Być kobietą

Dzisiaj Dzień Kobiet, więc wypadałoby poświęcić im (nam) ten post. Siedzę i przeglądam różne mądre aforyzmy na temat kobiet. Staram się przy tym myśleć. Wiem, to trudne, ale jakoś moja rozczochrana daje radę.

Hmmm… Zastanawiam się, ile jest kobiety w takiej kobiecie jak ja. Chociaż, może lepiej tego nie rozważać, bo jeszcze dojdę do wniosku, że facet ze mnie. Pamiętam, że jako dziecko zawsze miałam krótko obcięte włosy i zasuwałam w dresach po podwórku, a moja mama się denerwowała, że nie chodzę w spódniczkach. I kiedyś dała mi karę. Mogłam wyjść na podwórko (bo kiedyś dzieciaki bawiły się na podwórkach), ale pod warunkiem że nałożę spódnicę. Ba! To była taka spódniczunia lekko dupkę zakrywająca, a nie żadna spódnica. Na szelkach w dodatku. Pamiętam to jak dziś. Szłam na podwórko, z oczu leciały łzy, cała zasmarkana naciągałam tę „spódniczunię” jak się dało najniżej. A wstyd mi było jak cholera. Czułam się jak przebieraniec. To taka chyba zemsta mojej mamy była. Chciała mieć dziewczynkę, a nie chłopaczora. A ja najlepiej czułam się w spodniach. Zresztą do dziś mi to zostało. Pamiętam, jak kiedyś budowano koło mojego bloku parking, a my z dzieciakami całą bandą siłowaliśmy się, kto płytę betonową przewróci. Nie były jakieś duże, ale ciężkie. I ja się zawzięłam. Bo co? Ja nie dam rady? Pewnie, że dam. Nie będzie żaden chłopak pluł mi w twarz. No… i przewróciłam, ale wprost pod nadjeżdżający rower. Na rowerze siedział facet i jak mu ta płyta przed kołem padła, to gwałtownie próbował wyhamować i rypnął na ziemię. Ale jak szybko rypnął, tak szybko powstał i pędem za mną. Ja nawet nie czekałam, jak on się dobrze podniesie, tylko od razu nogi za pas. A facet za mną biegiem. Rower nawet porzucił, taki był wkurzony. I wrzeszczał za mną:

– Chłopaczysko wstrętne! Normalnie nogi z dupy powyrywam, że cię rodzona matka nie pozna! – tak wrzeszczał. Pamiętam to do dziś. Na szczęście nie dogonił i matka mnie rozpoznała, i do domu wpuściła. No, i jak ktoś z czytających miał podobną przygodę i gonił za jakimś łobuzem, to przepraszam. To może byłam ja.  A jak łeb ten łobuz miał rozczochrany, to już na pewno ja. Biję się w piersi. Już takich numerów nie robię. Zgrzeczniałam od tamtego momentu. Ale, żebyście wiedzieli, jaka ja dumna wtedy byłam, że on mnie „chłopaczyskiem” nazwał. Nie wiem dlaczego, bo lubię być kobietą, ale wtedy mi się wydawało, że chłopaki mają fajniej.

Teraz to już pełną gębą marudzę jak kobieta, nie wiem, czego chcę jak kobieta, płaczę jak kobieta, w ubraniach grzebię jak kobieta, bo nigdy nie mam się w co ubrać. Pełen serwis. I normalnie pełen szacun dla mojego Mężusia, który to na klatę co dzień bierze i daje radę.

Miłego dnia życzę wszystkim kobitkom, a facetom, by dzielnie ten dzień przetrwali.

*obrazek ze strony fifek.pl

0 myśli na “Być kobietą”

  1. A ja zawsze byłam taką małą kobiełką.Nigdy się nie brudziłam,nie biłam,uwielbiałam spódniczki,bawiłam lalkami,bałam się wszystkiego -nawet własnego cienia.Jedyne co to po drzewach łaziłam-byle nie za wysoko :).Jak jechałam do kuzynki która była moim przeciwieństwem-to ona płakała bo dla niej byłam zakałą rodu.

    1. Ha, ha 🙂 Ale takie dziewczynki są kochane. 🙂 Ja znowu wszędzie rodzicom właziłam: drzewa, dachy, płoty. Nie wiem, jak to robiłam, bo mam straszny lęk wysokości. 🙂

      1. Jedyne co mi się przypomniało to że zawsze musiałam wyrżnąć w nowych rajstopkach.ZAWSZE!!!Więc moja mama przed wyjściem zakładała mi stare-jak wyrżnęłam to dopiero po drodze zakładała mi nowe 🙂

        1. Ha, ha 🙂 To już wtedy nie miałaś wyjścia, wyrżnąć trzeba było, żeby otrzymać nowe. 😉 🙂

  2. W swoją kobiecość możesz wątpić z równym skutkiem jak w istnienie Słońca na niebie. A jak Cię wszystko wkurzy to wyskocz na budowę i poprzewracaj płyty, to leczy stresy. A jak sobie przy okazji pobiegasz to też dla zdrowia. TYLKO KONIECZNIE W SPODNIACH.

    1. Masz racje. Najważniejsze to czuć się dobrze we własnej skórze. Teraz co prawda już staram się zachowywać kobieco. 🙂 I buty dzisiaj w końcu kupiłam!!!!! 🙂

  3. O mnie mówiono,że miałam być chłopakiem, bo….
    z chłopakami po dachach ganiałam i w piłkę grałam i w ogóle lepiej się dogadywałam. Hi, hi, hi….

    1. Też miałam być chłopakiem. I nawet rodzice imienia dla dziewczynki nie mieli. Sama więc sobie je przyniosłam na świat i urodziłam się w Anny. 🙂 🙂

  4. Ale sentencję to naprawdę piękną wybrałaś 😀
    Nie podejrzewałam cię o aż taką zawiętość, żeby płytę betonową… No, no, no. Masz pazur, oj masz 😀

  5. No i dobrze. Strasznie nie lubię takich kilkuletnich paniuś. Dzieci powinny się bawić, powinny mieć potem co opowiadać. Na bycie kobietką przyjdzie czas. 😀

    1. Dobry 🙂 To marzenie każdej mamy, żeby tak ubierać dziewczynki. Ja swoje Jajo też w sukieneczki pakowałam. 🙂 🙂 I warkocze zaplatałam. 🙂

  6. Nie wiem co się stało z moim poprzednim komentarzem, ale jak coś napisze jeszcze raz 😀

    Od zawsze wolałam spodnie. Od zawsze lepiej dogadywałam się z chłopcami. Nawet wolałam bawić się pistoletami niż lalkami.

    Ale dzisiaj już jestem zadowolona z tego, że jestem jednak kobietą i czuje się kobieco 🙂

    1. Ja też bym nie zamieniła bycia kobietą na inną “formę bytu”. 🙂 Fajnie tak sobie od czasu do czasu na przykład pomarudzić. 🙂 😉

  7. A ja stuprocentową i wartościową kobietą poczułam się rok temu, jak zaczęlam o tą moją kobiecosć dbać tak na serio. Wczesniej też miałam przebłyski, ale różnie to bywało z tym moim pięknym, kobiecym wyglądem…
    Ale zapędów na chłopaczysko nigdy nie miałam 😀

    Pozdrawiam i WSZYSTKO NAJLEPSZEGO:)

  8. Oj tam, mi jako facetowi wcale się jakoś specjalnie nie wydaje, żebyśmy nie wiadomo jak ciężko się mieli tego dnia… Najlepszego z okazji Waszego święta!

  9. Przypadkowo tak się złożyło, że na podobny temat popełniłem coś u siebie. Ni to genderyzm ni to unisex. Ważne, że jak dla mnie jesteś niezwykle uroczą, pełna wdzięku kobietą, której składam serdeczne życzenia.

  10. Ja też wolę spodnie, lubię wygodne ubrania, nie nosze szpilek, nie używam szminki i lubię mieć związane włosy – luz i swoboda 😉
    Pozdrawiam i miłego dnia życzę 🙂

  11. hahahaha podobnie było u mnie. Przestałam lubić spódniczki, za to chętnie latałam w spodniach – faceci mieli lepsze zabawy 🙂
    i łobuzowałam, oj 🙂

    a teraz? co mnie to obchodzi -mężulo i tak świata poza mną nie widzi, więc reszta…..w nosie 🙂 😛

    1. Z tego, co czytam u Ciebie, to “łobuzowanie” masz we krwi. 😉 🙂 Ale takie bardzo pozytywne. 🙂

  12. Ja raczej zawsze byłam grzeczna, chodziłam w sukienkach, ale to był bardziej wybór mojej mamy, niż mój, ale po drzewach uwielbiałam chodzić. Jakie pyszne czereśnie prosto z drzewa były, a im wyżej na drzewie, tym więcej i smaczniejsze. Jabłuszka papierówki, kosztele pomarzyć. To były czasy!

  13. Ja w dzieciństwie byłam “chłopczycą”… Uwielbiałam skakać po drzewach, strzelać z procy i zakładać “bandę”, grać w podchody, chowanego czy biegaka zazwyczaj z chłopakami albo innymi “chłopczycami” a nienawidziłam spódniczek… wrrrr
    Jak już byłam nastolatką, to odmieniło mi się zupełnie… 😉
    Pozdrawiam wszystkie Kobitki!! 😀

    1. Też miałam procę. I łuk. Mój tata mi zrobił. Tylko, że podczas jakieś bójki chłopak zabrał mi moją własną procę i strzelił mi z niej w oko. Myślałam, że moja mama rozszarpie ojca na kawałki. Długo chodziłam jak pirat, z jednym zaklejonym. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. 🙂 🙂

  14. Hmmm no jakby to powiedzieć, no cóż od samego początku jakoś chłopczykiem byłem, grzecznym i spokojnym 🙂
    Wszystkiego co najlepsze z okazji wiadomej 🙂

    1. Ha, ha 🙂 U chłopców to jakoś prościej, chociaż też bawią się lalkami. I chyba to naturalne, że interesujące są wszystkie zabawki. 🙂 🙂

  15. Hahahha jak bym siebie widziała. Spodnie wygodne. Do dziś. U mnie ubieranie w sukieneczki lub spódniczki kończyło się w najlepszym wypadku wysmarowaniem rzeczonych, w najgorszym i najczęstszym porwaniem na płotach. Bo pasjami po nich i drzewach łaziłam, a ubrudzić się nie trudno leżąc z kolegami na ulicy i grając w kapsle 🙂

    1. Dokładnie albo scyzorykiem w grzyba. Pamiętasz taką zabawę? A dzisiaj sobie nie wyobrażam dzieciaków z nożami na podwórku.

  16. “Chłopcze, ale to będzie trzeba posprzątać” – usłyszałam na biwaku, po tym jak właściciel ośrodka złapał moich kolegów na wyrzucaniu makaronu za domek (12 lat), na tym samym biwaku od 3 lata starszych dziewcząt usłyszałam “Wynoś się stąd, to damska łazienka”. Gdy szwagier (którego znam dłużej niż męża, bo chodziliśmy razem do liceum” dorwał się do mojej legitymacji MZK ze starym zdjęciem od razu wypalił “O… Nie wiedziałem, że masz brata”… A wszystko przez to, że “Tak ładnie Kasi w krótkich włoskach”… Trochę wątpię. Też miałam jak czytasz swój chłopięcy epizod, a jakoś wolę identyfikować się z własną płcią.
    Dużo dobrego na dzień kobiet, ale i bardzo spóźnione życzenia urodzinowe dla Jaja. Żeby było szczęśliwe i zdrowe. I dla Ciebie gratulacje, że takie ładne i mądre Jajo zniosłaś!

    1. Dziękuję za życzenia dla Jaja. 🙂
      A co do zdjęć… Jak byłam dzieckiem (nie pamiętam ile miałam lat), rodzice robili mi zdjęcie u fotografa i przy odbiorze facet nie mógł znaleźć. Potem się okazało, że miał posegregowane: osobno dziewczynki i chłopcy. Ja oczywiście byłam na tej drugiej kupce. 🙂 🙂

  17. Hej Kura, chyba każdy z nas tak ma, że w pewnym wieku zazdrości tego męskiego luzu…Kobiecości jednak nikt nam nie zabierze 🙂
    Pozdrawiam serdecznie

  18. Oj tak, ja też wolałam spodnie. 🙂 Te zdarte kolana i siniaki-nieodłączna część mojego dziecięcego wyglądu. 🙂 Ale rodzice jakoś to przeżywali, gorzej było z włosami. U fryzjerki przy ścinaniu nawet nie drgnęłam, grzeczna jak aniołek. W domu-kucyków nie dało się zrobić, był płacz, krzyk i natychmiastowe niszczenie fryzury.
    Męskie towarzystwo zawsze wolałam, lepiej się dogadywałam i zostało mi to do dziś.
    Razem ze starszym bratem czasem dręczyliśmy siostrę, która była uosobieniem delikatności małej dziewczynki, strasząc ją pająkami, żabami i wszystkim, co wydawało się obrzydliwe, wyławialiśmy patykami żabi skrzek, chowaliśmy się w wysokiej trawie… ach, wspomnienia.
    Cieszę się, że jestem kobietą, ale dzieciństwa “chłopczycy” nie zamieniłabym na żadne inne. 🙂
    Zresztą do dziś stronię od makijażu i typowo “babskich” ciuszków, lubię bluzy z kapturem i spodnie. Choć czasem odzywa się we mnie potrzeba założenia butów na obcasie lub pokazania nóg (najczęściej jednak mojemu facetowi tylko). 😉 Nienawidzę zakupów, nigdy nie lubiłam, nie znoszę niezdecydowania, płaczliwości i koloru różowego. 🙂 Kocham siebie taką jaka jestem, a moja przyszła córa nie będzie skazana na kokardki i sukienki. 🙂

    1. Oj, też pamiętam, rozdarty pośladek o jakieś druty na płocie, widelec w nodze, szybę w udzie, nogę od krzesła w brodzie… Biedna ta moja mama była, bo ja chyba bym padła na serce w końcu. 😉 🙂 Na szczęście moja córcia już była grzeczniejsza. 🙂

  19. Miałam podobnie. Częściej z chłopakami się bawiłam, dwóch kucyków nienawidziłam wręcz, lubiłam grać w piłkę nożną i nie popuszczałam chłopakom. Jak mi jakiś za skórę zalazł, to nawet przez płot za nim goniłam, co mi ciocia długo wypominała, żeby mu dokopać. A siły w złości miałam dużo 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *