Dlaczego nie piszę o byłej pracy?

Po wczorajszym wpisie dostałam mejla z pytaniem, dlaczego nie piszę o swojej dotychczasowej pracy. Postanowiłam odpowiedzieć. Napiszę o tym tylko jeden raz, bo faktycznie, założyłam na początku pisania tego blogu, że o pracy nie wspominam. Nie wstydzę się jej, nie wstydzę się tego, kim byłam, wręcz przeciwnie jestem bardzo dumna. Powód jest bardziej złożony.

Po pierwsze to blog kury domowej, czyli o mnie jako kobiecie, matce, żonie, ale i blogerce. Kura nie pracuje zawodowo, więc jasne, że o pracy nie pisze. Po drugie pisanie tego blogu miało ścisły związek ze zmianami, jakie zaszły w moim życiu. Stali czytelnicy wiedzą, że ponad rok temu przeprowadziłam się do innego miasta (innego województwa) i musiałam zwolnić się z pracy. Moje życie więc można podzielić na dwa etapy: to sprzed przeprowadzki i to po przeprowadzce. To sprzed jest skomplikowane, bo znów dzieli się na dwie części: życie osobiste i zawodowe. To drugie było zawsze odwrotnie proporcjonalne do pierwszego. Czym więc gorzej w domu, tym lepiej w robocie. I faktycznie w pewnym momencie praca stała się dla mnie ucieczką od problemów, stała się azylem. Tam zawsze mogłam liczyć na dość zgrany zespół ludzi, którzy chętnie współpracowali, z którymi mogłam zrobić wiele fajnych, wartościowych projektów. Ponadto miałam wymagających, ale porządnych szefów (w każdym miejscu). To dzięki nim nauczyłam się solidnej pracy i osiągnęłam to, co osiągnęłam. A i wicków miałam również kapitalnych. Zawsze można było się dogadać. I dlatego praca to świętość. A świętości się nie rusza. Jak mnie życie skopało po dupie, to zawsze wiedziałam, że mogę pójść do pracy, gdzie będę cenionym i wartościowym pracownikiem. Może to też wynikało z zaniżonej samooceny? Nie wiem.

Co prawda podejrzewam, że nikt z moich kolegów i koleżanek raczej na blog nie zagląda, bo nie ma czasu, ale i tak nie naruszyłabym nigdy ich prywatności. W zasadzie mogłabym opisać kilka śmiesznych (lub nie) sytuacji, zmienić imiona, ale gdyby ktoś z nich na to trafił, wiedziałby o kim piszę, bo sporo w tej mojej pracy było ludzi o bardzo wyrazistych charakterach. Nie chciałabym, żeby było im przykro. To, co w pracy to w pracy. I kropka.

Jednak moje wyjazdy do poprzedniego miejsca zamieszkania nie są miłe sercu. Dziwne, nie? Teraz też się zbieram i jakoś zebrać nie mogę. A dzieje się to między innymi z tego powodu, że zawsze życie osobiste odgrywa ważniejszą rolę, a więc wspomnienia – niestety te negatywne – determinują mój stosunek do tego miasta. Czasami boję się, że obudzę się znów w swoim starym mieszkaniu, a to, co się dzieje obecnie, to sen. Ponadto pamiętam, jak kiedyś pewna „koleżanka” (taka z dzieciństwa) bardzo dopytywała, „jak mi leci” w nowym miejscu. A potem usłyszałam od niej tekst: „Kiedyś byłaś kimś, teraz jesteś nikim” (czytaj: kurą domową). I zawsze jak tam jadę, to w mojej głowie kotłują się te słowa. Wiecie, to ten typ, który tylko czeka na czyjąś porażkę. Każdy ma pewnie taką „koleżankę” (boję się takich ludzi). Trudno mi opowiadać o tym, że jestem bezrobotna. Co z tego, że tyle pozytywnych rzeczy dzieje się wokół, jeżeli faktycznie nie mam obecnie roboty. Dlatego podczas ostatniej wizyty z pociągu od razu taksówka i do pracy.  Do mojego dawnego azylu, a potem prosto w objęcia Mężusia.

Mam w domu taki „kącik pamięci”, w którym znajdują się pamiątki z mojej pracy (przyznaję się, że nie oddałam koszulki „firmowej”). Przypominają mi o tym, gdzie było to moje miejsce dające ukojenie od życia osobistego. Nie myślcie jednak, że w robocie wszystko było idealne. Pewnie, że nie. Było różnie, czasami ciężko. Nierzadko trzeba było zajmować się strasznymi pierdołami, biurokracja potrafiła zdominować wiele spraw. Jednych współpracowników lubiło się bardziej, innych mniej, jak to w życiu. Ale jak przychodziło do wykonania jakiegoś zadania, był pełen profesjonalizm i współpraca.

Z tych powodów nie piszę o mojej pracy. Z szacunku do obowiązków moich kolegów i koleżanek. Odwalają kawał dobrej roboty. A ja na blogu trochę kpię, żartuję, ironizuję, więc nie wyobrażam sobie wcisnąć ich tutaj jako temat postu. Nigdy pewnie o nich nie napiszę, choć to nie znaczy, że zapomnę. Azylu się nie rusza. Niech sobie spokojnie stoi w moim „kąciku pamięci”.

 

0 myśli na “Dlaczego nie piszę o byłej pracy?”

  1. Dość wcześnie nauczyłem się, że zajmując stanowisko w jakiejkolwiek sprawie warto trzymać w ręku t.zw. “twarde dowody”. Wiem, że moi znajomi, i współpracownicy tego nie przestrzegają, dlatego o nich nie piszę.

    1. Ja miałam na szczęście porządnych. A nie chciałabym robić kolegom i koleżankom przykrości i tak nieraz dostają po dupie niewinnie. Choć znając życie, często tak bywa, że człowiek chce dobrze, a wychodzi jak zawsze. 😉

  2. uwielbiam takie “koleżanki”…. “ooo jak cudownie, że Ci nie idzie..” – to takie uciszanie swoich niepowodzeń kosztem innych… Mam jedną taką, jak się dowiedziała, że mam dwoje dzieci to mi powiedziała, że się “wjeb***m” w pieluchy i już nigdy z nich nie wylezę, a ona może gwiazdą być:P

  3. Wiadomo, są pewne tematy, których lepiej nie poruszać na blogach. ja piszę anonimowo, pod nickiem, z Moim Miastem, zamiast prawdziwą nazwą, ale tez raczej dokładnie “kawy na ławę” nie wywalę i nie wyłożę, bo… w sumie też na moim blogu nie do końca o to chodzi, prawda 😉 ?

    1. Właśnie, bo co innego jak się prowadzi blog jako przedstawiciel jakiegoś zawodu, to wtedy pisze się o pracy, a tak to można sobie skrobać o dupie Maryni i nikomu nic do tego. 🙂 Gorzej, jak się znajomi w tej Maryni zaczną doszukiwać siebie. 😉 🙂

  4. Nigdy się nie zastanawiałam czemu o tym nie piszesz.A po co to komu?Jest dobrze-jak jest.A nawet lepiej jak dobrze!Mnie też boli jedna rzecz(sorki ale tak mnie natchnęłaś tym wpisem)Też mam -a raczej miałam koleżankę(nawet myślałam że się przyjaźnimy).I też obecnie dla niej jestem nikim.Byłam potrzebna kiedy nie miała wokół siebie nikogo-tylko biedę i problemy.Teraz jest kimś przez duże K.Nie,nie piszę tego przez zazdrość.Umiem się cieszyć z sukcesów innych.Serio.Ale na każdym kroku same superlatywy.Kiedyś usłyszałam takie zdanie”a bo wiesz,ja się teraz obracam w towarzystwie biznesowym”.Pomyślałam sobie wtedy brzydko k…a!Ale to chyba taka nasza polska mentalność.

    1. Każdy ma taką przynajmniej jedną koleżankę, niestety. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo tak pomyślałam, że ja to się obracam jedynie na swojej grzędzie. 😉 🙂

  5. Oj tak , przeszlosc czasem jak kolek stoi w gardle, sa mile i dlatego wracamy z checia i sentymentem, ale sa i takie moenty kiedy zakopaloby sie chwile ktore przywodzą na myśl ciemna strone ale one nas ksztaltują, naszą osobowosc , charakter, doswiadczamy i uczymy sie na błędach? a koleżanka? cóż kazdy a taką madrą i pewną siebie istotke która w dobie dobrego serca szczeroscia nie grzeszy :/

    1. Masz rację, przeszłość nas kształtuje. Człowiek uczy się na błędach. Szkoda tylko, że czasami jakieś negatywne wspomnienia przysłaniają dobry czas. 🙂

  6. No cóż, każde z nas ma jakieś tematy o których pisał nie będzie. Moim takim swoistym tabu jest moje życie osobiste. Popełniłem jeden wpis i więcej nie będzie.

    1. Zgadza się. Nawet jak się coś osobistego pisze, to też do pewnej granicy. W sumie z drugiej strony, to przecież każde przemyślenie i przeżycie jest osobiste. 🙂

  7. Skąd bierze sie taka mentalność??
    Jak zajebiście ze Ci się nie układa..
    a kto powiedział ze nie układa?? Mi jest dobrze….
    Anno jestem pełna szacunku dla Ciebie…
    ja po mojej byłej pracy jakbym napisała… ech:/

  8. ….bo zazdrosnej koleżance nie mówi się “jestem bezrobotna”, tylko “nie muszę pracować, mam bogatego męża, który nie chce żeby jego księżniczka się przemęczała” 🙂

  9. Klik dobry:)
    Śliczna jesteś na tym szajsbuku. Ale… ładny, to i na zdjęciach ładnie wychodzi.

    Tak, tak, swój nietykalny azyl trzeba mieć i ciekawskich do niego nie wpuszczać.

    Pozdrawiam serdecznie.

  10. nie rozumiem tego pytania o pracę, przecież to jest Twój blog Twoje miejsce w sieci i Ty decydujesz o czym piszesz, założyłaś sobie taką formę bloga i świetnie opisałaś dlaczego nie piszesz o pracy, masz rację są pewne tematy, których się nie rusza i tyle 😉
    a jak można ulepszać coś jest już bardzo dobre 😉

  11. Super post i bardzo osobisty. Jak czytalam to mialam wrazenie, ze piszesz o mnie. Wczesniej praca wypelniala wiekszosc mojego zycia a teraz nie pracuje bo wyprowadzilismy sie do Afryki Poludniowej. Mam problem z odpowiedzia na pytanie gdzie pracujesz? Bo ja nie pracuje….Ja rowniez mam “mila”kolezanke, ktora sie podobnie o mnie wyrazila . Twoj blog jest super, czytam go codziennie.:)

    1. Dziękuję. Cieszę się, że tu zaglądasz. 🙂 A z koleżankami to tak bywa. Jedne to najukochańsze istoty pod słońcem, inne nie. 😉

  12. Szacunek dla Ciebie za lojalność dla współpracowników. Rzadko spotyka się już takich ludzi. Teraz to takie modne żartowanie z niedoskonałości innych.
    Twój wpis poruszył moją czułą strunę. Ja też jestem kurą domową, mamą dwóch “superowych” dzieciaków. To czy jesteś w domu, tam pracujesz, zajmujesz się ciepłem domowego ogniska, w niczym Ci nie uwłacza. Jeśli tylko dobrze się z tym czujesz. A jeśli coś Cię uwiera masz niezwykłą szansę (mniej lub bardziej spokojnego) poszukania swojej nowej atrakcyjnej drogi. Dla mnie – bezcenne. Czasem tylko bardzo denerwuje mnie tekst “siedzisz w domu”. Prawdę mówiąc “siedzę” niezwykle rzadko 😉

    A z “uprzejmych” koleżanek też miałam taką miłą. Parę tygodni po rodzeniu córki spotkałam ją podczas spaceru. Normalna rozmowa, jak dziecko, czy zdrowe? A oczy a uszy, a mózg a…. ? Na szczęście na każde z tych pytań mogłam odpowiedzieć, że w porządku. Zawiedziona koleżanka zapytała z nadzieją: “to może chociaż krzywicę ma?” 😉

  13. Trzeba uważać co się pisze, żeby kiedys nie zostało to w jakis sposób wykorzystane przeciwko nam..
    A co do “życzliwych koleżanek” to tez takie znam, czekają tylko na czyjeś niepowodzenie i wtedy maja radochę..

  14. Wielu ludzi mówi ,że nie mają pracy. Ty pracę masz i wykonujesz ją wspaniale. Ty nie masz posady. Głowa do góry, nie masz najmniejszego powodu do kompleksów.Gdyby każdy wykonywał swoją pracę tak jak Ty to Szwajcaria w porównaniu z Polską byłaby zarośniętą brudem zapuszczoną wioską. Naprawdę, te fiuty od HR szukają robotów a nie inteligentnych samodzielnych pracowników

  15. kiedyś chciałam założyć bloga pisząc o pracy, co tam się wyrabiało, ale…odpuściłam, choć naprawdę byli ludzie nie na miejscu i ……macham ręką, nie moja brocha, tylko o mobbingu wspomniałam, bo to wciąż gdzieś się dzieje – aż słów brak na podłość ludzką

    teraz wolę teksty dzieciaków zapisywać 😀

    1. Widziałam ten tekst o mobbingu. Podobał mi się. Takie sytuacje zdarzają się wszędzie i trzeba o nich mówić głośno.

  16. W sumie to chyba nawet i lepiej, że nie piszesz o swojej byłej pracy. Podziwiam, że jesteś tak lojalna wobec swoich byłych współpracowników, ja na przykład ciągle na blogu poruszam temat moich znajomych ze studiów, czy po prostu jakichkolwiek. Staram się tylko nie przesadzać z eksponowaniem ich wad.:)

    1. O znajomych i koleżankach też piszę, ale nie o tych z pracy. Choć raz napisałam, jak z koleżanką pojechałam na szkolenie i akumulator się nam rozładował, ale napisałam do niej mejla, żeby o tym wiedziała. 🙂

  17. – Pani pracuje?
    – Tak, w domu. Jestem na wychowawczym.
    Co ciekawe, czasem na ulicy starsze panie powiedzą, że małżonek też mógłby pomóc. I co z tego, że on chodzi do pracy?

    – Kiedyś byłaś kimś, teraz jesteś nikim.
    [reakcja prawidłowa]: Kiedyś byłam kimś w pracy – tam się realizowałam. Teraz realizuję się w domu. Nadal jestem Kimś. (niech Mężuś i Jajo spróbują zaprzeczyć 😉 )

    No i całkiem słusznie, że nie piszesz o byłej pracy. Piszesz o obecnej… i jak widać z liczby odwiedzin i komentarzy wielu się do podoba.

  18. Witam
    Nie trafiłem tu przypadkiem! Kilka dni temu też zostałem dopisany do “znanych” i zapragnąłem zobaczyć kto i co tam pisze. Poza tym blog, na którym na samym początku listy innych blogerów jest “alella” wydał mi się godny uwagi.
    Poczytałem sobie trochę, parę rzeczy podpatrzyłem (dzię ki temu u siebie dodałem stronę o moim blogu).
    Cóż, PODOBA MI SIĘ TUTAJ i wcale nie dziwię się tak dużej popularności Twojego bloga.
    Piszesz fajnie, nie rozwlekle, o sobie, o życiu, o sprawach damsko-męskich.
    Dziś praca to skarb. Niektórzy neoliberalni “eksperci” twierdzą, że to nawet najbardziej luksusowy towar. Dlatego po przeczytaniu kilku (nie tylko tego) Twoich wpisów podziwiam Twoją odwagę !
    Wiem jak czuje się czasami kobieta, która (przeważnie nie z własnej woli) zostaje “kurą domową” bo moja żona, od wielu lat taką “kurą ” jest.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów nie tylko na blogowym polu.

    1. Witaj w takim razie wśród “znanych”. Pewnie też wpadnę z rewizytą, by zobaczyć, kogo nam tutaj nowego “przydzielono”. 😉 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  19. Żeby zostać Kurą Domową trzeba mieć jaja (o Jaju nie wspomnę) 😉 Ja rok w domu wspominam jako poszukiwanie prawdziwej siebie (wtedy w nowej zupełnie roli) i nie wyobrażam sobie istnienia bez tego roku bez pracy. Praca to jednak tylko praca…

    1. Jeszcze coś mi się przypomniało na ten temat. Rzecz działa się w zeszłym roku. Przyjechałam na porodówkę, z bólami. Położna zbiera dane do papierów:
      -Wykształcenie?
      -Wyższe – odpowiadam zgodnie z prawdą, a ona patrzy na kwit ubezpieczenia z pracy mojego Męża i z lekceważeniem mówi do mnie:
      -Phi, wyższe wykształcenie i na utrzymaniu Męża – widzę pogardę w jej oczach, ale jestem za bardzo zajęta przerażeniem, że rodzę, żeby przejąć się ją.
      Chwile później kolejna położna pyta się mnie o zawód. Odpowiadam obojętnie, że jestem lekarzem.
      Ta pierwsza jest bardzo zmieszana, coś tam wybąkuje, że ma córkę w moim wieku, że czasy są ciężkie uśmiecha się przymilnie.

  20. Wiesz co Aniu, ja podejrzewam, że większość tych Twoich tzw koleżanek plujących jadem mogło by ze wstydu zawyć nad sromotą swojego intelektu przy Tobie. Zwyczajnie zazdrość ich zżera i kompleksy. Wiesz też mam takie i jak one zaczynają się chwalić, to ja też. Choć teoretycznie przy takich nie mam czym 🙂 Co nie zmienia faktu, ze ani Ty ani ja od nich gorsze nie jesteśmy 🙂
    A ten pytający o prace zwyczajnie nieelegancko zapytał. Twój blog i Twoje święte prawo pisania o czym Tobie się podoba.

  21. Twój blog, Twoje wybory, Twój dobór tematów (wiem, wiem łatwo się mówi). Te “koleżanki” ma chyba każdy, ale na szczęście jest tez masa wspaniałych ludzi, którzy czytają, po prostu są, zrozumieją, uśmiechną się, czasem sklepią po tyłku, kiedy człowiek bredzi i dla nich, a przede wszystkim dla siebie warto pozostawać sobą, z całym inwentarzem postanowień, skrajnych opinii, uśmiechów i ironii.

  22. O tym, czy jest się Kimś, czy nikim, nie świadczy to, czy się pracuje albo jaką pracę się wykonuje. Jesteś Kimś, bo po prostu jesteś.:-).

  23. w związku z moją kilkudniową nieobecnością nadrabiam wszystkie zaległe posty. pod tym musze się też podpisać: ŚWIETNY OPIS SYTUACJI. i SZACUN (tak młodzieżowo “zajadę” 😉 ) za takie podejście. Świadczy to tylko o Twojej dojrzałości. Której brakuje szanownej koleżance o której wspominasz. ale to czysta ludzka zazdrość w takich sytuacjach przez nich przemawia. bo widzą uśmiechniętą, piękna kobietę, która się spełnia w inny sposób, ma czas dla rodziny (w końcu) i nie jest tak sfrustrowana jak szanowna mówczyni. tak myślę.

  24. Nigdy się nie zastanawiałam czemu nie pracujesz i gdzie pracowałaś wcześniej. Lubię czytać te Twoje kpiny i pośmiać się z tego, w jaki cudowny, zabawny i ironiczny sposób piszesz o codziennych sytuacjach. A co było kiedys? Nie moja sprawa.
    Nie jestem też czytelnikiem od początku, więc nie wiem, o co chodzi z Azylem, ale nie muszę tego wiedzieć:D
    A co do tych cudownych ‘koleżanek’ które tak się cieszą, jak Ci się nie układa w życiu – odcięłam się od takich osób.
    Ściskam:*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *