Ogonki i kreski

4.40. Jajo w piątki ma pobudkę przed świtem. Pognało do szkoły, a matka może spokojnie naklikać, by zaraz do wyrka wrócić i odespać ten tydzień. 😆

Wolność!!! Już po szkoleniu! Wyuczyłam się z podatków, że ho, ho. Teraz to ja mogę liczyć, dzielić i wrzucać w koszty. Pięknie jest. Szkoda tylko, że nad programem szkolenia nikt solidnie nie pomyślał, tylko w ciemno zatwierdził albo podpis postawił w stanie lekkiego wiosennego oszołomienia.

Mieliśmy między innymi kilka godzin z informatykiem. Nastawiliśmy się pięknie, że przyjdzie pan, pokaże, jak rachunki w odpowiednich programach prowadzić. Czekamy. Z nogi na nogę przestępujemy, bo już byśmy chcieli ruszyć w biznesy. Pojawia się pan. Sympatyczny (żeby nie było). Uśmiechnięty. Przedstawia się. My w blokach startowych, żeby odpalić komputery, a pan pyta, czy umiemy polskie znaki wstawiać. My po sobie. Żart czy co? Może to taki dowcip z rana? Robimy oczy. Pan na nas. Cisza. Wszystkich zamurowało.

– Ale jak? – ktoś pyta, bo nie wierzy własnym uszom.

– No, tak na klawiaturze… i myszką się posłużyć – dopowiada pan i powtarza pytanie. I może myśli, że my nie wiemy, o co chodzi, więc dopowiada, że „ogonki” i „kreski”. Hmm… Czyli on tak na poważnie. Prężymy więc piersi i chwalimy się, że pewnie. Kto by nie umiał „ą” na klawiaturze wystukać? Potem pan chce nas uczyć tworzyć pisma urzędowe. Już zaczynam podejrzewać, że to ukryta kamera czy coś w tym stylu. Że zaraz zza drzwi wyskoczy jaki urzędnik i krzyknie: „Prima aprilis”. Nic takiego jednak się nie dzieje. Wszystko za to na poważnie. Wśród nas połowa z wyższym wykształceniem, średnia wieku jeszcze nie kwalifikuje nas na geriatrię, twarze raczej myślące, więc nie wiem, na podstawie czego pan takie wnioski wysnuwa, że my niekumaci, niepisaci i nieczytaci. No, ale jasne. Ktoś mu program ułożył. Pan każe, sługa musi. A że absurdy są specjalnością naszej pięknej ojczyzny, więc w sumie dziwić się nie można. W końcu pan szkoli nas z Excela. Bawimy się przednio. Wykresy robimy, słupki stawiamy. Pięknie jest. Unia płaci. A wiadomo, że jak Unia płaci to i Unia rządzi, Unia radzi, Unia nigdy cię nie zdradzi (i tu się lekko zawahałam). Toż to przecież już na większe głupoty szły pieniądze, więc co nam szkodzi. Odpękane.

A teraz wolność!!!

0 myśli na “Ogonki i kreski”

  1. Na podyplomowych studiach informatycznych miałem genialną koleżankę programistkę. W 1992 r, nasze drogi rozeszły się, ona zajęła się sotware (pojechała do Anglii), a ja hardware. Kilka lat temu spotkałem ją w Polsce, i zaprosiłem do firmy, gdzie po koleżeńsku poprawiła nam oprogramowanie. Pisząc instrukcję w pewnej chwili zapytała: “Jak napisać “ą” i te Wasze ogonki”? Zdębiałem. Ale po chwili się zorientowałem, że przecież kompy i programiści “gadają” tylko po angielsku, co zresztą zaraz potwierdziła przypominając, że w okresie 1970 – 1990 używała, i używa (!) klawiatury polskiej maszynistki – a tam ogonki to znaki z obszaru “[ ] ; : ‘ { }”. No cóż siła przyzwyczajenia. Ja musiałem się przestawić, i zaliczyć od 1970 r. kilkanaście edytorów (począwszy od Basic, TIG, i Chi Writera – a tam wszędzie inaczej się postępuje z ogonkami), ona nie musiała … No cóż ja byłem tylko informatykiem, a ona panią prof. dr hab. mgr inż. Iksińską. 😉

    PS. Może na szkoleniu mieliście podobnego “orła”?

    1. Ha, ha 🙂 Tutaj raczej bezmyślność urzędów zadziałała. Program szkolenia w ogóle nie był dopasowany do potrzeb grupy. Po prostu ktoś z automatu zatwierdził może szkolenia na cały rok i nieważne z kim i po co, ale żeby były. Polska rzeczywistość.

  2. Nie rozumiem, Aniu, dlaczego tak Śmiejesz się z Unii ? 🙂 Przecież dbają o nas na każdym kroku 🙂 A to ogórki każą nam prostować, a to z kolei dbają, by my z ogonkami, nie tylko świńskimi byli za pan brat. Same korzyści. Polacy wesoły ludek i nasze rodzime absurdy przestały być już dla nas śmieszne. Za to unijne są mniamniuśne 🙂 Jaka tam cudna wylęgarnia idiotów 🙂 Jak się ich połączy z naszymi rodzimymi, to nawet już się nie chce płakać ze śmiechu, bo podobno do wszystkiego idzie się przyzwyczaić 🙂

  3. A co gorsza to tak ze wszystkim a potem narzekanie i zmiany programów i tych nauczania i szkoleń i tak po całości A tego co ważne i tak uczymy się prywatnie Smutne to ale taka nasza rzeczywistość Nie daj się Kuro biznes stwórz i do przodu 🙂

    1. Wracam, wracam. Ze spania nici wyszły. Ja tak mam, że jak nie mogę, to mi się chce, a jak mogę, to mi się nie chce. 😉 🙂

  4. Tak się złożyło ,ze to ja układałem ten program, no nie żartuję. Ale pewnie zrobili jeden dla całego spektrum szkolonych. Dużo rzemieślników zakłada własne firmy i to dla nich pewnie.
    Ja natomiast lękam sie tego co teraz zrobisz taka wyszkolona, jak nam dla treningu walniesz jakiś podatek, np. od wzbogacenia/intelektualnego/ za każdą wizytę?
    Prosze przemyśl to jeszcze

    1. Ha, ha 🙂 To jest myśl. Opodatkować wejście na blog. Tylko wtedy ten podatek pewnie US chciałby mi skubnąć. 😉 🙂

  5. Nasze urzędy, placówki służby zdrowia czy edukacji na nasze nieszczęście są pełne absurdów.
    Nie wiem czy się śmiać, czy płakać. Brak mi słów,
    a dla Ciebie medal za to, że dzielna byłaś 😉

  6. hmmm….
    czy chwaleniem się będzie fakt iż nadmienię że w gimnazjum byłam bardziej obcykana komputerowo niż mój nauczyciel informatyki?

    Poza tym to nie były najgorzej wydane pieniądze.. słyszałaś coś o stacjach internetu bezprzewodowego dla.. bezdomnych ponoć?

  7. swoją drogą ja to bym się wybrała chętnie na takie szkolenie z Excela, ale wiesz… z makrami i innymi bajerami, podpinaniem do pseudo baz danych, bo zwyczajnymi wykresami i tabelkami to ja już… może nie będę pisać co, ale bokiem mi wychodzą 😛

    1. Przez kilkanaście lat do pracy robiłam raporty z tabelkami i wykresami, więc wiesz, jaki był mój zapał na kursie. 😉 🙂

  8. Tak sobie pomyślałam (kurczę, brzmi dumnie), że nasz system podatkowy powinien być na tyle prosty, żeby szkolenie w tym zakresie trwało dzień albo dwa. Ciągle się zapowiada jego uproszczenie i niby coś się robi, ale jak widać, ciągle za mało. A przy okazji przypomniałaś mi moje początki z komputerem. To jest warte opisania. Dzięki! 🙂

  9. No tak facet trzymał się programu, bo za to mu płacili. Dobrze, że nie pokazywał wam jak komputer włączyć i wyłączyć 😀

    To gratuluje ukończenia szkolenia 😀

    1. Na szczęście facet trochę od programu odstąpił, bo inaczej “bez kitu” (jak to mówi Jajo) uczyłby nas włączać komputer. 😉 🙂

  10. no, to kursik masz za sobą. Szkoda, że prowadzący kurczowo trzymają się programu i nie potrafią się otworzyć na oczekiwania uczestników.
    Ja ostatnio chciałam się zapisać na unijny kurs j.niem. Jedyną przeszkodą było moje wykształcenie! Zasady- dla osób góra-ze średnim!Szkoda, że są tego typu ograniczenia .

    1. Tutaj aż tak kurczowo się nie trzymano programu, bo jeżeli prowadzący miałby z nami robić to, co przewidziano, to faktycznie musiałby nas uczyć włączać komputer. 🙂 Dlatego w końcu zaproponował Excel, a do rachunkowości nie był pewnie przygotowany, bo to był informatyk. 🙂 🙂

  11. no cóż, kasa był więc, żeby nie przepadła trzeba było coś zrobić, a, że nic mądrego do pustego łba nie wpadło, więc kursik się zrobi 😉
    nie ważne jaki ważne, żeby był 😉

  12. Nie dawano o podobny, trafionym jak kulą w płot szkoleniu, czy sympozjum z informatyki pisała DD ze blogu Spojrzenie Kobiety. Tamtym też pewnie, ktoś odgórnie androny prawił.

  13. To mnie właśnie wkurza, że tyle pieniędzy, za które naprawdę można zrobić super szkolenie jest marnotrawione. zrobiony papierek, rzucony do szuflady i tyle. Bez sensu. Pozdrawiam

  14. Może nie zabrzmi to za dobrze, ale jak popatrzę na poziom umiejętności moich starszych ledwie kilka ode mnie lat koleżanek, to myślę sobie, że niektórym by się przydało takie szkolenie prawie ze wstawiania ogonków 😉

      1. Są. O szefostwie jednej poważnej instytucji słyszałam, że nie potrafi na komputerze pisać, dlatego zajmuje się tylko szefowaniem, choć robota stanowczo przerasta moce przerobowe cokolwiek nielicznego personelu. Tylko gdybym ja była taką szefową, to chyba też bym zapomniała, że się kiedykolwiek z wordem zapoznawałam…

  15. Ja tymczasem przeglądam studia ofertę studiów podyplomowych w moim mieście i też obawiam się, że trafię na coś podobnego. I niby wpiszę w CV jakieś studia a na ewentualnej rozmowie kwalifikacyjnej wyjdzie, że o przedmiocie studiów nie mam pojęcia, bo mnie pan(i) uczył(a) jak symbol dolara tudzież euro wstawiać…
    Naprawdę, jak patrzę na reformy edukacji i rozmaite szkolenia dla bezrobotnych to czasem myślę, że te wszystkie teksty, że Uni chcą w Nas mieć tylko głupią siłę roboczą, to niekoniecznie spiskowa teoria dziejów. Albo faktycznie mają nas za naród tak zacofany, że wymagamy edukacji na poziomie podstawowym.

    1. A ja Ci powiem, że zrobiła w swoim życiu dwie podyplomówki. I byłam z nich zadowolona, szczególnie z tej, którą robiłam w Warszawie. 🙂

  16. Dobrze, że nie zaczął od wyjaśniania co to jest komputer, jak go włączyć i gdzie wkłada się dyskietki. 🙂 Idiotyczne i smutne to w sumie…

  17. Ty sie tak nie dziw, bo ja osobiście znam przypadek, gdy pewna hmmm… Pani zapytała: Ania, a jak ty to robisz, że raz piszesz tu (góra dokumentu), a raz tu (środek).
    Klikam myszką kufa!

  18. Też wiele razy przekonałam się już nad tym, jak beznadziejene potrafią być programy nauki, szkoleń itd. Na jakie bzdury jest poświęcany czas i pieniądze – bo ktoś tak kazał. Ale najważniejsze, że jesteś już wolna!:D

  19. Kiedy pracowałam w prywatnej branży, również bywałam na takich szkoleniach. Szkoda było na nie czasu – jak to możliwe, że ktoś chciał płacić za coś takiego? Jak tu nie mieć podejrzeń o układach?

    1. Najgorzej, że tu państwowa firma to organizowała. Nawet mocno państwowa. I przetarg był na szkolenia. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *