Jak wykastrować muchę?

Podczas ostatniej podróży samochodem słuchaliśmy audycji o muchach. Że są ludzie, którzy zawodowo zajmują się tymi bożymi stworzonkami, to można się domyślić, ale że jeszcze fascynują się zwyczajami much, to już raczej z jakąś perwersją się kojarzy.

Słuchałam tej audycji z dużym zainteresowaniem proporcjonalnym zresztą do obrzydzenia, jakie czułam, wyobrażając sobie obrzydliwe muszyska krążące nad jedzeniem. To, że mucha jest „wszystkożerna”, raczej wszyscy wiemy. Dodatkowo siada na wszystkim. I kiedy widzę je latające po kuchni, to normalnie mam wizję, że one przed chwilą delektowały się jakąś kupą lub padliną samotnie wyzierającą z jakichś leśnych chaszczy.

Najbardziej mnie jednak rozbroiło to, jak pan opowiadał o pewnym gatunku much, które się kastruje. Podobno to takie muchy, które tylko raz składają jaja. Jak się wykastruje samca, to nawet jak samica złoży jaja, to się nic z nich nie wylęgnie.  Tak walczy się z tymi latającymi potworami. Brzmi jak kosmos, co? Kastrowanie much. Może zatrudniają też do tego “sekserów”, bo przecież chyba najpierw płeć takiej muchy należy określić, nie? Oczyma wyobraźni widziałam już taką uśpioną muszkę w rozkroku jak jej między nogami jakiś naukowiec grzebie, by wyciąć co trzeba. Moja wyobraźnia podpowiadała mi proces podobny do kastrowania kota, bo to jedyne stworzenie, które widziałam podczas takiego zabiegu. Kota tylko (już uśpionego) za łapki lekarz przywiązywał do stołu. Z muchą chyba tę część zabiegu sobie darowano, nie?

I tak leżymy sobie wczoraj z Mężusiem. Ja rozmyślam. Bo w pozycji horyzontalnej jakoś tak najwygodniej się wysila mózgownicę. Nie żeby o czymś ważnym, o nie. Raczej analizuję ten muszy świat, bo właśnie widzę, jak po ramieniu Mężusia łazi mucha. Zatrzymuje się. Czyści sobie łapki, potem skrzydełka. Takie czarne to i brzydkie. Wszyscy przeganiają z kąta w kąt, próbują zabić. Normalnie kiepski żywot. Chyba za karę zostaje się muchą.

I zaraz przypomniałam sobie, jak kiedyś razem z grupą swoich znajomych (a mieliśmy chyba po 10 lat) szliśmy przez jakieś chaszcze. Czuliśmy ogromny smród. Jak to dzieci, chcieliśmy sprawdzić, co tak wali na kilometr. I kiedy zbliżaliśmy się do źródła tego smrodu, usłyszeliśmy charakterystyczne brzęczenie. Nie wiedzieliśmy w pierwszej chwili, co to wydaje takie odgłosy. Kiedy jednak odnaleźliśmy źródło smrodu, to tym samym odkryliśmy źródło brzęczenia. To czarny parasol much unoszący się nad rozkładającymi się szczątkami krów. Odkryliśmy pozostałości po starej rakarni. Dzisiaj oczywiście taki widok byłby niemożliwy, zaraz odpowiednie instytucje by się tym zajęły i pewnie zanim byśmy tam doszli, to już TVN robiłby relację na żywo. Jednak wtedy nawet owszem, zdarzało się.

I jak mi taka muszka wleci do kuchni, to normalnie ręka, noga, mózg na ścianie. Krwiożercze zapędy we mnie się budzą i od razu chwytam za narzędzie zbrodni, by się latającego intruza pozbyć jak najszybciej. Bo może przed chwilą to żarło czyjeś szczątki, a teraz ma ochotę na mój obiadek.

 

*Zdjęcie z Wikipedii

0 thoughts on “Jak wykastrować muchę?”

  1. Kurcze… No ja nie mam takich instynktów widząc muchę, bo przecież “nie gryzie”, więc “niegroźna”. Trzeba będzie zmienić światopogląd w tej kwestii, rzeczywiście nie wiadomo na czym mucha “zacierała ręce” ;).

          1. Z takich żądlących, to tylko bodajże raz dopadła osa, za to od razu trzy razy. Wtedy też się przekonałem, że nie mam alergii na owadzi jad 😉 .

  2. Można też zachwycać się komarami. One zostawiają tylko takie plameczki pamiąteczki… Chociaż wczoraj po dyskusji u mnie pod tematem “kupki”, która jak się okazuje jest na miejscu czy to na chodniku czy też trawniku, bo to nawóz naturalny to już i zachwyt nad muchą mnie nie dziwi. Aczkolwiek może jestem zła, ale jakoś nie zachwycam się jak lata mi nad jedzeniem. Jej mózg po prostu jest rozwalany o gazetę…

    1. Czyli też w Tobie są instynkty mordercze. 😉 🙂
      Słuchałam też audycji o komarach. 🙂 I podobno na południu Europy są takie paskudztwa, które składają jaja pod skórę i rozwijają Ci się tam małe robale. Podobno lekarz w zasadzie nie jest w stanie postawić dobrej diagnozy, chyba że jest specjalistą. A podobno w pierwszej fazie łatwo to wyleczyć antybiotykiem, a jak się przegapi moment, to to się roznosi po całym organizmie. Nie pamiętam tylko, czy to jakieś larwy, czy co. 🙂 Też w radiu ta audycja była. Chyba mieli taki ciąg audycji o latających stworkach. 🙂 🙂

      1. Tym bardziej mam instynkty mordercze… Nigdy nie wiadomo kiedy te larwy zagoszczą u nas. U nas w Polsce nawet specjalista by nie wiedział co robić. Pewnie by odcinali np rękę(jeśli na ręce by się zagnieździły), bo tak najłatwiej by było.

        1. Ha, ha 🙂 Może tak, chociaż podobno w Gdyni są tacy specjaliści od egzotycznych chorób, bo wiadomo marynarzy dużo. 🙂

  3. Nie znoszę much, a mąż to już palpitacji dostaje, jak jakaś wleci do mieszkania – jego wszystkie stwory gryzą, bo z niego taki słodki chłopak jest, łakomy kąsek dla owadów 🙂 Nawet komary go kąsają dwa razy częściej niż resztę rodziny.

    Tą kastrację owadów, to chyba chemicznie się przeprowadza, rozpyla się jakiś preparat w powietrzu, tam gdzie dużo much lata i tyle.

    1. Tak myślałam, że musi być jakiś prostszy sposób. 🙂 Ale moja wyobraźnia mi podpowiedziała taką muszkę rozkraczoną na stole. 😉 🙂 Wiem, normalnie to nie jest. 😉 🙂

      1. Moja wyobraźnia mi podpowiada taką salę operacyjną 🙂 Ila tam stołów musi być! Do tego anestezjolog, zestaw do intubacji (tak na wszelki wypadek) i pielęgniarka (też na wszelki wypadek, co by poinformowała: doktorze, tętno spada). 😉

  4. Oblubienico! 😉
    A my, zupełnie przez przypadek, robimy muchy w ch….a W jaki sposób? Wysłałam Ci na maila 🙂 I jak już taka się przypałęta to sobie usiądzie, zdezynfekuje odnóża i może mi nawet na jajecznicę usiąść 😀

    1. Ha, ha 🙂 To Ty sprytna jesteś, żeby muchy dezynfekować? Kastrowanie to kosmos, a Ty jeszcze dezynfekcję im serwujesz. 😉 🙂

          1. No tak, kastrowanie u kotów jestem w stanie sobie wyobrazić, ale u muchy? 😀 Hahaha! Takie samo miałam skojarzenie jak Ty.

          2. Po kastrowaniu lekarz mu jeszcze jajka (a w zasadzie to, co po nich zostało) i wszystko wokół jakimś sreberkiem popryskał, żeby się szybciej goiło. Super wyglądał. Kot srebrne dupsko. 😉 🙂

          3. Kurczę, dobrze, że wtedy o tym nie pomyślałam, bo w drodze od lekarza do domu mogłabym jakieś palpitacji serca ze strachu dostać. 🙂

  5. kurde, gdzie pracujesz? jaja muchom wyrywam 😀 CZAD!
    Proponuję i komarom frędzle powyrywać 😀

    u nas muchy są pożądane, bo to jest przysmak Zygmunta, wpierdziela je tak, jak nastolatkowie chipsy 😀

        1. A widzisz, nie spodziewałam się. 🙂 A przy okazji przypomniałaś mi pewną historię o chomiku. 🙂 Muszę o niej napisać, bo świetna. 🙂

  6. gdy widzę muchę to… zmieniam się w krwiożerczą maszynę do zabijania. To samo gdy w odwiedziny wpada komar. No cóż w takich chwilach nie jestem gościnna 😉

  7. Muchy na wsi to masakra niestety. W zeszłym roku moi rodzice znaleźli na nie sposób. Trzeba wymieszać kilka litrów piwa (najlepiej taniego) z cukrem i niewielką ilością pewnego środka na owady. Później spryskuje się tym ściany i kąty w chlewni (gdzie muchy mają istny raj) i już następnego dnia mamy muszy dywan. Starczy zrobić tak dwa-trzy razy w ciągu lata i ma się względny spokój.
    Kiedyś rodzice próbowali nawet antymuch. Brzmi zabawnie, ale to takie inne owady, które żywią się larwami much i żyją tylko kilka dni. Są genetycznie zmodyfikowane, żeby się nie rozmnażały bez kontroli. Niestety to nie działa.:(

      1. A wyobrażasz sobie taką mieszanką mieszkanie wypsikać? I akurat ktoś ze szkoły do dzieciaczka na wizytę domową by przyszedł. Normanie dzieciaka by zabrano jak nic. 😉 🙂

  8. Brrrrr-aż mam ciarki na plecach!Nie znoszę wszelakich robali,a much w szczególności -napawają mnie obrzydzeniem.Najgorsze to są te zielonkawe(Wiecie tzw.śmietnikary)Wystarczy chwilka a te kundy już jaja znoszą na żarciu.Blee-nie wspomnę o “uroczych” pamiątkach na pięknie wypucowanych oknach.Jedyną krótką chwilą,a raczej chwilunią gdy pałam do nich minimalną sympatią ,jest gdy zaczynają się pojawiać na balkonie po długiej zimie i gdy grzeją tam dupska.Wtedy banan z twarzy mi nie schodzi a w głowie jedna myśl-to WIOSNA!!!

  9. Też mam wstręt do much, ale u mnie polegający na tym, że te zapamiętane z dzieciństwa głownie psie kupy obsiadały. Bleeee. Wyganiam te cholery, jak tylko któraś na horyzoncie zobaczę.
    A swoja drogą to ni jak nie mogę, po mimo dość barwnej wyobraźni wykoncypować sobie jak oni tych muszych chłopów kastrują 😛

  10. Boga w sercu nie masz, że taki “smaczny” temat zapodajesz na weekend. Skończyłam czytać i co, mam teraz zabierać się za kolację? Nigdy w życiu, pójdę spać głodna, bo już mi żołądek podskakuje do gardła. Ech, Ty…:-)))

  11. 🙂 też nie darzę much szczególnym upodobaniem i sympatią, ale na szczęście te wielkie moją kuchnię w tym roku ominęły, natomiast, nie mniejszą i nie mniej wkurzającą zarazą są owocówki… och jak one mnie ciśnienie potrafią podnieść ! droga moja – to masakra jest

  12. Mnie przeraża widok końskiej muchy. Gdy tak patatajtowałam sobie na koniu, ugryzła mnie jedna lub dwie w siedmiu miejscach, a jestem na nie uczulona. Po 20 minutach jazda konna skończyła się szpitalem. Wracając już do domu po tych przebojach dnia codziennego, pomyślałam sobie “gdyby tak w cycki ugryzła, wiedziałabym chociaż jak to jest mieć duże”, a tak dupsko spuchło nogi spuchły… Wiem jak to jest być parówą.

  13. jak tam zamiast kastracji preferuje lapke na muchy lub nawet gazete. taka ze mnie dwulicowa krowa, niby kocham stworzonka, pajaka nie zabijem, mrowki nie zdeptam ale mucha ma u mnie przechlapane! mimo, ze to takie towarzyskie stworzenie i jak ona pragnie z nami kontakt nawiazac. Wielki dom, sypialnia tez spora, a ona kolo glowy bzyka i bzyka i nawt na szubku nosa usiadzie. jak wyniose sie do innego pokoju, po minucie znowu przy mnie i zastrzegam, za pachne przyjemnie!!! na stol usiadzie, oczywiscie na przeciw mnie, nozkami potrze, bzyknie zalotnie. na takie amory reaguje w jeden sposob. ciach prach po lepetynie- muchy nie mojej

    1. Mnie wkurza jak czasami taka wleci we włosy, wplącze się i bzyczy. Fuj. A Mężuś mi zakupił narzędzie zbrodni – łapkę, ale ładowaną prądem. Brzmi strasznie, ale wtedy nie rozciapuje się muszyska na ścianie, tylko ją pieści prądem (jakimś niewielkim napięciem). Pewnie partie zielonych by mnie zaraz pod murem na rozstrzelanie postawiły, ale cóż, trudno, nie ma litości dla much.

  14. Widzę co czytasz ,duma mnie rozpiera a w środku lekka obawa czy trafiłem w gust i wyobraźnię?
    O muchach to może mniej ale kiedyś napisałem coś o komarach ale z innego punktu widzenia. Może znajdę i opublikuję albo napiszę od nowa

    1. Na razie jeszcze książeczka (albo może księga) leży na stosiku, bo nie miałam czasu, ale już zaraz zacznę czytanie. Mam nadzieję, że przebrnę, bo tak trochę okładka mnie lekko odstrasza, choć po okładce oceniać się nie powinno. 🙂

    1. A my dzisiaj rowerkiem pomykaliśmy i dowiedzieliśmy się z bardzo wiarygodnych źródeł, że Ty też i nie dałaś znać, że dziecię Twe o medal walczyło. A byśmy pojechali i doping zorganizowali jak należy. 🙂 🙂

  15. za karę zostaje się muchą- aż mi się przypomniało, że w hinduizmie wierzą w reinkarnację, taką według zasług- jak ktoś był zły to zostaje roślinką albo owadem 😀 może tak właśnie wygląda piekło? 😀

  16. hmm we mnie muchy budzą mordercze instynkty rano. taka jedna mucha potrafi nieźle wytrącić z równowagi. nie wiem, czy muchy mają w budzeniu jakąś formę rozrywki, ale przypomina mi to zabawę w berka ewentualnie w chowanego (jako że mieszkam na wsi to często się tak właśnie z muchami bawię). bo jakoś dziwnym trafem jak już znajdę odpowiedni przedmiot do rozprawienia się z przeciwnikiem to nagle nie mogę go zlokalizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *