Polowanie mrożące krew w żyłach

Nie wiem czy czas wyprzedaży już się kończy czy nie, ale postanowiliśmy wziąć z Mężusiem udział w tym, jakże ważnym, „rodzinnym” wydarzeniu.

Pojechaliśmy do sklepu. Nastawiliśmy się od razu na przeceny. To znaczy ja się nastawiłam i z Mężusiem nawet tego nie zdążyłam omówić na co polujemy, bo jak tylko przekroczyliśmy próg sklepu, zniknął w niewiadomym kierunku. A ja tymczasem rozpięłam kurtkę, by się nie spocić w tym pędzie za promocjami, zdjęłam swoją czapunię z pomponikiem i wepchnęłam ją do torebki. Rękawiczki też tam wylądowały, a szalik niestety się już nie zmieścił. Podwinęłam rękawy, rozbieg w miejscu zrobiłam, oczy krwią zaszły, zmysły się wyostrzyły i… ruszyłam. Najpierw moim, przekrwionym z powodu żądzy, oczom ukazało się stoisko, nad którym powiewało magiczne „70%”. No, taka zniżka to już zniżka. I dawaj ruszyłam. Co prawda tłumów ku mojemu zdziwieniu nie było, ale łokcie miałam przygotowane na wszelki wypadek do wbicia konkurentowi pod żebro. Co prawda nie były zbyt kościste, bo dodatkowo opatulone kurtką, ale i tak mogłoby zaboleć potencjalnego konkurenta do świetnej okazji.

Jestem przy regale z 70-procentową obniżką. Serce wali jak oszalałe. Chwytam towar, najpierw bezmyślnie po sztuce z każdego, by nikt mi nie zabrał, chociaż i tak tłumy ciągle nie nadciągnęły, a potem dopiero oglądam, kalkuluję, bo wiadomo, że wszystkiego nie kupię. Dobra, oddychaj – mówię do siebie. Wtedy trochę jaśniej się myśli. Raz, dwa, uspakajam oddech, emocje trzymam na wodzy, ale ręce najwyraźniej drżą z podniecenia. Normalnie czuję się jak holik jakiś na głodzie. Dobra. Tylko spokój. Rozglądam się za Mężusiem, bo może on pomoże w decyzji, ale przepadł gdzieś. Widzę jego głowę pomiędzy regałami w głębi sklepu. No, poszedł sobie nie na przeceny. Ładnie, widzę, że polowanie na okazje spadło na moją rozczochraną. Dobra. Patrzę w koszyk. Trochę tego za dużo. Biorę jeszcze raz każdą rzecz po kolei i oglądam, i kalkuluję. W końcu z trudem wielkim podejmuję decyzję. W koszyku zostaje „Platforma” Michela Houellebecqa i „Kabaret metafizyczny” Manueli Gretkowskiej. W sumie dwie książki za niecałe trzy dyszki. Yes!!!

Szukam wzrokiem Mężusia. Idzie. Uśmiech od ucha do ucha. Dzierży w dłoni jakąś zdobycz, ale już widzę z daleka, że nieprzecenioną, bo nie ma naklejki „70%”. Cienias. Byłam lepsza. No, ale widzę, że się cieszy. Spoglądam. Ha! Szczęściarz. Znalazł Sandora Maraia „Sąd w Canudos”.

– Mam coś dla intelektualistów – śmieje się. A ja rozglądam się, bo w pierwszej chwili nie łapię, że mówi o nas. Patrzy w koszyk na moje skarby. – Dobra, chodź stąd, bo zaraz wydamy cały majątek.

Idziemy do kasy. Dumni. Co prawda moje dwie książki kosztowały tyle, co jedna znaleziona przez Mężusia, ale przecież nie kupujemy na kilogramy, jak to mówi Mężuś.

Wyszliśmy zadowoleni. Trzy książki za sześć dyszek. Toż to okazja niebywała. Lubimy takie wyprzedaże.

 

PS  Dziękuję wszystkim blogerom, którzy polecili mój blog. A także wszystkim tym, którzy oddali na mnie głos.

A jeżeli ktoś chciałby jeszcze przyczynić się do mojej radości i zagłosować, to proszę o wysłanie SMS-a o treści A00218 (po A są dwa zera) na numer 7122 (koszt ok. 1 zł).

0 myśli na “Polowanie mrożące krew w żyłach”

      1. Irene Nemirovsky. Podobno Jej książka, to podobno arcydzieło. Była planowana w trzech częściach, ale powstały dwie, bo autorka została zamordowana w Oświęcimiu. Książka opowiada o niemieckiej okupacji Francji.

          1. Ja też tej autorki nie znam. książka była z wyprzedaży. Poczytałam opis i stwierdziłam, że może być ciekawa, więc ją wzięłam:)

    1. Ha, ha 🙂 Marai to jeden z najlepszych pisarzy tego wieku (pisarz węgierski). Polecam, choć przypuszczam, że nie jest to książka dla każdego. Musiałabyś sprawdzić.

      1. i jeszcze dzisiaj parę tytułów załapaliśmy na wyprzedaży internetowej :))))

        tak więc powinnam zakopać się w książkach a nie w necie 🙂

        1. Ja też mam niezły stosik, a jeszcze co nieco dostałam do recenzji i w bibliotece też byłam, więc nudzić się nie będę. 🙂

  1. Klik dobry:)
    W samie spożywczo – przemysłowym były książki po 99 groszy. Ludzie pchali się i ładowali całe koszyki, nawet nie patrząc na tytuły książek. Przy kasie dowiedziałam się, że posłużą do rozpalania w piecu, bo tańsze od podpałki i drobnego drewna. Tak sobie pomyślałam, czy nie lepiej było oddać za darmo do jakiejś biblioteki? Chyba… że nie nadawały się do czytania. Jeśli tak, to po co w ogóle takie wydawać?

    PS. Ja liczysz złote kulki, to ja jeszcze nie głosowałam, ale możesz doliczyć. Zdążę do 6 lutego.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Dobry. 🙂 Jestem w lekkim szoku, że można palić książkami w piecu. Barbarzyństwo normalnie.
      A kropek nie liczę, choć Mężuś mi dzisiaj powiedział, że marne szanse, bo kropek mało. 🙁

      1. To pokaż to Mężusiowi:
        ‘Lotka piątek, 31 stycznia, 2014
        Przeczytałam kilka postów na blogu “kury”. Pisze wspaniale, swobodnie i świetnie się to czyta. Ma, jak się to mówi, “lekkie pióro”. Na ten blog głosowałabym chętnie, bo to blog perełka. Pozdrawiam serdecznie Ciebie i właścicielkę bloga.

        Czyż nie jest to warte wszystkich złotych kulek świata?

        1. Wow. 🙂 Pewnie, że tak. W ogóle, jak czytam na blogach, które mnie poleciły, to normalnie serducho skacze z radości. 🙂 🙂

          1. Ale sama też pracuj trochę więcej. Nie ma lekko. Trzeba prosić, prosić i prosić nieustannie. Maszyna zliczająca nie bierze pod uwagę serc tylko semesesy, o!

          2. Pracuję, na FB, do znajomych i rodziny napisałam. Do przyjaciółki zadzwoniłam. Koleżanki obiecały, że wyślą. Jeszcze rodzinę odwiedzimy w weekend, więc parę głosów będzie. 🙂 Rodzice nawet u sąsiadów byli. 🙂 I aż trudno mi uwierzyć, że ciągle nie mam 51 głosów.

          3. No, ale ten początek dla wszystkich. 🙂 Najgorzej, że człowiekowi zaraz udzielają się niepotrzebne emocje. 🙂

  2. Nie jest chyba tajemnicą, że pracownicy hipermarketów są uprzywilejowani w dostępie do przecenionych artykułów, stąd kilka lat temu, jako informatyk niosąc swoje “zdobycze” do kasy zostałem poproszony przez sprzedawczynię o wyjaśnienie klientowi zasady obsługi sprzętu rtv/comp. Na chwilę odłożyłem swoją zdobycz obok na regał i zacząłem instrukcję obsługi. Klient podziękował, odwróciłem się i niestety moich fantów już nie było. Szlag mnie trafił, bo to było realne obniżenie ceny o 70%, Z reguły to co pojawia się na półkach po obniżce nie jest warte nawet wzięcia w rękę. Nie wiem, może teraz coś się zmieniło.
    Co do książek, to uwielbiam zakupy, ale w … antykwariatach.

    1. Antykwariaty też uwielbiam. W moim mieście oczywiście nie ma. Kiedyś pamiętam był taki duży antykwariat przy Rynku w Poznaniu. Kiedy tam jechałam, zawsze wchodziłam, chociażby po to, by podotykać, bo stare książki mają w sobie coś magicznego. Zbieram takie. Co prawda nie mam zbyt dużej kolekcji, ale najstarsza z połowy XIX wieku. 🙂 Śmieję się, że moje Jajo dostanie po matce bardzo pokaźny spadek, głównie w książkach. 😉 🙂

    1. O głos poproszę, bo obecnie jest mizernie. 🙁
      A z oszczędności oczywiście na konto nie wpłaciłam nic. 🙂 🙂

  3. Ostatnio w biedronce była wyprzedaż. Książki za 10 zł można było trafić, w tesco już od 6 zł. Ja się spóźniłam niestety po te co warte były zainteresowania 🙂

    Dobrze, że się obłowiliście!

  4. o proszę;) pozycje godne uwagi… Ania, może pożyczysz ode mnie moje córki? Ja poczytam sobie troszeczkę w spokoju… bo póki co, co kilka zdań słyszę : maaaaamooooooo… Plissss zgodzisz się?

    1. Ha, ha 🙂 Oj, jak ja nie lubię tego “maaaaaaaaaaaaaaaaaaaamoooooooooooooooo” Moje Jajo duże, ale czasami też jeszcze potrafi. Na szczęście wieczory mam zarezerwowane na czytanie. 🙂

  5. Takie zakupy na wyprzedażach to ja lubię 🙂
    Niestety na moim zacofie nie tylko nie ma czym wybierać, ale i asortyment bez obniżek dość żałosny.
    A że z szałem w oczach i galopem na wyprzedaże książkowe poszłaś akurat mnie nie dziwi. Dziwiło by gdyby na ciuchy 😉

    1. U nas też niewiele na wyprzedażach. To jeszcze takie wspomnienie po pobycie w Warszawie. jest tam taki olbrzymi Empik, w którym zawsze się obłowię. 🙂 🙂

  6. Jak widzę takie %%%, dostaję jakiegoś mezmózgowia i lecę w wieszaki, półeczki i zapełniam koszyk. Ostatnio jednak musiałam z łzą na policzku przejść obok wystawy, ze smutnym wzrokiem pożegnać się z wystawą zza szklanej szyby…
    Dobrze, że książek nie kupuję, bo bym zbankrutowała. Biblioteka i telefon – mój raj na ziemi. 🙂 Ciągle gdzieś jeżdżę, nie mogę z dupą usiąść dłużej niż rok w jednym miejscu, więc jakbym miała bibliotekę przewozić, to byłby koszmar. 🙂 Ratuję sie więc jak tylko mogę i dzielnie pochłaniam knigi.

    1. W podróży faktycznie najlepiej sprawdzają się e-booki. Zresztą są książki, których nie trzeba mieć w papierze. 🙂

  7. Ja tez lubię takie przeceny 😀 Kiedyś często w jednym z supermarketów robili co jakiś czas zniżki na wszystkie książki i można było nabyć fajne, różne nawet po 5, 10, 15 zł 😀

  8. Witam! Od dawna czytam Pani Bloga, uwielbiam i prawie codziennie zaglądam. Jakoś nie miałam “odwagi” nic napisać wcześniej, ale wysłałam sms-a i porwałam mężowi komórkę, żeby zagłosowac drugi raz hehe, bo uwielbiam czytać tego bloga.Życzę z całego serducha wygranej, bo się należy jak mało komu. Pozdrawiam serdecznie!!!

    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, bo każdy głos jest na wagę złota. 🙂
      Pozdrawiam 🙂 🙂

    1. Na bujany fotel jest jeszcze czas. 🙂 Wystarczy łóżeczko i kocyk. 🙂 A ja bibliotekę, nie chwaląc się, mam pokaźną. To moja duma. 🙂 🙂
      PS A głos na Ciebie też oddałam, nawet kiedyś podczas kawki pokazać mogę dowód rzczowy. 😉 🙂

  9. Takie polowania lubię. Ja nawet kiedyś kupiłam książkę za złotówkę, bo dwie inne kupiłam. Ja tam uzależniona jestem od książek, a na dodatek uwielbiam je mieć 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *