Jajo mądrzejsze od kury

Jak już kiedyś wspominałam, jestem kurą domową z jednym jajem. I mam wrażenie, że to moje jajo chce być mądrzejsze od kury, czyli jest pewna prawidłowość, powiedzenie się potwierdza. Na wszystkim zna się lepiej (oczywiście oprócz kuchni, bo tam wchodzi tylko, by zjeść to, co mama wcześniej przygotowała, jedyne co umie zrobić, to tosty i grillowane oscypki – może więc jej jaja w przyszłości nie umrą z głodu, chociaż zawsze będą mogły przyjść do babci). W dodatku jest w takim wieku, kiedy się mówi, „że starzy to wapniaki i na niczym się nie znają”. Chociaż pewnie tak się mówiło za „moich czasów”, teraz chyba inaczej. I muszę oddać tutaj sprawiedliwość, że faktycznie są rzeczy, na których zna się lepiej. Jedną z nich jest muzyka. Drugą języki. Za „moich czasów” uczyliśmy się rosyjskiego, o angielskim nie było mowy, więc teraz czuję się jak analfabetka, kiedy wyjeżdżam gdziekolwiek za granicę. Ona za to mówi biegle. W szkole ma lektury po angielsku. Zazdroszczę, że będzie mogła poczytać w oryginale chociażby mojego ulubionego Oscara Wilda. Właśnie przymierza się do „Portretu Doriana Graya”. A ja co? Pojadę za granicę i nawet o drogę nie spytam. Co roku powtarzam sobie, że teraz to na pewno pójdę na kurs. I oczywiście kończy się na gadaniu. Chociaż nie! Raz byłam na takim miesięcznym przyspieszonym, darmowym, który odbywał się dwa razy w tygodniu po trzy godziny. Nie nadążałam uczyć się z lekcji na lekcje, bo praca. Najfajniejsze było to, że kiedy wracałam z zajęć, zawsze w progu czekało na mnie to moje jajo i od razu pytało o pracę domową. A było wtedy w pierwszej klasie gimnazjum i mogło matce zadanie domowe sprawdzić i dać po łbie, kiedy nie rozumiała. Kurs skończyłam, dostałam dyplom. Moje jajo pękało wtedy ze śmiechu (ciekawe dlaczego?). Nietakt I nawet postanowiłam, że dalej będę sama zakuwać słówka, że to moje jajo mi pomoże. A jakże, chęci były! Niestety na długo nie starczyło. Z dnia na dzień zapał malał, aż skurczył się do takich rozmiarów, że pewnie pod mikroskopem go nie było widać. No, ale teraz jako kura domowa, teoretycznie dysponująca dużą ilością czasu, mogłabym, a jakże. No… Ale mnie ciągle brak czasu! Ja nie wiem, jak ja dawałam radę, kiedy regularnie chodziłam do roboty? Czas pomiędzy palcami przecieka jak szalony. Studiom trzeba się też poświęcić, żeby to moje jajo ubawu nie miało, że matka głąb. Na razie mąż się śmieje, że ma w domu dwa orły i musi zamykać szczelnie okna, co by mu nie wyleciały. A ja przecież kura nielotka, poczłapać mogę, pazurkiem pogrzebać. Ale żeby zaraz latać…?

* Następny wpis dopiero w poniedziałek. Mam w ten weekend zjazd. Uśmiech

0 myśli na “Jajo mądrzejsze od kury”

  1. Tak,dzisiaj młodzież zna się lepiej od nas na komputerach,zna języki,ale Życia też musieliby się nauczyć,ponieważ niestety,ale rodzice wiecznie żyć nie będą.

    A może spróbuj córkę nauczyć czegoś gotować lub piec,może zróbcie coś razem.Np.muffinki,chętnie bym przepis wypróbowała,bo raz piekłam,ale jakieś mokrawe w środku wyszły:)
    Nie wyręczaj zabradzo córki,bo potem będzie jej trudniej.
    Przepraszam,że tak piszę.Może pomyślisz,że nie mam dzieci,a sie wypowiadam.Racja nie mam,ale mam rodzeństwo i znajomych,którzy mają dzieci i widzę,co się robi,kiedy rodzice we wszystkim wyręczjaą dzieci:(

    1. Pieczemy razem tradycyjnie ciasteczka na święta 🙂 To taki nasz rytuał. W tygodniu to raczej ciężko, żeby coś zrobiła. Aby zdążyć do szkoły, wstaje o 5 rano, wraca o 17 (prawie zwłoki), odpocznie i się uczy. Wybrała szkołę z wysokim poziomem i teraz ledwo zipie. W weekendy mnie często nie ma, bo mam zjazdy, a zresztą ona też się uczy, bo koniec semestru tuż tuż, ostatnio całe soboty rozwiązuje z mężem zadania z matematyki albo fizyki. Do tego lektury po polsku i angielsku. Nie usprawiedliwiam jej, ale widzę, jaka jest zmęczona i to rozumiem. Nie ma czasu w tym roku szkolny na swoje zainteresowania, a gra na gitarze, maluje, lubi teatr, interesuje się fotografią i filmem… Teraz nic 🙁

      1. No to się nie dziwię,że córka nie ma czasu.Strasznie dużo zajęć ma,ale tego też szkoła wymaga,tak jak napisałaś,córa wybrała wysoki poziom.Ale może kiedy już odsapnie,po tych latach nauki pomyśli,że było warto i będzie z siebie dumna?Tego Wam życzę.
        Ja dziś lecę na zakupy,a potem do kuchni piec,ale nie sernik,bo mi tortownica nie wejdzie ani trochę do tego naczynia żroodpornego.Jest ono za wąskie:(Zrobię coś innego

  2. U nas z angielskim jest odwrotna sytuacja, my z mężem mówimy biegle, a Gimnazjalistka chociaż się uczyła przez 6 lat w podstawówce, to nawet o drogę nie umie zapytać, normalnie żal, kropka, peel. Nie wiem jakim cudem dostawała na koniec roku 4 ? Chyba opanowała dobrze umiejętność ściągania na klasówkach. Teraz w pierwszej gimnazjalnej doszedł francuski i miałyśmy uczyć się razem, ale na planach się skończyło. Dobrze, że Wasza zna angielski, dziś to podstawa. 🙂 Miłego weekendu 🙂

    1. Lubi angielski (na szczęście), za to niemieckiego nie znosi i choć uczy się od podstawówki, to nie chce używać tego języka. Mówi, że nawet złożenie życzeń komuś po niemiecku brzmi jak rozkaz strzelania. W szkole ma jeszcze trzeci język – szwedzki. Języków uczy się na szczęście chętnie, gorzej z fizyką 🙁

  3. Wcale się nie dziwię tej awersji do niemieckiego, też nie cierpię tego języka więc cieszę się, że moja ma jednak francuski 🙂 Fizyka też niefajny przedmiot, podobnie jak matematyka i chemia. 🙂

    1. Chemię akurat lubi, w gimnazjum była w klasie biologiczno-chemicznej. Teraz w humanistycznej z rozszerzonym angielskim. Tak się jej porobiło 🙂 Ja kiedyś lubiłam matmę, gorzej było z fizyką. Chodziłam do “mat-fizu”. 🙂 Teraz niewiele pamiętam 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *