“Zamień chemię na jedzenie”

Dzisiaj niestety muszę jeszcze raz o jedzeniu. Muszę!

Jest podobno taka akcja „Zamień chemię na jedzenie”. Pomysł fajny, bo chyba powinno się mieć świadomość tego, co się spożywa. A że w żarciu chemii więcej niż wartości odżywczych, to  wszyscy wiedzą.  Wystarczy obejrzeć opakowanie po byle jakim produkcie.

Ostatnio słyszałam, jak pewna celebrytka wypowiadała się na temat zdrowego żywienia. Rozwodzi się takim rozchichotanym pełnym zapału głosikiem, że normalnie zaraz posika się z wrażenia, na temat mleczka od własnych kózek, jajeczek od swojskich kurek, sałaty wyhodowanej, pomidorków, ziemniaczków. No, pomyśleć by można, że rolniczka pełną gębą. Nawet sery ma swoje. Co ja piszę?! Jakie sery? SERKI! Taka zaradna. Masełko też swojskie. Mięsko. No, wszystko. Podobno nie jada niczego poza płodami własnego gospodarstwa. W trasę czy do teatru zabiera swoje produkty. Ba, nawet w restauracji wyciąga swoje pudełeczko ze śniadankiem i zamawia tylko kawkę. Chociaż nie wiem, czy nie zacznie za jakiś czas kawy uprawiać, „własnoręcznie” ziarno palić, by mieć pewność, że zdrowo.

I kiedy tak się nagadała i nauświadamiała widzów przed telewizorem i kiedy duma rozpychała jej klatę, dziennikarka ot tak, zapytała, czy kiedyś wydoiła kozę. No, bo przecież jak pija tylko takie mleko od własnych kóz, to raczej pytanie wydawało się logiczne. Aż podbiegłam z kuchni do telewizora, by posłuchać, czy ona faktycznie tymi swoimi wymuskanymi paluszkami kozy doi. A tu zonk. Normalnie z baby chyba całe powietrze zeszło. Tak jakby lekko zapadła się w sobie. Miny robi, kręci się, jakby nagle owsiki w dupsko zaczęły gryźć za to kozie mleczko. I nagle duka, że nie, że od tego to ona ma jakąś tam panią X, a od kurek to jakiegoś pana Y. Dobrze, że chociaż ich imiona pamiętała.

No, to ja już wszystko rozumiem. Tak to sobie można żyć. I to nawet bardzo zdrowo. Bez chemii.  Tylko z grubym portfelem. A już widzę kobietę, która zapierdziela na etacie. Kiedy wraca do domu o 16-18, idzie kozy doić, kury karmić, jaja zbierać i ziemniaki kopać, coby zdrowo było. Nie wspomnę, że to „gospodarstwo” przy odrobinie szczęścia na balkonie się mieści, bo skąd wziąć kawał ziemi.

Sama zwracam uwagę na to, co jemy. I mam w ogródku własne pomidory, zioła i owoce i wiem, że to smakuje lepiej niż te kupne. Ale nie każdy ma ogródek. Kiedy pracowałam zawodowo, niestety nie patrzyłam, czy zdrowe, czy nie, kupowałam, aby szybko jakiegoś kuraka na obiad zrobić i nakarmić  domowych głodomorów, z kotem włącznie. A biorąc pod uwagę ceny produktów i przeciętne zarobki, to chyba ciągle głównym elementem, na który większość ludzi zwraca uwagę, jest cena. I kupują szynkę, w której 60% mięsa, masło, które masłem nie jest i chleb, który z chlebem niewiele ma wspólnego.

 

 

PS  Przypominam jeszcze wszystkim spóźnialskim, że dzisiaj i tylko już dzisiaj do godziny 15.00 można jeszcze tutaj zamieszczać konkursowe komentarze. Spieszcie się, bo Jajo mi cukierki wyżera! Jutro podam wyniki obrad szanownego jury.

0 myśli na ““Zamień chemię na jedzenie””

  1. Nie wiem kiedy to się zaczęło, ale już w połowie lat 70′ ub.w. chłopi zaczęli jaja malować gównem. Kupowali w hurtowniach t.zw. chłodnicze (najtańsze) i po skropieniu ich w.wym. specyfikiem sprzedawali jako “jaja wiejskie”. Jak widać niewiele się zmieniło. Słyszałem nawet, że teraz się skrapia warzywa żrącym płynem, bo podobno jak robak coś zaczął to “to” musiało być smaczne …

    1. Bo celebryci myślą, że są tacy fajni, należy ich naśladować, że wyznaczają nowe trendy. 😉 🙂 Ciekawe, jak by żyli z naszymi wypłatami? 🙂

  2. Też mnie to rozśmieszyło 🙂 Dobre, dobre ….
    Inny fakt też mnie powalił:
    Gwiazda w tym wszystkim ma jeszcze czas na projektowanie ubrań.Ubrań, które są przeznaczone, jak ładnie ujął jej mąż, dla kobiet z prowincji, hahahah bo takie “tanie” – Nooo, sukienka kosztuje tylko 1 wypłatę 😀 Okazja jakich mało! :DDD

    Zabawni są.

  3. Można też co pewien czas jeździć na wieś i kupować produkty z ekologicznego gospodarstwa 🙂 Tylko, że nawet te pozornie nieskażone warzywa i owoce też są skażone :), bo skażona gleba, kwaśne deszcze itp, itd. Ja od dawna zrezygnowałam z kupnych wędlin, oślizgłe szynki mnie po prostu odrzucają. Nie pijemy też napojów gazowanych pełnych chemii ani fast foodów, konserw itp. Frytki robię w domu, z normalnych ziemniaków, żadnych kupnych natłuszczonych paskudztwem. Chemii można unikać, ale całkowicie jej nie wyeliminujemy, bo żyjemy przecież w zatrutym środowisku

    1. To ja robię dokładnie tak samo. Moje Jajo nawet nie chce frytek z kupnych mrożonek, woli takie swojskie (od czasu do czasu oczywiście). A napoje gazowane też u nas nie goszczą, chociaż Mężuś się wyłamuje i pije colę. 🙂

  4. Jak zwykle we wszystkim trzeba znać umiar. Pani N to może jeść własne plony, bo jest tak jak napisałaś, ale uważam, że mieszczuchy też mogą kupować zdrowe jedzenie i jeść zdrowo. Trzeba tylko taką małą rewoltę w myśleniu zrobić i nie wierzyć w to co w reklamach tylko mieć swój rozum. Czytać etykiety, bo to podstawa i wybierać produkty te mniej przetworzone i mniej wzbogacone. Gotować w domu a nie kupować gotowe dania w słoikach. Zmienić mąkę pszenną na orkiszową, ograniczyć cukier. To takie podstawy a wiele zdziałają. Wiesz, dla mnie to temat rzeka. A sama chociaż mam ogródek to głównie rekreacyjny ale w supermarkecie kupuję tylko zgrzewkę wody mineralnej i proszek do prania. Resztę kupuję w małych sklepach i u gospodarzy i cenowo wychodzi taniej niż w supermarkecie. Świetnie o tym napisał Smaczny Turysta.
    http://pisze-co-widzialem.blog.pl/2013/07/02/zielona-ofensywa/
    Co prawda celebrytka pojechała po bandzie tym zachwytem nad swoim jedzeniem ale w miastach też można kupić wiele produktów regionalnych. Wiem, że malkontenci zaraz powiedzą, że to i tak wszystko na chemii albo oszukane. Ale według mnie to lepsze niż supermarketowe śmieciowe jedzenie.
    Rozpisałam się, ale jak wspomniałam, dla mnie to temat rzeka i bardzo na serio. Pośmiać się mogę z N co krzywe miny robi, świetnie to opisałaś 🙂 ale ze zdrowego jedzenia już mi nie do śmiechu 😉

    1. Masz rację, chociaż pewnie tak w 100% chemii nie wyeliminujemy i sami wszystkiego nie zrobimy, ale świadomość tego, co spożywamy jest istotna, bo od tego się zaczyna. Też staram się, by było zdrowo, ale na przykład filet z kurczaka muszę kupić, co prawda wybieram sklepik z własną rzeźnią, ale pewności nie mam nigdy, bo sobie tego kurczaka nie wyhodowałam. Ale już chleb mogę upiec sama. Właśnie zakwas się robi. 🙂
      A wiesz, zachwalać własne kózki, kurki można, tylko wtedy trzeba by było mieć gospodarstwo i tak jak p. N. ludzi do tego. 🙂 Zaintrygowałaś mnie u siebie też tym cukrem brzozowym, czytałam o nim, ale nigdy nie kupowałam, bo my w ogóle nie słodzimy, jednak tak pomyślałam, że może do ciasta zamiast normalnego by się nadał. Próbowałaś go tak użyć?

      1. Oczywiście. Ostatnio dodaję go do wszystkiego. Słodzę lemoniadę dla dzieci, dodaję do szarlotki, gofrów. On ma jedną wadę, jest droższy, ale słodszy. Musiałam nauczyć się nim słodzić, bo sypałam tyle co rafinowanego i było nie do spożycia.
        Kupuję w sklepie internetowym http://www.naturalnaspizarnia.pl/ bo jest tam w dobrej cenie. Sorki za reklamę, ale sklep ma też bloga na którym można poczytać o tym cukrze, z resztą wiesz, bo u siebie też o tym pisałam 😉 Poza tym na blogu też można poczytać o stewi, innym zdrowym zamienniku cukru.

        1. Już sporo o tym cukrze czytałam, ale fakt, że zniechęcała mnie cena i nie wiedziałam, czy do ciasta się też nada. Dzięki muszę tam zajrzeć.

  5. A to już wiem o kogo chodzi.No dobrze ze tego nie oglądałam bo z rezultacie bym jej lutnęła przez ekran.Z tymi ciuchami dla kobiet z prowincji to już mi się o uszy obiło.No cóż-to ja chyba nawet do tych z prowincji się zaliczyć nie mogę…No może jak się wzbogacę to kupię cekinową bluzkę z najnowszej kolekcji i wyskoczę do osiedlowego jarzyniaka po ziemniaki…

  6. Też miałam przyjemność oglądać ten odcinek, miałam dokładnie takie same odczucia jak Ty, każda matka stanęła by na rzęsach by kupować tylko zdrową żywność, ale utrzymanie ekologicznego gospodarstwa to spoty wydatek, nie ukrywam że podobało jak zgasła gdy się okazało że nie ma pojęcia jak to się robi, bo ma od tego ludzi!!!
    i nie chodzi tu o zazdrość o jej wypielęgnowane pazurki tylko o realia, ja też jak patrzę na szynkę za 48 zł i na taką za 22 mam dylemat czy wziąć 5 plasterków droższej czy 15 tańszej a głodomorki w domu trzeba nakarmić i to nie są już takie małe ptaszki które zadowolą się kilkoma ziarenkami 🙂
    Ale fakt jest faktem gotuję sama nie posiłkuję się sproszkowanym jedzonkiem, swojskie to swojskie
    pierożki, tak kupa roboty ale smak niezapomniany dlatego jak już robię to ze 200 sztuk i zamrażam a potem do garnka i zdrowo i pysznie 🙂

    A cukier trzcinowy jest pyszny wiem ze trochę drogi ale my dużo nie słodzimy więc kupuję 😉

  7. W związku z tym, że też staram się żyć zdrowo i odpowiednio żywić swoje dzieci, też dodam, że podstawa to jeść prosto, jeść to co nam daje natura i z tego tworzyć. Kasze, warzywa, owoce, przetwory własne…Nie dać się reklamom, pięknym, kolorowym opakowaniom, unikać tego co nam szkodzi.

    1. Muszę zajrzeć na Twoją stronę, bo Socjoblożka polecała. Dzisiaj nie będę mieć czasu, ale na pewno troszkę u Ciebie pomyszkuję. 🙂

  8. bardzo trafne spostrzeżenia! 🙂
    ja może bym i chciała być ekologiczna, pewnie, że to wszystko zdrowsze i smaczniejsze, gdzie mogę to staram się aby wybierać naturalne- ale po pierwsze nie mam na to zbyt wiele czasu a poza tym aby być ekologicznym to trzeba mieć kasę! ot i cała prawda! 😉

      1. Albo trzeba nie mieć tej kasy wcale i mieć ziemię. Moi rodzice niczym warzyw nie pryskają, nawóz tylko naturalny. Jadłam taki kalafiorek w lecie: wyglądał mało estetycznie (trzeba go było dobrze wypłukać w wodzie z octem), ale był aż słodki, mniammmm.
        Widzę po blogach w sieci, że istnieje spora grupa mieszczuchów powracających do korzeni, kupują opuszczane gospodarstwa i zajmują się… hodowlą kóz właśnie, koni, itp. Kokosów z tego nie ma, ledwie koniec z końcem można związać, ale jakaś satysfakcja na pewno.

        1. Bo to pewnie i przyjemna praca jak można wyżywić się z pracy własnych rąk. Jak ktoś lubi, to czemu nie. 🙂 I to chyba wciąga. 🙂

          1. Bo to chyba też chyba trzeba dojrzeć. Kiedyś też nie lubiłam, a teraz, odkąd mam własny ogródek, sprawia mi to przyjemność. I gdybym mogła, to pewnie bym sobie kury na jajka też hodowała. 🙂 Aż sama się sobie dziwię. 🙂

          2. Nic nie mów, ostatnio sąsiadkę podpytywałam czy z kurami to sporo roboty 🙂 Ale polecała mi też gęsi, bo świetni z nich stróże, a mój pies to straszny cykor. Tylko takiej gęsi to bym nie ubiła i musiałaby z nami zimować… ciekawe czy grzeje w stopy jak kot 🙂

          3. Myśląc o kurach to nawet opcji ich ubicia, nie brałam pod uwagę. Znosiłyby sobie jaja i tak żyły u nas do starości. 🙂

  9. świetny tekst! Ja kiedyś czytałam wywiad z tą ekologiczną artystką celebrytką, i też się zastanawiałam – a kto jej te kózki i krówki doi? Bo jakby sama wszystko robiła w swoim ekologicznym gospodarstwie to by nie miała czasu na swoje występy, popisy i karierę 😉

  10. Pani! to wina tej całej Unii jest 🙂 Do Unii nam się chciało, to mamy wszystko wg. norm unijnych: ilość mięsa w mięsie, wielkość jajek, krzywiznę ogórków, długość marchewki i promień jabłek. Jak nie posmarujesz to nie posmakujesz- tak z masełkiem na chlebku jak i z ceną żarełka.
    Pozdrawiam

    1. Podejrzewam, że gdyby nie unia to i tak pazerność co niektórych producentów żywności by zwyciężyła i zwiększaliby wagę mięsa w mięsie. 😉 🙂

    1. Nic nie zostało usunięte, tylko komentarz czekał na moderację, nie było mnie w domu, więc dopiero teraz to czynię. 🙂 Jak ktoś pierwszy czy drugi raz komentuje, to niestety musi poczekać na moderację. Mam nadzieję, że się jednak nie zraziłaś. 🙂

  11. Moja najukochańsza babcia miała w życiu pod górkę. Mąż hulaka, piątka dzieci, etat szwaczki, 5 hektarów pola do obrobienia. A nie było pralek automatycznych, kuchenek gazowych, ani mikrofali. I nigdy nie narzekała. Wracała o tej 16-18 do domu, biegła doić co prawda krowy, a nie kozy, ale wkład pracy w czynność mniemam ten sam. Hodowała warzywa w przydomowym ogródku, wyrabiała swojskie kiełbasy, miała kury, a z nich jaja. Zapieprz od świtu do nocy.

    I ja tą kobietę szczerze podziwiam, jest dla mnie jednym z największych autorytetów, mimo przepaści pokoleniowej i różnicy mentalności o niemal półwiecze. Moja matka wdała się w swojego ojca i już miała lenia w dupie, toteż gotowania, pieczenia, hodowania roślin uczyłam się chętnie od babci, moja własna rodzicielka w pogardzie ma owe czynności. Teraz mieszkam w Anglii, tu o zdrowe jedzenie jest jeszcze trudniej niż w Polsce, ale trzymam się tego eko stylu żywienia, który mi babcia na polskiej wsi wpoiła. Pracuję na etacie, a mimo to piekę własny chleb, przygotowuję domowe posiłki, sadzę zioła w ogródku, a w przyszłym roku się porwę na warzywa. Nadwyrężam budżet kupując to co ekologiczne i nieprzetworzone. Jak się chce to można, nie trzeba mieć do tego pani od kóz i pana od jajek.
    Problemem jest to, że mojemu pokoleniu już się wielu rzeczy zwyczajnie nie chce robić, bo można przecież posadzić dupsko przed telewizorem, zakupy zrobić w supermarkecie i też jest git.

    1. Wiesz, na pewno masz też rację, ale jak się wraca o 18, to trudno poświęcać czas na kopanie ogródka, bo chyba wtedy też człowiek chce pobyć z dziećmi. Na pewno da się w jakiś sposób żyć ekologicznie, wymaga to dobrej organizacji, ale pieniędzy na to też trochę więcej potrzeba i zaangażowania. Masz rację, że nie każdemu się też chce. 🙂

  12. Dopiero teraz mam chwilę, by na spokojnie przeczytać i odpisać.

    Był czas, kiedy miałam szajbę na zdrową żywność. Trochę się to zaczęło u mnie w pracy, bo tak: w szatni kupisz swojską kiełbasę, na laryngologii również + wędliny. Na kardiologii kupisz biały ser i śmietanę. W dziale technicznym w sezonie możesz dostać jagody, borówki, maliny, porzeczki i agrest (!). Na chirurgii można się zapisać na jajka ze wsi, 15 zł za 30 sztuk, nie są może wielkości strusich jaj, ale potwierdzam: żółciutkie jak pomarańcza.
    Ja właściwie mogłabym handlować pomidorami, wysiane z nasionek tak mi wyrosły i obrodziły, że nie byliśmy w stanie tego przejść, zielone pomidorki do tej pory są w liczbie 30-stu, ale nie sądzę, żeby dojrzały przy takich zimnych nocach.

    Jakieś 2 tygodnie temu jadłam prawdziwą szynkę, nie jakąś prasowaną, tylko wilgotną, taką ze sznurkiem, Boże jak ona pachniała. Teściówka znalazła lokalnego masarza. 30 zł za kg – szynki, kiełbasy, schabu. To nie jest drogo. A kiełbasy nożem nie ukroisz tak, żeby się nie porozwalała 🙂 Pyszna jest. Wędlina może leżeć w lodówce nawet 1,5 tygodnia i po prostu się zeschnie, nie spleśnieje.

    Koleżanka Teściówki poczęstowała nas na wakacjach chlebem domowego wypieku (jej syn piecze w domu dla rodziny), coś niesamowitego! I właściwie przypomniałaś mi tym wpisem o tym, że powinnam ruszyć zad i pójść do sklepu po odpowiednią mąkę.

    To, że ktoś nie ma ogródka nie oznacza, że nie może hodować pomidorów czy np papryczek chili. W doniczkę i heja! Koleżanka hoduje mandarynki, co prawda kurewsko kwaśne, ale nie pryskane 🙂 Tak samo cytryny.

    Moja ś.p. Babcia również hodowała sobie na parapecie pomidory i jeszcze jakieś zioła. Zapach pomidorowych liści jest nie do opisania i każdy, kto do nas przychodził i wąchał mówił: jak w dzieciństwie… 🙂

    Mam to szczęście, że akurat mam dojście do naprawdę eko produktów i to za niewielką cenę.
    Może minimalnie wyższą.

    Najbardziej roz… rozwaliło mnie to, gdy kiedyś uświadomiona po programie ‘wiem co jem, wiem co kupuje”, czy jakos tak, przeczytałam skłąd parówek dla dzieci o wdzięcznej nazwie “Bobaski”. Wiesz ile tam jest % mięsa? HA! Aż kur…de 5 🙂 Za to znalazłam Berlinki, z 71%. Wiem, że są jeszcze z szynki – 95%. Dużo 🙂

    A propos chemii, cyt. “A że w żarciu chemii więcej niż wartości odżywczych, to wszyscy wiedzą” – niby wszyscy wiedzą, a Sokołów za tatara się obraził 😛

    1. Uwielbiam takie kupowanie 🙂 Też mam już swoją sieć dostawców ale pracuję jeszcze nad swojskimi wędlinami. A to nie takie proste, ale damy radę.
      U mnie z owocami to się swoisty barter zrobił. Sąsiedzi dzielą się jak im zbywa i każdy coś od siebie innym podrzuca a potem zbiera to co u niego nie rośnie.

    2. To ja już wiem, czy w przychodniach się lekarze zajmują. Siedzą i jedzą szyneczki i kiełbaski, a my w kolejkach. 😉 🙂
      A tak poważnie, pewnie można się jakoś ekologicznie zorganizować, trzeba tylko chcieć, ale na pewno nie da się tego zrobić w 100 %. 🙂

    1. A widzisz, to chętnie. Jakbyś mi na pocztę dała namiar na mamę, to na pewno skorzystam, szczególnie z twarogu, bo co do mleka to mam lekki opór z dzieciństwa. 🙂

        1. Ja też, chociaż czasami płatki owsiane na mleku (pół na pół z wodą) ugotuję. 🙂 A największym amatorem mleka jest u nas oczywiście kocur. Dzień bez mleka jest dniem straconym. 🙂

  13. 60% mięsa? to wyjątkowo dużo;) też staram się patrzeć na to co kupuję, wybierać produkty najmniej przetworzone, ale takie drogie są zazwyczaj.
    a w dodatku od tej całej chemii ludzie chorują i tyją, niestety, nie jest ona zdrowa:( a jest wszędzie

  14. Wystarczy kupić mleko “od baby ” jak się nie co zsiądzie zrobić mega pyszny twróg. Masło ze śmietany też w domu robię. Wygląda i smakuje rewelacyjnie.
    Ale co do zdrowego odżywiania, to teraz oksymoron jest, bo żeby być zdrowym nalężło by nie jeść, nie pic i nie oddychać 😉

    1. A jak Ty to masło robisz? W takiej tradycyjnej drewnianej maselnicy?
      U nas na targu mleka “od baby” raczej się nie kupi, jeszcze nie widziałam.

      1. A z tym mlekiem, to dziwy, bo u mnie na lokalnym bazarku co rano kobitki stoją. Z serkiem i masłem też, ale te wole sama produkować, bo frajda niezła 🙂
        Może masz jakieś znajome znajomych, co krowę i mleko swojskie mają?

  15. A ja w te zdrowe żywności nie wierzę i jak ktoś mnie przekonuje ,że powinienem żreć trawę to pytam jak sie nazywa nasz trzeci od środka ząb i potem pytam czy kto kiedy widział krowę z kłami. A co zdrowe a co nie najlepiej świadczy przykład tłuszczu do smażenia frytek , najpierw była afera ,że nie wolno na zwierzęcym więc całe lata smażyli na roślinnym a teraz gadają ,że to błąd. I to ta słynna amerykańska komisja do spraw zdrowej żywności. Zawracanie głowy , tak jak z tym sportem , przecież wynalazca joggingu zmarł na serce biegną w wieku o ile pamiętam 69 lat. A ilu starszych nie biega?

    1. To też racja, że naukowcy nie mogą się zdecydować. Tak jest z masłem. Ale głównie chodzi o to, może żeby nie trawę, ale jak już np. kiełbasę, to chociaż taką, która ma w sobie prawdziwe mięso.

  16. Ta celebrytka sama sobie rączek nie brudzi dojeniem kóz, ale zna teorię i docenia efekt osiągnięty przez jej płatną siłę roboczą – tak też chyba można, chociaż to nie dla nas, zwykłych ludzi.

  17. Zupełnie nie na temat:
    1) Czy nadal zamierzasz zorganizować spotkanie Twoich blogerów?
    2) Przypadkiem przeczytałam ostatnio, że Twoje nazwisko nosi ponad 2700 osób w Polsce, ale ten fakt jest zupełnie nieistotny, podaję go tylko jako ciekawostkę.

    1. To spotkanie moich blogerów zostało rzucone jako żart i w zasadzie się nad tym nie zastanawiałam, ale być może to byłby ciekawy pomysł, więc będę myśleć. 🙂 Nie wiem tylko, co na to moja rodzina? 😉 🙂 Normalnie przegonią mnie na trzy wiatry. 🙂

  18. Ja mam wielkie szczęście,bo mam sąsiadów za przysłowiowym płotem,co się gospodarką zajmują. To i ziemniaczka od nich kupię i jajeczka i miód nawet.A i jeszcze mleczko.Pozdrawiam.

  19. Jako Technolog Żywności (nie mogłam się powstrzymać by się nie pochwalić) muszę przyznać że w dzisiejszych czasach żywność bez chemii nie istnieje.
    Musiałabyś mieć swoje gospodarstwo, daleeeeko od miasta, najlepiej gdzieś w górach, swoją wodę, nie używać pestycydów itd itd. Wtedy to miało by sens.
    A co z tego, ze kupisz pomidorka na targu od Pana który ma gospodarstwo i zarzeka się że nie używa środków chwasto(itd)bójczych. skoro a- kłamie, b- jego sąsiad ich używa i przypadkiem zawiało.
    Dlatego najważniejsza zasadą jest czytanie składów, nie kupowanie produktów wysoko-przetworzonych i nie popadanie w paranoje.
    Pozdrawiam gorąco.

    1. Niestety masz rację. Chciałoby się zdrowo, ale całkiem się nie da. Zawsze jednak trzeba próbować i chociażby (tak jak piszesz) mieć świadomość tego, co się spożywa i czytać etykietki. 🙂

      1. Choć pamiętaj, jest to jak przekleństwo, ja muszę czytać… nawet z samej ciekawości, co wzbudza śmiech wśród ludzi którzy się tym nie przejmują. 😉
        No i denerwują mnie wszystkie reklamy … a najbardziej “uwalniamy węglowodany przez 4 godziny” 🙁 bo ludzie w to wierzą…

        1. Bo chyba chcą wierzyć. 🙂 Jednak sporo ludzi obecnie zwraca uwagę na to, co je, być może jest większa świadomość. Minął zachwyt tym, co pięknie, kolorowo opakowane. Mam przynajmniej taką nadzieję. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *