Zrobiłam to sobie sama

Wczoraj musiałam zrobić coś, co do tej pory robiłam tylko z Mężusiem. Lęk mnie lekki ogarnął, bo jakże to tak bez Mężusia? Jakoś głupio i nieswojo. Przecież tylko on wiedział, gdzie nacisnąć, przekręcić, dotknąć. A tu samej trzeba podjąć wyzwanie. I wstyd jakiś też ogarnął moją kurzą łepetynę, że tak zawsze na Mężusiu spoczywało to zadanie, a przecież samodzielnie też można. I to z jakim skutkiem!

A co tam?! Jestem przecież po lekturze „Suki”, odkryłam w sobie cechy osobnika alfa, więc mogę sama zadziałać bez pomocy męskich dłoni.

Lekki stresik mnie dopadł, bo jak nie będę wiedzieć, gdzie palucha przyłożyć, gdzie pogłaskać, a gdzie mocniej przycisnąć? No, ale dawaj do roboty. Moc jest, odwaga i determinacja też. Choć przez chwilę mam ochotę zadzwonić do Mężusia, by wspomógł jaką instrukcją obsługi. Jednak zaraz refleksja, że tyle kobiet robi to samodzielnie, więc ja debiutująca „suka alfa” też dam radę. Zakasałam więc rękawy. Najpierw paluszek delikatnie i nieśmiało zawędrował w jedno miejsce. Potem dalej. Już śmielej. Kolejne miejsce. Dotyk już zdecydowany, śmiały. Jest dobrze! Pycho mi się śmieje. To dopiero będzie satysfakcja, jak sama sięgnę do dziurki, która uchyli się pod zdecydowanym dotykiem palców. Ha! Jeszcze tu i tu, i jest! Czterdzieści siedem sekund i cel osiągnięty! Szybciej niż z pomocą Mężusia! Dziurka otwarta. Wkładam więc łapki, sięgam po pakunek. Kurza twarz! Ciężki. Jak teraz tę paczkę zatachać do domu? Od paczkomatu do chaty daleko. No, ale przecież przypominam sobie te odkryte cechy „suki alfa”, a taka pomocy nie potrzebuje. Pakę więc chwytam przed siebie, bo pod pachą ledwo się mieści i pomykam do domu. Już nie jak błyskawica, ale ciężarówa na dwóch nogach. W paczce zamówione przeze mnie kilogramy mąki i innych pokarmów dla bezglutka. A to ciężkie jak cholera. No, ale będzie chlebek bezglutkowy i nie kupne trociny z terminem ważności aż do Sądu Ostatecznego, tylko pyszny świeżutki, ciepły i własnymi rączkami zmajstrowany. Ha! Bezglutek żyć będzie! 😉

0 thoughts on “Zrobiłam to sobie sama”

    1. Zgadzams się całkowicie.
      Poznałam wiele blogów w jednym czasie, ale to co, Kura piszesz, zdecydowanie się wyróżnia. Jest sposób pisania i jest humor. Inspirujesz do szukania w sobie tego “czegoś więcej”.
      Pozdrawiam.

  1. Nigdy nie korzystałam z paczkomatu, żebym to ja wiedziała, gdzie jest u mnie w okolicy… Mi wszystko ładnie kurier i listonosz przynoszą. Odpukać nie miałam z nimi przygód.

  2. Kurko kochana!! Ty tak potrafisz stopniować napięcie, że mogłabyś pisać kryminały… 😉
    A co do paczkomatów, to właśnie czekam na pierwszą przesyłkę, którą w ten sposób odbiorę…
    Mam nadzieję, że pójdzie mi równie dobrze jak Tobie… 🙂

      1. Dostałam właśnie smsa z wiadomością, że moja przesyłka jest do odbioru w paczkomacie, ale czuję się fatalnie i mam podwyższoną temperaturę, więc mój “pierwszy raz” z paczkomatem zostawiam na jutro, ale na pewno Ci się pochwalę jak było 😉
        Pozdrawiam gorąco! 😀

          1. Nooo! Jutro się będę bawić 😉
            Poszłam za Twoją radą i jest konkursik u mnie… Dziękuję jeszcze raz!! 😀

  3. Rany Boskie, no… Czytałem i z każdym słowem czytałem coraz szybciej i szybciej by – och, co za słowo! – dojść do tego momentu, w którym się wszystko wyjaśniło. Ty… ;P

  4. Ach Ty niegrzeczna ….. nabrałaś nas wszystkich! A paczkomaty uwielbiam, u nas mimo ze małe miasto, są dwa. Teraz przy zamówieniu zawsze kieruje się tym udogodnieniem w postaci darmowej wysyłki na paczkomat. A obsługa jest dziecinnie prosta, a też myślałam, że może to będzie bardziej skomplikowane. Pozdrawiam i miłego dnia życzę!

    1. Fakt, że to dobre rozwiązanie. Nie trzeba czekać w kolejkach na poczcie, a i z kurierami różnie bywa. A tak można odebrać o dowolnej porze. 🙂 Pozdrawiam również. 🙂

  5. Super się czytało. O mało nie doszedłem …… do wniosku, że mogłabyś dorabiać pisaniem scenariuszy do pornoli.
    PS. Gratuluję takich sprawnych paluszków.

    1. Paczkomat to takie ustrojstwo, które zamiast kasy wydaje paczki. 🙂 🙂 Możesz zamówić przesyłkę nie na pocztę, nie kuriem do domu, tylko do paczkomatu. 🙂 🙂

  6. W mojej rodzinie miałem dwie osoby, które pomagały sobie w takich trudnych sytuacjach … językiem. Nie, nie to, żeby go od razu w dziurkę wkładać, ale wysuwały język i jakoś dziwnie nim manipulując, przy pomocy ruchów szczęki, wycinały np. nożyczkami szczególnie ładne wycinanki papierowe.

    PS. Też niedawno miałem problem, gdy własnymi ręcyma stworzyłem storczyka. Chętnych zapraszam.:
    http://foto-anzai.blogspot.com/2013/11/kwiaty.html#comment-form

  7. Ania! Jeszcze trochę i bym się podnieciła! Nu nunu tak ludzi nabierać. Seeio, i to do samego końca.
    Ps: i nawet przez myśl mi przeszło “47 sekund?! Co ona, wiertło sobie do tych palców przymocowała czy co?” 😛

  8. Niby taka grzeczna, a niegrzeczna… Ale znam tą praktykę, już na którymś blogu kiedyś czytałam posobny, prowokacyjny tekst 😉 Dlatego rozgryzłam już na samym początku o co Ci chodzi 😉

  9. Hehe…

    Wiem doskonale, że robisz to celowo , ale już tak długo cię odwiedzam, że wiedziałam iż w tym opisie musi być drugie dno 😀

    Chociaż paczkomatu się nie spodziewałam 😀

    1. Pewnie, że tak. Dzisiaj zrobiłam sobie omlet z dodatkiem mąki bezglutenowej, takiej podobno do naleśników i pierogów. 🙂 Akurat w naszym sklepie była o połowę przeceniona, więc kupiłam. Kosztowała niecałe 5 zł, a będę miała na długo, bo do omleta dałam zaledwie łyżkę, dorzuciłam pieczarki i wyszło pycha. 🙂 🙂

  10. Aniu! Byłem kiedyś na kursie terapii osteopatycznej. Prowadząca Bożena Przyjemska opowiedziała o swojej książce pt.”Niebezpieczne zboża”, w której właśnie porusza temat diety bezglutenowej i ogólnie zdrowego odżywiania. Kobieta ma szeććdziesiąt parę lat a wyglada na dwadzieścia mniej. Święta Hildegaarda w swoich poradach leczniczych bardzo poleca orkisz jako najlepsze ze zbóż.
    Indianie Tarahumara żyjący w Meksyku za podstawę żywienia mają chia, to jest cos podobnego do polskiego lnu. Polecam też ciekawy artykuł o żywieniu http://walden.yenn.cc/stara/makrobiotyka/jedzenie_jak_lek.htm, jeśli masz bezglutenowca kup książkę Przyjemskiej. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *