Żądam kaligrafii!

Zastanowiło mnie ostatnio, dlaczego w szkołach nie ma już kaligrafii. Zaczynałam edukację w roku… Może jednak tę datę sobie podarujemy. No, było to bardzo dawno temu. Moje Jajo, gdyby było mniejsze, stwierdziłoby, że za czasów dinozaurów. Kiedyś mnie takim tekstem uraczyło. Wychodzimy do przedszkola, a Jajo rozmarzone stwierdza:

Oj, mamuś, ty to miałaś fajnie jak byłaś mała, nie?

A dlaczego? – pytam.

Bo jak byłaś mała, to jeszcze dinozaury żyły. – A ja oczyma wyobraźni zobaczyłam, jak zasuwam na golasa z dyndającymi cyckami przez krzaki, a za mną goni głodny tyranozaur i ma ochotę użreć mnie w gołe dupsko. Jednak to pytanie Jaja padło całkiem na serio, kiedy Jajo było jeszcze na etapie zainteresowania dinozaurami i chciało zostać archeologiem. W oczach Jaja matka była jednym wielkim wykopaliskiem.

Wracam jednak do głównego wątku. Za moich czasów (i za dinozaurów również) kaligrafii w szkołach już nie było i „dzięki” temu między innymi piszę jak kura pazurem. I to bez żadnej kokieterii to stwierdzam. Nieraz już w pracy słyszałam, że fajna jestem, ale jakbym tak jeszcze wyraźniej pisała, to byłoby super. Zawsze stwierdzano, że mam charakter pisma pasujący do faceta. I może coś w tym, kurza twarz, jest?! Może gdzieś tam we mnie czai się jakiś męski pierwiastek? Zadatki na lekarza też miałam idealne, no, ale cóż, pomimo usilnego namawiania przez rodziców, wybrałam inny zawód. Taki, w którym przedstawicielki i przedstawiciele tejże profesji piszą piękne literki. A ja bazgrolę, jak tylko mogę i sama mam czasami problem to rozczytać.

Na szczęście są komputery. I właśnie dlatego, że wszystko zapisujemy, klikając na klawiaturze, niedobrze by było wprowadzić do szkół kaligrafię? Jak się dzieciaczek nauczy pięknie kaligrafować litery, toż przecież zostanie mu to na całe życie. Mnie niby mama pilnowała, żebym literki okrągłe robiła i w linijkach się trzymała, nawet mi kilka razy kartki z zeszytu wyrwała i przepisywanie nakazała, ale nic to nie dało, bo literki dalej lekko koślawe wychodziły. W końcu mama się poddała. A nauczyciel w szkole, wiadomo, tak łatwo nie odpuszcza. Tylko ciśnie, wymaga i trzeba się starać. I być może gdybym miała kaligrafię, to dzisiaj nie musiałabym się wstydzić swoich bazgrołów.

Ci, którzy liczą na moją książkę z dedykacją, muszą się przygotować na szok i dobrze by było, gdyby mieli nerwy ze stali, bo nie odpowiadam za wszelkiego rodzaju urazy na psychice.

A moje Jajo niestety, jak przystało na potomka kurzego rodu, skrobie swym pazurkiem jak matka. I jeszcze takie literki drobi, że bez lupy się nie obejdzie. A gdyby kaligrafię w szkole miało, to teraz pewnie by wymiatało i okrąglutkie duże bukwy sadziło.

Wołam więc swoim kurzym dzióbkiem: Kaligrafia do szkół!

0 thoughts on “Żądam kaligrafii!”

  1. Ja się cieszyłam, że nie miałam kaligrafii w szkole. Bałam się jej jak ognia, bo też miałam zadatki na lekarza. A tak, luzik. Litery niczym wirujący dancing.

    1. Ha, ha 🙂 No tak. Nie pomyślałam, że przecież za tańcujące litery nauczyciel mógłby dać po łapach. 😉 🙂

  2. Moja mama stwierdziła już dawno temu dwie oczywistości. ja mogłabym pracować albo jako lekarz albo jako szyfrant na wojnie.
    tylko ja umiem odczytać co nabazgroliłam..
    W sumie mi jest wstyd nawet się podpisać.
    najgorzej w banku- prosze sie podpisać tak jak zawsze sie pani podpisuje…
    WTF?
    nie umiem tak samo i koniec…
    Chciałabym pięknie pisać…
    listy miłosne 😀

    1. A wiesz, że ja też zawsze mam problem w banku, bo też nie umiem tak samo. Za każdym razem jest piękna improwizacja. 😉 🙂

  3. Pomarzyć dobra rzecz Ja to nawet nie najgorzej da się czytac ale by syna własnego odczytać to deszyfrator powinnam posiadać Czasem w lekcjach pomóc trudno Więc tak jestem za 🙂

  4. Jak ja chodziłam do podstawówki, to mieliśmy zajęcia z kaligrafii do trzeciej klasy włącznie 🙂 Oczywiście na mnie to “wrażenia” nie zrobiło i też piszę jak piszę. Ale masz rację – kaligrafia powinna wrócić do szkół!

      1. Owszem 🙂 Marzenie aby wrócić do pierwszej klasy i zacząć od nowa 🙂 Zwłaszcza obudziło się do we mnie jak zaczęłam prowadzić kroniki szkolne u moich dzieci 🙂

  5. Kaligrafia w szkole? No można tylko po co? Nawet w przychodni ostatnio recepty i zalecenia dostaję drukowane:-) Jedyne ręczne dzieło, które oglądam w różnych miejscach to podpisy a te jak wiadomo zwykle nieczytelne są z założenia 😉 Listów się już nie pisze. SMSy i e-maile wyparły wszystko. A jak ktoś upiera się przy formie papierowej kartki z życzeniami, to życzenia na kartce są wydrukowane. Duże prace nawet w podstawówce trzeba w domu napisać na komputerze. Te kilka zdań w zeszytach… Nauczyciele zaprawieni w bojach odszyfrują. Bolesna prawda jest taka, że pisanie takie prawdziwe już nie wróci. Po co więc dzieciom dokładać jeszcze jedną lekcję w i tak przeładowanej szkole?

    1. Nie mówię o dodatkowej lekcji, ale podczas języka polskiego w najmłodszych klasach bym dała. Właśnie dlatego, że wszystko na komputerach piszemy, żeby to pismo odręczne nie poszło do lamusa. I dziwię się, że jednak nauczyciele każą prace domowe drukować na komputerze. Przecież egzamin i sprawdzian uczniowie piszą ręcznie. 🙂

  6. Jako nauczyciel pracujący na co dzień w szkole właśnie mogę tylko rekami i nogami podpiąć się pod Twój apel… Bo jakość pisma u dzieciaków jest przerażająca.

  7. Kaligrafia jest potrzebna, ponieważ rozwija mózg. Nie chodzi tylko o czytelność pisma. Istnieją badania, pokazujące, że pisanie ręczne uruchamia obszary mózgu, które podczas pisania na klawiaturze pozostają nieaktywne. Odpowiadają za wypowiadanie się. Kaligrafia ma też wpływ na inne umiejętności. Tylko MEN ma w nosie badania. Tam ustala się programy w oparciu o wrażenia ekspertów. Takich przykładów, lekceważących wyniki badań, jest w polskiej szkole znacznie więcej.

    1. No, dobrze, że zabrałaś głos, bo mądre argumenty przytoczyłaś. Nawet nie wiedziałam, że są takie badania. Szkoda w takim razie, że nikt z tego nie wyciąga wniosków. 🙂

  8. Włożę nóż w mrowisko, nie kij właśnie a nóż. Możemy nakłaniać ministrów by wprowadzili do szkół zasady i naukę pisma klinowego, bo fajnie wygląda. Przypominam ,że pismo służy do komunikacji międzyludzkiej i praktycznie znacznie lepiej by było , aby dzieci uczyć pisania na klawiaturze, bo to i szybciej idzie i np. bardzo dużo drzew można uratować. A kaligrafia nie wszystkim wyjdzie , bo to trzeba być osobnikiem zdolnym manualnie a nie wszyscy są.Dlatego uważam ,że można wprowadzić warsztaty kaligrafii jak ktoś chce pisać po lekcjach.Gotowy tekst napisany na klawiaturze jest tak samo czytelny dla wszystkich. Humanistów z góry przepraszam.

    1. Ja Ci dam nóż w mrowisko! 😉 Każdy z kijem w mrowisku będzie proszony o doczytanie komentarza Pani S. Tam są solidne argumenty za kaligrafią. 🙂

  9. Ja się zastanawiam, jak nauczyciele są w stanie odczytać cokolwiek w zeszytach Młodego. Masakra! Ja potrzebuję tłumacza.
    Pan M. za to ma taki podpis, że zawsze jak trzeba podpisać dokument to proszę “Czytelnie!”
    Więc – kaligrafio wróć! 😉

    1. Właśnie. Chociażby ze względu na biednych nauczycieli, którzy ślęczą nad bazgrołami, warto by było. 🙂

  10. “za moich czasów” też kaligrafii nie było, ale pazurkiem skrobię kurko ładnie. A to dlatego, żem musiała magisterkę napisać ręcznie i to miękkim ołówkiem. Moja promotorka baardzo lubiła pracę poprawiać i krytykować,twierdziła bowiem, że nauczyciel musi pisać ładnie. Zwracała studentom uwagę: “To jest A? pazurek wyjechany poza linię!”I nie było zmiłuj się. A co myślę o kaligrafii w szkołach- kaligrafia nie jako przedmiot ćwiczący piękne pismo, gdzie może całą lekcję trzeba skrobać! Ale elementy jak najbardziej- TAK! Uważam, że ktoś zatracił w procesie nauki pisania wiele ważnych elementów, bardzo potrzebnych do kształtowania estetyki i charakteru człowieka.

    1. Też nie jestem za nowym przedmiotem, ale o elementach. 🙂 Podziwiam, że kiedyś ręcznie prace musiałaś napisać. Moja miała ok. 300 stron druku, więc jakbym miała tak ołówkiem skrobać, to biedna bym była. 😉 🙂

  11. Umiejętność kaligrafowania a czytelne pismo to dwie różne sprawy. Ja kaligrafię zaliczyłem z wyprzedzeniem. Zainteresowało mnie pismo ozdobne, i od tego czasu byłem “używany” przez koleżanki, i nauczycieli do pisania tytułowych stron w pamiętnikach, dziennikach, plakatach, gazetka, itp. Pismo odręczne jednak nadal mam tak niewyraźne, że często sam siebie nie mogę odczytać.

  12. Ja też jestem za!
    Mówię do młodego
    -Idź się uczyć!
    -Nie będę się uczył bo się doczytać nie mogę! 😉
    I co ja biedny menadżer domowego ogniska mam zrobić jak argumentów w tym momencie brak?

  13. Niedawno lekarz pierwszego kontaktu wysłał mojego młodszego syna na konsultację u specjalisty. Wróciliśmy z rozpoznaniem na lekarza rodzinnego i pani wpatruje się w kartkę i wpatruje. Widzę, że pojąć nie może co znaczy ten szlaczek, bo to był dokładnie szlaczek, z pozoru nic nie przypominającego, jakby moje dziecko dorwało ten świstek i ozdobiło. Ale przyszłam z pomocą lekarce, bo zapamiętałam rozpoznanie i zacytowałam. Po chwili uznała, że jak już wie co jest tam napisane to nawet gdzieś literki dostrzega 🙂 Ale wielu lekarzy zupełnie nie zwraca uwagi na to jak pisze. Za to pielęgniarki, które wypełniają całą papierologię, muszą mieć pismo kształtne i czytelne. Jak dla mnie takie zupełne bazgrolenie to lekceważenie drugiego człowieka, bo już kilka razy zdarzyło się, że farmaceutka w głowę zachodziła co lekarz na recepcie przepisał.
    Komputery, owszem, ułatwiają, ale według mnie nie powinniśmy zatracać zdolności odręcznego pisania. A kaligrafia to już chyba pozostanie umiejętnością elitarną. Może niekoniecznie przypisaną do elity ale dla wąskiego grona pasjonatów. Choć szkoda, bo pismo mojego dziadka było piękne, ale postęp technologiczny jest nieubłagany dla kaligrafii.
    Pozdrawiam

    1. A podobno lekarze na studiach mają kaligrafię. tak mnie ostatnio moje Jajo oświeciło, bo ma kolegę na pierwszym roku. I też uważam, że czasami wypisane przez nich recepty to niestety nonszalancja.

      1. To chyba w imię protestu te recepty i dokumenty tak wypisują 🙂
        Moja mama pielęgniarka mówi, że wszystko robią, przynoszą kawę, ciasto, smakołyki, żeby pielęgniarki przekupić i na nie zwalić pisaninę.

  14. Kochana Kuro. Kaligrafia w szkołach miałaby sens, gdyby była wprowadzona od pierwszej klasy. Teraz, gdy pierwszakami są sześciolatki, jest to niemożliwe. Dziecko w wieku sześciu lat nie ma na tyle rozwiniętej rączki, żeby nawet w cienkich liniach pisać, a co tu dopiero o kaligrafii.

    1. Oj tam, oj tam. Dałyby radę takie dzieciaczki. Mnie się wydaje, że sześciolatek spokojnie da sobie radę, toż przecież w zerówce dzieci uczyły się już pisać.

      1. Wolałabym nie próbować. Ciężko sześciolatkom zmieścić się w tych wąskich linijkach, serio. I nie przypominam sobie, żebym uczyła się pisać w zerówce, przynajmniej nie w takich zeszytach.

  15. moja Mama miała w szkole kaligrafię, mało tego, nie było na tamten czas mowy o kaligrafii długopisem, to było: pióro i kałamarz… i faktycznie, w takim zestawie nie dało pisać się ani szybko, ani drobno, ani bez pewnej atencji, gdyż atrament na schnięcie potrzebował czasu, a ten zyskiwało się właśnie dużymi, kształtnymi literkami … i ze swojej Mamy śmieję, się, że kaligrafia wywietrzała jej dobrze po menopauzie, czyli niejaki czas po 55 urodzinach, więc teraz czasem aby ją odczytać… trzeba znać jeszcze podstawy zasad stenotypistki (kurcze tak się to odmienia?)… bo tej dla odmiany uczyła się w szkole średniej i lubiła BARDZO i teraz, żeby pisać szybko, pisze enigmatycznie, choć nadal całkiem wyraźnie 😛

      1. nie no – ogólnie poprawi… tylko człowiek znajdzie inny sposób na to by pismo było nieczytelne 😛

        Moja mam pisze wyraźnie, ale po prostu skrótami i krzaczkami i… normalnie nie idzie przeczytać tego co napisała 😀 😉

          1. tak sobie teraz pomyślałam, że prawdziwym mistrzem nieczytelnego pisma jest mój obecny szef… normalnie facet wszystko prawie pisze DRUKOWANYMI literami, a my i tak, ni w ząb, nieraz we 3 – 4 osoby nie możemy dojść do tego co on nadudrał tym swoim “drukiem” 😛

  16. A ja nie jestem za, a co!
    Każdy ma swój charakter, więc charakter pisma jest również idywidualną sprawą. Tym bardziej, że teraz wszystko wystukane, wyklikane i wyesemesowane jest. Niech chociaż własnoręczne pismo ma swój niepowtarzalny styl i charakter 🙂

  17. oj pani Aniu nie jest z panią tak zle ostatnio czytałam ze nie należy szukać wad w innych ale zalet w sobie i to pomaga wypraktykowałam sama
    pozdrawiam

  18. Mój syn od pierwszej klasy ma kaligrafię (jest w trzeciej).
    Zeszyt do kaligrafii ma cudny jak z drukarki.
    Resztę zeszytów i podręczniki – koszmar.
    Nauczycielka kiedyś nawet zapytała mnie nieśmiało, czy ja czasami za niego tej kaligrafii nie robię, bo trudno uwierzyć, że te zeszyty należą do tej samej osoby.
    Nie robię!!! Nigdy!!!
    Na pytanie dlaczego nie stara się wszędzie, odpowiada, że szkoda mu czasu, a tak przynajmniej na lekcji zdąża zadania domowe nawet zrobić.
    I dyskutuj tu …..

  19. A ja i tak będę chciała bazgroła na pierwszej stronie 🙂
    Poza tym jak lekarz może to Ty nie? 😉 natchnęłaś mnie do notki na blogu! będzie wkrótce 🙂

      1. to zrób jakiś specjalny odnośnik z ostrzeżeniem ‘wchodzisz na własną odpowiedzialność, nie odpowiadam za skutki” 😀
        oj nie wierzę, że jest aż tak źle. 🙂

  20. Jak dla mnie dobry pomysł 😉 – może dlatego, że już szkolł skończyłam ;]
    Ja akurat mam takie pismo, że chyba ślepy by mnie rozczytał.. duże, wyraźne litery, staram się pisać drobniej, ale nie potrafię ;] wydaje mi się, że mam dziecinny charakter pisma.

  21. Wspaniale mi się to czytało. Bardzo dobrze napisane. Kaligrafii w szkole nie będzie, w końcu nasze społeczeństwo jest tak inteligentne, że np. w szkole średniej można wybrać przedmioty, których uczeń chce się uczyć, a i biblioteki zamykają… Gdzie tu taki bajer jak kaligrafia? 🙂 pOZDRAWIAM

  22. Nie wiem jak w innych szkołach ale u mojego syna kaligrafia jest przynajmniej w jakimś stopniu bo mają specjalne ćwiczenia i piszą w zeszytach …. no ale to dopiero pierwsza klasa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *