Wieczór na pogotowiu

Dzisiaj miał być wpis o czym innym, ale niestety Jajo dba o rozrywkę matki i zafundowało jej wieczór na SOR-ze.  Wróciliśmy wieczorem od profesora laryngologa, bo akurat przypadał czas kontroli. Stos recept. Leczenie Jaja w toku. Wieczór. My zmęczeni. Wszyscy elegancko w kolejce do łazienki. Jajo na końcu, bo najwięcej czasu tam spędza.  I nagle rumor straszny. Pędzę do łazienki. Walę w drzwi i krzyczę, czy Jajo żyje.

Żyje. Otwiera drzwi i ryczy jak bóbr. Pytam, co się stało. A Jajo z przerwami na wycie mówi, że właśnie się przewróciło, wchodząc do wanny. Spadło do tyłu na plecy i biodrem jeszcze w muszlę zasunęło.  Sprawdzam, czy Jajo całe. Ale komunikacja utrudniona, bo Jajo tak przeraźliwie wyje, że nie wiem, czy wzywać karetkę czy do chóru zapisać. W końcu mówi, że nie może nogi postawić. Kurza twarz, że my nie możemy jak normalne rodziny sobie spokojnie funkcjonować. Toż dopiero od jednego lekarza wróciliśmy z receptą pełną leków. Nawet jeszcze ich nie zdążyłam wykupić, a tu następny kataklizm.

Zarządzam wyjazd do szpitala. Mężuś stwierdza, że nie ma innego wyjścia, bo przecież nie wiadomo, co się stało. Jakoś to Jajo odziewamy z trudem i transportujemy do auta. Zawozimy. Przyjmują. Spędzamy na poczekalni obowiązkową ilość czasu, czyli 3 godziny z hakiem. Koło nas jakiś pan w bólach co chwilę powtarza, że pewnie nam do północy zejdzie. Nie ma co, budujące jak cholera.

Lekarz bada Jajo, potem wózek inwalidzki przydziela i wysyła na prześwietlenie. Jaju trochę humor się poprawia. Czubek w windzie sobie zdjęcia komórką cyka. Normalnie mam ochotę udusić. Siedzi bokiem, bo na jednym półdupku w ogóle usiąść nie może, z bólu twarz wykrzywiona, ale zdjęcia z rąsi wali. A jak pani prosi “rozbierz się do pasa”, to Jajo zamiast do pasa w górę, to od pasa w dół. I dopiero jak pielęgniarka zobaczyła, że Jajo już w gatkach stoi, to w śmiech i mówi, że od pasa w górę, nie w dół, bo kręgosłup prześwietlać będzie.

Prześwietlają w końcu. Potem znów czekamy swoje. W końcu lekarz mnie prosi do gabinetu. Mówi, że Jajo całe. Zapisuje leki i pyta:

– Jest w ciąży? – tutaj mam lekką palpitację serca i mówię, że nie. Lekarz się uśmiecha i pyta, czy karmi. No, karmi, kota od czasu do czasu, mam ochotę odpowiedzieć. I myślę sobie, jakże to, przecież Jajeczko malutkie, 17 lat, toż to dzidziuś mamusin, a on o ciążę i karmienie pyta. No, ale widzę, że żartuje. Przepisuje leki. Mówi co i jak. I Jajo zyskuje kolejną receptę do kolekcji i jeszcze wypis z SOR-u. Od września uzbierały się takie z SOR-u na onkologii, laryngologii i chirurgii. Zdolne to moje Jajo jak nie wiem co.

Bez kazania się nie obeszło. Tłumaczę, proszę, by choć o sercu matki pomyślało i uważało na siebie. No, ale wiadomo jak to z Jajami bywa.

0 myśli na “Wieczór na pogotowiu”

  1. Czyli zawitałaś w moich stronach 😉 Zdecydowanie wolała bym się z Tobą umówić w innym miejscu niż moje miejsce pracy :))
    A dziatki nasze tak już mają, że dbają o zróżnicowanie i wysoki stopień niepokoju w Naszym rodzicielskim żywocie 🙂 Jaju życzę szybkiej i bezbolesnej rehabilitacji a Tobie wrażeń na zupełnie innej płaszczyźnie :))

    1. Z uchem lepiej, ale lekarz stwierdził, że tą bakterią zaatakowane są też migdałki i leczymy dalej. Jak się nie uda, to do usunięcia będą. Ona miała problem z migdałkami już jak była mała, ale wtedy udało się uniknąć wycięcia. Mam nadzieję, że teraz też się w końcu uda pozbyć tego dziadostwa.

  2. Biedne jajo i kura oczywiście. Szczęście w nieszczęściu ,że tylko tak to się skończyło. Mój kurczaczek- ten 4 letni. Swego czasu tak o mamine serducho dbał ,że w miesiącu 3 razy na SOR byliśmy. Po pierwszym razie już Kubusia od drzwi witali 🙂
    Dużo zdrówka życzę, radzę dużo magnezu zażywać i może żeń szeń- na wzmocnienie serducha 🙂

  3. No cóż zrobić, taki nasz los, rodziców. Ja też kiedyś z Szymonem jechałem na SOR. Masakra.

    A z tą ciążą, to wiesz, Jajo wcale nie takie malutkie… Ani czekać, aż przyjdzie, siądzie na przeciwko Ciebie i powie: “wiesz, musimy pogadać jak matka z matką” ;D

    1. Właśnie to mnie najbardziej przeraża, że już takie niemalutkie. Wolałabym, żeby znów miała 3 latka i co mama powie to święte. 😉 🙂 A tu dorosły człowiek zaraz będzie. 🙂

      1. Co mama powie, to święte? Chyba żartujesz???! Laura ma 2,5 roku i potrafi mnie przegadać…
        Co do ciąży, chyba powtórzyłabym pytanie lekarza kierując je do zainteresowanej 😉
        A propos wypadku Jaja, zacytuję powiedzonko mojej babci (prawdziwa kopalnia ludowych mądrości ;)): jak kto ma pecha i nieszczęść kupę, to se złamie palec wycierając du…
        😉 😀

  4. Jejku Ania, Ty nie nadawaj takich tytułów, bo mi serce staje… Biedne Jajo, buzi od cioci 😉 a Ty mamuś meliskę zacznij pić, tak wiesz, zapobiegawczo, żebyś nam na zawalca nie zeszła.

  5. Dobrze, że nic się nie stało 😀
    Pytania o ciążę i karmienie normalne. Moja siostra spotkała się z czymś takim też u dentysty. W dzisiejszych czasach trzeba pytać, choć często te pytania są zadawanie z ironią.
    Atrakcje nie małe, ale nie zazdroszczę. Stresu tyle, że hej. Przynajmniej Jajo miało momentami ubaw 🙂

  6. może Jajo z tymi swoim zdolnościami do następnej edycji “Mam talent” się zapisze 😉 a tak serio to na całe jedno szczęście, że się Jajo tylko potłukło, a nie stłukło….
    wiem, że temat mega poważny i przeżycia swoje mieliście przeogromne, ale przy słowach czy karetkę wzywać czy do chóru zapisać to po prostu spuchłam 🙂

    1. Ha, ha 🙂 Bo w tym wszystkim były momenty komiczne. 🙂 My chyba też tak dziwnie reagujemy na stres. Najważniejsze, że sobie jednak nic poważnego to Jajo nie zrobiło. 🙂

  7. Ufff. Dobrze, że na zbitej dupce się skończyło.
    Ale u Was z Jajem bakcylami i obitym zadkiem, to jakiś efekt domina pechowy no. Za to jak już przestanie to powinno zacząć w drugą stronę 🙂 Może Jajo mogło by w totka pograć tak dla zachęty 😉
    Trzymam za Was kciuki i nie życzę nigdy więcej żadnych nasiadówek na żadnych SOR- ach

    1. Uszy na dobrej drodze. 🙂 Myślę, że to raczej chwila nieuwagi, śliska wanna i już. O nieszczęście łatwo. Ważne, że nic sobie nie złamała. 🙂

  8. Oj to Jajo to domorosła akrobatka.Dobrze że tylko na strachu się skończyło i siniakach na dupsku.Ja też dochodzę do siebie-wczoraj strułam się frytkami(tak,dobrze słyszysz)Cierpiałam od wczorajszych godzin popołudniowych do teraz…myślałam że wywinę orła.A cholera wczoraj znowu miałam proroczy sen-tylko bałam się żeby nic z dzieciakami nie było…

  9. Klik dobry:)
    A Jajo zbadane pod kątem zachwiewania równowagi? Tak… jakoś z uchem mi się ten upadek skojarzył, bo niby dlaczego ni z tego, ni z owego wywrócić się podczas wchodzenia do wanny?

  10. Nikt nie potrafi tak człowiekowi nastroju poprawić jak własne dzieci.Moja ukochana córeczka to jak się śmiałem miała wykupiony karnet w szpitalnym Roentgenie. Ona potrafiła przyjść z imprezy / była w wieku Jaja/ z połamanymi kościami śródręcza a na pytanie czy to może był break dance powiedziała ,że nie tylko sie tak normalnie wywaliła, itp. Więc nie martw się wyrośnie.

  11. Zazwyczaj twojego bloga odwiedzam z samego rana i czytam do porannej kawy, ale dzisiaj pozazdrościłam Elwirze i wzięłam się za malowanie. Co prawda tylko tarasu ale od czegoś trzeba zacząć 😉 Mam dwie refleksje na ten temat. Czytając później bloga, oprócz wpisów mam też to poczytania komentarze, które czasem własnym życiem żyją. A druga dotyczy tego, że zabrałam się za to malowanie od dupy strony i zablokowałam sobie wejście do domu. Drzwi i garaż były zamknięte, więc uwięziłam się na trochę w ogrodzie. Pogoda piękna, więc wytrzymałam, ale miałam włączony tv i leciały jakieś programy i między innymi Szpital. I tak malując i słuchając o życiu na SORze to zaskoczyło mnie jak ludzie się tam zachowują. Np. dziewczyna ma ranę na twarzy, grozi jej paraliż a ona dalej bije się z koleżanką o jakiegoś chłopaka. Albo kochanka dogaduje żonie i walczy o ukochanego, który obok leży poobijany. Kto to wymyśla? Czy ludzie faktycznie tak się na SORze zachowują. Nigdy nie byłam, moje chłopaki jakieś mało rozrywkowe ;), więc nie wiem, ale jakoś mi się w to nie chce wierzyć.
    Zdrówka dla jaja. A przy okazji, czy jajo nie ma uwag, że my tak wszyscy poznajemy historię jajowych chorób 🙂 ? Oczywiście dobrze jej życzymy ale pytam tak z ciekawości, bo sama się boję o szczegółach zdrowia moich chłopaków pisać. A może jeszcze się kiedyś dokopią to mamy wywodów 🙂

    1. Jajo zagląda na bloga rzadko, tylko wtedy gdy coś dotyczy właśnie Jaja i stwierdza, że najfajniejszym bohaterem moich blogowych wpisów jest ono samo. 😉 🙂 Ale oczywiście wyznaczyło mi granicę, za którą przeleźć nie mogę, bo inaczej laptop trafia do ogródka obok cebulek, pod ziemię. 😉 🙂
      A co do wizyty na SOR-ze. Też mieliśmy od razu skojarzenia z filmami. I kontrast niesamowity. Tutaj cisza, spokój, nikt nie biega, mało ludzi. Ale wisiała ciekawa tablica informująca pacjentów, że jeżeli nic nie dzieje się akurat w tym miejscu, gdzie się znajdują, to niech wiedzą, że w innej części oddziału na pewno lekarze działają. 😉 🙂

  12. Z tym SORem to wszędzie tak jest. nawet gdy ja w służbowym fartuchu poszłam kiedyś ze skręconą podczas pracy nogą, czekałam i praktycznie wychodziło na to, że powinnam jeszcze panią szanowną doktor przeprosić, że swoim przypadkiem przeszkadzam jej w pogaduszkach. Dobrze, że zawału nie miałam 😛

    Dobrze, że nic się nie stało, pewnie na stłuczeniu się skończyło.
    A o ciążę standardowo pytają. Takie są wymogi.

    1. Powiem Ci, że jednak obsługa miła była. Czekało się długo, fakt, bo zdjęcie, opis, ale wszyscy byli sympatyczni, nie można narzekać. 🙂

      1. Jakże, jakże. Jajo kiedyś Ci powie, że oto przybędzie Jajo-klon, a Ty się powyjesz ze wzruszenia (bo ja to na pewno, gdy Młody KIEDYŚ, z naciskiem na KIEDYŚ 😉 ) mi to oznajmi i rozpoczniesz nową odyseję jako przecudowna Babcia i wnuczęto w wieku 2 lat będzie wiedziało co to blog, jak się zalogować i puścić posta nawet o treści “biuxcvb;o ‘i7;WUUUUK” 😀

        1. Ha, ha 🙂 Wnuki to ja będę rozpieszczać do bólu. 🙂 🙂 A mamy szansę na sporą gromadkę, bo w sumie mamy przecież z Mężusiem 3 dzieci. 😉 🙂

    1. Lekarz, z którym miałam zajęcia na studiach, opowiadał, że na pierwszym dyżurze wyciągał z penisa wkład z długopisu. 😉 🙂

  13. he, he, he to Jajko placzliwe i krzykliwe, w milczeniu to ono cierpiec nie umie. A teraz bede sadystyczna. Wyobraz sobie Jajko na porodowce, rodzace bez znieczulenia powiedzmy takie 4 kg Minijajko. To bedzie dopiero koncert!

  14. O Jezu, ale bal na kółkach! No ale grunt, że Jajo ocalało. Ja się cieszę, że potomstwa nie mam, bo pewnie podobne przejścia też bym musiała przeżyć (co prawda, wynagrodzone one by były całą gamą odczuć rodzicielskich, których ja nie doświadczyłam i wobec tego jestem stratna). Czyli; nie mam własnych, ale rozumiem i w pełni popieram.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *