Do łowców głów

Kilka dni temu oglądałam film dokumentalny o „łowcach głów”, którzy w Internecie wyszukują dla potencjalnych pracodawców odpowiednich pracowników. To że przeszukują portale społecznościowe, blogi i fora, to już chyba wszyscy wiedzą.

Najbardziej zaskoczyła mnie jedna blogerka – bohaterka filmu. Podobno miała świetne pióro, prowadziła popularny w Anglii blog i jakaś firma postanowiła ją zatrudnić. Jednak w jednym z jej postów pojawiła się informacja, że jest strasznym leniem. Akurat wróciła z wakacji i pisała o tym, jak bardzo się jej nie chce. Nie zatrudnili jej. I tak się zaczęłam zastanawiać, czy ci łowcy albo pracodawcy nie wiedzą, co to są metafory, hiperbole, elipsy i litoty… Bloger ma całą masę środków artystycznych, które może wykorzystać na różne sposoby, więc nie należy wszystkiego brać dosłownie.

No, ale z inteligencją innych nie ma co dyskutować. Od razu mnie zmroziło i rachunek sumienia zrobiłam. W ilu już resortach nie mam szans na zatrudnienie? Ożeż!!! Postanowiłam więc zrobić wpis, w którym wyłożę kawę na ławę i napiszę, jaka jestem, żeby nie było domysłów i błędnych interpretacji. Bo, kurza twarz, ja też kilka razy napisałam, że mi się nie chce! Odwołuję więc wszystko. Zawsze mi się chce. Normalnie mogę się obudzić o 5 rano i już mi się chce! Ba! Ja nawet oczu jeszcze nie otworzę, a już mi się tak chce, że wytrzymać trudno. Taka jestem. Nie mam żadnych problemów z porannym wstawaniem. Normalnie ja i budzik w przyjaźni wielkiej żyjemy i ani razu nie pierdzielnęłam nim o ścianę. I z moją rozczochraną też wszystko w należytym porządku. Pięknie na półeczkach poukładane. Logika, rozsądek i powaga to moje kolejne imiona. A pracuś ze mnie, że ho, ho! Twórczy, ambitny człowiek.

Świetnie dogaduję się z innymi. Zero problemu z komunikacją, no chyba że ktoś po japońsku będzie zapierdzielał, to wtedy tak, przyznaję, mogę mieć problem. Ale od czego są ręce?

Prawo jazdy mam. Kategoria B, ale rowerem też pojadę. Ba! Kartę rowerową mam! I pływacką również, więc wpław do pracy też mogę, jeżeli będzie taka potrzeba. Raz w życiu z trampoliny skoczyłam, więc odważny ze mnie człek, co wyzwań się nie boi. Choć przyznaję jak na spowiedzi, że mam lęk wysokości, dlatego ten skok tylko raz.

Język obcy znam, a owszem. Po angielsku już nawet umiem powiedzieć (a ciągle się uczę więcej), kim z zawodu jestem. I jeszcze to przeliteruję. Normalnie człowiek renesansu. Pa ruski też nieco gawarju i sprecham odrobinkę. Poliglotka jak nic. Tylko czapki z głów dla mojego wszechstronnego wykształcenia. Zainwestowało się kiedyś, to się ma. Jednak przyznam, że jako typowa humanistka nie mam w zasadzie wpływu na wzrost PKB, więc wybaczyć mi to trzeba.

Zainteresowania też mam wszechstronne. A jakże. Umysł otwarty, twórczy. Normalnie skarb nie pracownik. A że 40 na karku? No, cóż. Nikt nie jest doskonały.

 

0 myśli na “Do łowców głów”

        1. Ha, nieźle, nie? Awatara zmieniłam, bo mnie ta moja facjata już męczyła. 🙂 A natchnęły mnie Super5 i Zagubiona.:) Rozwijam się. 🙂 😉

    1. Ha, ha 🙂 Miła jesteś. 🙂 Gazety pewnie tak kiepsko się dziś sprzedają, że dopchać się w nich do pracy graniczy z cudem. Lokalnej prasie zaproponowałam, że mogę za darmo coś im wysmarować (oczywiście napisałam co i jak), to mnie olali całkowicie. 🙂 🙂

  1. Na początku lat 90′ ub.w. – kiedy jeszcze nie wiedziano co to HRowiec – wysłałem do jednej z firm swoje cv. Chodziło o asystenta dyrektora/szefa kadr. Wydawało mi się, że skoro profil zawodowy odpowiada (informatyka), a do tego drugie studia z zakresu psychologii pracy też nie w kij dmuchał, to warto powalczyć. Na spotkaniu okazało się, że moja kandydatura odpowiada szefowi, problem w tym, że on trzymał moje jednostronicowe CV, a ja miałem rozłożone dwie kartki. Gdy wydało się, że opisany na dodatkowej stronie mój staż pracy i dodatkowe kwalifikacje przewyższały to o czym mógł marzyć mój przyszły szef, rozmowa się zakończyła. Okazało się, że sekretarka zgubiła drugą stronę mojego cv, a firma nie potrzebowała aż takiego fachowca. Dopiero po latach wymagania firm uległy zmianie, teraz nikt nie pyta o “papiery” tylko o konkretne umiejętności.

  2. Haha. No widzisz, mój obecny pracodawca nie wie, że bloga prowadzę. Przed wszystkimi koleżankami z pracy blog też jest ukryty. I właśnie też dlatego piszę go jako Tata Szymona, a nie pod imieniem i nazwiskiem. A (trochę) odrywając się od blogów, potem się słyszy, jak to ludzie tracą pracę, bo się na “fejsie” pochwalili, jak to szefa oszukali i mają wolne, tegoż mając z znajomych… ;).

      1. Ja kiedyś prowadzilem bloga “oficjalnego”, z imieniem i nazwiskiem, gdy w ogóle po raz pierwszy pojawiły się w polskim internecie blogi. I dość szybko z tego zrezygnowałem, czując, że nie mogę pisać całkiem tak, jak bym chciał. I jednak wolę anonimowość.

  3. Hi hi, no tak jak też chyba muszę odwołać wszystko co napisałam o moim nie chceniu 😉 Niestety maszynami nie jesteśmy i nic co ludzkie nie jest nam obce, czyli zmęczenie materiału też niestety

    1. Okazuje się jednak, że potencjalnego szefa to nie dotyczy. Jemu zawsze się chce i wymaga tego od innych. Chyba najlepiej byłoby być robotem. 😉 🙂

    1. Racja. Musimy być zwarci i gotowi. A jak napisze się, że się nie chce tego i tego, to zaraz się doszukuje drugiego dna, bo człowiek nie może po prostu tak po ludzku nie chcieć. 😉 🙂

  4. A jak z innymi sprawami , czy na przykład półsłupki czy podwójny ryż Ci wychodzą? To przecież może przeważyć szalę decyzji na Twoją stronę. Nie chce mi sie pisać na temat HR , bo w swojej masie to straszne.

    1. Po przeczytaniu Twojego komentarza, dokonałam krótkiej analizy “ryżu” i “półsłupków”, bo mój mózg nie zajarzył, ale w końcu wpadł na właściwe tory. Ha! I z czystym sumieniem mogę napisać, że wychodzą! Mamusia nauczyła i robić półsłupki, i dziergać “ryżem”. 🙂 🙂

      1. Mnie te nazwy zawsze bawiły i dlatego pamiętam a talentu w rękach nigdy nie miałem. Ale brawo i do cv z tym. Wielu HR-owców nie ma pojęcia o co chodzi , a jak nie wiedzą to pewnie nie zapytają.

          1. Ze ściegów to oni znają Addidas, Nike, Louis Vitton , Versace , Dolce Gabana i cholera wie co jeszcze a podstawowych węzełków nie znają.

      2. A ryż miał być podwójny. Kiedyś ,za czasów komuny usiłowałem zarobic i założyłem warsztat dziewiarski. Z tamtych czasów mam wiele wspaniałych wspomnień ale jeden tekst zwalił mnie całkowicie. Przyszła do mnie dziewiarka i mówi cytuję dosłownie- Szefie , nie mogę robić , bo mi polinezik prawoskrętny guzełkuje, może by go przecewić. Zaniemówiłem i dowiedziałem się o co chodziło ale tekst pamiętam do dzisiaj.

        1. Ha, ha 🙂 Też pewnie bym zaniemówiła. Moja mama w czasach komuny dorabiała sobie w ten sposób. Po pracy wracała do domu i albo druty, albo szydełko, albo maszyna dziewiarska. I mnie przy okazji troszkę przyuczyła. 🙂 🙂

  5. Przeczytałam całość, jak zawsze z zainteresowaniem, ale tylko jedno słowo huczało mi w głowie do końca lektury – LITOTA – myślę, co to?! No i stałam się dzięki Tobie mądrzejsza o kolejne słowo:)

    A 40 się nie przejmuj! Wiek nie ma znaczenia;) Ładne ‘CV’ hihihi:) Pozdrawiam Cię

  6. u mnie w pracy kiedyś CV zbierał mistrz wydziału, facet 30 letni. Potem siadał z dwoma kolegami przed komputerem, odpalali fb i zaczynało się…. Komentarze i śmiechy, pół wydziału słyszało. Ładna, brzydka, łatwa, imprezowa czy nudna, frajer, czy cwaniak itd…. Nie zdzierżyłam. Mamy w kadrach zaprzyjaźnioną koleżankę, bardzo kompetentna i dyskretna osoba. Pogadałam z nią jak jest. Oferty przegląda w gabinecie kierownik. Nawet jak wchodzi na fb, to nikt nie słyszy jego komentarzy. Mistrz odbył dyskretną rozmowę w dziale kadr. Na wydziale nikt nic nie wie. Ani pracownicy, jak zostali obgadani przed przyjeciem ani że mistrz reprymendę dostał. Minęły dwa lata. I jest dobrze

  7. A ostatnio rozmawiałam ze znajomą, która stwierdziła, że dziś pracodawców nie obchodzi, co ja w internecie robię. Tylko ona wie o mojej recenzenckiej działalności a nie o blogu traktującym o tym, że mam doła i nic mi się nie chce.
    Ale fakt faktem, ja do takiej pracy, do jakiej Hedhanterzy szukają kandydatów to się nie nadaję.
    A jeśli Ci bardzo zależy na publikacji w prasie to może po prostu podeślij gotowy tekst. A nóżwidelec opublikują. Albo opowiadanie jakieś… czytałam tę bajeczkę o Jęczydupce czyli wiem, że i ładne historie wymyślać potrafisz 🙂

  8. No tak, pracownikowi musi się zawsze chcieć ;] Powinien opisywać siebie w samych superlatywach – wszędzie, bo nigdy nie wiadomo gdzie potencjalny pracodawca postanowi go sprawdzić ;] Słyszałam, że ostatnio w modzie jest sprawdzanie pracowników na facebooku – co piszą, jakie zdjęcia wstawiają. I już pracodawca ma wszystko czarno na białym heh

    1. Szczerze powiedziawszy, nie rozumiem takich szefów. Najlepiej sprawdza się pracownika w działaniu, a nie na jego prywatnym portalu. Prywatnie przecież można sobie w gaciach po domu pomykać, dłubać w nosie, leżeć do góry brzuchem, co nie znaczy, że się będzie złym pracownikiem. Bo nie wierzę, że szef zawsze w krawacie po szyję. 😉 🙂

  9. a ja mogę powiedzieć inaczej pracodawcy – powiedz ile zarobię to ja powiem czy mi się chce :D:P

    też słyszałam o przypadkach, kiedy przy składaniu ofert jest monitoring

    i wiesz co, patrząc na to co dzieje się wokół odechciewa mi się wszystkiego czasami….naprawdę

    1. To dokładnie jak mnie. W niedzielę i poniedziałek miałam zrobić to, co sobie zaplanowałam, a miałam taki “humor”, że nie spałam, a potem moja kanapa dostała nowych wgnieceń od mojego leżakowania i użalania się nad sobą. A wszystko przez to, że ktoś, gdzieś, kiedyś… itp. I stwierdziłam, że najbezpieczniej nic nie robić. Leżeć i pierdzieć w kanapę. I jeszcze szczerzyć ósemki. 😉 🙂

  10. Normalnie jak bym o sobie czytała 😉
    A tak poważnie, to podobno teraz potencjalny pracodawca nim zatrudni musem na fb takiego kandydata inwigiluje ile wlezie. Zapewne dlatego moje fb ubogie bardzo w zdjęcia na ten przykład i informacje, które postronnym do życia niezbędne nie są. Ponad to z reguły unikam jak ognia portali społecznościowych forów i inszych takich.

  11. Ale niespodzianka 🙂 Napisałaś, że nie napiszesz a napisałaś … w poniedziałek. Dzięki temu miałam dziś podwójną ucztę.:-) Dziękuję.
    CV piękne, nawet listu motywacyjnego nie trzeba 😉 Niestety wydaje mi się, że u nas to najlepiej być 25-letnią długonogą blondynką po studiach, z 20 letnim doświadczeniem zawodowym i odchowanymi dziećmi.
    A nie myślałaś, żeby pisać książki?

  12. ja po takim wpisie gdybym była pracodawcą to bym Cię zatrudniła z mostu 🙂 a co tam po takim wpisie, nie tylko on jeden – cały blog jest genialny, więc pracodawco proszę nam tu zatrudnić Panią Kurę, co już nie będzie tylko domowa 😉

    p.s. jak juz znajdziesz tę wymarzoną pracę, to proszę, nie zapomnij o blogu i o nas zgłodniałych Twoich wpisów czytelnikach 😉

    1. Spoko, pewnie zanim to nastąpi, będę w wieku emerytalny, a wtedy to już w ogóle mnie nikt nie zechce. 😉 Chyba będę musiała w końcu sama siebie zatrudnić. 🙂

  13. CV nie do odparcia!
    Niczego nie odwołuj ani Ty ani Twoi czytelnicy, bo kto by chciał pracowac u pracodawcy, który nie wie, że ważne jest nie to, czy się chce czy się nie chce, ale to, czy się robi, czy nie robi.

  14. W zależności co chcesz blogiem osiągnąć tak też piszesz. Aczkolwiek tak jak powiedziałaś “Łowcy głów” nie zawsze czytają ze zrozumieniem 🙂
    Także wiesz, mi czasem się nie chce pić kawy… Nie chcem, a muszem 😛

  15. Cholera! To mnie na bank nie zatrudnią. Domi napisała u siebie, że najważniejsze to być sobą. I ty taka bądź. Podpisuję się pod tym co napisała Siwa; chodzi o rezultat. I niech ci szefowie nie będą tacy święci: chciałabym to zobaczyć jak oni z bananem na twarzy pędzą do pracy i podskakują z radości, że idą sobie popracować 🙂

  16. hm… cóż, to też powinnam u siebie usunąć ostatni wpis… jak nic – alkoholizm można mi zarzucić, a że poprzednim razem sponiewierałam się jesienią 2007… to już inna inszość 😐 … to zbyt dawno aby komuś chciało się archiwum przeglądać tak daleko wstecz

    1. ha, ha 🙂 Ale miejmy nadzieję, że jednak więcej jest mądrzejszych szefów, którzy potrafią docenić poczucie humoru. 🙂

  17. Nie wstydzę się (raczej :P) swojej działalności w sieci. To co piszę, odzwierciedla mnie i moje poglądy. Jednak jakiś czas temu zastanawiałem się w jaki sposób działają takie osoby lub nawet zwykli rekruterzy. Przerażające jest, to że jakiś tekst wyrwany z kontekstu może zadecydować o mojej przyszłości 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *