Z dyńki i ze śliwą

Pierwszy raz, odkąd prowadzę blog, nie chce mi się zrobić wpisu. Normalnie mam ochotę pizdnąć swojego kompa przez okno. Co gorzej, nie chce mi się dzisiaj czytać postów innych blogerów (wybaczcie!).  I można by rzec, że to normalna sprawa, że niemoc twórcza kiedyś nastąpi. Przesyt również. No, ale przecież to być nie może. Dla mnie pisanie to jak codzienny trening. Dzień bez poklikania w klawiaturę jest dniem straconym. Nie myślcie jednak, że tematy się skończyły. O, nie. One są zawsze. Pomysły też. Tylko mi się akurat nie chce.

Nie wiem, może to spowodowane jest wczorajszym fitnessem, bo tak czuję, że ręce mam jakieś takie miękkie, a może ciśnieniem, pogodą czy ch.j wie, czym jeszcze. Sorki, ale się wkurzam. Chociaż też chyba jakoś niemrawo mi to wychodzi. Dzisiaj przyjeżdżają moi rodzice, więc popichciłam w kuchni. Powstała zupa dyniowa, sernik dyniowy. A co? Z dyńki niech mają. I jeszcze upiekłam jogurtowe ze śliwkami. Jak jesień to jesień. Jeść tego ciacha nie mam zamiaru, nie żeby jakiś arszenik. Nic z tych rzeczy, ale jakoś tak dżinsy mi się lekko chyba sprały, bo przyciasnawe, więc rzucam to cholerstwo. I może stąd to moje rozdrażnienie. Przecież od słodyczy można się uzależnić. I ja chyba to mam. A że nie jadłam słodyczy od 5 dni, to chyba mnie dlatego nerw wziął i niechęć, i rozdrażnienie, i czort wie, co jeszcze.

No, ale żeby tak nacieszyć oko, pooglądałam je sobie w sklepie. Podotykałam. Pogłaskałam. I poczytałam, z czego się składają, żeby tak sobie obrzydzić. Wiecie. Tymi „e” coś tam, coś tam. Jednak podczas tej pasjonującej lektury moją uwagę przyciągnęło co innego. Niektóre słodycze mają w sobie alkohol. Nie jest to oczywiście odkrycie na miarę Kopernika, bo rzecz raczej wiadoma. Bo jakże zrobić trufle bez spirytusu? I jeżeli chodzi o te cukierki, sprawa jasna. Każde trufle mają w sobie ducha. Są też batoniki „Pawełki” z alkoholem (pychotka), ale na opakowaniu producent o tym informuje (wyraźnie jest to napisane). Jednak wpadły mi w ręce miętusy na wagę, w papierkach. Dość sporo czasu zajęło mi rozszyfrowanie składu wypisanego takimi literkami, aż, kuźwa, oczy mi prawie z orbit wyszły i pewnie wyglądałam jak debil, wpatrując się w papierek. Już nawet ochroniarz zaczął jakoś tak z zainteresowaniem spoglądać w moją stronę. Pewnie tylko czekał, aż zeżrę tego cukierka i będzie mógł mnie „aresztować”. Wyczytałam jednak w końcu, że te miętusy też mają alkohol. Jakiś niewielki procent, chyba 1. Nieważne. Zastanowiło mnie jednak, czy nie powinno się ostrzegać przed tym na opakowaniu. Bo jeżeli ja mam śmiertelną alergię na ten produkt, to co? To zejdę z tego świata z miętuskiem w gębie? No, chociaż to akurat byłoby w miarę przyjemne. Słodka śmierć. W dodatku lekko nawalona tym lichym procentem. A jeżeli zeżrę cały kilogram (lub dwa) tych cukierków podczas jazdy samochodem i zatrzyma mnie policja? I na dmuchanie mnie wezmą? (nie żebym miała coś przeciwko dmuchaniu) To czyja to wina będzie, co? Oprócz tego, że mojego łakomstwa, to chyba jeszcze czyjaś, że mnie nie ostrzegł, nie? A napisanie w składzie alkoholu literkami jak dla krasnala w okularach jak denka od słoików chyba nie rozwiązuje sprawy. Nie?

No, dobra. Chyba jednak zjem dzisiaj do kawki ten jeden kawałek serniczka dyniowego, bo przecież nie będę patrzeć, jak rodzina się obżera. Albo nie. Może lepiej jogurtowe ze śliwkami, co? Ha! Wiem, co pomyśleliście! Że może kawałeczek tego i tego? Taki malutki? O, nie! Jeden to jeden. Maciupeńki (tutaj kłamię)!  A teraz poproszę o rozgrzeszenie.

0 myśli na “Z dyńki i ze śliwą”

  1. Rozgrzeszam Cię .Amen!!!Nie czytaj wpisu-nie odpowiadaj na niego-też rozgrzeszam.Ja też wczoraj się wkurzyłam na siebie-pochłonęłam 5 kromali z miodem.Brzuch sterczy mi do dzisiaj.Próbuję siebie sama rozgrzeszyć-miodek owszem-zdrowy,pyszny.wielokwiatowy-z Mazur przywieziony przez sąsiadkę.Na jesienną pluchę w sam raz.Ale chleb i masło?Tu już klapa.Ty się nie stresuj-sernik dyniowy-dynia to warzywo.Jogurtowe ze śliwką-samo zdrowie.Jogurt dietetyczny-a po śliweczkach szybciej wyleci z drugiej strony…

    1. Normalnie aż by się chciało Cię uściskać. 🙂 Od razu człowiekowi lżej na duszy. Że ja nie spojrzałam na to z tej strony: dynia warzywo, jogurt dietetyczny. 😉 🙂 A podobno dynia bogata w witaminy! 🙂

  2. Ja tam Cię rozgrzeszam. Ja uwielbiam bajaderki. Zwłaszcza do kawy. Mój nałóg po prostu. I w ogóle słodycze. Od czasu do czasu walczę i “nie jem słodyczy”, ale długo nie wytrzymuję. A potem dżinsy też mi się “kurczą”. Masakra z tymi słodyczami. Powinni tego zakazać…

    1. O, bajaderki też lubię. Pyszne są. 🙂 Ale masz rację, powinni tego zakazać i to pod groźbą kary śmierci, bo inaczej będziemy oszukiwać jak nic. 😉 🙂

  3. Mam lepszy pomysł Aniu. Zainstaluj sobie w przedpokoju lustro poprawiające nastrój kobiecie. Wiesz, takie wyszczuplające. Widziałam się ostatnio w takim i wiesz, działa!
    Mam to szczęście, że ze słodyczy najbardziej lubię śledzie co nie gwarantuje, że i moje dżinsy czasem się nie kurczą…
    A walnij Ty se te ciastka, bo inaczej dopadnie Cię jesienna depresja. Pomyśl o wiośnie, bieganiu, rowerze, spacerach – i… luźnych dżinsach.
    Wszystkiego dobrego!

  4. Ja ostatnio mam tak bardzo często niestety 🙁 Pół dnia w pracy, pł w domu z Młodym nad książkami, a wieczorem najnormalniej w świecie oczy mi się same zamykają i gdy stukam tak i stukam w klawiaturę to zasypiam od tego miarowego stukania zupełnie jak w pociągu.

  5. Aniu,napewno dostaniesz rozgrzeszenie,więc zjedz sobie tego ciasta,świat sie od tego nie zawali,a może humor będziesz miała lepszy:)Też Ci się coś należy.Kto to widział piec ciacha i nic z niego nie zjeść?Toż to jest dopiero grzech:)Smacznego

  6. Smacznego! eeeh, te złośliwe dżinsy…
    Tak jak Ty, wkurzyłam się na słodycze i stwierdziłam, że będe je jadła tylko w niedzielę. W pierwszym tygodniu “pękłam” w sobotę po południu, w drugim wytrzymałam do niedzieli, w trzecim już bez problemów. Mija czwarty tydzień. Efektów wyszczuplających nie widzę, ale jak dla mnie może być nawet długoterminowo, teraz zima idzie, wałeczków pod swetrami nie widać. 😉

    1. To ja u nas domu tak wprowadziłam, że słodkie tylko w weekend. Udaję twardziela przed Jajem, bo ono stękało najbardziej, ale chyba się przyzwyczaja. No, teraz wyjątek, bo przyjechali rodzice, więc trzeba było coś upiec i babcia oczywiście czekoladę dla Jaja przywiozła. Wiadomo, jak z babciami, niereformowalne. 😉 🙂

  7. Kobitki opamiętajcie się. KOBIETA POWINNA SKŁADAĆ SIE Z LINII KRZYWYCH. Kościstej NIKT nie chce a zaokrąglenia to Wasz cały urok. Co do alkoholu to jabłuszko zjedzone beż ulotki informacyjnej o zawartości też w efekcie daje alkohol i jak sie dmucha policjantom to może sprzęcik wykazać a stężenia typu 1% to samo zdrowie dla organizmu- bez jaj.

    1. Ha, ha 🙂 To już wiem, dlaczego po jabłkach boli mnie żołądek. 😉 🙂 Mój organizm od pewnego momentu (w zasadzie po operacji) źle znosi alkohol. 😉 🙂 Takie więc abstynenckie życie sobie prowadzę, choć czasami muszę sobie przypomnieć, że boli. 😉 🙂

  8. jak przeczytałam tytuł to pomyślałam, że o jakikmś “mordobiciu” będzie, no wiesz, że z dyńki i śliwka 😉
    a tak na serio rozgrzeszona jesteś więc smaczności 😉

  9. Wprawdzie nie jestem ch..j, ale wiem dlaczego Ci się nie chce chcieć. Wiem bo mi się też nie chce. Mało tego. dorwałem właśnie tego miętusa (Rarytas Mint Candy), ciućkam, i ciućkam i za cholerę nie czuję procentów. Nawet ich nie ma w spisie. Jest tylko E 100, i E132. Na szczęście pomyślałem sobie, że może kiedyś trafi się tak nawalony kierowca, który nadmucha policjantowi balonik … z uszami. A co? Niemożliwe? Był już taki, co miał 8 promilli i wszedł w jadący tramwaj, bo go nie widział. 🙂 🙂

    1. Ha, ha 🙂 To pewnie te 8 jednak nie po cukierkach. 🙂 A ze spirytem to były cukierki firmy, co się zwie jak zamek se smokiem. 😉 🙂

  10. Widzę, że jakieś zmęczenie materiału hurtem dotyka. Ty, Asia, mnie ciutkę, ale nic na siłę 🙂 Co ma wisieć nie utonie 🙂 Ja na ten przykład pierwszorzędny leń patentowany jestem. I nie ma bata, żebym coś wbrew nichciejstwu zrobiła. Dlatego pewnie ograniczam się na blogu do pięciu postów miesięcznie – mniej więcej 😉 Jest tyle cudownych rzeczy, które można robić, że nie ma się co w poczucie winy wpędzać 😉 Z powodu słodkości też 🙂 Ja nie przepadam, ale jak mnie PSM dopadnie, to hurtem wchłaniam 🙂

    1. Racja. Jednak niby mi się nie chce, a klikam. Rodzinka mnie samą zostawiła w domu, gdzieś wszyscy wybyli. Jajo mnie po 6 obudziło, więc jednak z nudów sobie czytam troszkę, a od czasu do czasu klikam, bo normalnie wszystko w domu zrobione, jak nigdy. 🙂 🙂 A jeszcze wpadł mi w ręce reportaż, który mi ciśnienie lekko podniósł (napiszę o nim w poniedziałek).

      1. To mi ciekawość poniosłaś 🙂 Wprost nie mogę się doczekać 🙂
        A co do cuksów z alkoholem, to na wódkę i cuksy alergię mam 😛 Hahaha. Kicham salwami i potężnie przy każdej kolejce i cuksie 🙂 Na imprezach polewkę mają 😉

        1. A wiesz, że ja na alkohol też tak mam. Jak powącham, od razu mnie w nosie drapie i kicham (wino albo mocniejszy alkohol, piwo tak nie działa). Zastanawiałam się nad tym, czy możliwe bym miała uczulenie, bo to z deka dziwne. 🙂

          1. No, to nie jestem jedyny taki ewenement 😉
            Na miętówki przypomniało mi się tez tak mam, co niewątpliwie potwierdza zawartość alkoholu.
            Ze mnie się śmieją, ze mam alergię. Prawda jest taka, że faktycznie możemy mieć uczulenie.To chyba związane jest z powonieniem, aż spytam chłopa – on pigularz – co to może taką potężna kichawicę powodować. Piwko i winko, też nie robią na mnie wrażenia.

    1. O, rany. 🙂 Arte, wczoraj nominowały mnie dwie osoby i pięknie podziękowałam i przeprosiłam, ale nie chcę się w to bawić. Już kiedyś brałam w tym udział, a po co się powtarzać. Dlatego Tobie też pięknie dziękuję za wyróżnienie, ale nie zabawię się. 🙂 Mam nadzieję, że się nie gniewasz. 🙂

        1. Ha, ha 🙂 No, w zasadzie mogę ściemnić, że umiem, chyba że każesz mi zrobić mostek i na dowód sfotografować siebie w tej pozycji, więc wtedy muszę się przyznać, że pewnie już nie, chociaż kiedyś jak najbardziej. 🙂 🙂

  11. Kura, no litość miej ! Tyle pyszności i to do tego wirtualnej, a ja mam lenia i nic, a nic mi się robić nie chce! No wiesz małe co nieco nie zaszkodzi, przecież spróbować musisz- czy oby Ci te smakołyki mdłe nie wyszły.
    🙂

    1. Śliweczki lekko kwaśnawe, więc wyszło spoko. 🙂 Ale tak się napaliłam na to ciacho, zjadłam kawałek, a teraz leży i nic mnie nie rusza. 🙂 Widocznie wystarczył ten jeden raz. 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *