Oferty pracy

Czytelnicy tego bloga wiedzą, że od jakiegoś czasu szukam pracy. Dokładniej posady, bo pracę to sobie pięknie potrafię zorganizować na przykład w kuchni. Wysłałam już koło kilkudziesięciu listów motywacyjnych i CV. I nawet byłam już na dobrej drodze, by dostać posadkę w urzędzie. I już prawie zaczynałam treningi celebrowania posiłków i picia kawki, jednak okazało się, że niestety nie wyszło.

I tak zastanowiło mnie jedno. Przeglądam ogłoszenia o pracę. I w zasadzie czym wyższe kwalifikacje, tym gorzej. Na przykład znalazłam ogłoszenie o pracę w nowo powstałym portalu. Potrzebni ludzie z lekkim piórem i znajomością zasad ortografii i gramatyki. Ale są zastrzeżenia, że nie może to być nikt z wyższym wykształceniem, że nie może być z doświadczeniem dziennikarskim. Najlepiej taka świeżynka, która nic nie umie, jest ciekawa świata itp. Autorzy ogłoszenia zapewniają, że zależy im na tym, żeby ten pracownik nie był „skażony” nawykami z innego miejsca. No, dobra. Nawet jestem w stanie to zrozumieć, chociaż wydaje mi się, że jednak człowiek różni się trochę od gąbki i pewne rzeczy potrafi oddzielić. Ale mogę się mylić. I w końcu dochodzę do oferowanych przez tę firmę zarobków. 500 zł! Ha! I to brutto. Ponadto „nie można liczyć na własne biurko”. Co prawda nie bardzo rozumiem. Bo co? Niby trzeba sobie je przytachać, czy to może taki zawoalowany sposób na powiadamianie o tym, że to praca zdalna?

Ponadto trafiłam na ciekawych ludzi. Człowiek nie spodziewał się, że tyle patologicznych przypadków wokół niego. Miałam na przykład propozycję pisania recenzji różnych imprez kulturalnych dziejących się… w Krakowie i w Poznaniu. Fajnie nie? Tylko nie bądźcie naiwni i nie myślcie, że miałabym w nich uczestniczyć. Nic bardziej mylnego. Miałam wyszukiwać je w necie i pisać recenzje. Niestety nie przyjęłam posadki, bo moja szklana kula nawaliła ostatnio i straciłam łącze, więc trudno mi przepowiadać przyszłość, przeszłość i teraźniejszość. Jednak przeraziło mnie to, że pewnie w końcu znajdą naiwniaka, który siedząc przed kompem na dupie, będzie pisał, jaką to zajebistą imprezę zorganizowano w drugim końcu Polski. Albo będzie pisał pseudo-recenzję, z której nie będzie wynikało nic, tak na wszelki wypadek.

Ręce mi opadły do samej ziemi. Nie, ja chyba jestem kosmitką. W zasadzie mój tatuś tak troszkę zachowuje się też jak kosmita, więc podejrzewam, że mamusia poszła w cug z nie-Ziemianinem. I teraz jakoś tak chyba trochę nie przystaję do rzeczywistości.

Dochodzę też do wniosku, że trzeba będzie chyba wziąć sprawy we własne ręce i zatrudnić się w końcu samodzielnie. Ha! I pensję sobie przydzielić godną. I należycie siebie jako pracownika i szefa traktować. I uznać swe kwalifikacje za najlepsze w świecie. I na urlopy wysyłać jak należy. I…

… zejść na ziemię.

0 myśli na “Oferty pracy”

  1. a po ziemi stąpaj twardą stopą… najlepiej połączoną bezpośrednio z jeszcze twardszym tyłkiem ( kuprem?)…. hehehehehe nie ma lekko, ale znajdziesz jakąś świetną ofertę dla siebie;))

  2. To prawda, że o pracę dziś cieżko. Coraz częściej słyszę, że ludzie wykształceni, są za bardzo wykształceni. Ja juz nie wiem, co się to robi, ale jak nie masz “pleców”, to ze znalezieniem pracy ciężko.

  3. Ha, coś w tym jest. Pracodawcy często wymyślają tak abstrakcyjne oferty, że nie wiadmo, czy się śmiać, czy płakać. Jest to prawdziwy dramat, a jakże. No ale co zrobić, takie życie. Ja 3mam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia w szukaniu normalej, dobrej posady – a nie jakiś abstrakcji w stylu “wszystko za 500zł” – i nie jest to oferta wyprzedaży…

    1. Ostatnio dziennikarze sprawdzali jak to jest na rynku pracy i dziennikarka zatrudniła się do zwijania krówek. 1 zł za kg. Podobno w ciągu 8 godzin najlepsi zwijają 8 kg. Nie wierzyłam, jak to czytałam. A ona była zdziwiona niesamowitą pokorą pracowników, cieszyli się, że mają pracę! Masakra jakaś. A właściciel nie mógł dać więcej, bo krówek by nie sprzedał, mógł też kupić maszynę do zwijania, która byłaby wydajniejsza i wtedy nikt nie miałby nawet tej złotówki za zwijanie.

          1. Smutne jest to, że się dają tak traktować – ale to już kwestia polityki w naszym kraju. Po prostu dramat, że jest tak ciężko o pracę…

          2. Jak się ma kredyt do spłacania i dzieci do wyżywienia i żadnych innych potencjalnych źródeł dochodów, to każde pieniądze przyjmuje się z pocałowaniem ręki.

  4. Dziś na emocjach zagrałaś tak z innej beczki. Smutny troszkę ten wpis, z szukaniem pracy wszędzie nie jest łatwo tak w Starogardzie G, jak w Stargardzie S. Trzymam kciuki, najważniejsze to robić to co się lubi, a reszta?, a reszta jakoś się ułoży.

  5. Aniu, głowa do góry! Wiem, jak trudno znaleźć godną pracę, ale wiem również, że czasami warto się dać trochę ‘stłamsić’ by zdobyć umiejętności i doświadczenie i by móc się wykazać. Ja we wrześniu znalazłam pracę po trzech tygodniach szukania. Fajne stanowisko – dyrektor ds. marketingu, fajna firma, fajne pieniądze – jedyny minus – umowa o dzieło, bez możliwości uzyskania innej. Ale myślę – do końca studiów popracuję. No i nagle, jakieś trzy tygodnie temu, dostałam telefon – że o mnie słyszano, że słyszano, jak pracuje, jak angażuje się w działalnośc firmy, jaka jestem rzetelna. I zaproszono mnie na rozmowę. Poszlam, mając swoją pracę z dobrą kasą, bardzo sceptycznie, od razu na dzień dobry postawiłam warunki – jesli nie dostane takiej kasy jak tutaj i umowy o prace, nie mamy o czym gadać. No i zostałam tam półtora godziny. Zaproponowano mi kasę większą, niż obecnie, 3 miesiące okresu próbnego, a potem umowę o pracę. Wychodzę i mówię (JA MÓWIĘ! PIERWSZY RAZ!), że się zastanowię i zadzwonię. No i oczywiście wiadomo – zgodziłam się (zaczynam od grudnia), ale tak siedziałam z rodzicami i mówie, że do tej pory robiłam za psie pieniądze (zarabiałam 530 zł miesięcznie, pracując 7 dni w tygodniu po okołu 100-110 godzin miesięcznie!), potem udało mi się znaleźć to dyrektorowanie i teraz nagle taka propozycja? Wiem, kto mnie polecił, bo wypytałam… Myślałam, że takie telefony i ‘wykupienie’ pracownika do konkurencji zdarza się tylko w filmach, a jednak… Także wiem, że czasami spada na nas coś takiego, że robi się naprawdę fantastycznie! Zatem głowa do góry:* I Tobie się uda znaleźć ciepłą posadkę, nawet jesli początkowo, nie miało to by być coś fajnego.
    A jesli nie to – własna firma – czemu nie? Masz już jakiś pomysł?

    PS.Wiem, że moje opowieści są ostatnio takie..niemożliwe, ale sama jestem w szoku, ile się dzieje:D

    1. myślę, że jednak innej pracy szuka młoda osoba, dla której jest to początek kariery zawodowej, a zupełnie innej ktoś kto ma za sobą 20 lat doświadczenia i listę osiągnięć na koncie. Nie koniecznie ma się wtedy ochotę zaczynać wszystko od nowa jak zaraz po studiach i stawać do konkurencji z młodymi, którzy połowy tego nie potrafią co my. Wtedy chce się wykorzystać swoją wiedzę, doświadczenia. to jest nasz atut. I miło jest jeżeli nasze kompetencje idą w parze z godną wypłatą i posadą.

      Aniu wszystkiego najlepszego w szukaniu wymarzonej pracy. Czasem się tylko zastanawiam, czy coraz dłuższy okres bezrobocia nie zadziała na Twoją niekorzyść? Oby tak nie było. Trzymam kciuki

        1. to ja się pogubiłam 🙂 pisałaś, że jak się przeprowadziłaś w mężulka strony to musiałaś porzucić pracę i zostałaś kurka domową. Mniej więcej wtedy zaczęłaś pisać tego bloga. A to już ponad rok 🙂 teraz piszesz, że dopiero 3 miesiące jesteś bezrobotna 🙂 Myślę, że jesteś tajną agentką 🙂

          Co by to nie miało być, powodzenia 🙂 Czy ciepły etacik, czy własna firma, oby dawało Ci satysfakcję i wypłatę 🙂
          Znam takich co łączą jedno i drugie.

          U Ciebie wiele zmian, na lepsze chyba 🙂 i książka i firma… Oby tak dalej, może za jakiś czas Ty zatrudnisz jakiś bezrobotnych.

          1. Rok po przeprowadzce, trochę byłam na urlopie jeszcze, więc oficjalnie niby jeszcze pracowałam, potem miałam kilka zleceń i tak jakoś zeszło. A od 3 miesięcy jestem oficjalnie bezrobotna. 🙂 🙂

        2. Nie wiem, czy młoda osoba szuka innej pracy, niż osoba starsza. To że mam za chwilkę 24 lata nie znaczy, że nie szukam stabilnego zatrudnienia.
          Pracuję od 17 roku życia, a od 19. utrzymuję się sama.
          Fakt, że nie mam rodziny i muszę utrzymać tylko siebie, nie powoduje przecież, że nie mam pewnych ambicji, czy doświadczenia, ktore udało mi się zdobyć, pracując w różnych miejscach.
          Rozumiem,że młodzi po studiach, cytuję ‘nie umieją połowy tego co Wy’, ale kiedyś muszą to doświadczenie zdobyc. Nie rozumiem też tego, dlaczego osoby starsze wiekiem, czy doświadczeniem w pracy, uważają się za lepszego pracownika, tego, któremu należy się lepsza praca. Każdy powinien mieć równe szanse, niekiedy młodzi, tacy jak ja, szybciej się uczą i okazują się być bardziej sumiennym pracownikiem, niż ktoś, kto skończył X lat i ma taaakie ogromne doświadczenie.
          W mojej wypowiedzi chodziło mi o to, że czasami nawet nie przypuszczamy, co takiego może się wydarzyć w naszym życiu, co je fajnie odmieni. Dziś, Anno, nie masz pracy, jutro możesz dostać wspaniały telefon, tak jak dostałam ja.
          Pozdrawiam

          1. Masz rację. To też nie jest tak, że jak ktoś jest starszy, to czuje się lepszy. Dzisiaj nie ma reguły, chociaż na pewno młodszym łatwiej o pracę. Jak się nie ma rodziny, to też człowiek bardziej elastyczny. Przeprowadzasz się na drugi koniec Polski i tyle, a z rodziną zawsze wtedy trudniej. No, ale nie ma co narzekać. Trzeba brać sprawy w swoje ręce i tyle. Wierzę, że się uda. 🙂

  6. Uważam, że to bardzo dobry pomysł:podjąć decyzję, wziąć sprawy w swoje ręce i zatrudnić się samodzielnie.Wymaga to odwagi, niewątpliwie,ale nie spróbujesz- nie posmakujesz
    Wszystko na spokojnie i z rozwagą. Z całego serca życzę powodzenia!!!

      1. Tak zdecydowanie pewnej odwagi. Ja prowadzę własną działalność już cztery lata. Różnie jest, szczególnie, gdy skończył się okres przywilejów z ZUS (30% normalnych składek).
        Wymaga to dużo samodyscypliny, ale myślę,że kto jak kto, ale Ty dasz radę.

  7. Przede mną ostatnie parę dni pracy i zasiłek i poszukiwanie pracy, Wcześniej się rozglądałam i masakra
    Powiem wprost: liczę na znajomości, na szczęście, na cud.
    Znajomi mówią – myśl, zakładaj firmę…… i nas zatrudnisz 😀
    Zamykam drzwi, by otworzyć drugie. Mam tylko nadzieję, że gdzieś między tymi drzwiami nie polegnę…

  8. Tak jak już kiedyś pisałam najlepiej być długonogą 22 letnią blondynką z 10 letnim doświadczeniem w pracy i odchowanymi dziećmi …
    Pomijając fakt ofert głupich, pracy za którą dostaje się śmieszne pieniądze, to one są po prostu nieuczciwe. Jak można proponować komuś pisanie relacji z imprez, w których piszący nie uczestniczy? To zwyczajne kłamstwo wychodzi albo – nie wiem co gorsze – miałki tekst, który od biedy można podpiąć pod dowolną imprezę, jak się odpowiednio tytuł zmieni. I czego ma młodych uczyć taka praca? Kłamstwa, konfabulacji, niedopowiedzenia, braku etyki ….

    1. Dokładnie. Byłam zdziwiona, że coś takiego się dzieje. Ale okazało się, że są tacy, którzy piszą recenzje książek, których nie przeczytali, więc wszystko jest możliwe.

      1. Dobrze, jeśli taki człowiek pisze tekst na temat czegoś neutralnego albo przynajmniej zada sobie trochę trudu i sprawdzi wiadomości, które podaje. Jeśli niestety weźmie się za coś specjalistycznego, albo jest leniwy i idzie na łatwiznę, to takie “buły” czasem wychodzą, że włos się jeży. A ludzie przeglądają Internet i święcie wierzą we wszystko, co tam przeczytają….

        1. Nie wierzę, że można napisać dobrą i rzetelną recenzję, kiedy się czegoś nie widziało i nie przeczytało. Można streścić, ale ocenić chyba się nie da. 🙂

          1. Ocenić też by się dało. Wystarczy poczytać trochę recenzji i we własne słowa ubrać przemyślenia, które “chyba bym miał(a) gdybym to przeczytał(a)”. Nigdy nie robiłam w ten sposób, ale czasem mnie korciło…
            Gorzej, jeśli miałaby to być recenzja książki, która właśnie się ukazuje i nie ma na podstawie czego pisać 😉

          2. Tylko gdzie wtedy rzetelność i uczciwość? Ja bym jednak tak nie potrafiła i nie chodzi o warsztat.

  9. Koniecznie idź na swoje. To naprawdę nie jest takie trudne, a z jednej strony komfort bycia sobie szefem a z drugiej oczywiście ryzyko. Ale jak spróbujesz to nie będziesz chciała inaczej.

  10. Moja droga moja mama nie ma wykształcenia wyższego, tylko zawodowe. Od marca bez skutku szuka pracy. Tak jak Ty wysłała milion CV i listów. Z tego odezwało się kilka osób a ostatni pracodawca zaoferował jej 3 zł ( !! ) na godzinę.

    I uwierz, że jak szuka pracy jako dozorczyni czy sprzątaczka najlepiej byłoby gdyby znała język angielski i miała 30 lat.

    Chory kraj…

  11. Wczoraj mówili w TV że nawet można się spotkać z ofertą gdzie proponują 2.40 za godzinę…A oczywiście było pieprzenie że można by ustalić że min.stawka za godzinę to 10 zł-i tak w tym momencie bylibyśmy jako państwo europejskie na szarym końcu.I to oburzenie pracodawców że będą musieli w takim razie zamknąć zakłady pracy .No tak,biedulki jedne.Ja uważam że polskie prawo sprzyja tylko i wyłącznie pracodawcom.Ci zaś zawsze jęczą że im mało.Tylko ja się pytam-dlaczego w innych krajach europy się da a u nas nie.U nas nic się nie da-ani zarobić,ani leczyć,żyć godnie też nie.

    1. Jako żona pracodawcy (niewielka firma budowlana) muszę Ci powiedzieć, że ten medal ma dwie strony. Niestety, narzekamy na bezrobocie, ale uwierzcie, że ludziom się nie chce pracować. A koszty jakie ponosi pracodawca małej firmy związane z pracownikiem często przekraczają jego dochody i możliwości.
      Ale to nie jest tematem tego wpisu.

        1. I koszty pracy wysokie. Często pracownik woli się z pracodawcą dogadać, żeby albo całkiem na lewo pracować, albo za najniższą legalną stawkę, a reszta do kieszeni poza umową.
          Chyba dlatego też, jeśli bym coś takiego umiała, na czym bym mogła zarobić, najchętniej założyłabym jednoosobową firmę.

  12. Ach Aniu, będąc na swoim oczywiście możesz przydzielić sobie urlop, podczas którego będziesz musiała opłacać zusik, a nawet iść czasem na chorobowe, podczas którego trzeba i tak opłacać składkę zdrowotną. Po latach kilkunastu przyślą Ci pisemko, takie jak ja otrzymałam ostatnio, informujące że gdybyś teraz przechodziła na emeryturę, to dostałabyś 200zł. Dla porównania Ty co miesiąc masz obowiązek dać im prawie 900. Już nie będę zanudzać Cię porównaniami opłat przedsiębiorcy polskiego i brytyjskiego bo wiadomo na czyją korzyść porównanie wypadnie. Generalnie przedsiębiorczy Polak jest przez państwo traktowany jak wrzód na dupie zdrowego społeczeństwa.

      1. tzn działalność ma założoną w Polsce, ale usługi wykonuje wyłącznie w Szwecji, podatki mógł płacić tu albo tu, podobno u nas taniej. No ale u nas emerytura potem też wychodzi taniej, a tam godna

        1. Ja pisałam o opłatach zusowskich nie o podatkach 🙂 Fakt, że akurat w Szwecji im więcej zarabiasz, tym większy procent musisz oddawać na podatki, zresztą w innych krajach skandynawskich chyba jest podobnie. Kiedyś nawet słynny zespół ABBA uciekł przed podatkami do USA. 🙂 Z drugiej strony u nich jest bardzo rozbudowany socjal i nie chodzi o utrzymywanie bezrobotnych z podatków bogatych, tylko o różne dodatki dla słabiej zarabiających, osób starszych niepełnosprawnych, państwową oświatę itp. Osobiście nigdy nie byłam w Szwecji, ale znajomi tam mieszkają i z opowieści wiem , że poidręczniki są darmowe, jakieś dodatki na rozpoczęcie roku szkolnego dla każdego ucznia itp. różne inne udogodnienia.

          1. oj jasne że o zusie 🙂 ale podatki też, tak oni mają bardzo rozbudowany system opieki nad najsłabszymi i w ogóle taki naprawdę na rękę rodzinie.

      2. To prawda, że podatki w Polsce są niższe jak w Szwecji, ale za to świadczenia dużo, dużo większe. Emerytura w Szwecji jest nieporównywalna z polską emeryturą. Warto myśleć perspektywicznie.

    1. Teraz to już ponad 1000zł. Jak mam chore dziecko (i biorę od lekarza opiekę) przez ok. tygodnia to dostaję łaskawie ok. 170zł opieki od ZUS-u. No po prostu cały majątek…
      A mi wyliczyli dużooooooo, bo 530,00zł emeryturki.

  13. Moja siostra jest w tym momencie w W-wie i szuka pracy. Pojechała na praktykę absolwencką w ministerstwie, miesiąc gratis. Po miesiącu przedłużyła o następne 3, już płatne. Teraz okazuje się, że może zostać jeszcze na rok, na umowę zlecenie. Może w ciągu roku zwolni się gdzieś jakieś biurko, kto wie… Może wyrobi sobie jakieś znajomości w ciągu roku 😉
    Ja pracuję na czymś w rodzaju umowy zlecenia- póki pracuję, zarabiam. Emerytury nie będę miała nigdy, bo nie odprowadzam składek (pocieszam się tym, że ci, którzy odprowadzają, też g… będą mieli).
    Czarny humor, he he

    1. Ha, ha 🙂 Czarny, niestety. Trzeba mieć nadzieję, że dzieci w przyszłości będą mieć pracę i zajmą się starymi rodzicami i nie dadzą zemrzeć marnie. 😉 🙂

  14. Sądziłam, że dziś by założyć jakąś renomowaną strone to trzeba mieć spory budżet by mieć za co opłacić pracowników. Okazuje się, że wystarczy poszukać paru jelonków co za 200 zł będą tyrać całodobowo i będą jeszcze zmyślać 😛 Już wróżę sukces tego portalu… chociaż kto wie? Ludzie łatwo się nabierają.
    Ale przynajmniej jest się z czego pośmiać 😀

    1. Ci to jeszcze chcieli płacić, a ile jest portali, które “zatrudniają” na staż. Nie płacą nic przez kilka miesięcy, ale w nagrodę dadzą Ci zaświadczenie. No, dla młodego człowieka, który nie ma żadnego doświadczenia to może i dobre, ale z czasem to oczekuje się jednak innych ofert. 🙂

        1. Ha, ha 🙂 Koszulki? Nieźle. Chociaż jak się jest w Lo, to dobre i koszulki pewnie. A i praktyki nabyłaś jako bardzo młoda osoba, to też cenne. 🙂

  15. Cyrki się dzieją z ta pracą. A co do wykształcenia, to kiedys słyszałam historie z życia wzięta, jak kobieta pracują w urzędzie pracy powiedziała dziewczynie (po studiach dyplomowych) ze gdyby sie tyle nie uczyła i miala skończoną “zawodówkę”, to pracę by dla niej miała, a że sie chciało uczyć, to teraz jest jak jest – takie podsumowanie ;]

        1. Taki jest warunek przyjęcia do szkoły zawodowej, jeżeli szkoła nie załatwia praktyk, uczeń musi mieć podpisaną umowę z pracodawcą o praktyki, inaczej nie zostanie przyjęty. Tak jest w klasach wielozawodowych.

  16. No Aniu, otwarłaś puszkę Pandory.
    Ja zaraz jadę złożyć dokumenty na kurs dofinansowany z UE. Już wiem, że bardzo dużo chętnych , a wymogi też wysokie. A może się uda, trzeba się dokształcać i rozwijać w każdym wieku…
    O zgrozo…

  17. Chińczycy robią to bardzo prosto. Potrzebowali: informatyka (soft i hard), elektronika (RTV, digital i Usc), mechatronika, robotyka, psychologa, mechanika, elektryka, narzędziowca, i chemika – ale UWAGA!!! wszystkie zawody w jednym! Zgłaszali się ludzie z w.wym. zawodami, ci co przeszli testy i egzaminy zostali zatrudnieni na 3 miesięczny okres próbny. Z 460 osób wyłoniono 16 (w tym mnie), i ci dostali umowę na rok. Teraz naprawiamy skomputeryzowane roboty, i już wiadomo, że jak skończy się seria, to zwolnią nas, a potem do nowej serii zatrudnią nowe osoby, bo wtedy będą potrzebne nowe wysokospecjalizowane umiejętności. Okazuje się, że bardziej opłacalne jest takie zatrudnianie, niż płacenie stałej pensji wysoko kwalifikowanym osobom. Liderem naszej grupy został … 22-letni kucharz po zawodówce, który kieruje m.in.: 3 doktorami inż., 4 mgr. informatyki, i jednym dr. filozofii. Nikt nas nie pytał o zawody, wiek, czy inne kwalifikacje. Decydowała rozmowa wstępna i kilka testów praktycznych …

  18. Końcowa konkluzja jak najbardziej słuszna 🙂 Nikt grafika nie układa, nie ma podwójnych standardów i co najlepsze zarabia się samemu na siebie.
    Z tymi kwalifikacjami i ich brakiem to są cyrki.
    Znajoma była dyrektorem banku w wojewódzkim mieście. Przeniosła się z powrotem na ojcowiznę i zatrudnienia w zwodzie znaleźć na zacofie nie może, bo każdy jeden dyrektor banku nie chce pracowania z kwalifikacjami i doświadczeniem znacznie przewyższającym jego.
    A z recenzjami to jest tak, ze w wielu wypadkach piszą je ludzie co nie tylko imprezy nie widzieli, ale filmu czy książki, po której na przykład jadą, też nie.

  19. niestety wymagania pracodawców są kosmiczne….
    ale Tobie droga Aniu życzę abyś znalazła wymarzoną pracę, taką która będzie satysfakcjonująca!!! 🙂
    i oby to było szybciej niż szybko 🙂

  20. Witaj
    Niestety moja żona jakieś sensownej posady szuka od blisko 10 lat. Była na kilku rozmowach, z których nic nie wyszło. Jest po studiach mieszkamy w Warszawie i co, inic.
    To, że dziś wylądowałem na pierwszej stronie Onet.pl też w jakiś sposób wiąże się z Twoim wpisem
    http://blog.onet.pl/371927,,foto.html
    Pod galerią zdjęć (które robiłem komórką) jest ponad 200 komentarzy. Niektóre z nich odpowiadają na pytanie dlaczego w Polsce pracy po prosu nie ma.
    pozdrawiam

  21. Nie pozostaje mi nic innego niz napisać, że lepiej, że nie jesteś gwizdą, bo takie gwizdy chętnie sie ostatnio zatrudnia 😛
    A może o bloga chodzi? Radomska też miała taki problem. Długo nie mogła znaleźć pracy, a jak już to ją sobie googlowali i obiecywali, że oddzwonią. Ale już pracuje. Ja w ciebie wierzę moja gwiAzdo i wiem, że pracę znajdziesz. A jak wyjątkowo ci się to nie uda, to obłowisz się na książce 🙂

  22. Widzisz Aniu…gdybyś mieszkała bliżej mnie to bym Ci pracę załatwiła u siebie… Nie jest to jakaś skomplikowana robota i nawet lekka i można powiedzieć przyjemna… Mimo wszystko życzę powodzenia w szukaniu pracy i gorąco pozdrawiam… 😀

  23. Dobra, różne refleksje były powyżej, tutaj pozostaje mi tylko życzyć skrzynki zapchanej propozycjami wydania kolejnej książki jak debiutancka już się rewelacyjnie sprzeda. No i jeszcze tantiem od ekranizacji paru najlepszych opowiadań.
    Gdyby jednak okazało się, że takie rzeczy to tylko w erze, to życzę pracy, która będzie godną opłatą za zajęcia wykonywane z przyjemnością… Czyli jednak wracamy do akapitu pierwszego. Ale szczerze życzę – niedługo też będę poszukiwać pracy i potrzebuję widzieć, że jednak w tym kraju można.

  24. Pamiętam jak pisałaś że przygotowujesz się do picia kawy za biurkiem , powiem szczerze że trochę mnie to zdziwiło, że bez żadnych znajomości możesz dostać taką pracę ale pomyślałem że może tyle już nas wyjechało i coś się zmieniło . Tak naprawdę to pracowałem kilkanaście lat w instytucji państwowej , wiem jak to jest , na każde ogłoszenie jest 200 chętnych , naprawdę rzadko się zdarza że tą pracę dostanie osoba z ulicy . Niekiedy już na etapie składania CV dziewczyny z recepcji mówiły mi kto tą pracę dostanie . 🙂 Można było się domyśleć gdy osoba składająca CV prosiła o przepustkę do dyrektora 🙂 Ja już od roku jestem na bezrobociu , zrezygnowałem z pracy jak dano nam nowe angaże z obniżoną stawką mówiąc że premią będą mogli nas motywować do lepszej pracy . W maju już bym pracował , byłem na rozmowie , też budżetówka , lecz jedna osoba powiedziała że ma dla mnie lepszą pracę i lepiej płatną , niestety , jak się okazało wprowadziła mnie w błąd i wiele jej słów okazało się wybujałą wyobraźnią . Od grudnia będę pracował , budżetówka , bez znajomości , sam ją znalazłem . Pewnie mam łatwiej gdyż moja praca jest fizyczna , potrzeba mieć uprawnienia i wykształcenie kierunkowe ale tak naprawdę to ogólnie w kraju rynek pracy nam się zmniejszył . Niestety , wiele zakładów zlikwidowano lub upadło , za mało powstaje miejsc pracy gdzie wytwarza się dobra a powstają miejsca pracy gdzie obsługuje się ludzi , co tworzy błędne koło gdyż nie wytwarzając dobra tak naprawdę wszyscy biedniejemy .Doszło do paradoksów , jeszcze 20 lat temu były kolejki pod piekarnią a dziś likwidują piekarnie bo ludzie przestają jeść pieczywa lub sami pieką chleb . Rolnikowi nie opłaca się siać i zbierać gdyż pośrednicy w skupie chcą mu płacić grosze a na dodatek spotyka się kradzieże na polach gdzie później towar ten jest sprzedawany na ulicy . Niestety , nie widzę tego za dobrze gdyż najważniejsze zakłady naszego przemysłu sprzedano i zlikwidowano . Trochę się rozpisałem ale i tak temat tylko pobieżnie opisałem . Pozdrawiam

    1. Masz rację. Też trudno mi było uwierzyć, żeby przyjęto mnie bez znajomości. Egzamin na to stanowisko, o które się starałam, wyglądał dziwnie. Było 20 osób. Dostaliśmy 15 pytań otwartych i trzeba było odpowiedzieć w ciągu 30 minut. Fakt, że na jednym pytaniu się wyłożyłam, w dodatku na najłatwiejszym, zlekceważyłam je i tak wyszło, że odpowiedziałam dobrze, ale zapomniałam o 1 elemencie (na 4). Ledwo dałam radę ten test rozwiązać, bo czasu było mało, pisałam jak maszynka. A dziewczyna siedząca na przeciwko mnie, wzięła kartkę, nawet jej nie obejrzała, nie sprawdziła ile zadań jest po drugiej stronie, tylko od razu zaczęła pisać. Po 15 min wyszła. Jako jedyna oddała zapisaną całą kartkę w tak krótkim czasie. Wszyscy byli w szoku. Jak oddawałam swoją, dwie minuty przed czasem i przeszłam przez salę, to ludzie mieli kartki w połowie niazapisane, bo test był trudny i czasu stanowczo za mało. A ta 15 minut i gotowe. Wszyscy to potem komentowali jednoznacznie. Mógł to być oczywiście przypadek, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć. No, ale wiadomo, jak to u nas jest. Trudno. I tak chyba bym umarła za biurkiem wcześniej czy później, bo szczerze mówiąc, nie bardzo widzę siebie jako urzędaska, choć ta posada była intratna.
      Wierzę jednak, że dam sobie radę. Coś wymyślę.
      A i masz rację co do zakładów pracy, przemysłu itp. Jak nie będziemy produkować, marnie to wszystko wygląda na przyszłość.

  25. Ja też wierzę że dasz sobie radę . Ja mogłem sobie pozwolić na dłuższe siedzenie w domu , bo były oferty pracy w moim zawodzie , co prawda stawka najniższa krajowa lub czas pracy 150% normy ale pracę bym znalazł . Dzięki dłuższemu przeglądaniu ofert wiem że specjalistów nam brakuję , niestety część wyjechała , szkoły uczą wiedzy ogólnej i przeważnie już przestarzałej a zakłady pracy nie są chętne szkolić od podstaw . Jest też grupa pracodawców którzy nie chcą płacić powyżej najniższej krajowej , rozumiem że koszty które ponosi pracodawca są wysokie i zmuszają go do kombinowania ale to weszło im w nawyk i niestety myślą jedynie o swoim zysku a nie pracowniku . Tu winne jest państwo które doprowadziło do takiej sytuacji , ceny mamy zachodnie a płace wschodnie więc nie stać nas na płacenie wysokich podatków . Choć dzięki temu jesteśmy konkurencyjni w krajach zachodnich . Przykładem mogą być firmy świadczące przewozy po europie gdzie dobrze sobie radzą . Pamiętam jak kiedyś w piekarni kupowało się gorący chlebek z chrupiącą skórką i nie raz trzeba było stać w kolejce . Ekonomiści twierdzili że chleb jest za tani i ludzie marnują go , podobno dochodziło do paradoksów że rolnicy kupowali go by karmić zwierzęta . Fakt jest że kalkulując cenę produktów w sklepie nie opłacało się samemu piec . Dziś jest inaczej i opłaca się samemu upiec . Co może świadczyć jak bardzo wzrosły koszty produkcji . Nie pamiętam czy na liście twoich wypieków jest pieczywo ? Moja siostra już od roku sama piecze i całe jej rodzina nie wyobraża sobie by mieli jeść inny chleb .

    1. Chleb piekę. Robię sama zakwas. Wychodzi super. Co prawda robię go raz w tygodniu, czasami raz na dwa, bo u nas po prostu je się bardzo mało chleba. Jednak taki upieczony w domu to rewelacja. A jak pięknie pachnie! Piekę też bułki, kajzerki, robię też bułki z ziarnami, na różne sposoby. Zamawiam sobie w necie mąkę chlebową i wychodzi jak marzenie. Smaczniejsze niż w sklepie. I nie z gotowych mieszanek czy maszyn do chleba. Normalnie ręcznie gniotę, a potem w piekarnik. 🙂 🙂

      1. Wow, jestem pod wrażeniem 🙂 ja myślałam że Ty tylko czasem, a Ty cały czas rodzinkę zaopatrujesz w pieczywko i to różnych rodzajów.
        Czy na maila możesz wysłać mi przepisy na zakwas i chlebki? Będę wdzięczna, może choć raz na tydzień/dwa takie cuda ugniotę

        1. Ha, ha. Ja to głownie wszystko robię na oko. Zakwas robię z mąki żytniej. Wsypuję do miseczki pół szklanki mąki żytniej i zalewam wodą. Tak żeby wyszło takie ciasto troszkę może gęstsze niż na naleśniki, ale niewiele. Stawiam w ciepłym miejscu, nakrywam ściereczką. Mieszam to dwa/trzy razy dziennie (jak mi się przypomni). Dosypuję tez co dzień na oko z pół szklanki tej samej mąki i dolewam wody. Robię tak przez 6 dni. A potem troszkę odlewam na następny zakwas, niedużo. Resztę zagniatam z mąką, wodą i solą. Do tego zakwasu, jaki mi wychodzi, dodaję ok. 0,5-0,75 kg mąki. Mieszam różną. W zależności od nastroju. Albo dodaję samą chlebową (zamawiam w necie), albo mieszam ją z razową, orkiszową lub jaką mam (ale nie zwykłą). Do tego daję łyżeczkę czubatą soli i wody, tak aby dobrze się gniotło, nie było za rzadkie. Moje Jajo lubi, jak dorzucam słonecznik, więc dodaję go w dość dużej ilości. I po wierzchu smaruję roztrzepanym jajkiem i sypię też słonecznik. Zawsze się udaje. Ważne, żeby zakwas pracował. Piekę w piekarniku ok. 40 minut (na oko). W połowie pieczenia odwracam do góry nogami (wyrzucam go z blaszki). Czy jest upieczony, sprawdzam, stukając palcami w dno. Jak jest głuchy dźwięk, to znaczy, że dobre. 🙂

          1. A i zapomniałam. Po wygnieceniu ciasto musi długo rosnąć. Kilka godzin. Po godzinie jeszcze raz je gniotę i znów odstawiam na godzinę. Potem wkładam do blaszki i znów rośnie ok. godziny, więc trwa to dość długo.
            Bułki natomiast robi się łatwiej, choć też muszą długo rosnąć. Robię rozczyn z drożdży. Potem wsypuję mąkę chlebową, solę, dodaję wody. Gniotę. Dodaję też słonecznik. Odstawiam na godzinę. Potem gniotę bułeczki, układam na blaszce na godzinę. Rosną. Naciskam je w połowie drewnianą łopatką, żeby były ładnie przedzielone. Smaruję (czasami nie) jajkiem, posypuję sezamem, słonecznikiem, makiem, płatkami owsianymi. Znów odstawiam na 15 minut, a potem do pieca. W wysokiej temperaturze piekę około 15 minut. Pychota. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *