Dzieci przy stole

Dyskutowaliśmy ostatnio o obecności dzieci przy stole. I nie chodziło o święta, bo wtedy to oczywista oczywistość, że przy stole powinny siedzieć wraz z dorosłymi.

Senior rodu stwierdził, że dzieci powinny uczyć się od dorosłych, jak należy się zachowywać przy stole, więc powinny siedzieć razem z nimi i “celebrować” różne uroczystości. I dziwne, że niektóre nie potrafią grzecznie usiedzieć.

Może jest w tym racja, ale jakże utrzymać siedmio- czy dziesięciolatka przy stole? I czy zawsze trzeba?

Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i kiedy rodzice robili w domu imprezy z okazji swoich imienin, to dzieci zawsze siedziały w oddzielnym pokoju. Tam ja z bratem plus dzieci gości mieliśmy przygotowany poczęstunek, ale przede wszystkim dużo miejsca do zabawy. Rodzice nigdy nie pozwalali siedzieć z dorosłymi, gdzie spożywany był w różnej ilości alkohol, a wiadomo wtedy i sprośne dowcipy opowiadano, i nie zawsze w tym momencie dorośli byli wzorami godnymi naśladowania przez swoje latorośle. Ponadto w pokoju mieściła się określona liczba osób, więc na dzieci byłoby już zdecydowanie za ciasno.

Moje Jajo natomiast zawsze podczas imprez rodzinnych mogło usiąść przy stole, jednak tylko w celu najedzenia się, a potem odsyłane było do swojego pokoju z innymi dziećmi, coby nie słuchało, o czym dorośli rozprawiają, bo to nie zawsze przyzwoite tematy były. Nie, żebyśmy byli zaraz jakąś nieprzyzwoitą rodziną, po prostu tam, gdzie alkohol, może niekoniecznie dzieci. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Bo nauczyć dziecko, jak zachować się przy stole można na co dzień, niekoniecznie podczas spotkania dorosłych (co innego święta).

Ale pamiętam taką sytuację, kiedy ze znajomymi zrobiliśmy sobie imprezkę. Wszyscy przyszli bez dzieci, więc jedynym nieletnim osobnikiem była córka gospodarzy. Miała może z dziewięć lat, więc maleństwem potrzebującym cycka mamy nie była. Siedziała cały czas przy stole. Jadła, marudziła, wybrzydzała, jak to dziecko. Spoglądałam dyskretnie co jakiś czas na zegarek z nadzieją, że dziecko za chwilę zniknie w swoim pokoju. Jednak nic z tego. Dziecko miało niesamowitą potrzebę zwracania na siebie uwagi. I kiedy dorośli skupiali się na sobie, dziewczynka podnosiła głos. Śpiewała lub krzyczała, że chce powiedzieć dowcip. No, dobra. Jeden dowcip, drugi. Na zegarze już po 22, a dziecko niczym niezdarta płyta gada. Rodzice ani razu nie proponują, by poszło spać, tylko cieszą się z kolejnej powtórki repertuaru, jaki na ten wieczór przygotowała ich latorośl. No, po prostu ubaw po pachy.

W pewnym momencie dziecko jakby się zmęczyło, więc rozmawiamy, na chwilę o nim zapominając, a tu nagle dziewczę sięga po kieliszek matki i bach wlewa jego zawartość do swej gardzieli. Oniemieliśmy. Bo to błysk był. Dziecko wytrzeszczu dostaje. Rękami macha. Matka szybko zapitkę podaje. I nagle rodzice w śmiech. No, bo to takie śmieszne było.

– Nie zaszkodzi jej? – pytam nieśmiało.

– Chyba nie – odpowiada matka. Ale i tak nie nosi się z zamiarem zaprowadzenia dziecka do łóżka. W końcu to przecież nie jest niemowlę, usnąć samo może. Ale uparte stworzenie nie chce opuścić biesiadników. I cieszy się, jaki to dowcip mamie zrobiło. Próbowało jeszcze ze dwa razy po kieliszek sięgnąć, jednak rodzice już byli na tyle czujni, że się nie powtórzyło.

Wychodziliśmy od tych znajomych po 23. Dziecko wciąż niezniszczalne brykało przy stole, który przystawiony był z jednej strony do kanapy, więc za plecami gości można było poleżeć i poskakać.

I tak mnie to zdarzenie zastanowiło. Owszem, dziecko niech uczy się zachowania przy stole, ale niech też wie, gdzie są wyraźnie postawione przez rodziców granice.

Gorzej jednak, kiedy rodzice sami nie wiedzą, gdzie te granice postawić.

0 myśli na “Dzieci przy stole”

  1. Podziwiam roztropność rodziców owego dziecka. Kiedyś się trzeba nauczyć pić przy stole i należy zacząć od jednego kieliszka. Takie pytania wiążą się w ogóle ze stylem wychowywania dzieci, bo inny podobny temat to czy przy dziecku należy chodzić nago? Czy wpuszczać je do łazienki kiedy się kąpiemy? Czy trochę wstydu szkodzi czy pomaga w życiu? Nie wiem i chyba się nie dowiem, bo to temat do różnych pseudonaukowych rozważań.

    1. Ja Ci odpowiem…jesli od dziecka narodzin masz swobode chodzic nago to do jego ok 6 lat nic nie zauwazy ale twoja figure pamieta…Taki mlody nie otwiera buzi gdy widzi nagosc….to anatomia. Przy stole zachowanie jest odblaskiem wychowania. Gdy dziecko probuje zwrocic uwage tzn nie ma wystarczajaco uwagi na codzien. Kazde dziecko ma inna potrzebe. nakazy/zakazy to tresura. Nalezy pokazac jak ma robic tzn my tez tak robimy przy nim, a nie oczekiwac, ze nagle samo z siebie zna maniery. Przy stole dzieci tez maja prawo jesc i sie napic. Pozniej same pojda na swoje miejsce. Nie zamykaj lazienki…w pewnym wieku i tak do niej nie wejdzie gdy TY tam bedziesz…ale Ty tez nie wchodz gdy dziecko/mlodziez tam jest…drzwi nie wolno ryglowac dla bezpieczenstwa. Sumuje: dla normalnych rodzicow nie ma problemu…zachowuj sie normalnie ale nie przesadnie exponuj swoje cialo i nawyki. jesli znasz swoje zle nawyki to radze je ukrywac. Dzieci sa cudowne gdy sie ich rozumie. Pozdrawiam

    2. Jak tylko sięgam pamięcią siedziałem przy stole z dorosłymi na imprezach tylko przy daniu głównym no i może jeszcze parę minut czy to byłem sam czy z dziećmi gości miałem to szczęście że miałem swój pokój i nawet miałem radochę bo mogłem dłużej być na boisku a co do picia to powiem tak NOGI Z DUPY by mi powyrywali poczekali aż odrosną i REPLAY!!!

  2. To tylko o rodzicach świadczy, tak mi się wydaje, bo to oni są dorośli i to oni powinni wyznaczać granicę. Nie na wszystko dziecku powinno się pozwalać. Jak ja byłam mała i do rodziców ktoś przyszedł, też zawsze musiałam z bratem siedzieć w swoim pokoju. Kiedy była moja pora nie było zmiłuj się, tylko musiałam szorować do łóżka, bez dyskusji.

    1. To widzę, że dokładnie tak jak u mnie. Jednak chyba nie wszyscy rodzice potrafią postawić granice, a potem są tego efekty.

      1. A ja siedziałam z dorosłymi, ale nie cały czas. Posiłek jadło się z gośćmi, a potem można się bawić w innym pokoju. I dla mnie to super rozwiązanie. Swoje trzeba było odsiedzieć, nauczyć się zachowania przy stole, a potem już nie przeszkadzać i bawić się do woli. Czas spędzony z gośćmi był akurat taki aby nie zmienić się w nieznośnego bachora. A gdybym spróbowała tak się zachowywać jak opisywane dziecko zwrócono by mi natychmiast uwagę. Siedzenie przy dorosłym stole powinno być nagrodą nie karą.

  3. U mnie w rodzinie nigdy nie było siedzenia z rodzicami i biesiadnikami. Albo był oddzielny pokój dla dzieci, albo wydzielony kącik. Dopiero jak byłam nastolatką siedziałam przy stole z dorosłymi, ale wcale mi to nie odpowiadało. Zawsze się nudziłam.

    P.S. Dziękuję za piękną kartkę! Wczoraj doszła 😉

  4. “Zachowanie przy stole” to niezwykle ważny etap wychowywania dzieci, a nieraz i dorosłych. I nie chodzi wcale o to jak: jeść, siedzieć, trzymać ręce, zachowywać sylwetkę, operować sztućcami, itd. Tutaj uczymy się kultury dyskutowania, czyli: kiedy kto i jak może mówić, kiedy tylko słucha, kiedy zmienia się temat, albo wprowadza nowy … To w czym uczestniczyłaś trudno nazwać jakimkolwiek zachowaniem, bo to był raczej niekontrolowany żywioł. Kilka lat temu pisałem o tym post, przepraszam, że tak nachalnie podaję link:
    http://anzai.blog.onet.pl/2010/12/22/niestety-jestem-zapachowcem/#comments//
    ale myślę, że wyjaśnia on generalnie celebrowanie przy stole. Nie należy przy tym przesadzać, niektórzy nigdy w życiu nie usiądą przy “prawdziwym stole”. W sytuacji jaką opisałaś nie było dobrych rozwiązań, nie można przecież dziecka położyć spać i samemu dalej bawić się w pokoju obok …

    1. A czemu nie można? Dziecko na tyle duże, że można je położyć spać i siedzieć dalej z gośćmi. Drzwi do pokoju zamknąć, tym bardziej że raczej nikt nie śpiewał, nie krzyczał i dziecko mogło sobie spokojnie spać u siebie.
      Masz rację, że kultury “bycia przy stole” też się trzeba nauczyć. 🙂

      1. Jeżeli dziecko traktujesz jako równoprawnego członka rodziny (a to warto!), to – przy zachowaniu pewnych zasad – ma ono takie samo prawo przebywać wśród dorosłych, którzy przyszli przecież i do JEGO domu, jak i Ty wśród znajomych dziecka. To się naprawdę opłaci na każdym etapie życia, a że jest bardziej kłopotliwe, niż przyłożenie dziecku pasem (bo to najprościej, aby poszło spać) to już inna sprawa. W ostateczności można organizować spotkania poza domem, albo dziecko wysłać do babci …

        1. Absolutnie nie jestem za tym, by dziecku przyłożyć pasem! Wystarczy poprosić. Dziecko oczywiście jest równoprawnym członkiem rodziny, ale tak jak dorosły nie siedzi w pokoju dziecka, kiedy ono się bawi z równieśnikiem, tak chyba odwrotnie również. Wydaje mi się, że to wszystko zależy od rodzaju imprezy. Jeżeli jest to spotkanie rodzinne, to owszem, dziecko powinno uczestniczyć jak najbardziej, ale jak robisz późno imprezkę ze znajomymi, to chyba jednak dziecko powinno o tej porze spać. Wszystko zależy od organizacji.

          1. Zarówno dziecko u dorosłych jak i dorosły u dziecka w pokoju mają swoje role do spełnienia, i obszary wynikające z ich pozycji. Łatwiej Ci będzie np. skontrolować komputer dziecka, jak dziecko też włączysz do życia dorosłych. Oczywiście wszystko ma swój umiar. Tak a’propos to nie bardzo mi się wydaje, aby dorosły miał prawo odesłać dziecko do łóżka, gdy sam chce się zabawić “po dorosłemu” w pokoju obok.

          2. Odnosimy się tylko do bardzo wąskiego obszaru życia domowego – bo dot. dziecka w wieku szkolnym, około komunijnym, i nie wiemy co było przed i za – dlatego i nasze poglądy mogą się różnić.
            Z tego co rozumiem to uważasz, że w danym przypadku, dziecko powinno trafić do łóżka, a rodzice do kieliszka (t.j do zajęć własnych)?

          3. Dziecko nie ma takich samych praw jak osoba dorosła. Nie ma też takich samych obowiązków jak osoba dorosła. No i nie wyobrażam sobie chodzić do łózka o godzinie 19.30, tak jak odkładam swoje dzieci. Również nie widzę opcji, żeby latały wokół do północy, kiedy to ja się kładę spać. A z niemowlakami nie jadałam zmiksowanych zupek, wolałam jedzenie ludzi dorosłych, posiadających umiejętność żucia. Kiedy one robiły w pampersy, to ja jednak korzystałam z toalety. A jak mam ochotę późnym wieczorem spędzić czas w towarzystwie dorosłych ludzi, bez moich maluchów, to też mam do tego prawo, bo one mają swoją godzinę spania i nie będą z nami kwitły do północy. To rodzic jest odpowiedzialny za dziecko, to rodzic decyduje o dziecku, nawet o tym, w którym momencie to dziecko może samo o sobie zdecydować. Uważam, że to jest naturalne, a traktowanie dziecka równo z dorosłymi miałoby sens, gdyby to dziecko miało życiowe doświadczenie tych właśnie osób dorosłych, a wiadomo że nie ma.

          4. Tak właśnie jest a nie inaczej. To rodzice ustalają zasady, a zasady są bardzo ważne w wychowaniu dziecka, pozwalają bowiem na wytyczenie granic. Traktujmy dziecko, jako partnera w rozmowie, pozwólmy mu wyłuszczyć swoje racje, ale nie stawiajmy go na równi z dorosłymi. To my zaspakajamy jego potrzeby, a nie odwrotnie.

          5. “one mają swoją godzinę spania i nie będą z nami tkwitły do północy. To rodzic jest odpowiedzialny za dziecko – i to jest właśnie najlepsza droga do odwrócenia się psychiki dziecka od tzw. “roztropnych rodziców” którzy traktują własne dzieci przedmiotowo. Chore, idiotyczne “mają swoją godzinę spania”, najlepiej bez względu na wiek, czy 17 czy 8, do łóżka i koniec. Będą “tkwiły” ? Jesli tak określa się fakt obecności dziecka w pobliżu… Trzeba mieć sieczkę pod czaszką żeby tak traktować dzieci. ABSOLUTNY BRAK odpowiedzialności rodzicielskiej. Pospolite – niestety – wygodnictwo – Słuchacie, tylko położę dzieciaki do łóżka żeby się nam tu nie pałętały i możemy pić (na przykład)

          6. “Odkładam” swoje dzieci ? O 19:30 ? – no no, niezłe koszary. Zrób coś z tym, przyszłość wynagrodzi Ci to z nawiązką.

          7. Nie chodzi mi o to, żeby rodzice trafili do kieliszka. Raczej o to, że dziecko powinno znać porę snu. Ponadto impreza może polegać na sączeniu kieliszka wina przez kilka godzin, nie chodzi mi o upijanie się. Idealnie byłoby, gdyby na czas imprezy rodziców było ono z babcią, tak się jednak nie stało. A rodzice cieszyli się z wygibasów dziecka przy stole, cieszyli się, kiedy wychyliło kieliszek. No, jednak uważam, że to lekka przesada.

          8. W ogóle takiej imprezy nie powinno być w domu, w którym jest dziecko. Nie uwierzę, że mama była trzeźwa i kulturanie jeden kieliszeczek sączyła przez cały wieczór, skoro zaśmiewała się, gdy dziecko wychyliło kieliszek wódki. Musiała mieć niźle w czubie i tyle.

          9. Teraz to mi trudno ocenić, ile ona wypiła, ale ona z mężem co chwilę się zaśmiewali, jak dziecko powiedziało dowcip (już od samego początku spotkania), więc nawet nie zależało to od ilości wypitego alkoholu.
            Na pewno we wszystkim potrzebny jest złoty środek. To nie ulega wątpliwości.

          10. alElla:”Jest dziecko to nie powinno być imprezy”- tylko trzeba odmawiać wieczorem pacierze przed wspólną kolacją potem należy rączki na kołderkę położyć i czekać aż przyjdzie teściowa z dzieckiem na ręku/lub za rękę i położy do łużeczka grzecznych rodziców.
            alElla:”Dzieci nie powinny być tam, gdzie alkohol”- bzdura kompletna, dziecko jeśli zechce pić to i tak będzie piło skoro ma ciche przyzwolenie i nie jest to negowane przez rodziców. Wszystko zależy od charakteru dziecka, podejścia rodziców i sposobu wychowania.
            alElla:”według mnie, to dzieci powinny wyznaczać granice rodzicom w kwestii domwych przyjęć-nigdy odwrotnie (sic!)”- tzn. dobierać listę znajomych i czuwać się aspektem technicznym tych przyjątek na a rodzice pewnie w nagrodę powinni z uśmiechem zanosić na tacy do pokoju obok środki antykoncepcyjne swoim ledwie nastoletnim latoroślom – znudzonym tym geriatrycznym towarzystwem…A za kilka lat będzie przymusowa eutanazja “starych niepotrzebnych zgredów”…no bo “to dzieci powinny wyznaczać granice rodzicom …nigdy odwrotnie”.

          11. Bo to zależy właśnie od czasu, od rodzaju imprezy, od towarzystwa. Wiele czynników się na to składa. I grunt to tak robić tak, by nikomu nie szkodzić. 🙂

          12. Myślę, że nie warto omawiać poszczególnych przypadków, bo to zawsze będą jakieś wyjątki od reguły. A regułą nadrzędną powinno być to, że dom jest domem dla rodziny (może nawet i dla psa, którego czasem zamykamy w innym pokoju!), a nie domem publicznym – celowo przesadzam, aby wyostrzyć problem.
            Matka Agrafka słusznie pisze, że dziecko nie ma takich samych praw i obowiązków jak osoba dorosła, bo ma PROPORCJONALNE do swojego poziomu rozwoju, potrzeb i oczekiwań. Dziecko ma prawo być np. przewinięte, najedzone, wyspane, itd. ale powinno też już jako raczkujące umieć sygnalizować swoje potrzeby fizjologiczne, wykazywać cierpliwość i zrozumienie, później sprzątać po sobie, uczyć się, sprowadzać do domu partnerów seksualnych (tak!), itd. I to od nas dorosłych zależy osiąganie etapów rozwojowych dziecka stosownych do jego wieku.
            Słusznie pisze też alElla, że takiej imprezy w ogóle nie powinno być. Ja bym jeszcze uzupełnił: Może być (u mnie w domu podobno bywały jeszcze lepsze!), ale dopiero jak dziecko pójdzie spać.

          13. I właśnie o to mi cały czas chodzi: ostatnie zdanie w pełni pokazuje rozwiązanie problemu.
            A, tak myślałam, że celowo wyolbrzymiasz, bo taki z Ciebie lekki prowokator. 😉 🙂

          14. To “rozwiązanie” zna większość gości Twojego bloga, sądząc po bardzo wyważonych i rozsądnych komentarzach.
            “Kładzenie spać” nie może jednak kojarzyć się dziecku z wizytą gości, bo mimo wszystko to dziecko jest najważniejsze, a nie goście – dlatego prowokacyjnie podałem przykład z psem. 😉
            Pozdrawiam wszystkich komentujących, nawet tych, którzy opacznie zrozumieli moją propozycję wchodzenia do pokoju dziecka.

          15. Widzę, że Ty tak lubisz czasami wetknąć kij w mrowisko. 😉 🙂
            A myślę, że “kładzenie spać” chyba jednak częściej odbywa się bez gości, więc raczej się nie skojarzy dziecku. No, ale znów wracamy do punktu wyjścia. We wszystkim ważny jest umiar, zdrowy rozsądek i na pewno złoty środek. Trzeba tak postępować, by przy okazji nikogo nie krzywdzić. 🙂

          16. Bardzo lubimy przyjmować gości i nasze dzieciaki też to lubią. Cieszą się widząc jak nakrywam stół, powoli zaczynają mi w tym pomagać. Wybierają sobie miejsca przy stole, ale rozumieją jak sadzamy ich oraz inne dzieci przy mniejszym stoliku. Gdy jest mniej gości, to dzieci siedzą z nami przy dużym stole. Są z tego bardzo dumne. Najadają się, trochę się popisują i lecą do swoich zajęć. Czasem przychodzą pokazać coś ciekawego ale nie są nachalne. Jednak ich jest dwóch, jedno dziecko samo się trochę nudzi i zabiega o uwagę rodziców i gości. Gdy mamy imprezę, zazwyczaj dzieci mają więcej luzu. Mogą iść trochę później spać albo pozwalamy im zasnąć w naszym łóżku przy kreskówce. Wiedzą, że to taki wyjątkowy dzień i na swój sposób też imprezując, np. oglądając kreskówki. A ja nie ukrywam, że w ten sposób trochę się ich pozbywamy od stołu i nie wiedzę w tym nic dziwnego. Sama też tak byłam traktowana, gdy rodzice robili imprezę. Nie mogłam do późna siedzieć z dorosłymi przy stole ale rodzice pozwalali mi na rzeczy, których normalnie się nie robi. Bo faktycznie nie w porządku wobec dziecka byłoby kazać mu spać, gdy wszyscy w pokoju obok świetnie się bawią. Dla mnie zrobienie dziecku wyjątkowego wieczoru w pokoju dziecka jest właśnie takim złotym środkiem.

          17. Zależy też chyba od tego, która to godzina, bo podejrzewam, że o północy na przykład to dzieciaczki smacznie chrapią.

          18. Socjoblożko to jest faktycznie złoty środek, aż miło czytać. Ja bym jeszcze proponował nie przesadzanie z tymi “wyznaczonymi granicami” dla dziecka, bo co zrobić jak dziecko się obudzi, wystraszy, przybiegnie do mamy przytulić się, a mama właśnie przytula się do kieliszka, albo do gości? Dla dziecka nie ma tematów zakazanych, czy wyznaczonych granic, bo one są przecież zmienne, uzależnione od rozwoju dziecka, relacji rodzic/dziecko, aktualnej sytuacji, itp.

          19. Czytałam komentarze poniżej o tym, że picie przy dzieciach jest zabronione i przyznam się, że u nas w domu bywają zakrapiane imprezki, ale zawsze wtedy ustalamy kto opiekuje się dziećmi. Nie ma tak, że rodzice są zalani w trupa a dzieci puszczone samopas. Dzieci mam nie od wczoraj i bywało, że któryś się obudził a na dole towarzystwo właśnie pląsało ale rodzic przejmował malucha i z powrotem do łóżka. My akurat nie mamy nikogo z rodziny kto mógłby zająć się dziećmi a nie chcemy odkładać życia towarzyskiego do czasu aż dzieci dorosną. Ale tak jak piszesz, dziecko też człowiek i powinno wiedzieć, że rodzic lubi się bawić, choć zabawy dorosłych trochę inaczej wyglądają. Sama z łezką oku wspominam jak z bratem i kuzynostwem siedzieliśmy za drzwiami i podglądaliśmy przez szparę jak rodzice balują. Oni oczywiście myśleli, że smacznie śpimy a nam miło było popatrzeć na uchachanych staruszków. Oczywiście wszystko powinno być dostosowane do wieku dzieci, bo gdy synowie byli niemowlętami to nie robiliśmy większych imprez, raczej spotkania w niewielkim gronie a teraz jako kilkulatki cieszą się na sylwestra u sąsiadów z opcją spania. Odchodząc trochę od tematu zachowania przy stole, uważam, że dzieciom trzeba też pokazać jak można się bawić i choć jest alkohol to może to być z kulturką.

          20. Oni już chrapią o dziesiątej albo i wcześniej 🙂 Zazwyczaj zasypiają tylko trochę później niż zwykle, bo jednak są przyzwyczajeni do rytmu dnia. Ale różnica polega na tym, że mają trochę więcej luzu tego dnia, a nawet szaleństwa w postaci nie mycia się albo jedzenia w łóżku. Tylko takie imprezy są góra raz w miesiącu, jak nie rzadziej więc według mnie można to wybaczyć.

          21. Ja już pisałem wcześniej, że dla dziecka nie ma tematów tabu. Nawet jeżeli jest to szkrab 3-4 letni i tłumaczymy mu jak i po co korzystać z antykoncepcji! Granicą jest tylko zdolność percepcji dziecka. Natomiast z alkoholem uważam, że prawo (przynajmniej w starej Unii) poszło za daleko, bo dziecko można odebrać rodzicom nie tylko, gdy stwierdzi się u nich pow. 0,4 promila alkoholu, ale nawet, gdy piją piwo w obecności dziecka. Moim zdaniem to zbyt duża ingerencja, ale może się mylę.
            Pozdrawiam świątecznie ♥

          22. Jasne. Moi rodzice robili podobnie. 🙂 Dziecko i tak jak jest przyzwyczajone chodzić spać o wyznaczonej godzinie, to długo nie posiedzi, bo zaśnie.

          23. No właśnie. A tych wszystkich co to stosują “ustalone pory spania”, zamykania w pokoju, ukrywania się przed dziećmi – jeszcze raz przywołuję do rozsądku – nie wyrządzajcie swoim dzieciom krzywdy dla własnej, wątpliwej przyjemności

          24. No wybacz, ale jednak jest pewna różnica, dziecko a dorosły to chyba nie to samo. W imprezach z alkoholem, dziecko nie powinno brać udziału, za żadne skarby. Niestety, obserwuję, że te zasady od dawna już nie obowiązują. Dziecko usiłujące skupić na sobie uwagę, na imprezie dla dorosłych, o godzinie pierwszej w nocy, przekrzykujące wszystkich i popisujące się na siłę, drażni gości, nieraz zawstydza rodziców, a powinno go tam nie być wcale. Niestety, bywałam na takich imieninach. Chyba trochę przesadziłaś z tym partnerstwem i równouprawnieniem w relacjach rodzice – dzieci.

          25. Masz rację, podobnie jest z ciągnięciem dzieciaka na wesele – piszczy, rozrabia, plącze się pod nogami

          26. Sorki, a gzie ja pisałam o partnerstwie? Raczej napisałam o postawieniu wyraźnych granic przez rodziców.

        2. Ja nie muszę dawać “pasem” dziecku, kiedy trzeba iść spać jak są goście, jest tak wychowany,że wie jakie są granice i nie gadajcie głupot,że dziecko ma takie same prawa jak dorosły, to może pić ma razem z gośćmi?! Wystarczy z dzieckiem duuuuużo rozmawiać ale i krzyknąć jak jest taka potrzeba, miłość, wychowanie i zarazem dyscyplina, naprawdę da się to razem w jedno złożyć.To się nazywa miłość.Życiem też. Pozdrawiam.

  5. 9- , 10-latka należy odesłać do swoich zajęć, zabawy. U mnie w rodzinie też taki człowieczek próbuje brać czynny udział w dyskusjach dorosłych i rodzice nie protestują. Twierdzą, że nie należy nic z tym robić. Ale rzeczywiście to my rodzice musimy wyznaczać granice, a 10-cio latek doskonale powinien je rozumieć. Nie uważam za stosowne kiedy dzieci wypowiadają się na tematy poruszane przez dorosłych. Naprawdę to wszystko zależy od nas i tylko od nas czego uczymy nasze pociechy. 🙂

    1. Tym bardziej że 9-, 10-latek jest na tyle rozumny, że spokojnie da sobie radę sam w swoim pokoju, toż to przecież nie niemowlak.

    2. Nie widze absolutnie niczego zlego gdy dziecko bez wzgledu na wiek probuje wlaczyc sie do dyskusji doroslych. Bo tylko w ten sposob nauczy sie dyskutowac ze starszymi. Nic nie da dziecku takiej pewnosci siebie jak dyskusja z doroslymi. To od doroslych i ich zdrowego rozsadku zalezy, aby dyskusja byla prowadzona na pewnym poziomie gdy w poblizu sa dzieci, albo zeby dzieci nie byly w poblizu gdy schodzi na nieodpowiednie tematy.

  6. Mnie również nie wolno było siedzieć przy stole z dorosłymi.W pokoiku mama szykowała dla nas kanapki.Jeśli chcieliśmy ze stołu np.sałatkę bądź jajo z majonezem mogłam przyjść na chwilkę i poprosić aby mi to podano.I nigdy nie wolno mi było samej brać czegokolwiek ze stołu.I tego samego uczę swoje dzieci.Chociaż gdy ostatnio Ula u mnie była młody bardzo chciał zjeść w jej towarzystwie kanapkę.Ale zjadł i później odszedł od stołu.Ogólnie raczej nie spotykam się żeby dzieci znajomych z nami siedziały-ale to że biorą paluchami ze stołu jedzenie to już tak.

  7. Ja myślę, że to już zależy od ludzi.. i ich podejścia do tej sprawy. Znam dzieci, które jak usiądą przy stole, tak potrafią wysiedzieć kilka godzin, nawet bez odzywania się ;] Trochę to dziwne, ale bywa.. No ale znam też dzieciaki, które nawet 5 minut nie wytrzymają usiedzieć w jednym miejscu. Takich bym nie przymuszała do siedzenia przy stole. Jak dzieci się nudzą, to też po co je siłą zatrzymywać? Nauczyć się zdążą tego czy tamtego jak już dojrzeją do uczestnictwa (powiedzmy) “przy stole” ;]
    A u nas w domu różnie bywało.. jak byliśmy młodsi albo było proszonych dużo gości z małymi dziećmi, to siedzieliśmy z nimi oddzielnie w innym pokoju. Wraz z upływem czasu zaczęliśmy siedzieć przy stole od początku ;] Wszystko ma jakieś plusy i minusy, o których wspomniałaś we wpisie.

  8. no taak, każdy wychowuje sobie obecnie dzieci jak chce i jak umie i nie można się wtrącać. można natomiast wyrazić swoją opinię. wszystko się zmienia- mnie nie wolno było siedzieć przy stole z rodzicami.’pijesz wódkę?-nie. no, to po coś tu przyszła?” uważam, że to też fajne nie było.ale to dziecko pałętające się i popisujące- jedynaczka, no i gdzie miała iść, z kim się bawić.do tej swojej samotni…w pokoju…. może ta cala impreza była źle zaplanowana- tzn. dla tej dziewczynki…nie jestem zwolenniczką, żeby dzieci słuchały wszystkiego, o czym mówią dorośli- bo jednak dzieci inaczej świat odbierają.dorośli, jeśli planowali imprezę dla dorosłych- powinni zaplanować też czas dla tej dziewczynki- zaprosić rowieśników, albo “cuś…”no i takie popisy nie są na miejscu-wg mnie- ale inni uwielbiają się chwalić swoim dzieckiem, i pozwalają na wszystko– a to dopiero początek!!!.Ale Aniu- w podsumowaniu zawarłaś wszystko, co najważniejsze.” Owszem, dziecko niech uczy się zachowania przy stole, ale niech też wie, gdzie są wyraźnie postawione przez rodziców granice.

    Gorzej jednak, kiedy rodzice sami nie wiedzą, gdzie te granice postawić.”

    1. Pewnie najlepszym sposobem byłoby zapewnienie dziecku na ten czas opieki babci czy kogoś bliskiego. To rozwiązałoby sprawę.

  9. Klik dobry:)
    A ja uważam krótko. Dzieci nie powinny być tam, gdzie alkohol, nawet w sąsiednim pokoju. Czy mam rację? Łatwo sprawdzić. Wystarczy na trzeźwo posłuchać podpitych.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. A gdzie wysłać dzieci – na Marsa- gdy obchodzi się imieniny, urodziny czy jakąś rocznicę? Jako dziecko (jedynaczka) wiele imprez przesiedziałam z dorosłymi (innych dzieci nie było). Było trochę alkoholu, kawałów – wtedy głównie politycznych – i wyrosłam na całkiem odpowiedzialną osobę. Wszystko ma swoje granice – żadnych libacji, wiadomo, ale na imprezach rodzinnych na ogół jest alkohol i moje wspomnienia z tymi spotkaniami są pozytywne.

  10. Aaaaaa, i według mnie, to dzieci powinny wyznaczać granice rodzicom w kwestii domwych przyjęć. Nigdy odwrotnie, o!

    Się ma dzieci, to ma dzieci, i o!

    1. No, jeżeli tak pojmiemy tę granicę, to pewnie że racja. 🙂 Rodzice też muszą wiedzieć, kiedy i w czym przystopować. 🙂

      1. No pewnie,a potem niech dadzą lanie rodzicom, że byli niegrzeczni na imprezie :))))) Jestem szczęśliwa, że mam już dorosłe dzieci, bo nagle, po przeczytaniu komentarzy, miałabym tysiąc problemów, czy wolno mi w ogóle przy dzieciach rozmawiać i bawić się, śpiewać, płakać, skakać, włączać tv albo radio, bo nie daj Boże przekroczyłabym granice, które dziecko mi wyznaczyło. Przecież rodziców nie można puszczać samopas 😀 😀 Dziękuję moim dzieciom, że dobrze mnie wychowały i na imprezach oraz w domu zachowuję się godnie 🙂 🙂 Ja chyba zwariowałam albo nie rozumiem żadnego przesłania młodego pokolenia.

        Wszystkiego dobrego w Nowym Roku Anno 🙂

  11. Ja miałam to szczęście, że jak była jakaś rodzinna impreza to był na niej mój kuzyn. I rodzice siedzieli w dużym pokoju, a my w moim i zawsze świetnie się bawiliśmy w swoim towarzystwie, duży pokój odwiedzając w celach uzupełnienia zapasów żywnościowych 😉 i to chyba było najzdrowsze rozwiązanie 🙂

  12. Mam dzieci i mam imprezy 😀 i nie zamierzam czekać, aż się wyprowadzą z domu za jakieś 20 lat, żeby odbudować życie towarzyskie, jestem matką, a nie Świętą Matką Męczennicą. To tak w kontekście dziwnych wywodów poprzedniczki alElla. Wiadomo, że w ich towarzystwie wszystko z umiarem, a jak jesteśmy u siebie w domu, to idą spać o stałej porze, tak jak zawsze. Impreza z dorosłymi jest dla nas a nie dla nich. Na co dzień jemy razem, więc wiedzą jak się zachować, nie muszą koniecznie gnić z nami przy stole, jak przyjdą inni ludzie.

      1. Tak a’propos to przypominam, że art. 4 par. 2 Ustawy z 28.X.1982 r. (wielokrotnie nowelizowanej) wyraźnie mówi o obowiązku zawiadomienia policji o spożywaniu alkoholu w obecności nieletnich. Może więc lepiej udawać, że o niczym nie wiemy? 😉

          1. To nie wywody, a dowody. W wielu krajach (Norwegia, Niemcy, Holandia, Dania, Szwecja, W. Brytania) na taką imprezę wpadli by antyterroryści, i przymknęli WSZYSTKICH imprezujących, łącznie z naszą Kurką.

          2. A jak ja o tym krótko i węzłowato napisałam, to uznano za wywody i w dodatku dziwne 🙂 To…się pogubiłam, co jest wywodem, a co nie 😉

          3. Co prawda duże te piersi nie są, ale cieszę się, że ktoś by mnie ratował. 🙂 😉 Dziękuję Ci, alEllu. Widzę, że na Ciebie mogę liczyć. 🙂

  13. Dość patowa sytuacja.
    W każdym razie o ile daje własnemu wolną rękę w wyborze czy stół czy pokój, to jeśli wybierze stół to zachować się musi na tyle na ile tego okoliczności wymagają. I nie ma przebacz.
    Dziecko przecież to wizytówka rodziców. To z Twojej opowieści rodzicielom laurki nie wymalowało. Swoją drogą to mnie na ich miejscu było by zwyczajnie wstyd.

  14. gdy do moich rodziców przychodzili znajomi to mogłam siedzieć z dorosłymi tylko gdy akurat coś zjeść chciałam. w innych przypadkach dzieci miały bawić się w osobnym pokoju co z resztą mi zawsze odpowiadało bo nie przepadałam za towarzystwem dorosłych ;d

  15. Ja również nigdy nie siedziałam podczas imprez rodziców z nimi przy stole – miałam swój pokój i nawet nie za bardzo chciałam z nimi siedzieć więc teraz gdy już jestem ,,dorosła” , a mieszkam dalej z rodzicami gdy robią imprezę dla swoich gości to nie siadam z nimi przy stole , ewentualnie przyjdę coś zjeść. Rodzice również nie siedzą ze mną i moimi znajomymi więc nie rozumiem dlaczego miałabym Ja siedzieć z nimi. I tak samo jak ty uważam, że dziecko przy stole powinno mieć jakieś granice, a niektórzy rodzice jak słusznie zauważyłaś chyba nie potrafią bądź nie chcą ich postawić…

    1. Dziecko przecież w naturalny sposób chyba będzie onieśmielone taką ilością dorosłych i pewnie będzie się nudzić w ich towarzystwie.

  16. A ja z kolei zawsze byłam z rodzicami i dorosłymi, tylko dlatego że jako jedynaczka do skończenia 6 lat nie miałam żadnego małego stworka wśród rodziny. Dopiero potem mogłam mieć kompana do zabawy, ale za to na imprezach z dziećmi też było jedzenie i znikanie, żeby pobuszować w czyimś pokoju z zabawkami. A ta sytuacja z kieliszkiem… No dla mnie szok. I po Świętach. Mnie dzień po uroczym lenistwie świątecznym próbowała zepsuć telemarketerka, reszta w nowym poście, zapraszam 🙂

    1. Moje Jajo też samo, a nigdy nie było problemu, żeby poszło spać o odpowiedniej porze, niezależnie od tego czy byli goście czy nie. 🙂

  17. Ha, Szymon przy każdej generalnie imprezie siedzi przy stole – przez pięć do dziesięciu minut, na jedzenie. Potem sam odchodzi obok, by się bawić, a zwykle co chwilę wzywa do siebie po kolei kogoś z obecnych do zabawy. To fakt, że trzeba znać granice, tutaj chyba moo zostały przekroczone…

    1. To też jest dobry sposób, że jak się nie ma zapewnionej dodatkowej opieki dla dziecka, to żeby z nim na zmianę się pobawić. Wtedy wilk syty i owca cała. 🙂

  18. Nie wiem.
    może ja jestem dziwna. ale u mnie w domu nie ma ze dzieci siedzą z nami. tzn siedzą przy jedzeniu a potem do drugiego pokoju. i nieważne czy goście czy nie goście 20-maks 21 spać idą.
    Przebywam z dziećmi na co dzień. siedzą z nami, jedzą przebywają. uczą się kultury i zachowań bo przecież cały czas trzeba sie zachowywać tak samo.
    jak przychodzi do imprezy to dzieci idą do siebie. i nie ważne czy to moje dzieci czy znajomych-nie ma przesiadywania z dorosłymi. Moi znajomi to akceptują. ba pochwalają. mamy swoje tematy i swoje rozmowy. dzieci w pokoju dziecięcym maja gry zabawy itp.
    Moje dzieci wiedza-“idźcie do pokoju” to idą. się bawić. nie krzyczę, nie bije. znają zasady

    a moja siostra co robi? pozwala swojej 12 latce na wszystko. ta zbiera mądrości, i głupoty i już nad nią nie można zapanować. rodzina sie wkurza cała . bo nie można obgadać ważnych tematów bo ta posłuchuje…
    są ludzie i ludzie
    wszystko jest dla rodziców-imprezy alkohol.. tylko z rozumem
    a dziecko to dziecko…
    nie uważam żeby potrzebowało siedzieć po nocach z dorosłymi..
    zamiast się pobawić w swoim towarzystwie, albo sie wyspać..

    1. Dokładnie tak jak piszesz, jeżeli dziecko od początku ma wyznaczane granice, to wystarczy poprosić, by położyło się spać, czy poszło do siebie i jest po sprawie.

  19. Znam rodzinę, i to dość dobrze, gdzie dzieci zawsze siedziały z dorosłymi przy stole. Zawsze mnie to denerwowało, bo nie można było swobodnie porozmawiać o pewnych sprawach. Już raz myślałam, że sprawa się wyjaśniła, bo w ruch poszły właśnie takie tematy, ale mama wcale nie poczuła się ani zgorszona tym, że córki słuchają ani tato, więc skoro oni to akceptują i na to pozwalają, ja nie będę na siłę nic zmieniać. Pomijam już fakt możliwości ‘wypadku’ z %, o którym napisałaś. Dziwi mnie tylko to, że tym rodzicom nie jest głupio, że innych dorosłych stawiają w niezręcznej sytuacji.

  20. ja też w sumie nie pamiętam, bym siedział z rodzicami podczas jedzenia. Zwykle siedziałem wtedy z kuzynami i przychodziliśmy tylko o wyznaczonych porach. Pewnie to kwestia wychowania.

  21. skąd ja to znam….Szwagierka ma 6-7 letnie dziecko,któremu wszystko wolno,rządzi rodzicami mało tego chce dokazywać także innym doroslym,mlaska przy jedzeniu tak że niedobrze sie robi ,popisuje sie a rodzice dumni bze mają takie zdolne dziecko.Mnie osobiście szlag trafia,dlatego tez nie mam ochoty na rodzinne spotkania ,ale niestety czasem to konieczne

  22. Sorry, ale nie wyobrażam sobie jak małe dziecko po 22.00 może siedzieć przy stole z dorosłymi i robić za gumowe ucho. I w dodatku robic popisy. Dziecko to jednak nie dorosły, a dorośli też czasem mają prawo do odrobiny swobody. Czasem nie maja z kim.dziecka zostawic, wiec jest ono obecne, ale wszystko ma swoj umiar.

  23. No czytam i oczom nie wierzę, że ktoś postanowił opublikować to na onecie. Normalne – dzieci zachowują się tak, jak im na to rodzice pozwolą. Są też dzieci, które mają ‘silny’ charakter i za bardzo nie chcą się słuchać rodziców. W opisanej sytuacji mogło zajść wiele czynników, które wpłynęły na to, że dziecko nie poszło spać, ale jedyny jaki mi się nasuwa, to właśnie nieodpowiednie zachowanie rodziców. Potem takie dzieci w wieku 14 lat piją piwo i palą papierosy.

  24. Moi sąsiedzi mają 3,5 letnie dziecko, które chodzi spać o tej samem porze co jego rodzice np; jedynasta wieczorem (bardzo rzadko) o północy, pierwsza w nocy – te godziny są bardzo częste. Do późna biega jak oszalałe, skacze, tupie, gra w piłkę na balkonie!!! A mamusia jest szczęśliwa, że ma fajnego brzdąca tylko, że ona nie pracuje i nie musi rano wstać do pracy.

  25. Na imprezy moi rodzice wychodzili zawsze sami. Podczas rewizyt – brat i ja – nie mieliśmy dostępu do stołu. Chcieliśmy coś zjeść – prosiło się mamę. Wtedy miałam żal, bo kuzynkom wolno było siedzieć przy stole, ale była to decyzja ich rodziców, co z kolei moim rodzicom bardzo się nie podobało.
    Dorośli mają swoje tematy do których dzieci nie powinny się wtrącać, na to przyjdzie czas.
    Inny problem – to nasze malutkie mieszkanka, gdzie nie za bardzo jest miejsce dla rozbrykanej gromadki dzieci.
    Podsumowując – dzieciom przy stole z dorosłymi mówię NIE. Chyba że jest to obiadek u babci.

  26. W moim domu zawsze było prosto: dzieci siedziały z dorosłymi, ale w każdej chwili mogł odejść. Łaziliśmy po okilicy, graliśmy w babingtona w lecie a zimą, gdy chłodniej, zamiast tego bawiliśmy się w pokoju, zazwyczaj odzielnie, bo mieliśmy swoje tajemnice, na przykład wymyśloną krainę, o której rodzice nie mogli wiedzieć, I myślę, że to, albo rozwiązanie z całkiem odzielnym pokojem, jest najlepszym pomysłem. Dzieciarnia doskonale bawi się w swoim towarzystwie, jak będzie głodna, to się objawi i dostanie, a tak sama sobie poradzi. W moim domu nigdy też nie było alkoholu, nigdy. Żadnego piwa w lodówce, zadnego wina, nigdy nikt nie pił. Mama przy wyjątkowym okazjach wychyliła kieliszek, tata nigdy pod żadnym pozorem.

  27. Ha, u mnie w rodzinie jest własnie taka “gwiazda”- lat obecnie 8, na każdym spotkaniu się wydziera, przekrzykuje dorosłych, nie daje im dojść do słowa, gdy próbują rozmawiać to ona zaczyna swoje wywody tak głośno że się nie da:) Co minutę się nudzi i chce robić coś innego, zawsze naśmieci, nabrudzi, coś rozwali czy rozsypie- żeby zwrócić na siebie uwagę jak źli dorośli przez chwilę się nią nie zajmują tylko sobą. Bo jak tak mozna- przecież ONA właśnie mówi i wszyscy mają słuchać, ONA coś chce i musi dostać w ułamku sekundy bo sie obraża itp. Ogólnie spotkania rodzinne są dla mnie katorgą przez to dziecko, kiedyś nie wyobrażałam sobie że można nie lubić dziecka bo to przecież TYLKO dziecko- jednak można…

  28. Generalnie jak rodzice mają kłopoty z rozumem, to nic ich postępowanie dziecka nie nauczyło. Mieliśmy kiedyś takich znajomych, którzy gdziekolwiek przyszli to sadzali 5-cio letnią córkę przy stole. Tak było do pewnego czasu kiedy to mała, gdy nikt nie zwracał na nią uwagi, powiedziała ” a mamusia dzisiaj w nocy pupą siedziała tacie na buzi bleee”. Nastała cisza a kolor twarzy rodziców wyglądał jak po godzinnym pobycie w solarium. Mała nigdy więcej na imprezy z rodzicami nie przychodziła.

  29. No wiec powiem tak, bylam jedynym dzieckiem w rodzinie (w tym momencie, bo jednak mam DUZO starsze rodzenstwo i kuzynow) i zasadniczo lubilam siedziec z rodzina, bo nie mialam nikogo, zeby sie bawic, ale i tak nie wytrzymywalam dlugo, bo jednak lubilam sobie pobiegac. I powiem wam szczerze, jesli zdarzalo sie tak, ze na imprezie byly inne dzieci zawsze sie z nimi bawilam i dorosli nic mnie obchodzili. Zawsze mielismy osobyn pokoj gdzie moglismy sie niezle bawic. Do stolu siadalismy tylko po to, zeby zjesc. Moge wiec wam dac jedna rade, zeby wam sie dzieci nie nudzily i nie wisialy nad glowa, zaproscie jakies inne dzieci dla towarzystwa.

    1. Ależ przecież nikt tego nie chce zabronić. Przecież co dzień spożywa się posiłki, siedzi przy stole, w święta spotyka z rodziną, ale przecież są sytuacje, kiedy dzieci przy nim być nie powinno. Pewnie są sporadycznie, ale są.

  30. alElla:”Jest dziecko to nie powinno być imprezy”- tylko trzeba odmawiać wieczorem pacierze przed wspólną kolacją potem należy rączki na kołderkę położyć i czekać aż przyjdzie teściowa z dzieckiem na ręku/lub za rękę i położy do łóżeczka grzecznych rodziców.
    alElla:”Dzieci nie powinny być tam, gdzie alkohol”- bzdura kompletna, dziecko jeśli zechce pić to i tak będzie piło skoro ma ciche przyzwolenie i nie jest to negowane przez rodziców. Wszystko zależy od charakteru dziecka, podejścia rodziców i sposobu wychowania.
    alElla:”według mnie, to dzieci powinny wyznaczać granice rodzicom w kwestii domwych przyjęć-nigdy odwrotnie (sic!)”- tzn. dobierać listę znajomych i czuwać się aspektem technicznym tych przyjątek na a rodzice pewnie w nagrodę powinni z uśmiechem zanosić na tacy do pokoju obok środki antykoncepcyjne swoim ledwie nastoletnim latoroślom – znudzonym tym geriatrycznym towarzystwem…a potem za kilka lat to przymusowa eutanazja “starych niepotrzebnych zgredów”…bo “to dzieci powinny wyznaczać granice rodzicom …”.

    1. Widzę, widzę:) Co nie zmienia faktu że dzieciak i jego zachowanie działa mi na nerwy. A jego rodzice, zwłaszcza matka to juz temat na całą książkę, więc nawet nie wspomniałam o tym, bo bym się zanadto rozpisała;)

  31. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam ten wątek i wasze komentarze :). To jest faktycznie złożona sprawa, bo z jednej strony chodzi o dziecko któe jest samo i faktycznie może czuć się wyobcowane gdy je odeślemy, z drugiej o zachowanie i przyzwolenie rodziców, z trzeciej o gości którzy niekoniecznie mają ochotę na towarzystwo absorbującego dziecka (wiem coś o tym bo sama mam takie tylko młodsze). A do tego jeszcze samo zestawienie dzieci plus alkoholowa impreza. Powiem wam, że ja włąśnie z tym ostatnim mam jakiś “problem poznawczy”. Obydwoje z mężem imprezowaliśmy na studiach, potem też zawsze jeśli imprezka to był też alkohol. Ja nie piję nic od pierwszej ciaży czyli już prawie 5 lat, mój mąż od 4 – po prostu stwierdził, że już swoje w życiu wypił.I powiem wam, że odkąd ten alkohol zniknął z mojego życia to sobie uświadomiłam kilka faktów z dzieciństwa. U mnie w domu alkohol pojawiał się w różnych ilościach i w różnych wydaniach na imprezach rodzinnych i nie tylko. Czasem było tylko wesoło, czasem pojawialy się nieprzyjemne sytuacje. Czasem widziałam po prostu jak rodzice czy wujkowie/ciocie głośno się śmieją czy nie do końca prosto idą. I bardzo źle to wspominam, bardzo nadwyrężało to moje poczucie bezpieczeństwa. Sam fakt, że mama czy tato są jacyś troche inni. Byłam przerażona, że coś się stanie a oni mi nie pomogą, albo że mówię im o czymś a oni tego uważnie nie słuchają, albo zapomną. To uczucie towarzyszło mi zawsze, nawet gdy to było jedno piwo. Pamiętam też jak leżałyśmy z moimi siostrami ciotecznymi przestraszone i słuchałyśmy jak między ich rodzicami zaczyna się awantura – bo tak zawsze się kończyły imprezy z ich udziałem i obmyślałyśmy co zrobić żeby już przestali. Zdażało nam się wylewać alkohol do zlewu. I nie mówię o jakiejś patologicznej rodzinie – pochodzę z normalnej, dobrze sytuowanej rodziny, gdzie wszyscy są wyksztalceni, pracują itd. A mimo wszystko takie mam wspomnienia związane z alkoholem. Piszę to, bo jestem ciekawa czy wy nie czuliscie się zagrożeni widząc rodziców uhahanych :), zbałwankowanych czy jak tam to zwał – wstawionych ? Jestem ciekawa jak dzieci to generalnie odbierają ? Ja obiecałam sobie, że moje dzieci nigdy nie zobaczą mnie pijanej, ale z drugiej strony nie chciałabym, żeby alkohol był u nas w domu tematem tabu. Chciałąbym żeby moje dzieci wiedziały co to jest, że jest dla ludzi, wiem że będa pić na imprezach itd. Jestem tylko ciekawa jak w tym kontekście powinni zachowywać się rodzice? Jak myślicie ? Wiem, że impreza ze znajomymi nie musi od razu oznaczać, że ktoś się upije, ale umówmy się, jeśli zapraszamy do siebie ludzi i podajemy alkohol to nie możemy nagle sprzątnać i powiedzieć, wiecej nie pijecie :). Pozdrawiam, jestem ciekawa waszego zdania.

  32. Zawsze siadaliśmy do stołu żeby coś zjeść ,natomiast żeby usłyszeć coś …….i..t.d. to praca nad miarę gówniarza .Jakoś nigdy nas nie interesowały zachowania dorosłych ,bo mieliśmy własny dziecięcy świat we własnym swoim świecie ,i tak powinno pozostać 🙂

  33. Chodzi Ci o zasady czy o to ze po prostu drętwo sie bawilas z bachorem recytujacym pól repertuaru kabaretow? Jeśli to 1 to cię nie rozumiem, jeśli to 2 to jednocze sie w bólu 😉

  34. Nie mam pojęcia o co tyle dyskusji.
    Mam dwójkę dzieci i nie wyobrażam sobie żeby (poza sylwestrem) siedziały ze mną do 23.
    Bez względu na to czy jest w domu impreza czy nie. Pamiętam jak do babci na wakacje jeździłem dziadek pozwalał prawie na wszystko ale jak chciałem dłużej wieczorem posiedzieć zawsze powtarzał – “Ja dobranocki nie wymyśliłem”. To jest pora spania i tyle. Rodzic ustala, może w nadzwyczajnych okolicznościach zmienić (urodziny, sylwester, święta z dobrym filmem dla dzieci). Ale pora spania jest porą spania.

  35. 1. Nie wiem czemu, ale wasze wypowiedzi bardzo mi się nie podobają. Większość zalatuje wychowaniem autorytarnym. Niektóre epitety dotyczące dzieci mnie dziwią, jak np. ‘bachor’. Ja nieraz słyszałam więcej mądrości od dzieci, niż niektórych dorosłych. To bardzo spostrzegawcze istoty 😉

    2. Myślę, że dziecko z historyjki było zaaferowane i chciało się ‘pokazać’ a rodzice mogliby je delikatnie położyć spać o pewnej godzinie, ale…to już ich sprawa.

    3. Dziecko to nie pies, żeby go tresować i wpajać, robić z niego ‘kulturalnego’ człowieka. Niektóre z tych zwyczajów dla innych mogą być barbarzyńskie. Liczy się szacunek i miłość do 2go człowieka, a nie ‘granice’. Z ‘granicami’ bywa różnie, byle bez krzywdy z obu stron.

  36. Ja rozumiem, że alkohol + dziecko, to problem. Ale czemu wszyscy się czepiają, że dziecko o 22 jeszcze nie śpi? Nikt normalny by nie usnął, gdy w drugim pokoju jest hałas. I dla mnie (poza tym kielichem) problemu nie ma.

  37. Podawanie dziecku alkoholu jest PRZESTĘPSTWEM. tak więc byłaś świadkiem przestępstwa i NIC nie zrobiłaś? Nieładnie. Tym bardziej, że – jak pokazują statystyki – 90% alkoholików swój “pierwszy kieliszek” (pierwsze piwo, itd.) wypija w domciu, pod czujnym okiem kochających rodziców (“pij, pij – jak mamusia/tatuś ci daje, to znaczy, że ci nie zaszkodzi!”). A co do jedzenia przy wspólnym stole, to – jako mama dwójki dzieci – sądzę, że w “normalnych” warunkach (zwykłe, codzienne posiłki, rodzinne święta w małym gronie) dzieci powinny zasiadać razem z dorosłymi. TO NORMALNE, że dwulatek ubrudzi się czasem jedzeniem, a czterolatek nie zawsze radzi sobie z nożem i widelcem. Albo grymasi. Jednak wspólny stół bardzo jednoczy rodzinę. Natomiast oddzielny stolik dziecięcy stosujemy, gdy gości jest więcej – np. przy okazji wesela, komunii czy innego zjazdu rodzinnego. Wtedy rzeczywiście nie ma potrzeby, by dzieci słuchały rozmów dorosłych – a żadna ciotka się nie zgorszy, że dziecię wysmarowało się buraczkami, albo wylizało talerzyk po lodach…

    1. Bije się w piersi. Ale to było ponad dziesięć lat temu, więc już za późno. Mogę tylko dopowiedzieć, że dziecko było rozkapryszone, ale nie wyrosło na zdemoralizowanego człowieka.

  38. Cieszy mnie bardzo co tutaj piszecie, ponieważ widzę, że Wasze dzieci są gaszone już od najmłodszych lat a ponieważ szczerze nienawidzę Was Polaków i tego Waszego Państwa, które tak beztrosko stworzyliście potencjalna słabość przyszłych Polaków daje mi to szansę, żeby któregoś dnia wziąć co moje – WOLNOŚĆ.

  39. Jako dziecko pamiętam, że święta to był najnudniejszy czas w roku, bo musiałem siedzieć przy stole i przysłuchiwać się bełkotowi na wpół pijanych biesiadników. Dlatego po wyjeździe z Polski obchodzę święta na plaży i cieszę się, że tak robię. Z tego co czytam na tym blogu w Polsce nic nie zmieniło się. Nic dziwnego, że średnia życia w tym kraju jest tak niska.

    1. Nie, no bez przesady, nie jest tak źle. A jakieś dziwne przypadki zdarzają się wszędzie. Możemy tylko pozazdrościć plaży, o ile ciepła była. 😉

  40. Jeżeli mamy dziecko, to mamy dziecko. To nie jest przedmiot, który możemy odłożyć na półkę, kiedy się znudzi, to jest odpowiedzialność na całe życie. I to jest odpowiedzialne ze strony rodziców, że wymagają od dziecka, aby o względnie wczesnej porze kładło się spać – rano idzie do szkoły, a nie podamy mu przecież kubka kawy, aby nie odczuwało zmęczenia. I ta sama odpowiedzialność powinna kazać rodzicom NIE PIĆ jeżeli nie ma innego, trzeźwego opiekuna, któremu przekazujemy odpowiedzialność za nasze dziecko (np Babci). U nas tego problemu w ogóle nie ma, bo nie pijemy oboje, ale logika podpowiada: jeżeli jesteśmy tylko my dwoje – pije tylko jedno z nas. I nie powinno być tłumaczenia, że to tylko dwa piwa, że jesteśmy w domu, że to tylko kieliszek lub dwa wina, przecież się nim nie upiję, to kulturalne. A jakby dziecko się przewróciło i rozbiło sobie głowę, albo by się czymś zadławiło, kto będzie trzeźwy, żeby odpowiednio szybko zareagować, odwieźć do szpitala, SIĄŚĆ ZA KIEROWNICĄ ? Też będzie się taki rodzic tłumaczył, że przecież kulturalnymi dwoma piwkami nie mógł się upić?
    Druga sprawa to kwestia traktowania dziecka jak pełnoprawnego członka rodziny i domownika. Każdy domownik ma prawo do prywatności i przyjmowania swoich znajomych. Jeżeli moje dziecko przyprowadzi koleżankę, nie siedzę im nad głową, szanuję jej prywatność. Jeżeli ja przyjmuję koleżankę i chcę z nią spokojnie porozmawiać, mam prawo do tego, aby w tym czasie moje dziecko nie siedziało nam nad głową i komentowało. Mam prawo poprosić ją, aby poszła do swojego pokoju. Oczywiście, jeśli chcę jej coś powiedzieć, albo o coś poprosić, przeszkodzę jej i jej koleżance, jak ona coś ode mnie chce, też może przyjść i poprzeszkadzać mnie. Jestem zdumiona, że niektórzy uważają za naturalne, że rodzic nie ma prawa do kontaktów towarzyskich, bo dziewięcioletnie dziecko NUDZI SIĘ w swoim pokoju. A po co ma tam lalki, misie, książki, puzzle, farby? Dziewięć lat to aż nadto, aby młody człowiek nauczył się organizować sobie czas i rozrywkę, zamiast oczekiwać od rodziców, że zawsze zaradzą jego nudzie.
    Pozdrawiam autorkę bloga, wspaniale prowokuje do dyskusji 🙂

    1. Dziękuję za bardzo cenny głos w dyskusji. 🙂 Zgadzam się z tym, co napisałaś w stu procentach. :)Serdecznie pozdrawiam.

  41. Wczoraj właśnie miałam okazję, niestety, zaobserwować to, o czym napisałaś. Byliśmy u znajomych. Do znajomych przyszli znajomi z córką (mieszkają 2 piętra niżej). Córka siedziała z dorosłymi przy stole, przysłuchiwała się (12 lat) więc rozumiała większość rzeczy. Był alkohol, były ciężkie tematy i przekleństwa. Po którejś “k*rwie” mama dziewczynki zareagowała “eee, tu jest dziecko”. Żeby nie robić kwasu powiedziałam: ok, to teraz wszyscy porozmawiajmy o wampirach czy to ty tam x (imię dziewczynki) lubisz. Rodzice dalej tego nie zrozumieli. Dziewczynka usiadła sobie na kanapie i grała na telefonie. nie wiem, co ona tam w ogóle robiła, bo przecież mieszka 2 piętra niżej! Poszłą, potem wróciła, tym razerm gospodarz domu sam zareagował, że to spotkanie dla dorosłych. Na te słowa rodzice dopiero sie obudzili i kazali jej pójśc do domu. Ufff.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *