Na grzyby czas

Sezon grzybowy w pełni. W TV straszą zatruciami. Ale co tam takie straszenie. Jak ktoś sam się grzybami nie załatwił, to nie ma świadomości. Nie wiem, czy powinnam być z tego dumna, ale mam takie zatrucie na swoim koncie. A jakże. Na szczęście żyję. Obyło się też bez przeszczepów. Dzieckiem wtedy byłam, zaledwie piętnaście wiosen przeżyłam. I absolutnie nie należy podejrzewać moich rodziców o chęć pozbycia się latorośli. O, nie! To ja sama próbowałam siebie wyeliminować z tego świata, choć zupełnie nieświadomie.

To była ósma klasa. Pojechaliśmy na wykopki. Kiedyś tak było, że dzieciaki mogły dorobić do jakiejś wycieczki szkolnej podczas zbierania ziemniaków. I w trakcie przerwy w pracy z koleżanką skoczyłyśmy do lasu za potrzebą. Patrzymy. A tam kanie z kapeluszami jak talerze. Były dwie. Ja jedną, ona drugą. Zadowolone, że obiad mamy. Rodzice będą dumni. A i moja kania taka wyjątkowo dorodna była.

Przyjechałam do domu. W domu pustka. Rodzice w robocie, brat w szkole, w lodówce niedźwiedź. To ja jako zaradne dziecko sobie kotlecika z kani postanowiłam usmażyć. I już oczyma wyobraźni widziałam, jak rodzice pochwalą, że dziecko zaradne.

Jajeczko. Bułka. Olej. Patelnia. I jama gębowa. No, tylko jak rodzice wrócili, to ja z bólu na kanapie zwijałam się jak węgorz jakiś. Brzuszysko bolało jak zwariowane. Głowa. Wymioty. Biegunka. Normalnie pełen serwis. Rodzice w auto zapakowali, do szpitala wywieźli.

A tam się zaczęło. Najpierw płukanie żołądka (chyba, bo dziś kolejności nie pamiętam).

Pani stawia przede mną pojemnik z wodą, wręcza w łapę kubek i pić każe. To ja grzecznie podziękowałam, bo nie spodziewałam się, że taka obsługa. Człowiek o swoim pragnieniu ledwo pomyślał, a tu michę wody dostaje. Fakt, że woda jakaś taka nieklarowna, bo w niej podobno węgiel (takie tabletki) był rozpuszczony. Wypiłam kulturalnie kubeczek. Podziękowałam i oddaję pani naczynie. A ta mi na to, że to wszystko mam wypić. No, kurza twarz, toż to w żołądku moim się nie pomieści. Próbuję negocjować, że może jeszcze kilka łyków. A pani rurkę mi pokazuje i mówi, że jak po dobroci tego nie wypiję, to tą rurą w gardło lać będą. Obok stawia pustą miskę. Myślę, że to jakaś mania z tymi michami. Ale zaraz dociera co i jak. Piję. A w pustą miskę robię zwrot.

I jak tak sponiewierano całkowicie mój żołądek, to w nagrodę pani inną rurkę wynalazła i kazała udać się do toalety. Gatki w dół. Pani za plecami mi kuca. Ożeż, nikt przecież nie miał nigdy twarzy na wysokości mego dupska. I nagle rura. Bach! Prosto w cztery litery. Sam środeczek. No, wyprostowało mnie wtedy od razu. I potem wlewanie we mnie wody z drugiej strony. A potem jak pani tę rurkę wyciągnęła, to wiadomo co.

A wszystko przez to, że dziecko samodzielne chciało być i obiadek sobie samo przyrządziło. Jednak co to dziecko zżarło nie pamiętam, było napisane na wypisie ze szpitala (chyba maślanka jakaś tam). Nikt mi też nie wierzył, że ja tylko jednego takiego grzybka sobie zaserwowałam.

Od tej pory nie zbieram kani. Nie jem kani. Nie patrzę na kanie. Zastąpiłam je boczniakami kupionymi w sklepie.

0 thoughts on “Na grzyby czas”

        1. Czy ja gdzieś napisałam, że pomyliłam ją z muchomorem? Miałam 15 lat, grzyb wyglądał jak kania, byłam pewna na 100%, zatrułam się i tyle. Jakie to było cholerstwo, nie wiem. Może nawet mogło być niedosmażone, czort jeden wie.

    1. Totalna bzdura. Jakby to była kania to byś się nie zatruła. Mam 3 lat i od dziecka zbeiram kanie i je jem. Nauczył mnie tato je prawidłowo rozpoznawać. I jeszcze sie nie zatrułem.

    1. Pyszne. Jedyna osoba, której ufam, jeżeli chodzi o kanie, to mój tata. I pewnie jakby tatuś znalazł, a mamusia usmażyła, to chyba bym się skusiła. 😉 🙂

  1. Toś mi przypomniała. Też rakową rurkę kiedyś w 4 literach miałam. Pani się mnie pyta:
    – I Jak?
    – Co jak? (bo to naprawdę takie doznanie). Bąka strach puścić 😉

    A grzyby zbieram tylko te, które znam. I Młodego też uczę, mimo, że grzybów nie je.

    1. Moje Jajo w ogóle grzybów nie zbiera, choć pokazywałam jej jak wygląda podgrzybek i prawdziwek,ale ja i tak sobie nie ufam w tym względzie i zawsze pytam Mężusia. 🙂

  2. Ja grzyby nawet lubię,ale rzadko je jem,bo sama nie zbieram,a też nie kupuję.Mam stracha i wolę nie ryzykować.Na grzybach się nie znam.Czasem zjadłam,jak sąsiadka podrzuciła kilka,ale to tyle.Wolę pieczarki;)Kupię sobie grzybnię i w piwnicy będę je hodowała.Przynajmniej bezpiecznie;)

    1. Z tymi kupowanymi na targu też strach, masz rację, bo nie wiadomo, co tam się znajdzie. Chociaż mi się zdarzyło kupić, ale zawsze wtedy wszystkie zabłąkane wolne ogonki wyrzucałam, bo nie wiadomo od czego one odpadły. 🙂

  3. A ja łażę po lesie, zbieram grzyby – kanie też, i uwielbiam je jeść. Ale wiadomo, do wszystkiego trzeba podchodzić z głową. Zbieram tylko to – co znam. To podstawowa zasada.
    A z Twojej historii Aniu, uśmiałam się. I współczuję. Trochę.

      1. Wydawało – to słowo mówi wszystko. Ja zbieram kanie od zawsze i nie wyobrażam sobie jak można pomylić kanie z innym grzybem. Tak na marginesie nie prędzej bym borowika pomylił niż kanie. Jednak mam zasadę jak nie jestem na 100% pewny wyrzucam to tylko grzyb a można sobie i komuś krzywdy narobić.

      2. Kania dorodna to masa brązowych dużych piegów na kapeluszu a la ecru. Te piegi wygladają tak jakby chciały się oderwać od kapelusza. Ale najważniejsza jest obrączka pod kapeluszem – jeśli ją delikatnie naciśniesz od góry to zjedzie swobodnie po korzeniu na dół. Tak ma tylko kania :-))

  4. Klik dobry:)

    Też jadałam “schabowe” z kani. Smakowały doskonale.

    Teraz, jak słyszę o tym zatrutym dziecku, to zastanawiam się, po kij rodzice dają grzyby dzieciom? Żadnej wartości, oprócz walorów smakowych i zapachowych grzyby przecież mają. A na smaka jest teraz dla dzieci bardzo dużo różnych wynalazków.

    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Witaj, alEllu. Też nie wiem, dlaczego tak robią, szczególnie takim małym dzieciom. To strach. I ciągle o tym w TV trąbią, by tego nie robić, ale niektórym się wydaje, że od tylu lat zbierają i są fachowcami od grzybów, więc często chyba taka nonszalancja ludzi gubi. 🙂

      1. Ja kiedyś kupiłam suszone podgrzybki na Boże Narodzenie. Dodałam do bigosu świątecznego i barszczu wigilijnego. Dopiero przy robieniu farszu na uszka, który próbowałam, okazało się, że to były gorzkniaki. Wprawdzie nie trujące, ale zmarnowałam gar bigosu i barszczu, a uszek na Wigilię nie miałam. Tego to dopiero pojąć nie mogę, bo tu już w grę wchodzi nie tylko nonszalancja, ale zwykła ludzka uczciwość.

        PS. Co z Twoją bajką konkursową?

        1. Bajka niestety nie wygrała. 🙁 Ale wiedziałam, że nie szans, bo jakże o Jęczydupce dzieciom opowiadać. 😉 🙂
          Moja mama w tym roku suszy podgrzybki na wigilie, byli ostatnio z tatą na grzybach i dwa wiadra przytachali. 🙂 I nawet 4 prawdziwki znaleźli. 🙂

  5. ja również bardzo lubię grzybki, ale tylko sprawdzone w sensie kurki, prawdziwki i jeszcze dwa rodzaje(nie pamiętam nazw- mąż przynosi 😉 ) ale Córce to bym ich nie dała… po co kusić los…
    a przeżyć z młodości nie zazdroszczę, dobrze, że to się nie skończyło czymś gorszym. Ale co się nacierpiałaś to Twoje…

    1. Potem jak już mnie wszystko przestało boleć, to nawet wesoło w tym szpitalu było, bo dzieciaków mnóstwo i to takich na chodzie. 😉 🙂

  6. Uwielbiam grzybki, duszone albo w marynacie, pychota. Ale jem tylko te, które sprawdzi mój wujek. On zbiera grzyby od dziecka, zaczął ze swoją mamą jako kilkulatek. Sobie nie ufam w najmniejszym stopniu.
    A co do boczniaków, to słyszałam, że można kupić grzybnię i hodować nawet na balkonie na jakimś pieńku. Tylko jeszcze nigdzie tego nie widziałam a od razu kupiłabym.

    1. W internecie na pewno można takie grzybnie kupić. Pamiętam, że mój tato też miał taki pomysł, ale w końcu zrezygnował. 🙂

  7. Po takiej przygodzie grzyby omijałabym szerokim łukiem 🙂 Dobrze, że tylko na czyszczeniu obu stron się skończyło i, że można Twoje fajne teksty czytać. Właśnie suszę i marynuję grzybki 😀

    1. Widzisz, jak się pięknie wpisałam w nastrój grzybowy. A w domu pewnie Ci pachnie grzybkami. Dla mnie to zapach jesieni. 🙂

    1. Bo to może jest tak, że szewc bez butów chodzi, a Grzyb bez grzybów. 😉 🙂 A po lesie też lubię chodzić, właśnie o tej porze roku, kiedy wrzosy kwitną. 🙂

      1. Jesień ma swoje plusy. Robiłam dziś porządki w ogródku i nie mogłam się napatrzeć na moje wrzosy. Bardzo dorodne są w tym roku. 🙂

  8. Witaj Aniu-Kaniu!
    Nie dziwię się, że po takich przeżyciach nie jesz leśnych grzybów.
    Ja uwielbiam jeść i zbierać. Na szczęście przez tyle lat nic złego się nie przydarzyło. Ale jestem bardzo ostrożny. przydaje się tu moja wrodzona dokładność i skrupulatność. Niektórzy mówią – upierdliwość. Zbieram wyłącznie grzyby “gąbczaste”. Tutaj jedynym niebezpieczeństwem jest Szatan, ale nie trudno go odróżnić. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości – wywalam bez żalu.

    PS
    W niedzielę wpadliśmy na chwilę na naszą działkę. Samochód zostawiłem przed bramą, żeby grzybów nie rozjechać. Pięć minut roboty i spora torebka pełna grzybów. Wystarczyło na dwa posiłki dla dwóch osób.
    Cudo!

    1. To nie jest tak, że nie jem w ogóle leśnych grzybów. Jem. Kani jednak nie zbieram. Kurki, podgrzybki, prawdziwki po kontroli mojego Mężusia, owszem zjem raczej bez obaw. 🙂

      1. Nie mam żadnego grzybiarza. A nawet jakbym miała , to nie wiem czy bym się odważyła zjeść. Najczęściej ci, co się zatruli byli przecież pewni, że grzybki są ok.

  9. Zawołana grzybiarza jestem zarówno w kwestii zbioru jak i spożycia. Kanie mniam. Małych nie zbieram wcale, bo łatwo ze sromotnikiem pomylić. Z dużymi nie mam tego problemu.
    Pamiętam jak wzięłam w podstawówce koleżankę na grzyby, jak ona się cieszyła ze takie piękne i kolorowe grzybki – muchomory znalazła. Nie przyznała się, że grzybach się zna jak ja na rakietach balistycznych 🙂

    1. Bo te kolorowe przecież najładniejsze. Ostatnio byliśmy rowerami w lesie. Przepięknie prezentowały się czerwony muchomory na leśnej ściółce. 🙂

  10. Najlepsze są chyba rydze z patelni.Są też tacy co kiszą grzyby ale nie miałem okazji spróbować.Miałem kiedyś fajną przygodę z grzybami.Pojechaliśmy z żoną do Szwecji gdzie zasadniczo jedzą pieczarki, trufle i koniec. Pojechaliśmy do mojego kumpla wychowanego w lesie / syn gajowego/. Z jego żoną poszliśmy na spacer do lasu. Z bagażnika samochodu wzięliśmy z żona wiaderko i po 15 minutach pełne było prawdziwych i czerwonych kozaków. A nasz szwedzki koleżka stał z żoną i atlasem grzybów przy sosence na której rosło coś jak frędzel koloru pomarańczowego i sprawdzał grzybka twierdząc ,że to delikates. Po powrocie z grzybów zrobiliśmy z żoną duszne. Zapach w całej chałupie, ślina cieknie jak buldogowi i nam i Szwedom . Ale nie zjedli , dopiero na drugi dzień jak zobaczyli ,że żyjemy to wpieprzyli cały garnek. Na zdrowie.
    Tobie zaś Aniu bardzo współczuję.

    1. Nie ma czego współczuć, dawno było i minęło, przynajmniej można powspominać. 🙂
      O kiszonych grzybach nie słyszałam. Musi być ciekawie. Wspomniałeś też o truflach, nigdy ich nie próbowałam, ha! i pewnie nie spróbuję, bo to podobno kosmicznie drogie. 🙂 😉

  11. obiad z przekrętem, nieźle 🙂

    uwielbiam grzyby, ale nie znam się na nich niestety
    więc wolę nie zabawiać się w zbieractwo, ale w sępienie 🙂 – ” no ale ciociu jak będziemy zrób dla mnie sos z grzybów …”
    🙂

    1. Od czego mamy ciocie, mamy i babcie. 😉 🙂 Moja mama właśnie robi w słoiczki buraczki, bo przecież jej są najlepsze na świecie. Niedługo mi je przywiezie. 🙂 🙂

  12. Dobrze, że tylko tak się skończyło.
    Teraz nawał o tych grzybach jest. Rodzice nie wykazują się zbyto inteligencją. Ja grzybów w dzieciństwie nie dostawałam wcale. Teraz jem tylko w gościach i to tylko u tych co wiem, że się znają. Swojemu dziecku nie daje nawet zwykłej pieczarki.

  13. ech, jak czlowoiek młody, to różne głupstwa popełnia! Pisalam kiedys o tym, jak pokazywalam kol, moje umiejetności plywackie i o mało co nie utonęłam…ale Ty mialaś szczeęście, ze tak się ta historia zakończyła. Mój ojciec jest wielkim znawcą grzybow i zawsze grzyby przywozil mi na zimę, na wigilię. Ja mu wierzylam, że sa dobre.Zawsze mam dla zięciow, jak przyjeżdżają- ale sie żaden jeszcze nie zatruł, chociaż to od teściowej:):):)teraz oprócz pieczarek kupionych w sklepie- nie jem grzybow.Dziecku- nigdy nie podaje żadnych grzybow!

    1. Mój tato też zna się na grzybach, ale co mnie wtedy podkusiło, by tę kanię zatachać do domu, nie wiem, bo nigdy wcześniej nie zbierałam sama grzybów. Jak już, to z tatą, który wszystkie moje zdobycze dokładnie oglądał. 🙂

  14. Na grzybach się nie znam. Wstyd, w rodzinie pełnej grzybiarzy, w dodatku mieszkającej praktycznie w lesie. Miałam 10 lat, jak się na grzybach zgubiłam (kuzynka wytłumaczyła ni drogę do domu) i powiedziałam, że już nigdy nie pójdę. Oczywiście to był pretekst, bo po prostu nigdy mnie to nie bawiło, a grzyby nie smakowały. Teraz grzyby jem, smażone z cebulką, czasem marynowane, ewentualnie robię risotto z suszonymi. Biję się w piersi, ale risotto dam i dzieciom.

  15. W risotto jest ich tyle, co kot napłakał, dodatek smakowy. Oczywiście, gdyby były trujące, to i taka ilość jest szkodliwa, ale mam zaufanie do rodzinnych grzybiarzy. 🙂

  16. Uwielbiam zbierać grzyby, uwielbiam j jeść, ale na grzybach trzeba się po prostu znać. Nie mają za dużo w sobie, ale walory smakowe bezcenne! Apeluję, zbieraj grzyby tylko wówczas, jeśli się na nich znasz i rozróżniasz kanię, od muchomora!

    1. Teraz to ja już wiem, ale kiedy się miało naście lat i czuło się moc i nieśmiertelność, to było się znawcą kani. Na szczęście razem z płukaniem żołądka i lewatywą wróciło mi trochę rozumu. I teraz już wiem, nie zbieram kani dla pewności. 🙂

  17. Nie jest możliwe by pomylić sromotnika z kanią.uważam,że trzeba być wyjątkowym ignorantem by pomylić te dwa grzyby….Owszem z gąską można pomylić ale z kanią???

  18. Zatrucie tak, kanią – nie. Ani sromotnikowym muchomorem, tylko co najwyżej zwykłym. Podstawowa roznica miedzy kanią a sromotnikiem to zapach (nie do pomylenia) oraz fakt, ze sromotnik nie rozwija kapelusza, a kania tak. Czyli duzy, płaski kapelusz oznacza wieksze bezpieczeństwo (moze się trafic inne swiństwo, ale raczej gorzkie). No ale wtedy trzeba byc juz kompletnym abnegatem lub daltonistą (bez obrażania, konieczność odróżnienia kilku brązów, oliwki, żólcieni, zieleni butelkowej jest dla grzybiarza podstawą). I lepiej nie ryzykować pójścia na grzyby…

  19. Ludzie, po pierwsze jak sie boicie śmierci od grzybów, to nie jedzcie blaszkowych. W Polsce nie ma ŻADNYCH grzybów ze spodem rurkowym, które zabijają bądź trują z uszkodzeniami organów. Najwyżej będzie preczyszczenie lub wymioty, nic więcej. To raz. Dwa: nie dawać grzybów dzieciom, one je szybko przyswajają, więc w razie czego szybciej się trują. Trzy: nie jest prawdą, że jak ktoś zjadł grzyba i nazajutrz żyje, to że ten grzyb nie jest trujący. Objawy mogą wystąpić np. po dwóch dniach, a nawet trzech. Cztery: grzyby na bazarach zawsze są badane przez klasyfikatorów grzybów. Kupujcie bez obaw. I pięć: Czubajka kania też może być trująca, np. jej odmiana czerwieniejąca (ma takie różowawe zabarwienie blaszek). Pozdrawiam

  20. Kanie znalem i zbieralem w Polsce kiedy jako mlody geolog pracowalem w srodku lak i lasow. Czesto z moim technikiem zostawialismy je na pare godzin aby sie w pelni rozwinely. Kiedy w 1982 roku los nas zeslal na Tasmanie pierwsza rzecza jaka dostrzeglem byla wlasnie kania rosnaca na parkingu w Hobart, Nie mialem watpliwosci, nie mniej grzyby jak wiemy biora tak duzo ze srodowiska w ktorym zyja ze czasami moga byc trujace. Nawiasem mowiac ledwo tam dotarlem bowiem jestem uczulony na orzeszki ziemne a te serwowano na pokladzie samolotu. Nawiase mowiac grzybobranie w Australii to sama frajda bowiem my Polacy nie mamy konkurencji. Australijczycy jedza tylko kupione pieczarki:)

  21. Do tej pory zadnej wpadkiNa grzybach trzeba sie znac…ja zbieram je od 30 lat,ale w przypadku watpliwosci ,korzystam z rady danej mi przed wielu laty przez starsza pania ….oblizuje kawaleczek..jesli jest gorzki to trujacy..dziala.

    1. Boziuuuuu…. jeszcze jedna blond znawczyni grzybów… >>Jak jest gorzki, to trujący<<…
      No to ci, co się sromotnikami trują, to chyba zmysłu smaku nie mają hehe
      Teraz rozumiem, czumu zdarzają się przypadki zatrucia grzybami – ofiary czytały chyba porady jak je rozpoznawać na takim lub podobnych forach….

  22. Ktoś, kto nie potrafi odróżnić kani od muchomora naprawdę nie powinien ich zbierać. Mój sąsiad chwalił się wszystkim wiadrem kani uzbieranych. Ja- jako córka leśnika- potrafię je od siebie odróżnić, zajrzałam, a tam pełno morderców! Ot, dwie kanie się znalazły ale i te poszły w kosz, bo nie wiadomo, czy jakiś farfocel z trujaka nie został. Ja sama jak byłam mała, z 12 lat miałam, naznosiłam do domu pięknych podgrzybków – szatanów:) Wtedy nie zastanawiałam się dlaczego ani jeden ślimaczek na nich nie siedział:)

    1. Ania, Ślimaczku… nie wypisuj głupocin, bo ślimaczki pasjami zjadają grzyby mniej lub bardziej dla ludzi trujące, gdyż są na toksyny grzybów odporne. Więc jeżeli to ma być dla Ciebie wskaźnik jadalności grzyba, lepiej ich nie zbieraj hehe

  23. MIALEM TO SAMO TYLKO BEZ PŁUKANIA ŻOLODKA I MIEJ TRUJOCY GRZYBEK, BO PRZEGOTOWANY BYŁ grzybek nazywał się gąska a przynajmniej miał to być on a zjadłem: wypisie było tak grzyb niezidentyfikowany

  24. Nie rozumiem jak ludzie mylą kanie z innymi grzybami !!! Nie da się ich pomylić!!!! Zbieram grzyby 35 lat. Jesli wie się jak grzyby są zbudowane to nie ma mozliwości by je pomylić….

  25. Ludzie bzdury tu pisza na temat kani poprostu myla grzyba niejadalnego z kania czubajka
    najwiecej nad brzegiem lasu wystepuje rodzaj
    Kania Czerwieniaca (czerwieniejaca) po dotyku w blaszki tego grzyba on czerwienieje jest tez jadalny tylko niewskazane jest po zjedzeniu tego grzyba picie alkocholu je sie tylko same czapki ja zajadam jedne i drugie ponad 60 lat a ta kobietka co sie niby zatrula to mysle ze od starego jaja ktore wbila do grzyba

  26. Nomen omen jest pewien gatunek kani śmiertelnie trujący… Tyle, ze rośnie w specyficznych miejscach, związanych z człowiekiem – w okolicach wysypisk śmieci. Ma różowawe zabarwienie i był już przyczyną zatruć śmiertelnych

  27. jak zwykle kobietka o małym rozumku. kania- po naszemu sowa jest nie do pomylenia z muchomorem. w Polsce jest tylko trujący muchomor sromotnikowy . Rzymianie bardzo cenili potrawy z muchomorów i nikt tam od nich nie umierał. wszystko zależy od przyrządzenia. Zapewne zaserwowany grzyb był sparowany i kiełkujące zarodniki uczyniły go niejadalnym. ale zarodnikami od wszystkich grzybów można się zatruć. mlekiem również można się zatruć. każdy organizm inaczej reaguje. Szatany to też nie są grzyby trujące, a tylko niejadalne. Po zjedzeniu większej ilości po prostu wątroba nie wytrzymuje i zgon. jednak tylko sromotnik posiada w sobie substancje trujące i nie ma przed nimi ochrony.

  28. witam, nie potrafię zrozumieć jak można pomylić się przy zbieraniu kani? jeżeli nie jest się pewnym nie zbieram proste jedynie mozna byłoby się pomylić przy kani do czubajeczek ale przenigdy z muchomorem sromotnikowym … tak samo można pomylić się do innych grzybów ja mylę się przy kurkach ponieważ rzadko mam z nimi styczność więc ich nie zbieram – proste

  29. nie rozumiem jak mozna pomylic KANIE z muchomorem sromotnikowym ? przeciez one nawet podobne nie sa. kania jest kremowa w brazowe kropki a sromotnik zielony w biale kropki. tylko laijk moze je pomylic. nastepna sprawa ktora babcie i dzadkowie mowi oraz inni znawcy grzybow NIE ZNASZ , NIE JESTES PEWIEN NIE BIERZ!!!!!

  30. Sam kanie zbieram już z 3 lata jak mnie wujek nauczyl rozpoznawać. A teraz latek mam 16 tak wiec w wieku 14 lat typowe “kanie” sam sobie zbierałem i sam sobie je jadlem. Zyje

  31. …też nie potrafię zrozumieć, jak można pomylić kanię z czymkolwiek innym… na prawdę jak ktoś się nie zna na grzybach i nie została mu przekazana “wiedza grzybowa” od rodziców lub dziadków, to niech się lepiej za zbieranie nie zabiera!

  32. Nieziemsko żałosny wpis. Kania nie posiada toksyn. Czubajka czerwieniejąca (drugi rodzaj kani) uznawany za “trujący” wcale taki nie jest. Po prostu ma gorsze walory smakowe. Kani nie da się pomylić ze sromotnikiem, chyba, że zapomniało się z domu mózgu. Bo są to dwa kompletnie różne grzyby i tylko idiota zacząłby zbierać muchomory… nie strasz ludzi, bo to bez sensu. Maślanki są bardzo trujące, choć zależy to od rodzaju, jedna jest mocno trująca, druga nie. Tylko jak mogłaś pomylić kanię z maślanką??!! Wpisz w wujka google maślanka i w następnej karcie kania i weź sobie to porównaj…

    1. masz rację Malwina, tylko głupcy i ślepi napaleńcy na grzyby mylą kanie z muchomorem, to tak jakby patrzeć na merca i malucha, ja zbieram kanie od 40 lat i jakoś żyję. Są przepyszne. pozdrawiam grzybiarską brać.

  33. Fajnie tylko argument “Od tej pory nie zbieram kani. Nie jem kani. Nie patrzę na kanie.” mnie rozwalił. To tak jakbyś miała wypadek samochodowy, a potem stwierdziła (z dumą!), że więcej do samochodu nie wsiądziesz, bo samochody zabijają. W ogóle życie takiej trochę niebezpieczne jest, a jednak ludzie wolą żyć pełnia ryzykując, niż przetrwać jakoś ten żywot w bąbelku bezpieczeństwa…

  34. Po wyprawie za miasto na czyjąś działkę, w domu z bólem serca wyrzuciłem pół torby maślaków, blisko kilogram. Poszedłem przejść się, rosły sobie, wziąłem kilka w rękę, inne zaznaczyłem grzybem, poszedłem z powrotem po torbę. Ale inna droga, gdzie też rosły, była pod kątem 90 stopni, bardziej wystawiona na słońce. I tamte górę miały jaśniejszą. Wszystko, co zebrałem, chciałem pokazać starszemu panu z rodziny, do sprawdzenia. No ale był zmęczony, nie obejrzał ich (on tam stale bywa). Przyjechaliśmy do naszego miasta, wróciłem do domu, po 2-h godzinach wziąłem się za grzyby. Część już obrałem, ale te jaśniejsze /od góry/ maślaki (a rosły nawet niedaleko muchomorów) nie dawały mi spokoju. W świetle żarówki to w ogóle inaczej wyglądały, niż przy lasku. I dla spokoju – wszystko wyrzuciłem. A tam, wątrobę mam jedną. 10 lat grzybów nie jadłem, nie zbierałem ponad 20, a naście razy zbierałem z kimś starszym daawno temu. Nie wiem, czy jest coś trujące, choćby umiarkowanie, podobne do maślaka, ale dałem sobie spokój.

  35. Z całym szacunkiem, ale żeby pomylić dojrzałą Kanię z muchomorem, to trzeba być ślepym. A jeśli ktoś ma problemy to niech nierozwiniętych nie zbiera, bo tu istnieje trochę większe prawdopodobieństwo pomyłki,

  36. Jeden pic na wodę i fotomontaż. Założę się (o 1 zł.p.), że Autorka, w życiu nie była w lesie, a kanie widziała w atlasie i stamtąd wzięła zdjęcie. A nawet, gdyby to, co pisze, było prawdą – to powinna była tę kanię przed spożyciem usmażyć. Dla osób, które odróżniają nogę lewą od prawej i cokolwiek znają się na grzybach, pomylenie kani z czymkolwiek innym jest niemożliwe. Ludzie “pieprzą farmazony”, bo wypada błysnąć intelektem. A tu kompromitacja. To nie kania winna. To wina głupoty autorki. Powinna była do atlasu zajrzeć przed grzybobraniem, a nie po “sraczce”. Dobrze jest także, na pierwsze grzybobrania chodzić z kimś, kto cokolwiek o grzybach wie. W przeciwnym przypadku lepiej pozostać przy boczniakach kupionych w markecie i przy pieczarkach kupionych w zieleniaku. Pieczarek wyjątkowo nie radzę zbierać w lasach czy na łąkach. Po nich sraczka może okazać się ostatnią w życiu

  37. Przeczytałem i nie wiem jak można pomylić kanię z innym grzybem … ale umówmy się z pazerności niektórzy zjedzą wszystko. Cała ta historia wydaje mi się wymyślona.

  38. Obecnie Polscy Hodowcy mają HODOWLANE nawet BOROWIKI i rydze do celów tzw. komercyjnych. Domyślam się, że wiele osób chciałoby BYĆ zaradnym i w sezonie jesiennym mieć bardziej urozmaicony jadłospis – ale nie zawsze warto ryzykować. Najtragiczniejsze są czasem JAJECZNICE po myśliwsku – kiełbasa albo okrawki z dziczyzny, grzyby leśne i jaja tzw. zdobyczne (w tym gęsie). Podobna mieszanka podobno przyczyniła się do śmierci ZAWODOWYCH SURVIVALOWCÓW (czyli samozwańczych komandosów). Niestety w ich przypadku na płukanie żołądka nie było już szans. Wbrew pozorom Kanie i inne jadalne gatunki CZĘSTO TRUJĄ jeżeli wyrosły na stanowisku z tzw. „ścierwem zmarłego chorego zwierzęcia kręgowego – np. dzika lub lisa”, albo rosną na glebie po OPRYSKU chemicznymi herbicydami, proszkiem tetracyklinowym w profilaktyce wścieklizny i bąblowicy lisów. Podziwiam Autorkę za to, że potrafi o swoich doświadczenia pisać bez krygowania się na skrzywdzoną przez Służbę Zdrowia.

          1. Najlepiej nie chodź w ogóle do lasu.Będziesz bezpieczna.Ach i skocz koniecznie do marketu tam wszystko jest dużo zdrowsze od kani he he…

          2. Przeczytaj dokładnie to co autorka napisała na końcu o wypisie…
            Jem kanie bardzo często, rodzinka moja też, tym się nie zatrujesz. Z muchomorem sromotnikowym też nie pomylisz jak nie jesteś ślepa i nie pasa -20 dioptrii.

          3. Mam 86% utraty wzroku i nadal jem kanie i potrafię je odróżnić od sromotnika. Dla ułatwienia podam iż 86% oznacza i 34 dioptrie w lewym i przeszło 40 w prawym oku.

            Panie Jarku życzę panu tych 20 dioptrii – “zobaczył” by Pan jak wesoło jest być ślepym i może zastanowiłby się Pan przed pisaniem podobnych komentarzy…

            Ślepota i rozpoznawanie grzybów nie mają ze sobą nic – albo się grzyby zna albo je się wyłącznie pieczarki ze sklepu.

      1. Kanią spoko można się zatruć. Zwłaszcza, jak kanie posypiesz arszenikiem. Osobiście zeżarłem w życiu z tysiąc kanii. ani razu nawet nie miałem jednorazowej sraczki.Ani bólu brzucha. Nic. Przez czterdzieści lat co roku po dwadzieścia i więcej i nic. Ale nie namawiam. Bo jak dla kogo wszystkie małe ptaszki za oknem, to wróble, to i kanii od muchomora, nawet czerwonego, może nie odróżnić.

      2. OK, to inaczej. Nie ma możliwości zatrucia się kanią, ponieważ organizm tego grzyba nie produkuje (nie potrafi produkować) żadnych substancji toksycznych dla człowieka. Co oczywiście nie oznacza, iże nie można ulec zatruciu na skutek spożycia potrawy, do sporządzenia której użyto kanie. Może to się zdarzyć, kiedy do potrawy, w wyniku błędów w jej przyrządzeniu, dostaną się nie pochodzące z grzyba substancje toksyczne lub patologiczne drobnoustroje. Tak samo, jak można się zatruć daniem z, powiedzmy, truskawek. Kania jest smacznym i bardzo specyficznym, łatwym do rozpoznania gatunkiem (nawet bez wgłębiania się w takie sprawy, jak wspaniały zapach, obecność pochwy lub przesuwalność pierścienia, a z nimi NIEMOŻLIWA do pomylenia z czymkolwiek). Jednak wśród osób wchodzących do lasu (w zasadzie, to i środowisko jest dla kanii specyficzne, bo niemal nigdy nie jest to las, jak już, to jego obrzeża) znajdą się i tacy, którzy widocznie gdzieś kiedyś słyszeli, że to wspaniały grzyb, a prędzej widzieli go na słabej jakości zdjęciach. tacy zbierają muchomory, i… sami wiecie. Dal średnio tylko doświadczonego grzybiarza, powtarzam, kanie jest nie do pomylenia z czymkolwiek innym (z wyłączeniem innej czubajki, równie smacznej). Już prędzej, niż w to, że ktoś muchomora sromotnikowego wziął za kanię, uwierzę, że pomylił z nią jedną z trujących czubajeczek. Te jednak są w stosunku do kanii liliputami, róznią się jednak wyglądem, a także zapachem i tym, że zanika u niech pierścień. Tym bardziej, że bywają wśród nich trujące, i to śmiertelnie, a przebieg zatrucia jest podobny, jak w przypadku muchomora sromotnikowego. Teraz OK? 🙂

    1. Tak naprawdę to wszystko co wyrośnie na takiej ziemi będzie truło i nie tyczy się to tylko i wyłącznie grzybów, a dokładniej Kani, o której tutaj mowa.
      A tak swoją drogą to zawsze mnie dziwiło, czemu ludzie zbierają sromotniki zamiast kani… Przecież pierwszym podstawowym znakiem rozpoznawczym jest choćby sam zapach Kani – w ogóle nie pachnie grzybem (jest lekko orzechowy, bardzo przyjemny)… 🙂

      http://szminkapoasfalcie.pl/

  39. Trzeba się bardzo starać, aby pomylić kani z innym grzybem. Jest jeszcze podobna do niej czubajka, też niezła. Ale pomylić kanię z muchomorem sromotnikowym to dowód na absolutny brak kwalifikacji do zbierania grzybów. Sromotnika można pomylić z gołąbkiem zielonym, choć oba grzyby znacznie się różnią, ale najprościej gołąbków nie zbierać. I tak nadają się tylko do zupy. A tak generalnie – zmówmy “Wieczny odpoczynek” za nasze Babcie. Kto miał – ten umie zbierać grzyby.

      1. Racja, może Johann’owi chodziło o czubajkę czerwieniejącą (kumulatka obszarpana) bo kania to czubajka kania. A co do pomylenia z muchomorem sromotnikowym? czasem sie zastanawiam jakim cudem?? prędzej gołąbek zielony jest do pomylenia z muchomorem. Czubajki zbieram od lat – i kanie i czerwieniejące…Dzięki Babciu, mój niezawodny atlasie grzybów..spij spokojnie i w lesie pokazuj mi droge…


  40. ~Tata Szymona:

    Ja generalnie w ogóle nie lubię grzybów, ograniczam się do „grzybowej” z grzybów zakupionych w sklepie. Ot, nie smakują żadne. Kwestia gustu .

    U nas jest skup grzybów. Za robaczywe borowiki
    płacą połowę mniej jak za zdrowe ale i tak każdy
    sprzedaje te z robakami bo zdrowe zostawia dla własnego użytku.


  41. ~Johann:

    Trzeba się bardzo starać, aby pomylić kani z innym grzybem. Jest jeszcze podobna do niej czubajka, też niezła. Ale pomylić kanię z muchomorem sromotnikowym to dowód na absolutny brak kwalifikacji do zbierania grzybów. Sromotnika można pomylić z gołąbkiem zielonym, choć oba grzyby znacznie się różnią, ale najprościej gołąbków nie zbierać. I tak nadają się tylko do zupy. A tak generalnie – zmówmy „Wieczny odpoczynek” za nasze Babcie. Kto miał – ten umie zbierać grzyby.

    Gołąbek na maśle smażony lub bezpośrednio na płycie kuchni węglowej ( ewentualnie patelnia żeliwna) jet najlepszy, ale masz rację że bardziej przypomina sromotnika niż kania.

  42. maślankę z kanią naprawdę trudno pomylić, z muchomorem też, więc sądzę, że albo był czymś zatruty, nawozem albo pestycydem, jeżeli to było w pobliżu pola (u mojej cioci pochorowano się po polnych pieczarkach), albo, co równie prawdopodopodobne jedząc zbyt szybko “zostało na żołądku”.

  43. Kania ma ruchomy kołnierzyk i_ nie ma na dole torebki /w której umieszczony jest jej nóżka/ Muchomor ma kołnierzyk na nóżce przyrośnięty i nogę w torebce.To trzeba zapamiętać.,Kania namaczana w mleku,usmażona w jajeczku ,z cebulką ,przyprawiona pieprzem,…pyszności. .

  44. Zbieram tylko grzyby które znam z blaszkowych-kołpaczki,
    inaczej-płchetki a z pozostałych tylko rurkowe i to nie
    wszystkie.Kanie owszem, ale tylko rozwinięte a te nie
    łatwo pomylić ze sromotnikiem.

  45. Z tymi kaniami to różnie bywa. Mogły być już stare, to też są wtedy niebezpieczne (i nie tylko kanie). Albo możesz być na nie uczulona. I uważaj na boczniaki. Moja mama kiedyś jadła kanie bez żadnych skutków, ale po ciąży się na nie uczuliła. Ma właśnie objawy zatrucia nawet po małym kawałeczku. I podobnie reaguje na boczniaki. Inne grzyby nie wywołują takiej reakcji. Pozdrawiam:)

      1. hm…? po co zbierac i jesc cos czego nie jesteśmy pewni? ja chadzam na grzyby już 25lat i nigdy się ani nikogo innego nie zatrułem. dlaczego? bo zbieram tylko jadalne. wszelkiego rodzaju kanie,golabki czy tym podobne to dla mnie szrot i nawet nie dotykam! wszystkim którzy to jedza? smacznego!

  46. Nie jem grzybów, żadnych bo śmierdzą, dla mnie zalatują taką stęchłą waląca się chałupą w której nikt nie mieszaka już ze 20 lat i grzyb się w niej zalągł.

    PS. Mieszkam w lesie 🙂

  47. PS 2.
    Nie wiem w czym kania podobna jest do muchomora, wg. mnie niczym, no chyba że ktoś zbiera drobnicę jak złotówki.

    Zresztą niech sobie rosną dla ozdoby lasu, jak inne grzyby.

  48. SĄ JESZCZE TAKIE KANIE, NAZYWAJĄ SIĘ CZERWIENIEJĄCE I DO ZŁUDZENIA PRZYPOMINAJĄ CZUBAJKI KANIE, ALE NIMI NIE SĄ. RÓŻNICA TAKA, ŻE JAK PRZEKROISZ, TO PRZEKRÓJ CZERWIENIEJE NA NODZE I W KAPELUSZU RÓWNIEŻ. KANIA CZERWIENIEJĄCA MA TEŻ ZAZWYCZAJ BARDZIEJ “UPIERZONY” KAPELUSZ, A TAK W OGÓLE TO ZBIERA W SOBIE WSZYSTKIE MOŻLIWE SYFY, TOKSYNY, RTĘCIE I TYM PODOBNE WSTRĘTNE RZECZY, WIĘC NAJPRAWDOPODOBNIEJ ZJADŁAŚ KANIĘ CZERWIENIEJĄCĄ, A NIE CZUBAJKĘ. PZDR.

  49. Zbieram kanie, jem kanie, obyło się nez przeszczepu. Słusznie robisz, że nie zbierasz grzybów. Jeśli się czegoś nie potrafi to nie powinno się tego robić. Dotyczy to nie tylko grzybów. Jeśli ktoś ma jakieś pojęcie o grzybach to nie wyobrażam sobie, że mógłby pomylić kanię np. ze sromotnikiem. Ogólnie rzecz biorąc jak się nie ma pewności to nie zbierać grzybów blaszkowych. Pozostałymi się nie zatrujesz.

  50. Czubajkę kanię (bo tak brzmi pełna nazwa tego grzyba) trudno jest pomylić z Muchomorem zielonawym (dawniej sromotnikowy). Można natomiast pomylić z innymi czubajkami (z których kilka gatunków może wywoływać reakcje alergiczne lub lekkie zatrucia). Można ją też niestety pomylić z kilkoma blisko spokrewnionymi gatunkami Czubajeczek. Są wśród nich gatunki śmiertelnie trujące. To właśnie one moim zdaniem stoją za śmiertelnymi zatruciami entuzjastów kań.

    1. I tutaj jest sedno problemu. Nie wierzę, aby – tak jak sugerują gazety – doświadczony grzybiarz mógł pomylić muchomora sromotnikowego z kanią. Jest to po prostu niemożliwe, bo to 2 zupełnie różne grzyby! Ktoś kto w ogóle się na grzybach nie zna – może się oczywiście pomylić. Doświadczony grzybiarz na pewno nie. No chyba, że zbiera grzyby po paru butelkach wódki :). Zazwyczaj natomiast można pomylić kanię z czubajeczką (jest pewne podobieństwo). A ponieważ jeden rodzaj czubajeczki zawiera tą samą substancję co muchomór sromotnikowy, więc lekarze stwierdzając zawartość tej substancji w wymiocinach chorego od razu rzucają hasło: to muchomór sromotnikowy.
      To tyle w tej kwestii. Jak ktoś jednak nie czuje się pewnie zbierając kanie, to zdecydowanie odradzam zbierania! Zbieramy te grzyby, których jesteśmy pewni w 100%.

  51. Oczywiscie ze kazda potrawa moze zaszkodzic. Ale mysle ze nie zebralas kani tylko cos innego. Byc moze jedna z odmian muchomora, ale nie sromotnikowego.
    A zatrucie muchomorem sromotnikowym ujawnia sie dopiero po wielu godzinach, wiec Twoj opis przypadku do tego nie pasuje.

  52. znajomy kolega-leśnik opowiadał mi że był na szkoleniu branżowym, podczas szkolenia pokazali zdjęcie z trzema pięknymi dorodnymi kaniami TYLKO!!!! dwa grzyby to były kanie a trzeci to muchomor sromotnikowy!!!!! Wszystkie grzyby rosły razem w jednym miejscu dotykając się. Grzybiarz sprawdzi jednego i pewny swego zetnie trzy – śmierć rodziny murowana!!!

  53. Zastanawiam sie tylko jak mozna pomylić dużą rozwiniętą kanie z muchomorem sromotnikowym ?.?

    Dużo ludzi myli kanie z muchomorem, gdy te sa w stadium rozwoju, zwinięte itp. dojrzala kania nie ma żadenego podobieństwa do muchomora.

    No chyba że miła autorka ma wrażliwy brzuszek co zdarza sie czesciej ńiz zatrucia grzybami.

    1. Dokładnie tak – kania to..kania 😉 ..Ale sama gdybym nie znała tego grzyba “od zawsze” a szła z jakimś drukowanym poradnikiem ….pewnie bym się pogubiła. Np tego zapachu nie da się opisać 🙂 Tyle jest grzybów jadalnych ale nie odważyłabym się ich zbierać. Jestem pewna tylko tych kilku gat., które pokazał mi kiedyś Dziadek. Wystarczy 🙂 Pozdrawiam autorkę

  54. jak ktos sie nie zna na grzybach to niech nie zbiera.Kani nie mozna pomylic z trującym grzybem jeśli ktoś zna kanie.Ale są grzyby łudząco do siebie podobne np. borowik szatanski.Jesli nie jest ktos pewien czy nie trafil na niego łatwo to sprawdzic,wystarczy lekko dotknąc językiem,jeśli jest gorzki to trzeba wyrzucic.Zbierajmy tylko te grzyby ktore znamy.

  55. Kania nie jest podobna do żadnego innego grzyba i nie trzeba być żadnym fachowcem by nie pomylić tego grzyba z jakimkolwiek innym w tym muchomorem sromotnikowym. Pomylić może te grzyby może tylko osoba, która w ogóle nie zna cech charakterystycznych obu grzybów. Osoby które piszą ironicznie o rzekomych nieomylnych specjalistach po prostu się kompromitują. Te grzyby różnią się wszystkim najbardziej oczywista cecha widoczna jest z daleka i na pierwszy rzut oka, całkowicie inna struktura kapelusza. Myślę, że opowieści o myleniu onych grzybów to mit powtarzany przez osoby, które nigdy nie były w lesie i nie widziały tego grzyba ani w naturze ani nawet na obrazku.

  56. Niezła bajera z tą kanią. Zatruć to mogłaś się muchomorem sromotnikowym – bo takie objawy podałaś, ale reszta się nie zgadza. Trochę więcej literatury źródłwej to będziesz bardziej wiarygodna

    1. A w szpitalu to wylądowałam ot tak dla jaj. Żeby było śmieszniej. W wypisie napisali mi, z tego, co mówią moi rodzice, że to była jakaś maślanka czy coś w tym stylu. Ale jak patrzę na zdjęcia maślanek i kani to nie wiem, czy to możliwe, by je pomylić. W każdym bądź razie jakimś cholerstwem się zatrułam. A czy ktoś w to wierzy czy nie, jego sprawa.

  57. Maria powyżej napisała, że ,,…Kani nie można pomylić z trującym grzybem…” i ma 100% racji. Kani nie da się pomylić, tylko zadufani w swoje umiejętności pseudo grzybiarze mogą się mylić, ja osobiście jeżeli mam ułamek promila niepewności co do grzyba wyrzucam go natychmiast, a kania, cóż KANIA jest jedyna i basta.

  58. Oj Kura, popłynęłaś. Objawy zatrucia grzybami występują co najmniej 8 godzin po spożyciu. Nigdy od razu Sromotnik jest mały, rzadko większy od małego spodka. A kania jak talerz nie ma szans, by Cię zatruła 🙂

    1. Wiesz, jak się ma 15 lat, to wydaje się człowiekowi, że na wszystkim się zna. A jeżeli uważasz, że popłynęłam, bo się zatrułam jakimś grzybem, to trudno. Nawet nie mam zamiaru Cię przekonywać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *