Gra w piłkę

Jadę autobusem. W końcu wśród ludzi! Przede mną trzech chłopców. Pewnie tak na oko mają po 9-10 lat. Rozmawiają głośno, mówią pod wpływem emocji, więc, chcąc nie chcąc, słucham.

– A jak wam wychodzą serwy? – pyta jeden z nich. I chłopcy jeden przez drugiego opowiadają, jak serwują, jak dobrze wymierzyć kąt lotu piłki, jak najlepiej w piłkę uderzyć. A mnie normalnie aż duma zaczyna rozpierać, że jest duch w młodym narodzie, że sporty się uprawia. I tak słucham, bo ciekawa jestem, czy oni w tenisa, czy może w siatkówkę grają. Słucham, jednak nijak nie mogę wywnioskować, w co oni tak grywają, ale widzę u nich duże zaangażowanie, co mnie cieszy. W końcu to oni za parę lat będą płacić moją emeryturę i lepiej jakby silni byli, bo pewnie podniosą im wiek emerytalny co najmniej do siedemdziesiątki. I już nawet mam ich żałować, gdy nagle słyszę:

– Tobie tak źle te serwy wychodzą, bo masz wirusa – mówi ten lekko pyzaty na twarzy do piegowatego blondynka. A chłopak aż wstał z siedzenia i tak się zaperzył, zaczął wymieniać programy antywirusowe, jakie ma zainstalowane, że nawet nie zdążyłam pomyśleć, że ten wirus to dopadł jego, a nie komputer.

No, i tak lekko powietrze ze mnie zeszło, dumę schowałam do kieszeni. Chłopcy, owszem, sporty uprawiają, ale przed monitorami swoich komputerów. A gdzie piłka, ganianie, zabawy w chowanego? Ech, kiedyś to się po płotach ku utrapieniu rodziców ganiało…, zawsze z jakąś dziurą w spodniach się wróciło. To były czasy. Kolejny „level” to było kawałek „terytorium” wydarte w wojnie z sąsiednim podwórkiem albo bezbłędny skok przez gumę rozciągniętą na kolanach. Moc doładowywało się wyrobem czekoladopodobnym o smaku mydła albo porcją oranżady w proszku. A teraz? Można myszką czy dżojstikiem świat zdobywać, pokonywać potwory i mieć nadludzką moc. Po co więc wychodzić na podwórko?

0 thoughts on “Gra w piłkę”

  1. Wpływ na upadek ducha sportowego najłatwiej zrzucić na “wirtualny świat”. Pamiętam, że zanim do naszego śmiesznego kraiku nad Wisłą dotarła droga komputeryzacja, pojawiły się magnetowidy (kilkakrotnie tańsze), kilka lat wcześniej dotarła TV kolorowa, przed nią technologia “Stereo”, i już zupełną rewolucją był “lufcik na świat” czyli pierwszy telewizor. Wszystkie te nowinki skutecznie konkurowały z potrzebą kopania “szmacianki” na podwórku, czy pohuśtania się na trzepaku. Może więc nie zwalajmy wszystkiego na “niewidzialnego wroga”, a zastanówmy się, gdzie szukać winnego?

  2. U mnie dawka wirtualnego świata jest mocno pod kontrolą-komputer mam na hasło.Ale sama często przysłuchuję się dialogom syna i jego kolegów i słyszę tylko o levelach,jakimś banowaniu (nie wiem o co chodzi );),i innych pojęciach informatycznych o których nie mam pojęcia.Kiedyś zadałam im pytanie czemu nie bawią się w chowanego,berka(i tu zaczęłam wymieniać znane mi zabawy)a oni na mnie patrzą jak na kosmitkę.Ja w chowanego jeszcze bawiłam się w ósmej klasie.Mój kolega starał się zachęcić swoją latorośl do zabawy w kapsle.Patrzę w parku a on leży na asfalcie i z wywalonym jęzorem rysuje trasy,tłumaczy co i jak-lecz młodego to nie zainteresowało.A teraz to trzepaki mają branie tylko przed świętami :(.

    1. Ha, ha 🙂 A kiedyś każdy trzepak był oblegany, trudno było na nim znaleźć miejsce, żeby się wcisnąć. A kapsle to była super zabawa, ja jeszcze lubiłam grać w grzyba, choć dzisiaj nie wyobrażam sobie wypuścić dziecko na dwór z nożem. 🙂

    2. Nie demonizujmy. To, co było dla nas za dziecka zabawne, nie jest atrakcyjne dla młodszych pokoleń i często odwrotnie. Jeśli dobrze pokierować wyborami dziecka odnośnie gier, to mogą przynieść one nawet pożytek, a nie same szkody.
      Zastanawia mnie tylko, co Pani rozumie pod pojęciem “mocno pod kontrolą”. Jeśli ogranicza się to do wpisania hasła po włączeniu komputera, to niestety muszę Panią zmartwić, to żadna kontrola. Problem w tym, że aby zdawać sobie sprawę z tego, co dziecko robi na komputerze, też trzeba być na bieżąco. Najgorszą rzeczą jaką można zrobić, to machnąć ręką i żartobliwie stwierdzić, że “te nasze dzieci tak teraz się znają na technice, że ja się gubię i nie wiem o co chodzi”. Pani zna najlepiej swoje dziecko, od Pani zależy ochrona Pani dziecka przed treściami nieodpowiednimi dla niego. I nie, nie chodzi mi tutaj nawet o gry, ale o to, co można przeczytać w internecie.

  3. Tego się właśnie spodziewałam… takiej gry w piłkę… dzieci już dzisiaj rzadko kiedy mają wyobraźnię, o ruchu nie wspominając…

    1. Niestety bardzo rzadko wychodzą na podwórko. Pamiętam, że moje Jajo to jeszcze ganiało, w piaskownicy się bawiło. 🙂

  4. Za naszych czasów było alternatywą, czy teraz ganiamy się w berka, czy budujemy wioskę indiańską z koców zabranych chyłkiem z matczynego łóżka.
    Dzisiaj dzieci nie stoją przed takimi wyborami, bo są tego nie nauczone. Tak naprawdę w codziennym zaganianiu w wielu domach rodzice nie kontrolują często, ile godzin ich dziecko spędza przed komputerem. Myśmy każdą chwilę spędzali na podwórku. Oni już tego nie muszą, bo rozrywkę mają w swoim pokoju. Butelka coli, kilka paczek chipsów i to ich raj…. A światli mądrzy rodzice dbają, by ich dzieci nie były gorsze od rówieśników i kupują wypasione telefony i laptopy na komunię…
    Cóż, mamy to, co chowamy… Za parę lat otyłe społeczeństwo, bez polotu i fantazji, zgnuśniałe i nie znające nic poza wirtualnym światem….

    1. Masz rację. W sumie to wina rodziców, bo gdyby starali się spędzać z dzieckiem więcej czasu, uczyć je nowych zabaw, to by dzieci umiały spędzać czas nie tylko przed komputerem.

  5. A mnie się wydaje, że dużo zależy od samego dziecka i rodziców. Naturalna potrzeba ruchu u dzieci jest tak duża, że dzieci chcą biegać, grać, jeździć. Tylko czasami rodzicom jest wygodniej w domu potrzymać, bo na oku i nic nie zbroi. A jak już wyjdzie, to nie daj Boże żeby firmówek podarł, albo się nie przewrócił, a te dzieci takie niegrzeczne itp. Dzieciom luzu potrzeba!
    Przez to siedzenie w domu, to nawet dziecko porządnie przewrócić się nie umie, bo zaraz łapa, albo noga złamana . Pozdrawiam

  6. Też mi ręce opadają w temacie komputer a świat dziecka, ale muszę przyznać, że mam słabość do gier na konsolach, które wymagają ruchu. Dzieci mojego brata wiedzą doskonale, że jak ciotunia wchodzi, to można stół przestawiać i włączać xboxa. Muszę powiedzieć, że w święta, jak już się objemy i wszelkie tradycje wypełnimy, urządzamy rodzinne zawody i mkniemy na tratwach. Super! Wystarczy wprowadzić umiar i wszystko będzie grało.

    1. Ale przy tych grach to dziecko (czy dorosły) to się przynajmniej rusza. Czasami też sobie z Jajem włączamy jakieś tańce i zawody robimy. A zadyszka jest całkiem niezła. 🙂 🙂

  7. Spędzamy weekendy na wsi. Powiem, że tam to jeszcze chłopaki gonią za piłką. Parę lat temu umówili się, że kupią piłki do siatki, nogi i kosza. I grają, jak jest ciepło. Rowery wyciągają… Ciężko ściągnąć towarzystwo do domu…
    Owszem, jak zimno i pada, to komputery są niestety niezastąpione (dla nich, bo ja to bym znalazła inne metody spędzania czasu).

    1. Ale świetnie, że dzieci w weekendy jednak dużo czasu spędzają na świeżym powietrzu. 🙂 A wiadomo, że dzisiaj bez komputerów żyć nie można. 🙂

  8. Ja ostatnio z moim bratem stwierdziłam, że kiedyś dzieciństwo było o wiele fajniejsze niż obecnie.. I Zaczęliśmy wspominać jak to się kiedyś bawiliśmy z innymi dzieciakami na podwórku 😀 fajne czasy..

  9. Czasy się zmieniają i młodzież się zmienia. Kiedyś siedzenie w domu było nudne cały dzień siedziało się na dworze nawet rodzicom ciężko było zagonić do domu na obiad,a teraz większość dzieci siedzi w domu przed monitorami komputerów. Zamiast korzystać z życia, z dzieciństwa to kiszą się jak ogórki w beczce zamiast na starość to na młodość.

    Pozdrawiam

      1. To zależy tylko od rodziców. Mam znajomych, którzy byli z synkiem na wczasach w Grecji – pytam rodziców – i jak tam syn zadowolony?, a oni na to, że zamiast na plaży ich mały siedział przed komputerem w pokoju hotelowym – bo podobno piasek był dla niego za gorący – taka wymówka, by zaszyć się w swoim wirtualnym świecie. To jest już chore …

  10. tak właśnie się trochę zastanawiam. Co jeśli ja moje dziecko będę chować tak, aby więcej spędzało czasu na zabawach aktywnych niż przed kompem czy playstation. czy będzie miał z kim porozmawiać??

    1. Myślę, że jednak będzie. Chyba jest trochę rodziców, którzy by chcieli, aby ich dzieci aktywnie spędzały czas. Mam taką nadzieję. 🙂

  11. Mój mały to też komputerowiec, ale ma zaszczepioną miłość do roweru – i to mnie pociesza. Dziś nawet nas wyprzedzał na tym swoim małym rowerku, ma chłopak kondycje po zimie, aż mu zazdroszczę. U męża na wsi też wraz z pierwszym słońcem dzieci cała gromada – jakby się namnożyły przez zimę. Na wsi dzieci nauczone od małego na dworze się bawić, w mieście jak nie ma kolegów pod blokiem – to jakoś tak ciężko wyjść na dwór, a na wsi zawsze się pretekst znajdzie. Pozdrawiam wiosennie!

    1. Prawda, że na wsi dzieciaki chętniej spędzają czas na dworze. Coś w tym jest.
      Również pozdrawiam wiosennie. 🙂

      1. Nie… mieszkam w mieście, w bloku, na około też bloki. Zimą dzieciaki zbierają się w domu, a z pierwszymi promieniami słońca same wychodzą na dwór. OK- robią bałagan i hałas przeważnie w małych mieszkaniach, ale dzięki temu mają kolegów i mają z kim się bawić pod blokiem.

  12. Kochana zapomniałaś że mamy kryzys i taki siedzenie w domu to oszczędność na nieznoszonym obuwiu i pozbawionych łat spodniach, a tka wogóle mój Młody przebiegł 5 km w siedem minut i pozostawił mnie w tyle z wiatrem, a teraz siedzi przed monitorem i gra w internecie w zestawieniu z rozmowami konferencyjnymi – nic człowiek nie zaoszczędzi, mówię Ci nic przy takiej młodzieży – haha 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Ha, ha 🙂 No, przy takiej to faktycznie żadne oszczędności. A moje Jajo, przyznam szczerze, za ruchem nie przepada. Jedynie siatkówka je cieszy. 🙂

      1. Chyba coś pokręciłaś, o ile oczywiście Młody to człowiek. W tym tempie przebiegłby maraton w godzinę.

    2. Asia coś ci się pomerdalo, 5km w 7minut to jest wynik dużo lepszy od rekordu świata. Widać z bieganie nie ma nic wspólnego bo zupełnie nie czujesz rzeczywistości w tym temacie

  13. Wczorajsza sytuacja: w miarę sensowna pogoda, ciepło, może słońce szału nie robi, ale dzieciaki jakieś po dworze biegają. Co robi Młody? Jęczy – chcę pograć na psce. Przychodzi kolega, grają obyzwei. Potem się kłócą. Kolega idzie do domu i jęczy swojej mamie – daj mi komputer, jego mama: nie, jest ładna pogoda idz na dwór. Nieeeee, nie chce mi się.

    A jak było kiedyś? Mamo, ja chcę na dwór, chcę na dwór.Albo: Macieeeek! Do domu!. “Jeszcze nie, jeszcze chcę zostać, jeszcze 5 minut”. I gdzie to się podziało?

    1. Dokładnie tak było. Wrzaski pod oknem “Maaaamoooo” albo mama wołająca swoją pociechę od kilkudziesięciu minut. 😉 🙂 Teraz niestety cisza. 🙂

  14. Wirtualne sporty to jeszcze pikuś. Ale są tacy, co mają wirtualne rodziny! Żyją w świecie – w cyberświecie. Wszystko wokół nich się rozpada, a oni tego nie zauważają. Ich świat jest idealny. Idealny mąż, idealna żona. Idealne dzieci. A jak coś nie pasuje, to zawsze można toto rozjechać samochodem, zmusić do samobójstwa, poczęstować chorobą. I z głowy. A jak dziecko w nocy drze się za dużo, to raz dwa utajoną śmierć noworodka takiemu fundujesz! Ale nie to jest najgorsze! Gorsze jest to, że to ludzie piszą dla ludzi takie programy! Kiedyś, po wojnie, chcąc podkreślić tragizm całej tej sytuacji na murach, pomnikach pisano hasła: Ludzie ludziom zgotowali ten los! Ale czy hasło to nie pasuje idealne również i do opisywanej sytuacji?

  15. Prawie sie zgadzam za duzo tego komputera ale… jesli z glową to sa ciekawe gry pobudzajace twórcza inwencję uczace wspołpracy Moi synowie jakoś godzą jedno z drugim oj nie jest latwo trzeba zagladać przez ramię pilnować czasu ale to mozna pogodzić Są podchody “wyprawy” na nasze sląskie hołdy i gry komputerowe dlatego tak to od nas rodzicow zależy jakie bedą nasze dzieci

  16. niesamowite czytac takie stonowane, kulturalne wypowiedzi.Jestescie jak jakis kwiat zakwitly w tej pustyni wulgaryzmow, chamskich zwrotow,ktorych jest tyle na portalu.Brawo dla wszystkich piszacych na tym forum..mila poranna lektura dla oczu.

    1. Masz rację. 🙂 Ale ja z moim Jajem grałam, i babcia z dziadkiem też grali. 🙂 Teraz też czasami zagramy, choć Jajo dorosłe. 🙂

  17. Witam
    Za moich czasów była tv, ale rodzice nie pozwalali oglądać. My dzieci i tak woleliśmy podwórko i wspólne zabawy. Tak wychowałam swoje dzieci. Miały tv, komputer, ale wolały podwórko, bo tego ich nauczyłam. Teraz dorosłe, mają pracę, znajomych, uprawiają sporty. A komputer? Owszem odpalają rzadko, a tv jeszcze rzadziej. To jest kwestia nauczenia i przyzwyczajenia.

    1. Bo to zawsze wszystko zależy od podejścia rodziców. Dziecko można nauczyć wszystkiego, trzeba tylko własnego zaangażowania. 🙂

  18. A zapytam, która z mam albo tatusiów puściło dziecko na podwórko, aby sobie tam samo zorganizowało zabawę? Pytam, bo jako smarkacz łaziłem po podwórku sam i nikt się nie niepokoił. Teraz dziecko do lat 14 ma obstawę, bo to bo siamto.

  19. Tragedii nie ma mój 10 letni brat w naszej małej miejscowości chodzi na treningi w piłkę nożną szkółka powstała kilka lat temu i co roku szukają nowych trenerów bo się nie wyrabiają mają takie zainteresowanie i powiem wam że dumna jestem tak samo szkoła tańca szuka kombinuje jak tu więcej ludzi przyjąć bo takie zainteresowanie a u dzieci już szczególnie przekrój od kilku do kilkunastolatków więc bez tragedii coś się dzieje fakt większość dzieci siedzi przed komputerem xboxem czy innym tabletem ale część lubi te spotkania z kolegami więc miejmy nadzieje że tych 2 będzie więcej

  20. Witam, myślę, że wszystko zależy od rodziców. Jeśli rodzic nauczy dziecko aktywnego spędzania czasu, to ono będzie już mieć nawyk i będzie mu tego po prostu brakować. jeśli nauczy się dziecko rozsądnie korzystać z dobrodziejstw techniki (niestety w XXI wieku nie można się zupełnie odgrodzić od komputera) to nie będzie problemu. Dzieci często trochę też uciekają w ten wirtualny świat, jeśli brakuje im kontaktu z rodzicami, a potem droga do złych nawyków gotowa. Najważniejsze to znaleźć złoty środek i przede wszystkim czas dla dziecka. Pozdrawiam serdecznie mimo brzydkiej pogody 🙂

  21. Kiedyś robiło się wszystko, żeby tylko nie siedzieć w domu i od razu po szkole lecieć na podwórko i najlepiej ganiać do wieczora, a jak z domu wołali to udawać, że się nie słyszy. Teraz w większości przypadków, jak dzieciaki słyszą, że mają iść na dwór traktują to jak karę, no bo przecież na podwórko nie zabierze komputera/konsoli, etc. Smutne to. Oczywiście są młodzi, którzy są zainteresowani sportem i ruchem – takim prawdziwym, a nie tylko przed monitorem. Pozostaje tylko problem, by ich nie zniechęcić do ich pasji. 🙂

  22. Myślę że dużo zależy od szkoły i od samych rodziców. Dziecko trzeba zachęcać do aktywności od najmłodszych lat. Poza tym kontrolowanie czasu które dziecko może spędzić używając komputera do gier komputerowych również jest niesłychanie istotne.

  23. Moje Młode energia wręcz rozrywa. Na dworze siedziałby najchętniej od rana do nocy, z przerwą na dostawę jedzenia. I tu pojawia się problem. Jest parę dzieci mniej więcej w podobnym wieku w bloku ale Młody jest jedynym, który wychodzi na dwór. Idzie po kolegów i słyszy zawsze to samo- “nie chce mi się, przyjdź to pogramy na kompie/PS3/Xboxie”, więc snuje się to moje Młode samodzielnie i samotnie i szuka czegoś ciekawego.

  24. A ja bym dodała jeszcze jeden argument do dyskusji oparty na własnym przykładzie. Moja 5-letnia siostrzenica najzwyczajniej w świecie nie ma z kim się bawić na podwórku (mimo, że sama uwielbia zabawy w ruchu). Zamknięte osiedle z ilością mieszkań większą niż 20, a na podwórku może maksymalnie 3 dzieci i to młodszych… I też nie każde dziecko potrafi godzinami bawić się same. Generalnie dzieci jest mniej, poza tym kiedyś rodzice się też tak nie bali. Już kilka razy brałam udział w dyskusji z mamami, że za rogiem to może się czaić zboczeniec, morderca, porywacz, więc lepiej niech siedzi w domu, a ruch załatwi tenis/taniec/akrobatyka 2 razy w tygodniu. Kiedyś pewnie też było niebezpiecznie, ale z braku szumu medialnego ludzie nie byli świadomi zagrożeń. Sama pamiętam jak byłam puszczana samopas i aż się włos na głowie jeży, że nic mi się nigdy nie stało 😉

  25. to nie do końca wina rodziców, teraz dziecko z pozdzieranymi kolanami czy łokciami od razu wylądowało by u szkolnego pedagoga, na spowiedzi, kto je pobił, czy w domu go maltretują, dopatrzyli by się że niedożywione, bo przecież wybiegany dzieciak nie będzie otyły, jak ten komputerowy, że rodzice niewystarczająco się nim opiekują skoro sam biega po podwórku, no i kurator gotowy, a jak jeszcze dzieciak jest buntowniczy to nawymyśla że mu każą sprzątać albo lekcje odrabiać, więc trzeba odebrać bo rodzice sobie nie radzą itd.. te wszystkie schematy ograniczania rozwoju dziecka, są nam powoli narzucane odgórnie przez coraz dziwniejsze przepisy wprowadzane po cichu, i armię nadzorujących wszystko urzędników z wypranymi mózgami, dla których liczy się tylko ich wizja rzeczywistości.

  26. wedlug mnie to i tak jest ciezko oderwac dzieci od gier komputerowych to na to jest jedna recepta XBOX Z KINEKTEM bo tam tez sie gra i siedzi w domu ale przy tej konsoli przynajmniej dzieciak nie ma zabardzo jak pic coli i wciagac czipsow bo tam sie trzeba ruszac i wierzcie mi dos duzo energi w to wlorzyc sam gralem i zadyszki dostalem mnie sie ta gra podoba a i dzieci po tej grze nie spasa sie ja przy zwyklym kompie gdzie sie rusza tylko palcami

  27. To nie jest wina dzieci. Tylko rodziców, którzy są przerażeni, że dziecko się spoci i zachoruje. Nie znają sąsiadów, więc nie wiedzą z kim bawią się ich dzieci i w takim przypadku lepiej zabronić. Jeszcze “dom to moja twierdza” – dziecko ma zakaz zapraszania znajomych. Mam 9-letniego syna. Ma komputer, ale to jest rozrywka na deszczowe dni. Jak tylko pogoda jest ładna umawia się z kolegami z klasy i podwórka – budują bazę w parku, grają w piłkę, bawią się w policjantów i złodziei, jeżdżą na rowerach. Ewentualne urazy zaopatruje się nie zawsze u siebie w domu, tylko biegną tam gdzie bliżej. Wpadają również do domu z krzykiem “pić” albo “masz coś dobrego?”. Przeszukują kieszenie, żeby zrzucić się na paczkę żelków. I nie chodzi o to, że rodziców nie stać, tak jest po prostu zabawniej. Zawsze, któraś mama widzi z okna “bandę”. Czyli tak jak my kiedy byliśmy dzieciakami. Wniosek – dziecko jest zrośnięte z komputerem lub TV dzięki rodzicom. Ale jak był mały wychodziłam z nim na dwór, poznawaliśmy ludzi (rodziców i dzieci), pozwalałam biegać, nawet jak się przewrócił to nie było tragedii.
    p.s. mieszkamy w dużym mieście

    1. do pierwszego zdania dodałabym: ubrudzi :).
      Niestety znam to z autopsji. Jeżdżę ze swoimi dziećmi konno, a w stajni, wiadomo: czasami kurz, czasami błoto, czasami jeszcze coś innego :). Kiedyś przyjechała mamusia z wystrojonym na biało – różowo dzieckiem i ciągle słychać było: uważaj, nie wchodź, uważaj błoto, uważaj, bo się ubrudzisz………….
      A dzieci dzielą się podobno na czyste i na szczęśliwe. 🙂

  28. Problem widoczny coraz bardziej… Pracuję w szkole, często rozmawiam z dzieciakami i widzę, że większość z nich niestety to pokolenie komputera, które nie potrafi spędzać czasu wolnego w inny sposób. Co jednak ciekawe, kiedy pokazuję dzieciakom, jak można się świetnie bawić, często są zachwycone – oznacza to, że nikt ich nie nauczył się bawić. Sama często gram z dziećmi znajomych i ze swoją rodziną w gry planszowe – ostatnio uczyłam mojego tatę kolejnej, ograł mnie już przy 3 razie – i często wraz ze znajomymi organizujemy dzieciakom zabawy w podchody, chowanego itp. – są zachwycone! Nie mówiąc już o tym, ile frajdy mamy my, dorośli, organizując im np. podchody w lesie o zmierzchu 😉
    Myślę, że problem bierze się z ciągłej pogoni za “więcej, lepiej” – rodzice chcą zapewnić swoim dzieciom coraz więcej, żeby nie czuły się gorsze, a na to potrzeba pieniędzy, tylko że w ten sposób nie uczymy dzieci prawdziwych wartości, jedynie wartości pieniądza. Nie dziwmy się więc, jeśli któregoś dnia takie dziecko wszystko i wszystkich oceniać będzie przez pryzmat kasy…

    1. Anka, właśnie o tym mówiłam… Kiedy mój syn był mały budowaliśmy twierdze/bazy/namiotu z koców i poduszek w domu. Teraz jest nieco starszy i buduje z kolegami bazy patyków/gałęzi/starej narzuty wyciągniętej od którejś z mam. Opowiadałam o zabawach. Wystarczy dać pomysł a resztę zrobi dziecięca wyobraźnia… Nam też nikt nie szykował scenariuszy.

  29. Taaaa….spodnie I kurtki wiecznie na grzejniku, zgubione rekawiczki, chinczyk, godziny I dni przesiedziane na czeresniowym drzewie, wyscigi rowerowe, gra w gume, gra w wojne-jojne, rodzice tez wtedy nie mieli czasu ale my za to mielismy wyobraznie ktora pozwalala nam zbudowac cudowny dzieciecy swiat

  30. Kochani rozpisujemy sie że za naszych czasów było inaczej , potrafiliśmy sie bawić nie mięliśmy komputerów, gier i telefonów… to prawda nie mięliśmy ale to NASZE dzieci spedzają czas tak jak opisujecie, to my im proponujemy te wszystkie formy spędzania czasu – to my nie mamy czasu dla nich…:( Nie mamy czasu dla nich bo sami siedzimy przed monitorem!!! Mam 10-letniego syna i na przestrzeni ostatnich 7 lat zakupiłam sobie rolki, łyżwy, rower, nowy kostium na basen, gry planszowe nie mieszczą sie na półkach, a mój syn sam z siebie zapisał sie w tym roku na koszykówkę , piłkę ręczną i naukę gry na gitarze. Nie , nie jestem idealną mamą i oczywiście że też gra na “kompie”, ma konsole, telefon ale w ostatnią sobotę poszliśmy na spacer i własnie graliśmy przez półtorej godziny w kapsle ( bo wiem że sam spacer z mama to najgorsza kara i nuda) wiec podsumowując ruszcie się kochani rodzice zawieźcie swoje pociechy 4x w tygodniu na różne zajęcia pozalekcyjne idźcie z nimi na basen i pościgajcie sie z nimi na zjeżdżalni, zabierzcie ich na górkę i sprawdźcie kto pierwszy zdobędzie jej szczyt a jestem przekonana że coś zaskoczy , coś im sie spodoba. Ja przerabiałam już piłkę , judo, shidokan i inne cuda ….teraz na topie sa kolejne sporty a za rok pewnie wymyśli siatkówkę albo ping-ponga. Do dzieła Kochani Rodzice:)

  31. /Miesykajać w Polsce też widziałam, że boiska były w większości puste a dzieci siedziały w domach. Teraz mieszkam w Austrii i jestem mile zaskoczona. Boiska są ciągle zajęte, place zabaw też. I nie graja tylko dziecie w wieku 9-10 lat ale też w wieku 16-18. Ja czasami wzchodzę z moim chłopakiem pograć w piłkę nożną i żeby dostać się na boisko to albo idziemy grać o 10 rano w tygodniu bo wtedy dzieci w szkole (oczywiście w sobote czy niedziele o 10 jest już boisko zajęte ) albo ok. godziny 21 bo wtedy już też raczej nikogo nie ma. I nie ma znaczenia że jest marzec i jest jeszcze zimno. Nawet przed wczoraj padał deszcz ja szłam do pracy po 11 ( to była niedziela) i już widziałam, że chłopcy w piłkę grali. W wakacje to w ogole od rana do nocy wszystko zajęte.

  32. Hej wszystkim. Mieszkamy w Hiszpanii i być może to zasługa klimatu ale mój siedmioletni Junior nie ma po prostu czasu na kompa. Jedynie weekend mu pozostaje ale to też max godzina dziennie. Poza tym nie ma w domu żadnych cudów typu PSP, XBOX itp, jedynie zwykły pecet sprzed kilku lat i tablety. Rozkład dnia zamyka mu się następująco: szkoła do 16.30, później w zależności od dnia treningi : szachy, karate, koszykówka, piłka nożna i jazda na rolkach. Plus do tego angielski. W weekendy albo jakieś pikniki albo wycieczki krajoznawcze. W WOLNYM czasie grają ze swoją trzyletnią siostrą na kompie. Udało mi się nad tym zapanować, pomimo tego, że sam jestem informatykiem :))
    Spróbujmy zainteresować dzieciaki czymś innym, poświęćmy im więcej czasu a komp będzie tylko dodatkiem do życia a nie całym życiem.
    Pozdrawiam wszystkich serdecznie z prawie ciepłej Hiszpanii :))

  33. Właśnie z tego powodu nie mam w domu komputera(to znaczy mąż zabiera ze sobą i przyjezdza do domu co dwa tygodnie) i mój 7-latek jak narazie żyje bez gier i internetu. Z komputera korzysta raz na dwa tygodnie a i tak ciężko go wtedy idciągnąć od komputera.

  34. Wydaje mi się, że to temat wbrew pozorom stary jak świat. Temat pod tytułem “bo kiedyś to było lepiej, trawa była bardziej zielona, a lato gorętsze”. Wspominamy z rozrzewnieniem, jak to siedziało się na trzepakach, przeżywało pierwsze podstawówkowe fascynacje płcią przeciwną i skakało w gumę na długiej przerwie. To, że teraz dzieciaki się nie ruszają, nie biegają, nie bawią, czy jak ktoś ładnie to ujął “nie mają wyobraźni” (?!) zwalamy na to, że siedzą cały wolny czas przed tymi dziwnymi świecącymi pudełkami. A czy ktoś zastanowił się jak wygląda dzień takiego przeciętnego ucznia podstawówki czy gimnazjum? Ja miałam dobrze, bo szkołę miałam blisko domu. A co z tymi, którzy muszą dojeżdżać? Bo przecież dobra podstawówka da szansę na dobre gimnazjum, dobre gimnazjum da gwarancję na świetne liceum, świetne liceum pozwoli na dostanie się na upragniony kierunek studiów. Czasem wydaje mi się, że my sami – jako rodzice – odbieramy naszym dzieciakom ich dzieciństwo, zapisując je na kolejny kurs językowy, bo przecież angielski to teraz za mało. Nawet jeśli nasza pociecha ma czas i chęć pogrania w piłkę lub posiedzieć na trzepaku, to czasem ciężko jest znaleźć mu towarzystwo. A z komputerem jest łatwiej. Może pograć z kolegą przez sieć, z kolegą, który po dwugodzinnych korkach z matmy nie ma już siły na kopanie prawdziwej piłki i woli tę wirtualną. Po całym dniu dzieciak może czuć się zmęczony nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Wmawiamy dziecku, że musi się uczyć, że jak dostanie się na studia to będzie dobrze zarabiał – co nie zawsze jest prawdą – a to nakłada na młodych presję, przez którą czasem bardziej się buntują jako nastolatkowie.

    1. Jest w tym też sporo racji. My tak chętnie spoglądamy w przeszłość, bo to normalne, że tęskni się za beztroskim czasem dzieciństwa.
      Czasy się jednak zmieniły, jest inaczej. 🙂

  35. Postęp cywilizacyjny doprowadził do tego, że wychowujemy dzieci dożycia w bezruchu. Nadmierne granie w gry komputerowe i oglądanie bajek w telewizji przyczyni się kiedyś do ograniczenia możliwości rozwojowych. Wychowanie do życia w bezruchu to codzienność współczesnych rodzin!

  36. Prawda jest taka, że u mnie w szkole, dawniej a jestem rocznik 90, dzieciaki bawiły się i sporo osób miało komputery w domach. Zbytnio nie interesowaliśmy się maszynami… Ruch, rower, piłka, dziewczyny się z chłopakami bawiły. Rodzice się nami nie zajmowali bo na wsi wielu rodziców mieli za granicą. Problemem dojazd nie był bo każdy miał rower i się bawił z dziećmi. Teraz widzę, że lenistwo wzięło górę. Tu nie chodzi o wychowanie nawet, bo wiele z nas wychowywało się samo… z innymi dziećmi. To był inny świat, inne marzenia. Teraz dzieci to małe roboty. Jest trochę osób chcących ćwiczyć i fajnie, ale są w mniejszości. Kiedyś każdy chciał się ruszać, a kto nie grał bo wolał siedzieć przed TV to tracił kolegów. Można czytać, oglądać coś fajnego, ale żeby tyle samo czasu spędzać na dworze i się ruszać, dbać o zdrowie. Dzieci chodziły brudne, podrapane i każde było szczęśliwe. To prawda, że trudno było zagonić do domu na obiad. Teraz jest jakieś inne pokolenie, wg mnie gorsze…

    1. Wydaje mi się, że nie można powiedzieć tak jednoznacznie, że gorsze. Dzisiaj też są różne dzieci, wiele jednak zależy od rodzica. jeżeli on jest aktywny, to chyba nauczy tej aktywności dziecko. No, ale jak siedzi i tylko ćwiczy palec na pilocie, to trudno się też dziwić jego dzieciom. 🙂

  37. Kiedyś ” pod blokiem” grało sie , bawiło itp.
    A teraz już nie da się..
    Bo DZIECI NIE MA..
    Te dawne dzieci wyprowadzily się głównie, brzydko powiedzieć dziadki zostały.
    Co jakiś czas tylko kolejny pogrzeb jest.
    Co najwyzej została młodzież 17 w górę która siada na ławce i poprostu gada se.

  38. “na szczęście” u mnie na wsi, gdzie panuje bieda, dzieci w lecie wciąż smażą się na słoneczku oblatując wszystkie okoliczne podwórka i brudząc się jakby wszystkiego musiały dotknąć, bo to ich pierwszy raz 🙂
    Nie mogę się doczekać prawdziwego lata i aż będę miała tych dzieciaków dość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *