O tym, jak prawie czarownicą zostałam

Pamiętam jak kiedyś w moim życiu wszystko się sypało. Normalnie kłopot za kłopotem. Tylko w pracy się układało. Natomiast życie osobiste było totalnie beznadziejne. Z różnych stron dopadały mnie problemy. I wtedy moja koleżanka M. poradziła mi coś, co normalnie ze zdrowym rozsądkiem nie ma nic wspólnego, ale wiadomo tonący brzytwy się chwyta.

Pewnego dnia postawiła przede mną piersiówkę. Ja na nią. Bo co? Upić się mam z rozpaczy czy jak? W dodatku piersiówka była do połowy opróżniona, więc raczej upić byłoby się trudno. A ona mi na to, że w butelce jest woda św. Kingi i że mam odprawić złe moce wiszące nad moim domostwem. Zonk. Że jak? A ona mi wszystko wyłuszcza, co i jak należy i obiecuje, że to pomoże. Myślę sobie, że w zasadzie do stracenia nic nie mam, a jedynie zyskam, bo jednym z punktów tego genialnego planu był generalny porządek i umycie podłóg wodą z octem. No, smrodek będzie, ale jak ma pomóc, to niech pośmierdzi przez chwilę, potem się wywietrzy.

Plan był taki: najpierw generalny porządek, potem woda z octem i przelecenie całej chaty mopem specjalnie na tę okazję zakupionym, bo podobno nowy miał być. Potem w każdym kąciku biała kartka i szczypta soli. Nie można było pominąć żadnego kąta. I to żmudne zadanie, bo nawet szafka ze ścianą kąt stanowią. Poklęłam pod nosem, że mnie podkusiło, Jajo, wtedy jeszcze małe, obserwowało z zainteresowaniem, ale i jakimś przestrachem w oku, co matka wyczynia. Potem na środku każdego pomieszczenia świeczka do podgrzewacza. Zapaliłam. Wodą św. Kingi spryskałam całe mieszkanie. I jeszcze pod nosem sobie gadałam, że te moce wyganiam, że niech spieprzają z mojego życia, bo jak je potraktuję krucyfiksem na dokładkę, to popamiętają. Okno było otwarte, żeby te złe moce miały którędy zasuwać. I chyba się zestrachały i poleciały w siną dal. A potem już czekanie, aż świece się dopalą i pilnowanie kota i Jaja, aby w nie któreś nie wlazło i aby chata z dymem nie poszła. Bo wtedy ani złych, ani dobrych mocy by nie było.

Jak świece się wypaliły, zebrałam karteczki z solą i bach je do michy metalowej. Wszystko zgodnie z instrukcją M. Ognisko z tego uczyniłam, a popiół z solą potem poszłam zakopać przed blokiem. Na szczęście nie musiałam tego robić nago ani też wyć w trakcie do księżyca. Mogłam sobie po cichutku pogrzebać w ziemi, udawać że niby babki robię. Niezły to musiał być widok dla sąsiadów. Było już ciemno, a ja z łyżką, bo żadnego szpadelka nie miałam, na trawniku przed domem sobie dołek kopię, w dodatku w grudniu, gdy ziemia lekko przymarznięta była. No, a potem otrzepanie rąk z satysfakcją, że dałam radę i powrót do domu. Na szczęście nikt policji ani pogotowia nie wezwał.

I muszę przyznać, że to był moment przełomowy. Normalnie jak ręką odjął. Wszystko zaczęło się układać. Prawie czarownicą zostałam, ale życie się wyprostowało. I niby w takie rzeczy nie wierzę i wbrew rozsądkowi je uczyniłam, a jednak pomogły. Jeżeli więc komuś źle się dzieje, niech wypróbuje, a co tam, najwyżej chata trochę octem pośmierdzi i tyle. Co mam być jedynym wariatem na tym świecie, nie? 😆

*reprodukcja z Wikipedii

0 myśli na “O tym, jak prawie czarownicą zostałam”

        1. Ha, ha 🙂 To poproś kogoś bardziej świętego. 😉 A zresztą, jak mnie nie popaliło, to Ciebie też nie popali. 😉 🙂

  1. że też ja tego wcześniej nie wiedziałam jakieś kilkanaście lat temu! w cholerę bym pognała złe moce z mego domu bez większego stresu:) a tak człek czekał aż samo przejdzie :)Gdyby co(odpukać) kiedyś będę pamiętać co zrobić 🙂

  2. No wiedziałem, że coś w tym musi być. Aż mnie ciarki przechodzą co to będzie jak się kiedyś wkurzysz, ukręcisz ze szmatek laleczkę i zaczniesz w nią wbijać szpilki? 😉 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Napisałam kiedyś opowiadanie (będzie w mojej antologii), jak kobitka taką laleczkę ukręciła ze szmatek, bo jej Miecio “zszedł” na dupy. 😉 🙂

  3. Realistycznie patrząc to zwykły zbieg okoliczności jak się wszystko posypało to tylko lepiej być mogło. Są ludzie , którzy się boją jak jest dobrze , bo uważają ,że za chwilę lub dwie będzie gorzej i trwają w oczekiwaniu.

      1. Czyli w żyłe?E tam , nie kokietuj jesteś po prostu uczciwie wyrażającą swoje uczucia kobietą i to jest piękne. Ręczę Ci ,że dużo Twoich koleżanek myśli podobnie ale sie wstydzą do tego przyznać.

          1. Bądź sobą bo pokazujesz swoją wrażliwość i kobiecość. To jest najładniejsze i tego się nie ma co wstydzić. A masz obok siebie chłopa co Cię obroni jakby co. Fałdki, kilogramy czy zmarszczki nie są tak istotne.

  4. octem?? o matko… a nie śmierdziało??
    dobrze, że ofiary nie musiałaś składać… albo tworzyć eliksirów z nogi nietoperza czy oczu żaby… bry… Jakbyś nago tańcowała i wyła do tego, to na bank TVN24 by przyjechało:P:P:P

    1. Śmierdziało, potwornie. 🙂 Ale potem jak te świece się paliły, to chyba zneutralizowały zapach. 🙂 Noga nietoperza by nie przeszła, bo jak takiego stwora upolować? Chociaż w sumie mam dość bujną fryzurę i jakbym tak o zmierzchu postała kilka godzin na dworze albo do jakiejś jaskini wlazła, może który by się zaplątał? Już to widzę oczyma wyobraźni. Ha, ha 🙂 🙂

        1. Pewnie tak, ale koleżanka nie powiedziała, ile tego wlać, więc na wszelki wypadek zawsze warto wlać więcej niż trzeba. 😉 🙂

          1. Od przybytku głowa nie boli. Najwyżej się okno otworzy i przejdzie 😉
            My tu mamy marmur na podłodze, coś mi się wydaje, że kwas marmurowi szkodzi. Nici z czarów, ale na miotle od czasu do czasu latam. 😀

  5. Rytuał, jaki by nie był, czy z octem czy z innymi “czarami” jest bardzo pomocny gdy na duszy ciężko. A źle się działo i dusza cierpiała, sensu nie widziała i w bezsilność popadała. Już same porządki to aktywność, coś się dzieje. A jak jeszcze człowiek uwierzy, że może zmienić, że nie na darmo te cuda wyczynia i w ziemi grzebie, to musi się zmienić. Bo najważniejsze aby zacząć on leczenia duszy. Aby była nadzieja, że teraz musi być inaczej.
    Nie głupi był ten rytuał. Właśnie czytam książkę o leczeniu duszy, gdy ciało choruje i nawet lekarze mówią, że jak pacjent się uprze i chce wyzdrowieć to nawet medycyna jest bezsilna 😉

    1. Pewnie coś w tym jest. Jak człowiek uwierzy, nawet pod wpływem jakichś magicznych rytuałów, to musi się zadziać dobrze. 🙂

  6. Koniecznie muszę wypróbować. Na weekend domownicy wybywają więc dobry moment się nadarzył.

    Trzeba tylko uważać co by ksiądz po kolędzie się nie napatoczył podczas takich praktyk. To by w dzielnicy było ujadanie 😉

  7. Podobno cel uświeca środki 😉
    Dla niewierzących polecam szałwię. Sól w sumie od dawna ma podobno moc oczyszczania. Wszytskie te myki zapożyczono z pogańskich obrzedów. Generalnie, to głownie sprawka umysłu, myślę. Bo podstawą jest wiara, że “złe” z życia pójdzie jak sie je pogoni. I w sumie wystarczy sama intencja pogonienia wyrażona w mysli, czy też na głos 🙂 Bo żadne “złe” wbrew Twojej woli nie może Ci życia uprzykrzać. Ot prawo wszechświata 😉

  8. Przyznam że zawsze fascynowały mnie takie rzeczy.Czytałam wiele na temat czarnej i białej magii.Ale najważniejsze że podziałało 😉 .Wiem również jak ma na imię mój anioł stróż.I może to się wydać dziwne ale jak sobie o nim poczytałam to cholera az mnie ciary przeszły bo wiele by sie potwierdziło.I ważne że na psychikę działa pozytywnie 🙂

    1. Kiedyś jako nastolatka (pewnie jak każdy) też interesowałam się takimi sprawami, ale teraz to chyba raczej sceptykiem jestem. 🙂

  9. Ja od zawsze miałam kręćka w tych sprawach :).Ileż przeczytałam książek na te tematy…Ogólnie mąż mówi że jestem czarownicą bo wszystko mi się wyśni-i zawsze się sprawdza.Przyznam że czasami to jak wstanę rano to aż nogi się uginają.

  10. Moja prababka, której grób położony w jednej z najładniejszych chyba miescinek Mazowsza – Puszczy Mariańskiej odwiedzamy 1 listopada, wg relacji mojej mamy, była zielarką i potrafiła zdjąć rzucony na kogoś “urok”. A jak dziedziczce z Korabiewic zrobił się na głowie kołtun też pomagała. Wsztko działo się jeszcze przed wojną
    Co do współczesnych czarownic, jakieś dwadziescia parę lat temu, kiedy pracowałem w Niemczech miałem w ręku Sterna, w którym był artykuł o współczesnych czarownicach, które miały tam nawet swoje stowarzyszenie. Artykuł był zilustrowany zdjęciami. Na jenym z nich 40 letnia kobieta (czyba z nią był wywiad) zupełnie nieprzyodziana siedziała po turecku na leśnej polanie. Pod zdjęciem był napis, że tak współczesne czarownice czerpią energię od matki ziemi.
    pozdrawiam
    P.S. Twoich wpisów o lekkim zabarwieniu ero.. nie zdązyłem skomentować.

    1. Ha, ha 🙂 Dobre z tymi czarownicami. W zasadzie mieszkam przy lesie, więc może zamiast kawki na golasa sobie tak posiedzę na trawce i trochę energii od natury przejmę. 😉 🙂

        1. Byłam w Odrach. Tam nawet jest takie miejsce o silnym działaniu energetycznym. 🙂 Ale nie zdejmowałam jednak ubrania. 😉 🙂

    1. Ja znam 🙂 Z pewnego źródła wiem, że wszystko co mieszamy należy mieszać w lewo – czyli do siebie. Lokalna wróżka mi to powiedziała 🙂 Tak mieszam od tamtego czasu i z dnia na dzień lepiej 🙂

      A co do octu i wody święconej – WYPRÓBUJĘ! A co szkodzi 🙂 Z octem mam wprawę, a wodę święconą Pan Mądraliński skołował ze dwa lata temu i stoi w szafce 🙂

  11. A dasz radę zaczarować kury, co by znosiły złote jajka?? No bo wiesz jestem drobnym hodowcą małego stada kurek, no wieesz przecież byśmy się jakoś dogadali 🙂
    Dobry wieczór 🙂

      1. Zależy komu. Ja wszystko tak powoli robię, że sama jestem przerażona ile mi prozaiczne domowe czynności czasu zabierają. A jak staram się szybciej przebierać rękami, to mi wszystko z nich leci 🙁

  12. kiedyś kumpela odczyniała ” zło” twierdząc, że ktoś dziecko złym okiem złapał rzucając na owedziecię zły urok, więc jej teściowa powiedziała – trza czary czynić.
    Cos było z jajkiem z ziołai, ze szklanką…..
    Pomogło – dziecię odzyskało się 🙂

    Ja tam nie wiem, ale mi, na swojego pecha, to chyba kąpiel w święconej wodzie chyba nie zaszkodziłaby, a może pomogła? Najwyżej woda by się gotowała :):P

    1. Nie wiem czy pamiętasz, jak pisałam kiedyś o odczynianiu uroków nade mną, z żółtymi gaciami w roli głównej. 🙂 🙂

  13. Aż trudno uwierzyć:)
    Zbieg okoliczności? Heheheheh
    Ja nie wierzę w nadprzyrodzone moce:)
    ale cieszę się, czarownico, że Ci się udało wygnać złe duchy z domu 😉

  14. Ludzie nie latają bo nie wiedzą, że potrafią. Są tacy którzy wychodzą z terminalnego stadium raka, choć nie daje się im szans. Siła sugestii !!!!!

    Zawsze fascynowało mnie voodoo mimo, że jestem totalnym sceptykiem.

  15. Zawsze gotów byłem wyśmiać takie “szamańskie” uzdrawiające sposoby.Ale po tym jak pijąc wodę utleniona wyleczyłem chorobę przez którą mogłem stracić jelito grube otworzyłem oczy na alternatywne sposoby:)

  16. Że tez ja wczesniej nie wiedziałam i cały życiowy bajzel musialam odpracować 😉 na przeszłość uważniej bedę czytać a rady zapamiętam bo nigdy nic nie wiadomo A Twoj blog dla mnie doskonały czytam i z podziwu wyjsc nie mogę

    1. Cieszę się, ze tutaj trafiłaś. Na pocieszenie napiszę, że ja też ten swój bajzel życiowy długo ogarniałam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *