Mój bombowy Mężuś

Mój Mężuś miał tydzień temu urodziny. I tak przymierzałam się, żeby trochę o nim napisać. Zastanawiałam się tylko, o czym ja mogę tutaj opowiedzieć. Bo że kochany jest przeze mnie, to już wszyscy wiedzą. Że poczucie humoru mamy podobne, to też już znane.

I tak na niego patrzę, obserwuję, że może coś śmiesznego lub dziwnego zrobi, ale jak na złość nic. Stoi akurat ta moja chudzina w kalesonach, bo właśnie się ubiera, patrzy przez okno naszej sypialni na ogródek. Uśmiecha się pod nosem. Te kalesony na dupinie wiszą, wygląda zabawnie. Wielki chłop, a chudziutki jak patyczek. Co prawda sprawiedliwości na tym świecie nie ma, bo słodyczy to Mężuś pożera sporo. Zawsze po śniadaniu, do kawki, a i bez kawki, po obiedzie, po kolacji, zawsze coś słodkiego przegryza. No, ale stoi tak w tym oknie, ja patrzę na niego, a on uśmiecha się do siebie.

Z czego się śmiejesz? – pytam, bo może coś ciekawego w ogródku przyuważył.

Na ptaszki patrzę. Na te wróbelki z żółtymi brzuszkami – odpowiada, a pycho mu się cieszy.

Sikorki w sensie?

Nie. To są wróbelki z żółtymi brzuszkami.

Okej. – I śmiejemy się, bo to przecież takie zabawne.

Idzie Mężuś się kąpać, a w jego pokoju rumor. Pędzę. A tam Nutuś wazon z kwiatami na stoliku przewrócił. Woda się leje. Lecę po szmatę wycieram. Aparat fotograficzny zalany. Mężuś wychodzi z łazienki.

Co, dziad zrobił? – pyta.

No, to co zwykle – odpowiadam, a kot zadowolony siedzi i nas obserwuje.

Aparat zalał? – pyta Mężuś i do kota podchodzi. Palcem mu grozi. – No, to jesteś, dziadzie jeden, w plecy tysiąc złotych.

Myślisz, że ten nasz aparat tyle wart? – zdziwiłam się, bo kilka lat temu kosztował połowę tej kwoty.

Wartości sentymentalnej nabrał.

Śmiejemy się, bo już widzę, jak kotu od żarcia po złotówce codziennie odbieramy. Na szczęście aparat przeżył spotkanie z wazonem, więc kot skórę ocalił.

I taki jest mój Mężuś. Zawsze spokojny, choć zdecydowany, z planem na życie. Przytula, głaszcze i pociesza, kiedy trzeba. I wierzy we mnie jak nikt inny. Czasami zastanawiam się, skąd w nim tyle wiary i spokoju.

A ci, którzy choć troszkę też we mnie wierzą, a nie oddali jeszcze głosu, mają szansę to nadrobić, wysyłając SMS o treści A00218 (po A są dwa zera) na nr 7122. Za wszystkie głosy wielkie DZIĘKUJĘ.

 

*na zdjęciu mój Mężuś w świątecznej warszawskiej bombce, bo to w sumie bombowy Mężuś.

0 myśli na “Mój bombowy Mężuś”

  1. Twój Mąż to faktycznie oaza spokoju 🙂
    fajne jest to uczucie, że ma się drugą osobę na którą zawsze można liczyć i która wspiera 🙂
    pozdrawiam Was oboje 🙂

  2. To spóźnione , ale szczere Wszystkiego Najlepszego dla męża – chociaż wszystko co najlepsze to ma przy sobie 😀

    Dobrze, że On jest spokojny , bo Ty w sumie nie należysz do bardzo spokojnych osób to się uzupełniacie 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Dzięki. No, ja przecież najspokojniejszy człowiek na świecie. 😉 Ale fakt, Mężuś działa na mnie uspokajająco. 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Dziękuję w jego imieniu. 🙂 jeszcze nie widział tego postu, ciekawa jestem czy się ucieszy. 🙂

  3. Świetny wpis, ale jakbyś wprowadziła pewne poprawki, to onet na pewno umieściłby go na głównej. Na przykład gdybyś trochę inaczej umieściła znaki interpunkcyjne i byłoby: Wycieram aparat fotograficzny.Zalany ( w trupa ) Mężuś wychodzi z łazienki. Co dziad zrobił??!!!

  4. fakt – mężuś bombowy i bombowo w tej bombie wygląda 🙂 a do tego bombowo napisałaś i tyle ciepła w tym Twoim wpisie że lont się może zapalić … ech – jak ja lubię takie ciepłe, rodzinne wpisy i takich ciepłych ludzi ..
    ——————
    myślę, że już na zawsze jesteśmy skazane na kurę w malinach 🙂

    1. Oj, do Gliwic to mamy kawał świata do przejechania. 🙂 To jeszcze zdjęcie z naszego krótkiego urlopu w Warszawie. 🙂

      1. To, że do Gliwic masz daleko to wiem i właśnie dlatego się zdziwiłam widząc to zdjęcie… 😉
        a
        A co do mężusia to tylko pozazdrościć… chociaż Ci powiem, że na mojego partnera też nie mogę narzekać… 😉
        Cieplutko pozdrawiam!
        P.s. U nas dzisiaj cieplutko 🙂

    1. U nas odwilży jeszcze nie ma. Słońce świeci, ale mróz trzyma. Na szczęście już nie taki kosmiczny. Pozdrawiam serdecznie

      1. Oj tam jest czy nie ma, ale na pewno będzie, więc jakby nie teraz to przyszłościowo odwilżowo 🙂 A jak słoneczko patrzy to nawet jak mróz trzyma to się wydaje zdecydowanie cieplej 🙂

          1. Oj tak przykładem jest poprzednia zima, gdzie nasłonecznienie było najmniejsze od kilkudziesięciu lat, i każdy prawie odczuwał brak światła słonecznego, a co bardziej wrażliwi popadali w tak zwane depresje sezonowe, całe szczęście, że w ty,m roku jest zdecydowanie lepiej 🙂

  5. ooo proszę, mój już siłą wzroku by kota ukatrupił:P hehehehe a potem by wygłosił kazanie o “chałupie wariatów” 😉
    Mężuś oaza spokoju bo cukru ma pod dostatkiem 😉 Jak ja nic słodkiego nie zjem , to aż mnie trzęsie…

    1. Ha, ha 🙂 Może faktycznie przez cukier, muszę kiedyś zrobić eksperyment i pozbawić go słodkości. 🙂 😉

  6. Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy mogli jeść ile chcieli, opychać się słodyczami, a w ogóle nie tyli, nie było po nich widać, że tyle jedzą 😀
    Fajne zdjęcie i rzeczywiście bombowy mąż 😀

  7. Dobrze, że twój mąż taki spokojny, zwłaszcza jeśli ty jesteś raczej żywa;) U mnie jest podobnie i nieraz mąż musi mnie studzić i skubany zawsze mu się uda: przytuli, da całusa, uspokoi, powie coś zabawnego, a ja choćbym nie wiem jak była wkur….. to mi przechodzi. Dzięki mu za to, bo inaczej to by talerze nieraz w domu leciały;) Brawa dla naszych panów.

  8. Wygląda mi na to, że jesteście świetną parą, nawet w tych kalesonach na chudziutkiej ….i wróbelkami z żółtymi brzuszkami.I za ten aparat, co go kotek rozwala, humor, co z nóg powala! Pozdrawiam Mężusia i Ciebie 🙂 A super5 popieram w 100 procentach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *