Czapki z głów

Wyszłam wczoraj na pocztę. Wiedziałam, że to nie był jeden z najlepszych pomysłów mojej marnej egzystencji, ale jak mus to mus.

Otwieram drzwi. Jak nie szarpnie. Co jest? Siłuję się z drzwiami, jakaś niewidzialna siła próbuje mi je wyrwać. Udało się. Zamknęłam na klucz i idę. Normalnie w zwolnionym tempie stawiam kroki, bo opór niesamowity. Trzymam czapkę jedną ręką, bo niestety trzeba było się z nią przeprosić i z szafy wygrzebać. Idę. Przynajmniej próbuję. Na przejściu z drugiej strony widzę, jak kobieta słupa się trzyma i nie daje rady. Ba! Za mała masa! Dobrze, że jeszcze nie pozbyłam się zbędnych kilogramów, bo takie obciążenie w tej chwili to strzał w dziesiątkę. Podchodzę do kobitki. Pytam, czy coś się stało, choć pytanie brzmi tak idiotycznie, że sama mam ochotę pacnąć się w łeb, ale nie mogę czapki puścić, a druga ręka taszczy moje torbiszczę. Kiedy podchodzę do kobiety, odruchowo chwytam się słupka dłonią, w której mam torbę. I tak stoimy przez chwilę.

Dobrze się pani czuje? – pytam, choć słowa uciekają, a ja sztacham się taką ilością powietrza, że starczy mi na tydzień. Sytuacja musi wyglądać dość idiotycznie. Stoją dwie babki przy przejściu i słupka się trzymają, a wiatr próbuje im zerwać czapki.

Tak, tylko iść nie mogłam – odpowiada i widzę, że też się nieźle zapowietrza.

Pomóc pani?! – krzyczę, a w tym momencie kobitka odrywa dłoń od czapki. Wiatr tylko na to czeka. Nie w ciemię bity, wie, że człowiekowi wcześniej czy później ręka zdrętwieje. Patrzymy zdziwione, jak czapka po chodniku posuwa. A ja pierwszy odruch za nią. Kobitka też próbuje, ale idzie jej słabiej. „Pędzę”, nie puszczając przy okazji swojej. No, czapka dolatuje do płotu i dalej ani rusz, więc ją mam. I z tryumfalnym wyrazem twarzy idę do kobitki. Teraz z wiatrem, więc prawie lecę, lekko dotykając chodnika. Oddaję czapkę, pani dziękuje i się żegna. Podejmuje próbę walki z wiatrem i idzie. Ja już mogę spokojnie na pocztę.

Po powrocie do domu dokładnie sprawdzam, czy jakieś kawałki dachu po ulicy nie latają. Zaraz też wraca Jajo ze szkoły, bo lekcje skrócone. Włosy potargane, poliki czerwone, ale uśmiechnięte od ucha do ucha. Je obiad i nagle:

Mam ochotę pojeździć dziś rowerem – mówi, a ja upewniam się, czy dobrze słyszę, bo za oknem piździawka, a Jajo, które nie przepada za rowerem, ma nagle ochotę na przejażdżkę. Świat zwariował.

Dzisiaj? – pytam i czekam, aż Jajo powie, że to taki żarcik rozweselający, ale nic z tego.

Serio – odpowiada. – Dzisiaj jest idealnie. Wiesz, z wiatrem i z górki.

Przypominam, że potem trzeba pod wiatr i pod górkę – wtrąca się Mężuś.

Nie, no dobra. Spoko. Jedziemy. Podchwytuję, bo wiem, że trzeba kuć żelazo póki gorące i jak Jajo chce ruchu, to niech ma. – Za pół godziny, okej?

Dobra.

Po godzinie idę do Jaja i pytam, czy ruszamy, bo przecież pogoda idealna na jazdę z wiatrem z górki.

– Nie, no nie chce mi się. Za mocno wieje.

Wiedziałam! No, to tak sobie rozpoczęliśmy sezon rowerowy. Teoretycznie przynajmniej mamy to załatwione.

 

 

0 myśli na “Czapki z głów”

  1. Kiedyś obok Starogardu przemknęła trąba powietrzna.
    Nie jeździłam w tym czasie na rowerze, ogólnie rzecz biorąc w domu było przytulnie.
    Wczoraj wiatr wyrwał nam szyld, ciężki bardzo i duży. Zawisł na długich nitach. Całe szczęście, że straż pożarna pospieszyła z pomocą 🙂 Pozdrawiam.

    1. Wczoraj wiało strasznie. Dobrze, że się nic poważniejszego z tym szyldem nie stało, bo jakby poleciał, to mogłoby dojść do nieszczęścia.

  2. U mnie (Łódź) było jeszcze ciekawiej. Wichury z deszczem nadchodziły falami: 30 min. pięknej pogody, i za chwilę 30 min. “końca świata”, i tak parę razy na zmianę. Jednemu z łódzkich kościołów też zerwało “czapkę z głowy” – kościół stracił krzyż!

    1. Mówili wczoraj o tym w Wiadomościach. 🙂 Na szczęście dziś jest spokojniej, nie wiem, jak u Ciebie, ale u nas już nie wieje.

  3. Kiedy byłam w liceum, szłyśmy z koleżanką na miasto. Tak zawiało, że przeleciałyśmy w powietrzu kilka metrów i wylądowałyśmy na chodniku. Mnie się nic nie stało, koleżanka mocno obdarła kolana. I tak miałyśmy szczęście, bo właśnie wchodziłyśmy między domy, gdzie po chwili rozpętało się piekło. Dachówki i szkło z okien latały wszędzie. Ale miłość do wiatru jakoś mi nie przeszła. Lubię. Może nie huragan, ale taki jak wczoraj był ok. Przynajmniej tu, gdzie mieszkam.

    1. Każdy żywioł ma w sobie i coś przerażającego, ale i pięknego. Ja jednak wolę pogodę, kiedy nie wieje. 🙂

  4. Ja tam nigdy nie lubiłem jeździć, gdy wiało. Wiatr jest do kitu. I też przez weekend wiało u nas konkretnie. A trochę mniej konkretnie to nawet jeszcze wczoraj.

  5. Lubię wiatr… Przeraża, ale i fascynuje…
    Boję się go jednak bardzo, odkąd zamieszkałam w domu pod dębami. Potężnymi. Każda wichura, to strach, by te drzewa nie przewróciły się na dom.
    Niestety, leśnicy nie chcą ich wyciąć, bo podobno są zdrowe. A ja przy silnych wiatrach, nie śpię…
    Słońca i radości, Aniu 🙂

    1. Nie dziwię się. Też pewnie bym się bała. Przy naszym domu mieliśmy wielką sosnę, ale pozwoloną nam ją wyciąć. Od tego czasu już spokojniej. 🙂 W zamian mieliśmy posadzić dwa inne drzewa. Wybieraliśmy więc takie, które nie urosną za wysokie.

      1. Niestety, nic nie możemy zrobić, bo nasz dom opiera się o ścianę wielkiego lasu i my tym nie rządzimy. Jest pięknie, ale nie zawsze bezpiecznie. Na szczęście, takie wichury nie są za często.

        1. To faktycznie strasznie musi być, kiedy wieje. Wtedy warto mieć ubezpieczenie od takich wypadków. Mam nadzieję jednak, że dęby oprą się każdej wichurze. 🙂

  6. Jak tak stałyście z tą kobitka przy tej rurze to trzeba było spróbować potańczyć. Wiatr porywa odzież na płot, więc nie zniknie a warunki do treningu idealne. Może ktoś by cyknął fotkę to i reklama by była. Niestety zaprzepaściłaś wielką szansę na ŚWIATOWĄ KARIERĘ

    1. Kurczę, że ja nie pomyślałam. Czekam w takim razie na następną okazję, choć wiem, że to już nie będzie to samo… 😉 🙂

      1. Może zatem poćwiczysz na “sucho” to jak zawieje będzie jak znalazł, a i kłopotu z doborem repertuaru nie będzie, Mężuś się ucieszy. Niech no tylko zawiejee

  7. U nas też wiało-połamało kilka drzew,poprzewracało kosze na śmieci.Najgorzej było w sobotę i niedzielę.Ale teraz idzie ciepełko co bardzo mnie cieszy 🙂 .

    1. U nas ciepełka jeszcze nie widać, bo pochmurno i co chwilę pada, ale jest nadzieją, że będzie ciepło. 🙂

  8. Ja tam lubię z górki i z wiatrem 😉 Taka bezpieczniejsza exterma 😉
    A co do tego słupa, to mi wyobraźnia mocno jak ten wiatr pohulała i po mimo tragizmu sytuacji strasznie mnie bananem paszczę okrasiło 😉 A i mój psina mi się przypomniał, jak się bida bał ruszyć w takim wietrze ogromnym, bo ledwo się łapy chodnika trzymały.

  9. U nas w te wietrzne dni z jednej ściany bloku całe ocieplenie zerwało!! I nie wiem, czy śmieszne to, czy tragiczne 🙂 Ale zerwało
    A lat kilka temu wstecz, jak trąba powietrzna szła przez miasto – i to główną ulicę sobie wybrała – to taki blaszany garaż wyrwała i tak przez pół miasta go przeniosła 🙂 Skubana
    Ale tak czy siak, ja lubię wiatr. Wiatr to wolność. A wolność to to , co ja lubię najbardziej 🙂 Zaraz po moich dziewczętach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *