Wiem, że dziś nie wtorek, ale nie wytrzymałam

Wpis miał być dopiero we wtorek, ale oczywiście nie wytrzymałam.

W sobotę byliśmy na imprezie urodzinowej w zamku w Gniewie. Jubilatka świętowała z wielkim hukiem. Dosłownie, bo nawet wystrzał z działa miał miejsce. Atrakcji było co niemiara, nawet nocne spacery po zamku. Żałowałam, że nie wzięłam aparatu. Nie miałam też przy sobie telefonu, więc nie udało mi się uwiecznić tej chwili. Niezłą atrakcją były lochy i sale tortur. Polecam. Nawet nie myślałam, że można być aż tak pomysłowym w zadawaniu innym bólu.

Na imprezie było ponad 40 osób. Oprócz solenizantki i jej córek nie znaliśmy nikogo. No, jeszcze pana wiceministra, ale jego tylko z telewizora. I powiem Wam, że gdyby w naszym kraju było tak, jak tańczył przedstawiciel rządu, to byłoby całkiem nieźle. Nie odstępował żony na krok, ale można było przynajmniej popatrzeć, jak się „wyższe sfery” bawią. Raz nawet by nas zdeptał w tym podrygiwaniu na parkiecie, ale pięknie się uśmiechnął i przeprosił, więc ma wybaczone.

Głupio być na imprezie, gdzie nie zna się nikogo. Obok nas siedzące pary chyba były w tej samej sytuacji co my. Wymieniliśmy grzeczności i tyle. Ale stwierdziliśmy z Mężusiem, że świetnie się bawimy we własnym towarzystwie i wyskakaliśmy się za wszystkie czasy. Co prawda trochę potrwało, zanim złapaliśmy wspólny rytm, ale w końcu daliśmy radę i muzyka nam nawet nie przeszkadzała.

Oczywiście imprezę zaczęliśmy od takiego faux-pas, że normalnie mieliśmy ochotę zapaść się pod ziemię. No, ale trudno. Poszło.

Sukienka wytrzymała, nie było nawet źle. Cieszyłam się, że dokonałam dobrego wyboru, bo towarzystwo było baaaardzo eleganckie. Stwierdziłam też, że nie dla mnie takie imprezy. Na drugi dzień normalnie nie wiedziałam, jak funkcjonować. Mózg odmówił posłuszeństwa. Gardło bolało, bo oczywiście drzeć się trzeba było na parkiecie, bo jakżeby nie. Obiad robiłam normalnie po omacku, jak śnięta.

I doszłam do bardzo odkrywczego wniosku. Jak bardzo jest ważna wielkość dziurki, każdy wie. Zanim zacznie się używać, koniecznie trzeba ocenić, czy wąska, czy szeroka. A nie tak rachu-ciachu bez pomyślunku. No, ale jak mózg szwankuje, to potem zapomina się, że dziurka jednak na tyle szeroka, że jak się sypnie, to sól leci jak z worka. A cofnąć się nie da. I tak pół Wieliczki ląduje na talerzu.

No, ale dzisiaj mózg odzyskuje równowagę. Jest dla niego nadzieja.

0 myśli na “Wiem, że dziś nie wtorek, ale nie wytrzymałam”

  1. No w końcu :-). Bo mnie ciekawość zżerała okrutnie jak było :-).
    Ja też nie lubię imprez z tzw. “wielkiego świata”.
    Za sztywno dla mnie. Dobrze, że wróciłaś do nas maluczkich 😀

    1. Inaczej pewnie by było, gdybym znała tych ludzi. Trzeba jednak przyznać, że wszystko było pięknie zorganizowane. A i jedzenie przepyszne. 🙂

        1. Pewnie, zawsze warto iść do ludzi, trochę zmienić otoczenie. 🙂 Tym bardziej, że bardzo lubię starszą córkę solenizantki (młodszej w zasadzie nie znam). To bardzo wartościowa, młoda osóbka. 🙂
          W ogóle warto zawsze właśnie dla ludzi wyjść z domu, chociaż czasami może się nie chcieć. 🙂

  2. Dobrze jest czasem tak wyjść i dobrze pobawić. Fajnie, że dobrze spędziliście czas.

    A jeśli chodzi o pomysłowość ludzką w temacie zadawania bólu, to – niestety – jesteśmy niepokonani…

  3. Za krotko Aniu, wciąż jeszcze jestem w drodze na grzyby 🙂 dobrze ze jednak nie ubrałaś adidasów 😉 a na poważnie to svper że tak sie wybawiłaś. Acha, wielkość dziurki… Aleś mnie wkreciła, już myślałam, że może ty nie na tym blogu piszesz 😀

    1. Ha, ha 🙂 A co do adidasów, to nie ukrywam, że żałowałam, że ich nie miałam, bo na wędrówkę po zamczysku byłyby, jak znalazł. 🙂

  4. Gdzie te czasy, gdy na “proszonych przyjęciach” para mogła ze sobą zatańczyć najwyżej JEDEN RAZ (!). Dalsze tańce “mieszane” były zamawiane, albo organizowane przez gospodarzy. Widać czasy się zmieniają.

  5. super, że było super, i że żaden duch Was nie nawiedził :)))

    dziurka …..ahahahaha, po czarujących rozmowach na pewnej stronce, no cóż, myśli się o jednym ahahahahaha:D

    a tortury,cóż pomysłowość człowieka w tym zakresie nie ma granic……brrrrr

    1. Torty chyba smakowały. Mam nadzieję. Wokół nas ludzie chwalili. Najlepszy chyba był czekoladowy. 🙂 Jednak rozpuściły mi się esy-floresy z cukru, mogłam ich nie kłaść dzień wcześniej.

      1. To fajnie, że smakowały, szkoda, że mi się kawałek nie dostał:)
        A te esy-floresy kiedyś próbowałam robić na chochli, żeby taka kula z tego wyszła, ale się nie udały:(

        1. Ja na folii (koszulce foliowej) i trochę na miseczce odwróconej dnem. Udały się, ale przez noc w lodówce się rozjechały, trzeba by je ułożyć krótko przed wystawieniem tortu. Ozdoby cukrowe też się lekko rozpływały.

  6. Z tą dziurką to kiedyś słyszałem taki dowcip. Facet mówi do teściowej:
    ” Jak się żeniłem z pani córką to miała dziurkę jak pięćdziesiąt groszy, a teraz ma jaki pięć złotych. Teściowa wtedy do niego, krótko : to my kupiliśmy wam mieszkanie i samochód a ty mi się tutaj o 4,50 PLN kłócisz! Miłego dnia 🙂

  7. Dobrze, że jutra nie doczekałaś 😉 Taką relację na świeżo fajniej się czyta niż taką poskładaną, uładzoną, pisaną z dystansu. Nie wiem czy balu na zamku zazdraszczam, bom sama nietaneczna, Małżonek takoż, nawet jeszcze bardziej. Ale lubię czytać, że ktoś się dobrze bawił… podobnie jak lubię patrzeć, jak inni tańczą.
    Co zaś do narzędzi tortur: byłam na wystawie takowych (średniowiecznych) 3x w życiu. Chyba opisy jak się toto stosowało robią na mnie większe wrażenie, niż same narzędzia. A podobno nasze, europejskie tortury to i tak nic w porównaniu z chińskimi. I jednak – zwiedzanie obozów koncentracyjnych robiło na mnie większe wrażenie niż wystawy średniowiecznych narzędzi tortur.
    Ale przejście ciekawe – z radosnej urodzinowej imprezy do narzędzi tortur. Może to tak: bawcie się dobrze, bo w przeciwnym razie… 😉

  8. Widzę, że u Ciebie bez zmian ciągle na fali i ciągle wysoko… Nie ma to, jak dobra zabawa, hartuj się Anna hartuj, bo za moment Andrzejki i forma, jak znalazł…
    Co z tą Twoją dziurką?
    :)Nietypowa?

    1. Ha, ha 🙂 Jakaś taka za duża. 🙂
      A tak przy okazji, mam problem z wchodzeniem na Twój blog, nie wiem, dlaczego. Jakiś czas temu raz udało mi się bez problemu, jednak z reguły mi się komp zawiesza, trwa to strasznie długo. Nie wiem, dlaczego.

      1. Ostatnio też był problem, bo wiesz znajomy mnie poinformował o problemie i zrobiłam remanent…
        Ostatnio też pojawił się problem?
        Bo już sama nie wiem co wyrzucić…

        1. Najpierw myślałam, że to może te duże zdjęcie, ale widziałam, że zmieniłaś grafikę. I pierwszy raz jak weszłam, to śmigało, a potem kilka razy próbowałam i wieszało mi się bardzo.

  9. Ale impreza! Fajnie, że się dobrze bawiliście. Ja jestem odludkiem i przyjemność sprawiają mi tylko imprezy, na których większość osób znam, inaczej czuję się okropnie skrępowana i wyobcowana, ale tańczyć uwielbiam, niezależnie od składu uczestników.

  10. Cieszę się, ze po mimo braku integracji wśród gości, dobrze się bawiliście z mężem 🙂 Na szczęście ani dowcip, ani pomyślunek nie ucierpiał, bo dziurka rozjechała mnie na amen 😉

  11. No wlaśnie! Czekałam na relacje:P Nie wiem nawet jak to skomentować, bo cieszę się, że źle nie było, że masz jakieś wrażenia pozytywne, że z kreacji jesteś zadowolona, że z Mężusiem się pobawiłaś. A syndrom nastepnego dnia… jest tragiczny! zawsze:)
    Pozdrawiam:*

  12. To co to za ludzie tam byli, żeby na wspólnej imprezie nie złapać kontaktu? Cyborgi jakieś, czy co? Na “maluczkich” mi wygladają. 😉 Dobrze więc, że szybko powrócilaś do swojego Wysokiego Komentatorium – elity nad elitami. 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Ludzie byli pewnie skrępowani jak my. Ponadto rzadko siedziało się przy stole, bo parkiet wzywał, więc trudno było nawiązać bliższy kontakt. Było jednak sympatycznie.
      A Wysokie Komentatorium to oczywiście elita nad elity. 🙂 🙂

  13. Dzień dobry 🙂
    ciekawi mnie co to za faux-pas… no ale z drugiej strony co masz jeszcze przed nami oczami świecić 🙂 My z moim mężczyzną bardzo lubimy tańczyć, ale nieraz trudno nam namówić kogoś na wyjście. Kiedyś poszliśmy we dwoje i okazało się, że tak tez się świetnie bawimy, że dobrze nam się czas spędza ze sobą. Tak jak Tobie z mężusiem 🙂 Więc czasem sobie chodzimy tylko we dwoje. Najważniejsze, że czułaś się dobrze w kreacji, że dobrze się bawiłaś, że atrakcji było dużo i że torty smakowały. Niedługo andrzejki i sylwester więc będzie okazja do następnych harców a jak się Kurka rozbryka, to na pewno jeszcze nie raz ze swojego podwórka będzie chciała się wyrwać 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Na sylwestra nie chodzimy nigdy. To znaczy na żadne bale i domówki. Mamy taki zwyczaj, że jeździmy na koncerty. 🙂 I do tej pory zawsze było fajnie. Chciałabym jeszcze spędzić sylwestra w teatrze, może nam się kiedyś uda. 🙂

  14. Bardzo fajny sposób, choć ja się jeszcze nie skusiłam. Ale mam zamiar, właśnie na teatr. Póki co spędzamy w gronie bardzo dobrych znajomych, u kogoś w domu. Jest taniec, zabawa, żarty. Od trzech lat umawiamy sie na jakąś konwencję przebierania się. choć czasem nachodzi mnie refleksja czy mimo wszystko warto ? 🙂 aaaa tak czasem mi się filozoficznie robi

  15. Kiedyś byłam na imprezie, na której znałam tylko osobę, z którą przyszłam, a ta zaś nie znała nikogo po za osobą, która tą imprezę organizowała. Była to jedna z najlepszych imprez na jakiej byłam, ale towarzystwo było bardziej otwarte na innych.

    Fajnie, że się super bawiliście 🙂

Pozostaw odpowiedź ~Renata Mielczarek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *