      1. Mnie raczej chodziło o to, że jak Twoje książki się sprzedadzą, to Mąż może sobie również zażyczyć jakiejś wycieczki, a wtedy żebyś Ty na minusie nie była 😉

  3. Ciechocinek dla geriatrii i Toruń dla pierników, tylko Ty tak potrafisz, he he, Normalnie nie mogę się uspokoić, ha ha.
    Czy mogę przesłać Tobie książkę do podpisu? Czy może wybierasz się w rodzinne strony?

    1. W rodzinne strony się teraz nie wybieram, więc możesz mi przesłać. Jak najbardziej. Odezwij się na e-maila. 🙂

    1. W wielu księgarniach internetowych już jest i nawet w bardzo promocyjnych cenach, aż sama się zdziwiłam. 🙂

  4. Napisz wprost ,że popełniłaś małe samobójstwo…kobieta bez torebki to kalectwo a w Ciechocinku właśnie takich leczą. Chyba zbytnio sie wczułaś w rolę kuracjuszki

    1. Ha, ha 🙂 Racja. 🙂 Ale muszę przyznać, że mnie wyleczono, bo już bez mojego torbiszcza ani na krok z domu! 😉 🙂

      1. Ja mojej żonie zabrałem tę wielką torbę gdzie miała wszystko co niezbędne a nawet więcej , bo i wiertarkę i młot pneumatyczny i pilnuje by jej torebki były kupowane małe. Wyobraź sobie ,że da sie wyżyć z mała i sporo lżejszą torebką. Wyjście B dwie torebki jedna codzienna a druga mniejsza wyjściowa co prawda trzeba mieć dwa młotki i dwie pary kombinerek ale i tak sie opłaca, bo lżej a portfel wielkości aktówki da sie przełożyć jednym ruchem

  5. W Ciechocinku byłam lata świetlne temu( a dokładnie będąc dzieckiem)ale ten zapach tężni do dzisiaj wspominam.Tam aż się chce oddychać.I z chęcią znowu bym się tam wybrała.Ale normalnie z tą geriatrią ,piernikami to grubo poleciałaś 🙂 My to w kwiecie wieku jesteśmy 😉

    1. Ha, ha 🙂 Nie, no pewnie, że w kwiecie wieku. 🙂 🙂 Taki czarny humor mi się włączył z powodu braku torebki. 🙂 🙂 😉

  6. oj dawno w Ciechocinku nie byłam;D chyba jak byłam mała to nadrobiłam na całe życie, bo wycieczka do Ciechocinka to był standardowy punkt wakacji u babci;D i zgadzam się, ta woda jest okropna ;D
    a co do Torunia – niby tu mieszkam, a już zaczynam zapominać jak starówka wygląda 😉

    1. Raz jeden w życiu mym wypiłam Zubera. Dobrze, że wc było tak blisko, bo bym nie doniosła. Ale teść wyleczył nią 12letnie wrzody.

      A co do kosmetyków. Mogę tylko połączyć się w bólu. Jak dobrze cię rozumiem….

  7. Na deptaku w Ciechocinku, gdy ja
    Stanę przy fontannie, to wiem, że gra
    Wszystko, panie, na tym świecie ma
    Sens głęboki Ciechocinek zna

    Na deptaku w Ciechocinku się wie
    Że o ludziach można dobrze i źle
    Mówić w kółko, jak fontanna taka,
    Sączyć temat całe dnie

    tralalalala i można śpiewać sobie dalej :))))

    a Toruń (Stare Miacho, aj ) to jedno z nielicznych miast, gdzie chciałabym mieszkać, pomimo Radia M.
    🙂

    Fajnie Wam, oj fajnie :)))))

    1. Mnie też Toruń zawsze się podobał i lubię tam jeździć. 🙂 🙂 W sumie mamy blisko, bo teraz autostradą się śmiga. 🙂

      1. no to macie fajnie, świetne są tam tereny i w ogóle, auć 🙂

        a ja, mówiąc nieskromnie 😛 :D, do Torunia dojechałam na rowerze i do Ciechocinka też – i pewnie już tego nie powtórzę, choć kto wie, kto wie :)))

        ale wpadamy tam czasami, hahahaha, jak jedziemy nad morze – love od pierwszego wejrzenia (Toruń:) )

  8. Byłam w Ciechocinku dwukrotnie na obozie konnym, ale to było bardzo dawno temu, Jest tam jeszcze stadnina? Za to wody leczniczej smak pamiętam do dziś jako jeden z najobrzydliwszych, jaki kiedykolwiek próbowałam :).

  9. Ja byłam kilka razy w Ciechocinku, podoba mi się tam 🙂 Fajny klimat i pooddychać świeżym powietrzem można 😀
    Gratuluję wydania książki, już wiele dobrego o niej czytałam 😀

  10. Nino Kura, ja się tak nie bawię. Jedziesz w moje strony i nie uprzedzasz, że będziesz… Jakbym wiedziała to może bym i książkę w wersji papierowej zakupiła i się po autograf pofatygowała. Potomstwo moje być poznała… A tak, to się chyba obrazić powinnam.
    Do Ciechocinka to się chyba jednak trochę pospieszyłaś. Za miesiąc-dwa to piękny zegar kwiatowy będzie, piękne dywany kwiatowe.
    A jak chcesz się jodu nawdychać a do Gdańska Ci się nie chce jechać to jeszcze pięknie jest, zwłaszcza jesienią w Inowrocławiu. I jak tam zabierzesz Mężusia kiedy już fortunę zbijesz na żółtej pigułce (wszak patrz na firmy farmaceutyczne – one na pigułkach zawsze zbijają fortuny) to pójdźcie świętować do Różów Fijołków i Aniołków. Taka restauracja z klimatem. Tylko niech Mężuś tam do WC nie wchodzi ;-))))

    1. W Inowrocławiu też jeszcze nie byłam, ale może kiedyś. A do Torunia pewnie jeszcze zawitam, bo co jakiś czas tam wracamy, więc teraz będę pamiętać i dam wcześniej znać. 🙂 🙂

  11. Nigdy w Ciechocinku nie byłam i nie dlatego, że mi się zdaje, ze za młoda jestem, ale po prostu się nie złożyło 😉
    A co to z wysyp tęczowych jednorożców ?

    1. To w takim razie polecam wycieczkę do Ciechocinka. 🙂
      A jednorożców dzisiaj wysyp wszędzie. 😉 Dobrze, że z nas jeleni nie zrobiono. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *