Kij w mrowisko

Ostatnio mediami wstrząsnęła wypowiedź Kai Malanowskiej na temat tego, jak mało zarobiła na swojej książce. W mediach zahuczało, jakby pisarka włożyła kij w mrowisko. Podyskutowałam o tym zdarzeniu z kilkoma osobami, z blogerami (między innymi z Van Furio) i nie tylko, i refleksje mi się dość mieszane nasunęły. Po pierwsze, nie przeczytałam żadnej książki Malanowskiej, ale pewnie kiedyś te braki w wykształceniu nadrobię. I w zasadzie nie chodzi mi o ocenę jej pisarstwa, bo to, że sprzedała (chyba) 3-tysięczny nakład (to całkiem nieźle) i zarobiła 6800 zł w ogóle mnie nie dziwi. Nie wiem też, jaką i z kim podpisała umowę. Po drugie, w Polsce autorom płaci się niewiele. Tak jak pisałam kiedyś 8-10%, czyli 2-3 zł od egzemplarza.  No, są oczywiście tacy, którzy dostają spore zaliczki od wydawców i na brak kasy nie narzekają, ale powiedzmy sobie szczerze, takich jest niewielu.

Interesuję się rynkiem książki i obserwuję, co się dzieje. Nie jest tajemnicą, że jeden autor swoim dziełem musi zarobić na wydawnictwo (korektę, redakcję, skład, okładki, ale i prąd, i zysk wydawcy), dystrybucję, hurtownie i księgarzy. Na tym rynku też jest tak, że terminy płatności są niestety mocno przesunięte w czasie i bywa, że wydawnictwa zalegają z wypłatą honorariów. Ponadto książek sprzedaje się niewiele. Na Polaka w ciągu roku przypada 1,5 książki, a na Czecha 14. Kolejna rzecz, że na 17 wydanych książek 1 jest polskiego autora (sic!). Wydawcy najchętniej wydają książki pod recenzentów, a ci jak wiadomo niekoniecznie trafiają w gusta przeciętnego czytelnika, więc koło się zamyka. I to chyba jest ździebko chore, bo promować się powinno jednak rodzimych pisarzy.  Wiem, zaraz usłyszę, że polska literatura jest lekko schizofreniczna, więc Polacy wolą obcą. U nas promuje się w zasadzie ciągle te same nazwiska. A jak autor, nie daj Boże, odniesie sukces komercyjny, to się jego książki  deprecjonuje, obrzuca błotem. Bo u nas tak jest: sukces finansowy = spotęgowana krytyka w mediach i jednoznaczna ocena: czytadło dla motłochu (o, przepraszam, określa się je jako “książki dla kucharek”). Zarabianie jest be. Artysta powinien przymierać głodem.

Oczywiście nikt nikomu nie każe pisać książek. To wybór. Ale dlaczego co niektórym się wydaje, że jak ktoś pisze, to znaczy, że nic nie robi, więc niech siedzi cicho i cieszy się marnym groszem? Albo może pisze za darmo?

Dziwne, że do Malanowskiej pretensje mieli inni pisarze – szczególnie ci, których nazwiska chyba już dość mocno się utrwaliły w literaturze. Byli oburzeni, że jakże ona śmie pisać/mówić o pieniądzach, że źle wynegocjowała umowę, że jest za młoda, żeby podsumowywać swoje dochody z pisania, że ma pretensje do czytelników, że nie czytają. I powiem szczerze, że też tego nie rozumiem. Studiowałam edytorstwo i miałam okazję spotykać się z zawodowymi pisarzami i wydawcami i jednogłośnie wszyscy mówili o kiepskich zarobkach polskich autorów, o tym, że jednak na Zachodzie te honoraria procentowo do ceny książki są większe. A teraz kiedy ktoś głośno ponarzekał, to huzia na Józia.

Inna rzecz, co sądzą czytelnicy o książkach Malanowskiej. Nie można mieć do nich pretensji, czy im się coś podoba czy nie. Mają wolny wybór.

Na studiach jeden z profesorów powiedział nam zdanie, które mocno utkwiło mi w pamięci: „Jak zostaniecie wydawcami, to będziecie mieć sporo szczęścia, jeżeli autor, którego książkę zechcecie wydać, już nie będzie żył. Bo z autorami to tylko same problemy”. Powiedział to oczywiście z sarkazmem, ponieważ sam jest pisarzem (ale i wydawcą). Ponadto potwierdził, że łatwiej wydaje się obcojęzyczne książki, pomimo że dochodzi koszt tłumaczenia.

Dla mnie rynek książki jest fascynujący. Wiem, że są tacy pisarze, którzy żyją z pisania i nie narzekają na biedę. I wystarczy, że napiszą jedną książkę raz na dwa-trzy lata. I wydawnictwa wezmą je z pocałowaniem ręki w ciemno. Są jednak też tacy, którzy muszą napisać trzy w ciągu roku, aby móc się z tego utrzymać (i nierzadko pod dyktando wydawcy). I oczywiście cała masa tych, którzy na ten luksus pisania mogą sobie pozwolić po przyjściu z innej pracy.

0 myśli na “Kij w mrowisko”

  1. Ot, polskie piekiełko 🙁
    Ten, który pracuje umysłem, ma fanaberie, bo nie dość, że leń, to jeszcze mu się marzy, by mieć z tego jakieś profity….
    W księgarniach roi się od książek obcych pisarzy, bo to się dobrze sprzedaje. Polskie są niedobre, bo mało reklamowane, bo a nóż widelec wydawca na nich popłynie… To błędne koło… Dobry pisarz, to martwy pisarz 🙁
    Książki, filmy, wszystko obliczone na szybki zysk.
    A gdzie w tym jest miejsce na kulturę? Tą prawdziwą? To smutne.
    Nie ma znaczenia, ile książek wydała ta pisarka.Ludzie, którzy powinni promować to, co polskie, mają to w nosie, a czytelnicy nie mają tu nic do powiedzenia…
    Pozdrawiam. Miłego dnia, Aniu 🙂

  2. Ja tam piszę sobie tylko dla siebie jak na razie, w sumie żadne z wydawnictw jeszcze nie odpowiedziało mi pozytywni, ale nie ważne, ja to traktuję jako hobby. A co do ilości książek kupowanych przez Polaków… Ja dochodzę do wniosku, że książka w Polsce powoli staje się dobrem luksusowym. Nowe tytuły pojawiają się w cenach od kilkudziesięciu złotych w górę. Są po prostu drogie. I nie dziwię się, że tak mało się w Polsce kupuje. Chociaż jest to smutne.

    1. Gdyby zniesiono VAT na e-booki (23%) albo zmniejszono go do 5%, to już chociażby ta książka byłaby dużo tańsza. Tylko z drugiej strony ceny czeskich książek są porównywalne do naszych i proporcjonalne do zarobków, dlatego tak porównujemy się z Czechami, a nie Niemcami i niestety wypadamy słabo.

      1. Nie jesteśmy niestety nauczeni czytać. Czytanie książek to potrzeba dużo czasu, a my, Polacy, tego czasu nie mamy za dużo. Z pracy do domu, obiad, do drugiej pracy, albo w ogóle po pracy do łóżka, bo przecież po kilkanaście godzin się pracuje. Smutne to trochę, że te książki tak nam leżą i leżą…

        1. Jest w tym też sporo racji, ale jakby tak co niektórzy zamienili czas spędzony przed TV na czytanie, byłoby dużo lepiej.

    2. Czy książka jest luksusem nie wiem. Pewnie, że 30 PLN może odstraszać. Ale z drugiej strony zastosuję przelicznik, którego nie lubię stosować – są to 2 butelki 1/2 litra wódki, czy 10 piw nie piszę już o lepszych trunkach za ok. 100 PLN. No to przy duży spożyci czystego spirytusu na osobę w RP i związanych z tym wydatkami może dziwić taki słabe wynik czytelnictwa. Pewnie są ludzie, którzy nie piją i nie stać ich na książkę no to są biblioteki. Myślę, że ceny książek nie są głównym powodem 1,5 książki na rok.A swoją drogą ciekawe jakie był czytelnictwo latach 70-tych jak książki były spod lady ale tanie Przypomniał mi się teraz kabaret z wypijanymi książkami w bramie.

      1. Też nie mam pojęcia, jakie wtedy było czytelnictwo, ale sprzedawano dużo książek, wtedy też był to towar deficytowy. Tylko z innego powodu niż dziś. 😉 🙂

    3. Zawsze mnie zastanawia że ludzie narzekają na ceny książek. Mam mnóstwo znajomych, którzy twierdzą, że nie stać ich na książkę, ale jej równowartość bez zmrużenia oka wydają na butelkę wódki, albo wielopak piwa, albo trzy paczki papierosów.

  3. Już dawno stwierdziłem, że nie nadaję się do pisania czegoś dłuższego niż kilka formatów A4. Po prostu dopada mnie mania poprawiania wszystkiego, aż do momentu kiedy całość wywalam do kosza. To co “ujrzało światło dzienne” – jedna książka z teorii wychowania z 1986 r. i kilka artykułów w prasie papierowej – zostało właśnie wyciągnięte z kosza przez moich przełożonych. Uznałem, że jestem beztalenciem i wyżywam się na blogach. Dlatego podziwiam prawdziwych twórców z tej dziedziny, chociaż literatury “pop” nie czytam.

    PS. Jedna z moich znajomych poprawiła, lub uzupełniła, kilka zdań w swoim podręczniku geografii i skasowała 13 tys. zł.

    1. Wow, to całkiem piękna sumka. Tylko chyba podręczniki w ogóle inaczej się ceni. Ponadto ich ceny są często kosmiczne.
      A ja literaturę “pop” też czytam, bo przecież każdy człowiek potrzebuje rozrywki. I nie widzę w tym nic złego. Nie samą “wielką” literaturą się żyje. 🙂 Wszystko zależy od nastroju chwili.

      1. Ja praktycznie tylko pop czytam. Z rodzimej literatury “wyższej” czytałam bardzo niewiele. I jakoś nie miałam ochoty wracać. Ale to pewnie dlatego, że bliższa jest mi fantastyka… a tutaj z wielkich kojarzę tylko Lema. A reszta to głównie niezobowiązująca przyjemność. Ale co by nie mówić, to polska literatura fantastyczna ma się w sumie nieźle – praktycznie co miasto to konwent, gdzie można spotkać twórców rodzimej fantastyki, podyskutować z nimi… pisarze tzw. głównego nurtu raczej nie mają takich kółek wzajemnej adoracji, takich imprez, gdzie pisarz mógłby się spotkać z czytelnikami – czy to wiernymi czy dopiero potencjalnymi.

        1. U nas jakoś tak dziwnie się reaguje, jak ktoś mówi, że czyta pop. Uważam, że nie ma w tym nic złego i tak też powinno się promować literaturę. Zaczyna się z reguły od pop, a kończy na “wysokiej” literaturze. Dziwne tylko, że recenzenci często na nią reagują histerycznie.

          1. Rzecz w tym, że pop to bardzo pojemne słowo, bo zdaje się pop to skrót od popularny. Więc to może być bardzo dobre rzemiosło a może być badziew taki jak osławione 50 twarzy Greya – gdzie to ani wiarygodne, ani nawet poprawnie napisane… co więcej autorka opisuje gadżety erotyczne w sposób niezgodny z ich przeznaczeniem i tworzy mity na temat BDSM. Ale zwykło się właśnie na słowa literatura pop reagować: aha, harleqiny i Erika Leonard. A przecież King to też pop – ale solidny. Podobnie jak Larsson czy inni skandynawscy kryminaliści. Czy nawet wspomniany już w komentarzach Marek Krajewski. Ale jeśli wzrost poziomu czytelnictwa następuje tylko dlatego, że kobiety, które na co dzień nic nie czytają a sięgają po Greya – to ja nie wiem czy jest powód do radości z takiego wzrostu czytelnictwa.

  4. Tak jak już Ci pisałam to jest temat złożony. Jeżeli chodzi o panią Malanowską to moim zdaniem ludziom przeszkadza nie tyle to co powiedziała ale jak. Swoją drogą będąc osobą zajmującą się zawodowo pisaniem nigdy nie przyszło mi do głowy mieć pretensji do czytelnika. To było po prostu niesmaczne. Nie mówiąc już o tym, że nazwisko Malanowska obiło mi się o uszy dopiero przy nominacjach. Wcześniej o niej nie słyszałam. A jednocześnie śledzę rynek wydawniczy. Więc ewidentnie nazwisko zaginęło. W którymś miejscu zabrakło promocji. Przy takiej ilości książek na rynku tytuł sam się nie obroni (nie mówię tutaj o Sapkowskim czy Kingu tylko o mniej znanych nazwiskach). Kasa… Cóż łatwo nie jest, procenty rzeczywiście nie są wysokie, natomiast 10, 11, o których wspomniałaś w większych wydawnictwach dostaje debiutant. Potem trzeba negocjować. Co do czytelnictwa to moim zdaniem nie jest tak źle. Trzeba rozróżnić czytanie od kupowania. Rzeczywiście książki są drogie, dużo ludzi korzysta z bibliotek, wymienia się pożycza. Z tymi statystykami to jest mniej więcej tak: siedzi w sali 6 facetów 5 z nich ma wąsy no i wychodzi, że większość mężczyzn w Polsce to wąsaci:) Podsumowując: łatwo nie jest. Nie widzę niczego zdrożnego w tym, że pani Malanowska wspomniała o pieniądzach a raczej ich braku. Tym bardziej, że o tym, że pisarz często gęsto przymiera głodem wie chyba większość. Natomiast forma wypowiedzi podobała mi się już mniej. Napaści na pisarzy dobrze zarabiających, sprzedających duże nakłady mówię stanowczo nie (zresztą dałam temu wyraz na swoim blogu) a wyniki czytelnictwa sama osobiście znacznie podnoszę:) I kończąc życzę wszystkim pisarzom i nie pisarzom optymizmu i wytrwałości.

    1. Masz rację, ze forma tego “wystąpienia” Malanowskiej też pozostawiała wiele do życzenia, bo można by pomyśleć, że ma pretensje do czytelników, iż nie kupują jej książek. A nazwisko faktycznie wypłynęło na szersze “morza” dopiero po aferze. Z drugiej strony ta pisarka wydała dopiero trzy powieści, więc może faktycznie jeszcze za wcześnie by odnosić głos. Niepotrzebnie też chyba tak ostro zareagowali niektórzy autorzy, to też podsyciło atmosferę. Niewątpliwie problem złożony. Cieszę się, że zabrałaś głos, bo przecież kto jak kto, ale Ty coś o tym rynku wiesz.
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

    2. “Trzeba rozróżnić czytanie od kupowania” dokładnie tak 🙂 biblioteki w dużych miastach maja się dobrze a i miedzy znajomymi i rodziną wymieniamy się książkami

  5. nie znam się na tym rynku, ale nie aspiruję też do tego aby bliżej się z nim zapoznać – chociaż nigdy nie wiadomo, co przyniesie życie 😉

    wiesz – zupełnie zgodzę się, że umowy jakie można wynegocjować u nas na rynku (o samych umowach wiele czytałam, bo potrzebowałam, acz nie dla siebie i nie dotyczyło to literatury pięknej) są po prostu śmieszne. Ewenementem jest tutaj pisanie poradników i książek kucharskich… O! przerzuć się w tę dziedzinę, łatwiej wynegocjować 12 – 15%

    jednak, kiedy tak sobie myślę to na pamięć przychodzi mi taki Słowacki, czy jeszcze bardziej taki Norwid… i że my, zaściankowe buractwo, zamiast patrzeć na teraźniejszość i przyszłość, jako naród, zapatrzeni jesteśmy w przeszłość i największym naszym problemem jest przełamanie schematów i stereotypów… nowe jest niedobre, a publiczne nazywanie rzeczy po imieniu to gruba przesada, przecież w każdym miejscu są jakieś dywany porozkładane, pod które można wszystko pozamiatać – ot taka nasz narodowa mentalność, którą Pani Malanowska ukuła…

    też nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z jej twórczością, niestety zapewne również przez najbliższych kilka miesięcy nie starczy mi na to czasu, na tę chwilę piętrzy mi się stosik różności na parapecie w Wersalu, który miast maleć, tylko rośnie, a doba ma tylko 24h

    1. Ponadto u nas ciągle funkcjonuje przekonanie, że jak coś jest pop, to znaczy, że jest niedobre. A to chyba też tak od razu nie można tego przekreślać. I masz rację z tym zapatrzeniem w przeszłość. Tradycja jest potrzebna, ale jak się spojrzy na to, co omawia się w szkołach, to jednak żal, że tak mało tam dobrej literatury współczesnej. I jak młody człowiek potem ma się poruszać na rynku wydawniczym?

  6. Pewnie jest tak ,że wiele osób jak już coś w ogóle napisze to myśli o sobie, że Sienkiewicz to frajer przy mnie. A dochodzenie do nazwiska wymaga pokory, pokory i jeszcze raz pokory A kark widać sztywny.

    1. Ha, ha 🙂 Dobre. Ja to jak coś napiszę, to myślę, że Gombrowicz przy mnie to mięczak i mały pikuś. 😉 Idę na całość. 🙂

          1. W wielu tematach to niezłe ziółko z Ciebie ale nieskromnością nie grzeszysz. A jeszcze na tyle jesteś młoda, że i Gombrowicza możesz odsadzić, tylko trzeba dużo wiecej uzywek

      1. nie lubię Gombrowicza 🙂 a Sienkiewicz pięknie pisał, tyle ze to mitoman, ale tez i wiedza historyczna inna była a i Polakom trzeba było wmawiać, że są najlepsi i najwaleczniejsi, to nam było wtedy potrzebne 🙂

  7. tak szczerze to nie interesowałam się tym tematem, więc nie miałam pojęcia jak to wygląda, chociaż ostatnio też to przybliżałaś w poście jak wydać książkę,

    napisanie książki jeżeli jest pomysł wychodzi na to, że to pikuś, jej wydanie to już jest grubsza sprawa… a zarobki to szczerze śmieszna sprawa, wogóle nie mająca przekładu na czas, natchnienie i pomysł autora…

    oj cięzkie jest życie pisarza…

    a tak na zakończenie to nie rozumiem, dlaczego inni pisarze tak ostro zareagowali…gdzie tu solidarność, lojalność…

    1. Pewnie nie podobało im się to, w jaki sposób to autorka zrobiła. Ona zadziałała pod wpływem emocji, nie przemyślała, a potem to już poszło. Pewnie trudno też o solidarność w tym środowisku, bo wiadomo jak jest. Jednym dzieje się lepiej, innym gorzej, każdy dba o własną skórę.

  8. hmmm…. ja lubię czytać jednak zadowalam się biblioteką publiczną a tam mało nowości… Cóż, może dlatego, że dobre książki kosztują troszkę? Nie wiem, ale jakoś książka za więcej niż 30 zł to u nas troszkę dużo… Z kolei taki autor nie wiele z tego ma…I tak chciało by się go wesprzeć za dobrą robotę, a z drugiej pojawia się zwykłe szare życie i wybory dnia codziennego…

    1. Druga rzecz zaopatrzenie bibliotek. Nasza miejscowa kupuje książki, ale zastanawiam się kto dokonuje wyboru, bo najwięcej jest amerykańskich czytadeł. I tutaj znów wracam do tego samego, że nie promuje się polskiej literatury. Ceny książek są niemałe, ale zobacz, że ludzie chętniej kupią flaszkę wódki, wina, czy innego lepszego alkoholu, czy też papierosów niż książkę. Oczywiście nie wszyscy. Też bym chciała, żeby książki były tańsze. 🙂

  9. Przyznam że w tym temacie jestem laikiem.Ale żeby u nas w kraju uczciwie zarobić to jakaś maskara.A i szkoda że książki nie są tańsze.Ileż razy już trzymałam książkę w łapie,ręce ze szczęścia drżą ale jedno spojrzenie na ciut przykrótkie dżinsy moich chłopaków i z pokorą odkładam książkę na półkę na rzecz nowych gaci.Zastanawiam się czy oni przypadkiem nie wpierdzielają drożdży po kryjomu.

    1. Ha, ha 🙂 Fakt, że dla wielu rodzin książka jest już luksusem. Dlatego e-booki powinny być alternatywą. Wystarczyłoby zmniejszyć VAT z 23% na 5% i już by było dużo taniej.

  10. Chyba każdy, kto para się sztuką jakąkolwiek, chciałby też z niej żyć, ale najczęściej tworzy się z potrzeby serca w ramach hobby i czasu wolnego, dla satysfakcji i spełnienia, niekoniecznie dla kasy. Pozdrawiam.

  11. Nie słyszałam tej wypowiedzi, ale czytałam wczoraj notkę Van Furio, dziś Twoją i w sumie nie wiem co o tym myśleć.. Wiadomo, że każdy chciałby zarobić “na swoim dziele”, ale wiemy też jak jest z czytaniem Polaków.. Nie wiem czy można mieć tu do kogoś pretensje?

  12. Ten post jest żywym dowodem na to, że wszędzie to samo. A jak ktoś powie, to prawda w oczy kole i zjeść by go najchętniej chcieli.
    A to półtorej książki na statystycznego Polaka mnie przeraziło.

  13. A może rozważyć taka tezę, że jak ludzie nie umieli pisać i czytać to sobie opowiadali historyjki przy ognisku, potem czytali , bo nie było radia, potem oglądali i słuchali i czytali bo było kino i telewizja, a teraz mają internet i facebooka. Zmienia się przekaz a ludzie wykorzystują jego możliwości.
    Może w przyszłości zamiast mówić będziemy wymieniać myśli bezszelestnie.
    Z czasem zmienia się sposób komunikacji i zmienia się sztuka

    1. To prawda, że się zmienia. Jednak chyba nie chciałabym dożyć takich czasów, wolę słyszeć szelest kartek. 🙂

      1. Rozumiem Ciebie , z tym ,że mnie chodziło o pewna rewolucję w sztuce. Dawniej orator, potem aktor , potem pisarz, dziennikarz a teraz bloger, czy uczestnik formum itp.

  14. A ja wiem jedno, jak chce kupić książkę, to muszę ją mieć! Jest tyle różnych okazji, żeby mi moja rodzinka kupiła / urodziny, imieniny, wszelkie rocznice itp/ .
    Pozdrawiam

    1. No właśnie. Przecież można zamiast bukietu kwiatów, które też często nie mało kosztują, kupić książkę. 🙂 🙂

  15. Byłam niedawno na spotkaniu z Markiem Krajewskim, który nie ukrywał, że pisze książki pod kątem zarobku i ma w nosie to, co mu zarzucają krytycy. Dopóki jego kryminały będą się sprzedawać, zamierza je pisać. Ma bardzo konkretnie rozplanowaną twórczość. Nawet miesiąc wydania, żeby wypadało przed mikołajkami i świętami. Ktoś może powiedzieć, że to cyniczne, ale on z tego żyje. Powiedział, że swoje ambicje literackie zrealizuje na emeryturze. Wtedy napisze coś ambitnego, bez obaw, że się kiepsko sprzeda. W tamtym roku przetoczyła się dyskusja dotycząca polskiej literatury współczesnej, Myślę, że rację mają ci, którzy stawiają zarzut, że w naszym kraju docenia się i nagradza tylko książki poruszające ciężkie tematy. Jakby nie można było dobrze napisać o czymś lżejszym. W głównej mierze wydaje się więc takie ambitne pozycje albo totalną szmirę. Brakuje dobrej literatury środka, która prawdopodobnie miałaby największy popyt. Stąd między innymi bierze się słabość czytelnictwa w Polsce. A słabe czytelnictwo to kiepskie zarobki pisarzy.

    1. Masz rację. Uważam, że ten środek też się pisze, tylko wydawcy nie mają odwagi, bo albo to musi być coś, co spodoba się krytykom albo niestety bardzo prostemu czytelnikowi. I jak słyszę pytania krytyków: “Ale co nowego jest w tej książce?”, to trochę się wkurzam, bo czy autor jest w stanie napisać coś, czego nie było już na przykład w Biblii? Tam zostały poruszone już chyba wszystkie tematy. A ponadto nie chodzi chyba tylko “o coś nowego”, ale o przyjemność z lektury, jakieś refleksje itp.
      A co do Krajewskiego to pełen szacunek, bo jego kryminały są naprawdę dobre i nie ma się czego wstydzić. Uważam, że nie każdy pisarz też chce wydawać tę “wielką” literaturę. Opowiadanie historii ma być dla wielu przyjemnością.

      1. Stephen King, którego uwielbiam, również od lat pisze pod zamówienie. Ma zakontraktowana jedną książkę rocznie. I niestety choć warsztat ma rewelacyjny, książki straciły na klimacie. Najlepsze są te które pisał jako młody chłopak, potem jako młody mąż i ojciec, w czasach kiedy nie starczało mu nawet na lekarza dla dziecka. Potem zaczął zarabiać i pisał równie dobrze, ale bardzo dużo pił i czasem wspomagał się też innymi substancjami. Potem miała wypadek, który na bardzo długo przywiązał go do łóżka, który cudem przeżył i to odmieniło jego życie. Zaczął tworzyć na trzeźwo, leczył się z uzależnień, pisze na zamówienie i cóż to już nie ten sam King, choć nie ulega wątpliwości, że mistrz. Muszę przyznać, że jego ostatnia książka wraca do poziomu sprzed lat, mam nadzieję, że to nie dlatego, że znowu pije

        1. Oby nie. 🙂 🙂 A ja za Kongiem raczej nie przepadam. Co prawda przeczytałam chyba jego dwie albo trzy książki i w dodatku bardzo temu. Może muszę sięgnąć ponownie? 🙂

  16. Zadziwia mnie nieustannie fakt, że przy tak niskich kosztach wydania książki-są one tak drogie…
    Pracowałam w wydawnictwie i koszt wydania książki w formacie B5 kształtuje się na poziomie 5- 6 zł-koszt jednostkowy…
    Do tego należy dokupić marketing, półkę w Empiku spotkania autorskie i szeroko pojętą przedsiębiorczość…
    Polacy ciągle czytają mało i zbyt mało, należałoby wyhamować z tymi cenami i zachęcić do czytania…
    im więcej czytamy, tym lepiej odnajdujemy się w tym czytelniczym bałaganie i szybciej odnajdujemy to co służy nam samym…
    Zauważmy że wydawnictwa najchętniej wtykają nam książki o celebrytach, świadczyć to może o jednym, jesteśmy narodem ciekawskich ludzi i najchętniej sięgamy po świat plotkarski….
    Może właśnie z tego powowdu pisarzom dobrych pozycji tak trudno się sprzedać…
    Wniosek nasuwa się sam- wymagający czytelnik zmusi wydawnictwa do wyższego premiowania pisarzy na któych kształtuje się popyt…
    Pozdrawiam Kura i życzę wyższych dochodów niż owa pisarka 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Dzięki. Jak ja bym tyle zarobiła, to skakałabym z radości. 🙂 3 tysiące sprzedanych egzemplarzy przecież! No, ale mnie to niestety nie grozi.
      I masz rację, że to też chore, że najwięcej sprzedaje się książek celebrytów. Jakieś wydumane ich biografie. Po co to komu? A wydawnictwa wtedy drukują kosmiczne ilości, bo jest popyt. I pewnie sami ich proszą o napisanie czegokolwiek. Ech… ręce opadają.

  17. Czytanie buduje myśl, a bez słowa pisanego pozostajemy bezmyślnymi uczestnikami życie, pozostajac na jego krzywej…
    Świat nie dowiedziałby się o istocie bytu kolonialnego bez Kapuścińskiego, pewnie nikt nie zdawałby sobie sprawy, jak wielki dług mają do spłacenia kraje takie, jak Anglia, Francja, Niemcy i Włochy… Czytanie zmienia światopogląd, nawet Grochola, nie rozmię skąd ta nagonka na jej osobę, wniosła inne spojrzenie na taką traumę, jaką jest rozwód…
    Czytanie zaraża myśleniem

  18. Gdyby Kaja Malanowska nie zrobiła afery dotyczącej swoich zarobków, to jej nazwisko nic by mi nie mówiło. I swoim cokolwiek chamskim wpisem zniechęciła mnie do zapoznawania się z jej twórczością. Czy skutecznie – czas pokaże. A dlaczego inni pisarze na nią tak naskoczyli? Cóż, skoro też mało zarabiają na swoich książkach i żeby godnie żyć imają się innych zajęć (felietonów do czasopism nie nazwałabym chałturą), interesują się swoimi finansami na tyle, że są w stanie poszukać dobrego agenta albo po prostu wykonują inną pracę – to dlaczego nagle dla Pani Malanowskiej trzeba by to zmieniać. Wspomniany w dyskusji Marek Krajewski zanim porzucił pracę zawodową wydał chyba 3 kryminały. Pisał je podczas wakacji (był wykładowcą na UWr.). Taki Pilipiuk dla odmiany – wiem, nie ambitny, ale też żyjący z pisania – wydaje co najmniej jedną książkę rocznie. Więc w sumie innym pisarzom się nie dziwię… Swoją drogą w podobnym temacie ciekawy felieton Piskorskiego (też pisarza) na LubimyCzytać.

    1. Fakt, że ten wyskok Malanowskiej chyba nie tak się powinien odbyć. Obraziła w ten sposób wielu czytelników. I chyba po wydaniu trzech książek za wcześnie liczyć kasę. Na pewno przydałoby się jej więcej pokory, choć dzięki temu mamy ciekawą dyskusję o książkach. 🙂

  19. Nie zgadzam sie z promowaniem polskiego bo…polskie promujmy dobre Nie tylko kasowy chlam Ksiazki filmy sztukę po prostu wysokich lotow ale tu zaczyna sie rozmowa o kosztach mnie stać na 3 ksiazki rocznie dla kazdego w domu to co to za biznes i jak zawsze kasa kasa ….A co do zarabiania na pisaniu to każdy tworca pisarz malarz artysta nawet najlepszy zaczyna od tworzenia nazwiska pieniadze przychodzą ostatnie To smutne ale nie siegne po ksiazkę nie znanego autora bo ….szkoda kasy kupię kogoś kogo lubię lub ktoś mi polecił

  20. mało zarobiła? a kim ona jest? trzeba sobie wyrobić markę, więc raczej powinna postawić na reklamę, choć i może te jej słowa będą lepsze niż promocja 😀

    pisarz jest jak marka – a książka to produkt – jakby się laska przebiła to i by zarobiła 😀

    1. Pewnie tak, bo przy trzeciej książce liczyć zarobek toż to za wcześnie (jeżeli nie ma się na swoim koncie bestselleru). 🙂

  21. Są wydawnictwa, które wydaja polskich autorów, czasem ” autorów bloku wschodniego ” to są naprawdę dobre książki.
    Dobrzy autorzy. Wspomniany Andrzej Pilipiuk ( trochę grafoman, ale dobrze się czyta) Jacek Komuda ( historyk, który szuka prawdy w polskiej historii i dociera do źródeł dawno zapomnianych, na końcu każdej książki opisuje z czego korzystał, zwyczaje szlacheckie, ubiory, broń itd… ) Jacek Piekara ( który troszkę zakręcił historią chrześcijaństwa 🙂 Magdalena Kozak ( wspaniała trylogia o wampirach, które są zupełnie inne niż te które znamy z wiktoriańskich powieści ) Maja Lidia Kossakowska ( kapitalny cykl o aniołach, którzy tacy święci nie są 🙂 Jarosław Grzędowicz z niezłym cyklem o Panu lodowego Ogrodu, można tak jeszcze długo 🙂

      1. gatunkowo trudno je sklasyfikować 🙂 Mnie tez się wydawało że to nie moja bajka, ale nie mogę się oderwać. Komuda uwodzi bardziej niż Sienkiewicz, Pisze głównie o czasach szlacheckich, ale w sposób beletrystyczny, poznajemy i postacie historyczne i literackie i bardziej prawdziwą historię Polski razem z uzupełnieniami na końcu książki. Kosakowska to fanka sportów militarnych, jej mąż służy w siłach specjalnych czy jakoś tak. Trylogia o wampirach zaskoczyła mnie na 100%, a i inne jej książki są świetne. Powieści o Aniołach, które są bardzo ludzkie, i jak polityka na górze wpływa na ziemską 🙂 Jak znajdziesz chwilę i ochotę na inne klimaty, polecam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *