O, święty Barnabo, pomóż!

Zarzekała się żaba błota, jak ja przeczytania „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Stało się. Co prawda bardzo połowicznie (czy nawet w jednej czwartej), ale jednak. Ulabrzydula pożyczyła mi do przeczytania książkę. A ja targana głupią ciekawością, zajrzałam do niej. Ciekawa byłam o co tyle szumu. I skąd ten sukces wydawniczy, bo książka w wielkim nakładzie została wydana, zarobiła kupę kasy. Postanowiłam więc, że sprawdzę, wyrobię sobie zdanie. Przebrnęłam przez 160 stron bełkotu i jak doszłam do momentu w stylu: Ku.wa, ty dziewicą jesteś?! Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś?!, to odpadłam. Dzielna byłam niesamowicie, że przebrnęłam przez te 160 stron, bo ciężko było. I już prawie do świętego Barnaby (bo to ulubione powiedzonko bohaterki) modły zaczynałam wznosić i prosić o litość. W końcu szlag mnie trafił, wkurw taki dopadł, że książką pierdzielnęłam. Co prawda mocno nią nie rzucałam, bo szkoda czytnika, ale normalnie jakbym miała papierowe wydanie, to ognisko w domu bym rozpaliła jak nic. I łapiąc się tej genialnej myśli o ognisku, znalazłam przyczynę, dla której bohaterka utworu zwraca się właśnie do św. Barnaby. Podobno ten święty w ikonografii najczęściej przedstawiany jest ze stosem lub płomieniami (wg Wikipedii). I tak pomyślałam, że to może jakaś ironia ze strony autorki. Może w książce jest głębszy sens? Może autorka zakpiła z czytelnika, czyniąc niemalże „patronem” swojej książki właśnie św. Barnabę? Może ona podpowiada nam przeznaczenie tego dzieła? Czyżby jakiś stosik?

Nie muszę chyba także pisać, co się stało z bohaterką, kiedy przyznała się, że jest dziewicą. Wiadomo, toż to wstyd i hańba, żeby w wieku 21 lat jeszcze nie mieć doświadczenia. I Grey pomimo tego, że się „nie kocha”, ale „ostro pieprzy”, poświęcił się dla sprawy. No, ręce mi opadły do samej ziemi. I tak się zastanawiam, skąd sukces tej książki, bo to zwykła pornografia. Autorka absolutnie nie potrafi pisać o seksie. Masakra jakaś. Normalnie niesmak zostaje na długo. No chyba, że po tych 160 stronach w końcu jakiś sens będzie, język i styl lepszy, choć wątpię i już raczej podziękuję. Ale nie ukrywam też i przyznaję, że tylko autorce sukcesu pozazdrościć, sławy i pieniędzy. I może piszę to jak zazdrośnik pierwszej klasy.

Nie myślcie jednak, że ja taki świętoszek i scen erotycznych nie lubię. Lubię owszem, ale jak są dobrze napisane i czemuś służą. Seks dla samego seksu toż to sensu w literaturze głębszego nie ma. I chyba technicznie wszystkiego tak czytelnikowi w oczy nie trzeba pakować. Można śmiało zaufać jego wyobraźni.

Nie lada sztuką jest napisanie dobrej sceny erotycznej, bo tu o banał bardzo łatwo.

Jedną z najbardziej erotycznych powieści, jaką przeczytałam, była „Teleny” Oskara Wilda. I jak ktoś musi o seksie, to polecam, bo napisane dobrze, z sensem. Tylko że sporo tam o gejach i ich orgiach, więc nie każdemu przypadnie do gustu. A tak nawiasem mówiąc, książka dzisiaj furorę powinna robić i dziwię się wydawcom, że nie wznawiają, bo przecież homoseksualizm dziś na topie i aż głupio być hetero.

Rozumiem też, że muszą istnieć różne książki. Takie także. Ale na Boga, litości! Księgarnie promowały tę powieść, jakby co najmniej genialna była. A tu oczywiście tylko o kasę chodziło. Bo ludzi ostatnio jakoś tak na seks wzięło w literaturze. Po fazie wampirów przeszliśmy do powieści suto zakrapianych „erotyzmem”. A że na seksie zawsze można było zarobić, to czemu nie korzystać, nie?

I na koniec mam pytanie do Was? Znacie książki z pięknymi scenami erotycznymi? Z takimi wartymi polecenia? Żeby nie było wprost, technicznie i fizjologicznie, jak kto, komu i gdzie wpycha różne części ciała, ale tak zmysłowo, działając na wyobraźnię, a nie na żołądek, powodując odruch wymiotny?

0 myśli na “O, święty Barnabo, pomóż!”

    1. “Pan Tadeusz”? Hmmm…, na mnie akurat ten tekst nie. Ale “Tristan…” owszem, a już nie wspomnę, że widziałam go teatrze zrobionego genialnie po prostu, z moim ulubionym aktorem w roli tytułowej. Aż sobie westchnęłam do monitora. 😉 🙂

  1. Taaak-podobno żeby być teraz trendy-trzeba to przeczytać-i to ostentacyjnie ,najlepiej w środkach komunikacji miejskiej.Postanowiłam świadomie należeć do grupy tych,co z modą są na bakier…Jedyną taką erotyczną książką którą przeczytam to “Pamiętniki Fanny Hill”-a było to jak miałam 17 lat.Oczywiście po kryjomu-żeby matula dalej żyła w świadomości że dobrze książkę schowała.

      1. Nie pytałaś o wciągającą fabułę na bestseller’owskim poziomie, ale o opisy erotyczne działające na wyobraźnię. Na moją działały. I ja się nie wstydzę 😛 😀

        1. A nie przerażało Cię to, że tam tak wszystko wprost jak na tacy, włożył, wyjął, dotknął, liznął itp.? Bo to może byłoby dobre przez 2 strony, ale nie przez kilkadziesiąt. Ja nie powiem, pierwsze dwie-trzy linijki też na mnie podziałały, ale ileż można się tak “pieprzyć na ostro”, toż to kopanie leżącego. 😉 🙂 🙂

          1. Mi się teraz wydaje, że tam było takie pierdu pierdu, ale wtedy wydawało mi się, że jest “jazda”. 13 lat miałam.

            Skoro piszesz, że było na ostro to może nie z tego działu wypożyczałam 😉

  2. Kochana, ja miałam gorzej, bo przebrnęłam przez całą pierwszą część. Nie lubię odkładać na półkę jak już zacznę. Teraz żałuję, że w ogóle zaczęłam. Czytała, czytałam i dziwiłam się sobie, że to w ogóle czytam. Jak to określiły koleżanki z pracy “porno dla mamusiek”. Żadnej wartościowej treści. Bełkot wygłodniałej seksualnie podstarzałej kobiety, albo jakieś jej erotyczne marzenia. Ogólnie mówiąc książka jest niesmaczna i szkoda na nią chociaż 15 minut poświęcić.

    1. Ja z reguły też nie odkładam zaczętych książek, ale tu poległam. 😉 A już sobie nie wyobrażam, o czym są następne części, bo ileż można pisać o seksie i na dodatek pewnie w kółko i to samo?

  3. Ktoś napisał,że to Harlequin….hmm, ja już chyba wolałabym Harlequina przeczytać. Kiedyś, jak czekałam na Wielką Miłość to mi się zdarzyło coś takiego czytać. Ale tam przynajmniej jakaś treść była.

    1. Nigdy nie próbowałam. Zawsze mi szkoda było czasu na tego typu książki, bo mam wrażenie, że jest tyle, ile chciałabym przeczytać, a jeszcze ciągle powstają nowe ciekawe pozycje, że chyba do końca życia nie zdążę przeczytać tego, co bym chciała. 🙂

  4. Ach Grey… Nie czytałam, choć miałam ochotę. Widziałam opinie i wystarczyło. Są podobne do Twojej. Dobra, nie tak dosadne i oczyste.
    Lepiej włączyć sobie pornola. On trwa znacznie dłużej niż książka i bardziej pobudza wyobraźnię niż ona. Moja mama uwielbiała swojego czasu harleqiny. Raz dała mi jednego do luknięcia, bo taki lekki niby… Czytałam z wypiekami! Co to był za seks i namiętność! Ale to był pierwszy i ostatni…. Nie wytrzymałabym tego napięcia następnym razem….

    1. Fakt, że takie książki pobudzają wyobraźnię i “apetyt”, ale muszą być napisane tak, by zostawić coś wyobraźni czytelnika, a nie wszystko wprost. 🙂

      1. Wydaję mi się, że jest dużo kobiet, co właśnie lubią wszystko wprost. Wszystko się zmienia, a granica dobrego smaku już dawno minęła. Spójrz na reklamy. Jakby mogli to by gołe cipy pokazywali. Może to zupełnie inny temat, ale może są tacy co szukają takiej bezpośredności? Jest też dużo dobrych opinii na temat tej lektury. Ja bazuję na opiniach koleżanek i troszkę tych internetowych.

        1. Dlatego niech sobie będą różne książki, owszem. Co prawda nie wiem, co dobrego można o niej powiedzieć, ale może są osoby, którym się podobało. 🙂

        1. Bo przecież stajemy się coraz bardziej męskie. A i przecież od niedawna można nam mówić o orgazmie, przecież 100 lat temu, żadnej kobiecie nie przyśniło się o tym wspominać. 😉 🙂

      1. Bo to przecież pornol w najczystszym wydaniu, ale jak Magdalena F. napisała, może niektórzy lubią tak wszystko wprost, może właśnie przez TV człowiek leniwy i nie chce sobie wyobrażać, bo faktycznie w reklamach nawet opon półnagie kobitki występują. 😉 🙂

  5. Moja wewnętrzna bogini fiknęła koziołka, czy jakoś tak. Ledwie wczoraj z wieczora z mojego blogu znikł wpis o Greyu, bo:
    1. wskutek przemęczenia sesją i statystyką matematyczną wciągnęłam wszystkie trzy części w 2 dni i mi się podobało
    2. co gorsza dostrzegłam drugie dno – emocjonalne (o święty Barnabo!)
    3. sięgnęłam po kilka następnych bestsellerów erotycznych
    4. podsumowałam je jako dno literackie, ale jak kogoś cieszy to niech czyta (Na początku myślałam, że ta grafomania i marność wszelaka jest winą przekładu, ale nie, autorka tak ma.)
    5. w komentarzach polecano mi coraz większe dziadostwa.
    6. sięgnęłam po Greya po raz drugi przedwczoraj (mąż na szkoleniu i jakiś “pocieszacz” by się przydał) i stwierdziłam, że matematyka uniwersytecka jest szkodliwa dla gustu literackiego 😉

    Ale właśnie przez te “książki” polecane w komentarzach wpis zniknął. Panie zachwycały się “Mistrzem” Katarzyny Michalak, sięgnęłam a jakże. Dostałam wytrzeszczu oczu, poryczałam się z niedowierzania, że to ktoś wydaje… Wrodzona dusza detektywa kazała mi sięgać po następne “powieści” tej pani i to dopiero jest gówno. Wielkie zasrane kuźwa gówno. Grey to arcydzieło, mówię Ci! Tam nawet nie można mówić o języku bo to jeden wielki bełkot! Jak skończę “Bezdomną” to napiszę co o książkach tej pani myślę. A Ty omijaj z daleka – poświęcę się.

    Jedno jest pewne, Ania pisz tę książkę, na wiosnę wydajemy, my jesteśmy zajebiste!

    1. Ha, ha 🙂 To ostatnie zdanie podoba mi się najbardziej. A jeżeli chodzi o Katarzynę Michalak, nie znam, ale ostatnio jakiś wywiad w radiu z nią był. I gdyby nie Twój komentarz, to pewnie bym myślała, że to jakaś dobra objawiona pisarka. 😉 🙂

  6. Hej czytałam i nie byłam”wniebowzięta” !!!
    Zapytałam znajomych co je fascynowało, bo poczułam się oderwana i wiesz co usłyszałam- MANIPULACJA…
    Książka pokazuje techniki manipulacyjne i autorka widocznie je posiadła, doskonale manipulując milionami czytelników…

      1. Hmmm. Jeśli za manipulację wystarczy bogaty i przystojny bubek, oraz durna jak pięciolatka bohaterka, to owszem.
        Wiecie co te baby tak ujmuje w tym cyklu? Pogoń za mrzonką, którą autorka uczyniła realną. Z chama i buca wyewoluował księciunio. Infantylne dzidzie piernik nadal to łykają 😛

        1. Ja nawet nie wiem, czy to mrzonka. Bo tam perwersji pewnie pełno. Nie doczytałam dalej, ale ten pokój “tortur” chyba jakoś będzie wykorzystany. 😉 🙂

          1. Najbardziej perwersyjny był ten Barnaba święty 😛
            Generalnie gdy by baba pisała o życiu seksulanym muszki owocówki było by to równi porywające 😛
            Pewnie pokój był wykorzystywany, ale nie specjalnie mnie to interesowało 😉

  7. Moje koleżanki ze studiów złożyły się w kilka głów na całą trylogię (?) i później po kolei na wykładach czytały. Szczerze mówiąc nie rozumiem takiej mody.
    Kiedyś, jeszcze w gimnazjum sięgnęłam po Zmierzch. Przeczytałam wszystkie części, bo sama historia jest w miarę ciekawa. Denerwował mnie jednak styl pisania autorki, gdyż na jedną stronę akcji przypadały jakieś trzy przemyśleń. Poza tym połowa postaci wydawała się być emo. Co za dużo to niezdrowo.

  8. Najbardziej erotyczną książką jaką kiedykolwiek czytałam były wspomniane już Pamiętniki Fanny Hill. Ale to było w wieku lat nastu. Wtedy też się czytało w gazetach opowiadania typu: mój pierwszy raz. Oczywiście wszystko z wypiekami na twarzy i w ukryciu. Ale nawet tam nie było dokładnych opisów co i jak, jakoś wszystko sympatyczniej było podane.
    W ogóle nie rozumiem tego zamieszania wokół Greya. Zawsze jestem podejrzliwa, gdy coś budzi masową fascynację. Wtedy ludzie nie myślą nawet o walorach książki tylko czytają bo TRZEBA to przeczytać. Jedyny plus, że niektórzy dzięki takim akcjom przynajmniej cokolwiek czytają 🙂

    1. To masz rację, chociaż jedną książkę niektórzy przeczytali. 😉 🙂 A z tą masową fascynacją, zawsze to podejrzane. Ale ludzie lubią tak za stadkiem podążać. Sama też w końcu zajrzałam do tego “dzieła”. 🙂

  9. O nie! Przypomniałaś mi o świętym Barnabie. To książki były tragiczne…
    Aż sama się na siebie wkurzam, że straciłam na nie tyle czasu. Przeczytałam WSZYSTKIE. Wydaję mi się, że za wytrwałość i cierpliwość w czytaniu należy mi się jakaś nagroda 😉

    Nie piszę zazwyczaj o przeczytanych książkach na moim blogu, ale wtedy pamiętam, że zrobiłam wyjątek. Tutaj moja pseudo recenzja 🙂

    * http://ulabrzydula.blog.pl/2012/12/89-piecdziesiat-twarzy-greya/

    * http://ulabrzydula.blog.pl/2013/01/99-ciemniejsza-strona-greya/

    Pozdrawiam 🙂

  10. Fakt jest jeden-to faktycznie dobrze że w ogóle ludziska jakąś książkę przeczytają.Niech krzywa statystyczna rośnie!No bo przecież każdy wie że że dzięki czytaniu nie robi się błędów ortograficznych ,wzbogaca się słownictwo-no i co najważniejsze może ludzie zamiast mówić “O K…A!!!”będą mówić “O ŚW.BARNABO”hehe…

    1. Kiedy zaczęłam czytać Twój komentarz, to pierwsza moja myśl dotyczyła tego “bogactwa słownikowego”, ale podsumowałaś to idealnie. 🙂 O, święty Barnabo! 😉 🙂

  11. Nie chciałbym sobie “nagrzebać”, ale prawdziwy koneser nie zadowala się konsumpcją. Z erotyką jest bowiem tak jak z króliczkiem (może stąd się wzięła moda Playboya?) nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. A ta “pogoń” odbywa się przecież na różne, mniej lub bardziej wyrafinowane i frapujące sposoby.

    PS. Dość przypadkowo na “foto-anzai”, link w podpisie, opublikowałem właśnie post związany chyba z Twoim. I teraz się zastanawiam, czy mi go zdejmą, czy nie? Na “Onecie” zdjęli. 😉 🙂

    1. To zaraz tam wpadnę, by zobaczyć, zanim Ci go zdejmą. A swoją drogą nie przypuszczałam, że mogą zdjąć tekst.
      Z króliczkiem masz rację. 🙂 Dlatego erotyka nie powinna być podana wprost, niedomówienia, pobudzanie wyobraźni przynoszą lepsze efekty. 🙂

  12. Tez popełniłam krytykę tegoż wątpliwego dzieła na blogu. Popełniwszy wcześniej karygodna decyzję o sięgnięciu po to badziewie. Infantylny język, bohaterzy i cały ten sex w ich wykonaniu. Nadal nie mogę się nadziwić fenomenowi tego czytadła. Wytłumaczyć to można jedynie postępująca głupotą społeczeństwa.

      1. Już po raz n-ty zgadzam się z socjoblożką. 🙂 Fanny Hill czytałem na przełomie lat 79/80′ ub. w. Było to dobre czytadło jak na tamte czasy. Ale prawdziwe wypieki na twarzy wywoływały artykuły Michaliny Wisłockiej. Niestety życie – jak zwykle – przerosło kabaret i już na specjalizacji podyplomowej, gdzie spotykali się na roku ludzie w wieku 23-45 lat, a zajęcia odbywały się na wyjazdach w soboty i niedziele, pojawił się inny problem. Spotykając na dziedzińcu znajome koleżanki i inne ciekawsze studentki nie zastanawiałem się, jak one mają na imię, tylko czy: “Już z nią spałem?”. To był chyba punkt honoru obojga płci – zaliczyć co się da, i odfajkować. Działo się to: A.D. 1979-1981.

  13. też sięgnęłam po książkę z ciekawości.. ciekawość pozwoliła mi z przymrużeniem oka spoglądać na mankamenty tej książki na początku..później moja cierpliwość balansowała na krawędzi. (dokończyłam pierwszą część prawdopodobnie dlatego, ze powinnam się zamiast tego uczyć na poprawkę egzaminu;D) i już nawet nie chodzi mi o brak finezji co oczywiście też odcisnęło piętno na mojej czytelniczej psychice. W kółko powtarzające się zwroty doprowadzały mnie do szału. nuda, nuda, nuda ;D

  14. Nie znam, ale chętnie bym poznała – te książki ze zmysłowymi scenami. Najwyraźniej niełatwo jest napisać scenę erotyczną, bo nie przypominam sobie takiej naprawdę zmysłowej, intrygującej itp.

  15. Opisałaś tą ksiażkę znacznie lepiej ode mnie,choć ja przeczytałam ją całą(po ciężkich trudach)!Właśnie ten “Św.Barnaba”ciągle powtarzany działał mi na newry i inne podobne zwroty,które non stop w tej ksiażce widnieją.Lubię pikantne książki,czemu nie,ale ta do takich nie należała.Też ją przeczytałam,bo chciałam wiedzieć,co w niej jest takiego,że każdy “sika”na wzmiankę o niej.Zareklamowano mi tą książkę tak,że “kipi seksem”,że podobno “mąż miał że mnie nie schodzić”,sorki,ale tak się wyraziły pewne osoby.Moje życie erotyczne miało się zmienić!No cud malina,a jak ją zaczęłam czytać,to stwierdziłam,że chyba jestem nienormalna,bo we mnie ona takich emocji nie wzbudzała.Ona jest przereklamowana.Nie czytaj jej dalej,szkoda czasu!

    1. Już ją pierdzielnęłam na bok, nie czytam, szkoda czasu. Mam tyle książek, które chciałabym jeszcze przeczytać, więc nie ma co marnować czasu. Wolę jakiś dobry kryminał przeczytać. 🙂

  16. hahaha, niby dla wszystkich nudny i nie do przyjecia taki chlam, a wszyscy wiedza, jakim jezykiem pisany, ze nudny, no i jeszcze nie zapominajmy, w jakim nakladzie to wyszlo. a ze sa dziela i czytadla, to chyba jasne. z tym, ze czytadla tez dla ludzi… pozdrawiam wszystkich czytajacych, 🙂

    1. Masz rację, że czytadła dla ludzi i muszą być (czasami też po takie sięgam, bo prymitywna rozrywka potrzebna jest każdemu, niezależnie od wykształcenia i aspiracji), ale czy rozumiesz fenomen tej książki? Jej nakład był kosmiczny. Ja tego nie ogarniam. 🙂

      1. a fenomen tej ksiazki, to albo super promocja (i dlatego tyle osob po nia siegnelo-moze z czystej ciekawosci), albo jednak jest wieeeeeeeeelka rozbieznosc miedzy tym co wielu chetnie czyta, a tym, co mowi i jakie opinie o takich “dzielach” wydaje. bo czasami i tak jest, ze jak ktos-gdzies-od kogos uslyszy, ze ksiazka fatalna, to obawia sie wyrazic wlasna (inna) opinie, zeby nie wyjsc na jakiegos jaskiniowca. taki czytelniczy konformizm.

        1. Ha, ha 🙂 Pewnie coś w tym czytelniczym konformizmie jest. 😉 Ale też ciekawość, bo jak tyle osób przeczytało, to człowiek ma ochotę sprawdzić. 🙂

  17. Czekam w bibliotece na tę książkę żeby się przekonać naocznie co to za badziewie ,poniewaz do tej pory słyszałam takie opinie jak Wy tu piszecie że tego nie da się czytać i pewnie podzielę Waszą opinię ale þóki co czekam .Zastanawia mnie jednak dlaczego recenzje krytyków były takie pełne zachwytu?Wogóle stwierdzam że im bardziej pochwalna recenzja tym książka bardziej do d..py ,nie wiem o co to chodzi ale ja tak odbieram te wszystkie bestsellery ostatnio .Ale podobno jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę 😉

    1. Recenzje krytyków były pełne zachwytu? Oj, chyba raczej przeciwnie. A masz namiar na taką recenzję? Chętnie przeczytam. 🙂 Jest w tym coś, że wokół tej książki tyle zamieszania, że każdy chce zajrzeć i przekonać się na własne oczy. To autorce na pewno się udało. 🙂

  18. Temat jak widać po dyskusji Was wszystkie poruszył. Czyli jest zapotrzebowanie. Wszystkie piszecie, więc rodzi się pytanie skoro tak dobrze wiecie jaka ta książka powinna wyglądać to dlaczego jej nie napiszecie? A może załóżcie bloga z wpisami stymulującymi kobiety?
    A na drugim planie jest taki fakt. Kiedyś miałem okazję rozmawiać z jednym z tuzów amerykańskiej telewizji i przy piwie powiedział mi tak ” TV it is pussy, pussy and pussy” Bardzo szowinistyczny i męski punk widzenia ale i amerykański sposób na kasę.

    1. Ha, ha 🙂 Jasne, że wy nas także wkurzacie, ale chyba byłoby nudno gdybyśmy się tak czasami nie podroczyli wzajemnie, nie? 😉 🙂

      1. Ot choćby uśmiech , spojrzenie oczu gdy się wychodzi spod prysznica- oj to chyba najbardziej sexi nie mówiąc o takich – załóż coś cieplejszego itp. Bo to jest naturalne i coś warte a te głupie udawanki, pogrywki to absolutnie nie

      1. To super, rozumiem ,że więcej otwartości okazujesz jak go nazywasz Mężusiowi i pewnie dlatego macie fajny związek. Szkoda ,że tak mało kobiet idzie w Twoje ślady.

        1. Wiesz, teraz mam udany związek, ale poprzedni to żenada, szkoda słów. Może więc człowiek na błędach się uczy. 🙂

  19. Teraz już wiem, że nie przeczytam osławionego Greya. 😉
    Nie wiem, Aniu, jakie harlekiny czytałaś, ale seksu w nich nie ma zbyt wiele. Przynajmniej jednak kiedy jest, widać tam szacunek do kobiet (w końcu są pisane przez kobiety).
    Ostatnio lubię dla rozrywki romanse historyczne, głównie z okresu Regencji. Tam przynajmniej panowie podniecali się widokiem kobiecej kostki, lub nagiego ramienia.
    Z “lepszej” literatury nic mi nie przychodzi do głowy. “Fanny Hill” czytałam daaaawno temu, markiza de Sade też, “Historię O”… ale to znów sama erotyka. Zamiast książek przypominają mi się filmy. Nie wiem, czy widziałaś “Dumę i uprzedzenie” z Keirą Knightley. Jest taki moment, kiedy Elisabeth wsiada do powozu i pan Darcy podaje jej dłoń. Potem on odchodzi i zbliżenie pokazuje, jak rozprostowuje palce. W innej scenie kłócą się w deszczu i on prawie ją całuje. Właśnie to PRAWIE jest w tym najlepsze.

    1. Oczywiście, że to prawie jest najlepsze, bo pobudza wyobraźnię. 🙂 A harlekinów nie czytałam, więc nie mam porównania. “Dumę i uprzedzenie” oczywiście, że oglądałam. I też bardzo lubię powieści historyczne. Watki romansowe są w nich ciekawsze, bo poparte sensowną fabułą. 🙂

      1. Harlekiny to takie bajeczki dla pań i panienek, delikatne, czasem zabawne, z ikrą i humorem, czasem mdłe i nijakie. Szczypta seksu i zawsze dobre zakończenie. Zależy od autorki, są lepsze i gorsze.
        W ogóle “de gustibus…” Moja bratowa uwielbia książki opowiadające prawdziwe historie, typu porwane dzieci, maltretowane kobiety, walka z rakiem, itp. Śmiejąc się stwierdziła, że widocznie ma za przyjemne i spokojne życie i może mój brat powinien ją tłuc 😉

        1. Bo to faktycznie trzeba znaleźć coś, co się nam będzie podobało. A szczypta seksu nie jest zła. Ale szczypta, bo co za dużo to niezdrowo. 🙂

      2. Nie wiem czy czytałaś książki Kena Folleta, historyczne takie jak Filary Ziemi , czy Świat bez Końca, mnie sie bardzo podobają realia jakie on opisuje a i sceny erotyczne są napisane ciekawie i może Dadzą radę choć trochę rozbudzić wyobraźnię. Jest to jednak męski punkt widzenia i też Ci może nie odpowiadać.

        1. Lubię męski punkt widzenia. 🙂 I tak większość książek, jakie czytam, napisali mężczyźni. A Folleta nie czytałam, sięgnę, sprawdzę. 🙂

  20. To w ogóle bardzo ciekawy człowiek. On napisał np. powieść na zamówienie niejakiego Rossa Perota, multimilionera z Teksasu, który potem nawet kandydował na prezydenta USA. Książka nazywa się “Na skrzydłach orłów” i opowiada o upadku Szacha Iranu i ewakuacji personelu firmy Perota z biur firmy do USA. A te książki które Ci poleciłem to takie powieści historyczne z czasów wczesnego średniowiecza ale fajnie opisane są realia czasu. Super się to czyta.

  21. Ja je mam ale ciągle są “wypożyczone ” przez znajomych. A sprawdziłem , bo czasem jest dobrze coś doczytać. A swoją drogą spać nie możesz? O 7.00 przy blogu?

    1. No, wiesz, praca. Inni do biura na siódmą, a ja do kompa. 🙂 🙂 Taka sumienna jestem. 🙂 Musiałam sobie taki reżim narzucić, żeby nie wypaść z rytmu i nie zalegiwać bez sensu w łóżku do 10. 🙂

  22. Ja mam inny system,kładę się około 1.30 a wstaję 7.30 potem herbatka, maile odpowiedzi zawodowe i do pracy. Bardzo jestem ciekawy Twoich opinii o Folecie. Jeśli mogę sugerować zacznij od Filarów ziemi.

    1. Okej. Dzisiaj jednak nie udało mi się skoczyć do biblioteki, bo dostałam telefon, że do Jaja ojciec jedzie, a przecież Jajo w szkole i ktoś musi być w domu. 🙁 Ale na pewno się tam udam. 🙂
      A jeżeli chodzi o spanie, to my kładziemy się zawsze o 22. Jajo trzeba obudzić o 5.20 i dopilnować, coby z łóżka się zwlokło. 🙂

  23. Rozumiem ten schemat. Ja sie swojego nauczyłem jak pisałem doktorat i żeby mi nikt nie przeszkadzał i nie zakłócał robiłem to po nocach, a potem już poszło.
    Jak dzieciaki były małe to też rytm dnia wyznaczały przedszkola, potem szkoły itp. ale 5.20 brzmi nieludzko

    1. Fakt, że ta 5.20 to koszmar jakiś. Ale Jajo wsiada w autobus, nastawia budzik w telefonie i spokojnie jeszcze godzinkę dosypia. 🙂

  24. Greya nie czytałam, przeraziła mnie ta masowa nagonka i pomyślałam, że jak wszyscy to ja nie. uff ulżyło mi bo były momenty, że myślałam, że może kiedyś….A w ogóle myślałam, że to facet jest 🙂
    A co do tego dlaczego popularność taka duża. Wg mnie to proste. Polska wbrew pozorom jest ciągle bardzo zaściankowa. Życie w domach jest inne niż w internecie. Pracuję w dużej firmie i coraz więcej kobiet zatrudniają. Zdarza mi się z nimi rozmawiać i o seksie. Najczęściej słyszę, że :
    już są tak zmęczone, że im się nie chce
    to dobre dla młodych
    seks jest przereklamowany
    to taka babranina w ludzkich wydzielinach
    mąż ma frajdę a ona nie wie co to orgazm
    szybko się kończy, zanim ona zachce
    nie ma nic poza “tymi głupimi ruchami”
    jak ona powie czego pragnie to wyjdzie na dziwkę, a przecież jest żoną i matką. I w ogóle jak o tym powiedzieć? I w ogóle to ona już nic nie chce, tylko żeby szybciej skończył, bo już ją szczypie…
    musi mu dawać, żeby na baby nie chodził
    musi mu dawać, bo kasy nie da….
    oj mogła bym tak jeszcze długo

    i nagle taka kobieta dostaje w swoje ręce taką książkę. Podobno baza pomysłów gotowych do wykorzystania, jak piszesz sama dość dokładnie opisane. Po drugie nagle się dowiaduje, co inni mogą robić w sypialni, może nie wpadła na to, może nie wierzyła, że jej marzenia można realizować.
    A może to dobra książka dla tych wszystkich pragnących, zniechęconych, sfrustrowanych ? Może to jakaś zachęta, żeby coś zmienić?
    Jedna moja koleżanka czytała z wypiekami na twarzy. cały dzień i całą noc… powiedziała, że jakby chciała to wszystko robić z mężem ( rok po ślubie ) to by pomyślał że chora jest… a ona teraz ma zagwozdkę, jak tego z nim spróbować. Więc może o to chodziło?

    1. Może o to? Kto wie. Jeżeli komuś to poprawia życie, to niech sobie czyta. Ja już podziękowałam.
      Rozśmieszyły mnie te rozterki pań, o których napisałaś. 🙂
      A widzę, że Ty dzisiaj chyba taki maraton po moim blogu robisz. 🙂

  25. Miałam chwilę, zaległości nadrobić 🙂 jak gdzieś kiedyś wspomniałam, zaczęłam od środka ale wróciłam do początku 🙂 Mam nadzieję, że nie irytujesz się, że tak się wymądrzam czasem.
    Mnie te rozterki nie śmieszą. One nigdy nie zaznały rozkoszy, nie trafiły na partnerów, którzy je docenią i rozbudzą. Są tak zakompleksione, zahukane, że nawet im do głowy nie przyjdzie, że to i radość i zabawa i spełnienie i rozkosz i szacunek… albo nie mają odwagi i możliwości zawalczyć o siebie.

    1. Nie, no może źle się wyraziłam, że to śmieszne, bo faktycznie, szkoda kobiet, ale wydawałoby się, że obecnie kobiety są tak wyemancypowane, że raczej nie mają kłopotu rozmawiać o seksie.
      A że nadrabiasz “zaległości”, cieszę się. Zawsze to miło, jak ktoś poczyta i jeszcze komentarz zostawi. 🙂 🙂

  26. bo ja gaduła jestem czasem 🙂
    co do kobiet, mało znam takich wyemancypowanych a jeszcze mniej zadowolonych z seksu. A te co dużo o tym mówią, nieraz gadają byle co, byle gadać, i jeszcze wulgarnie, bo czasem wstyd i smutno powiedzieć, że jest jak wyżej napisałam

  27. Witaj Kuro , znów po jakimś czasie poczytałem i skomentuję . Nie ma takich super wydań , najlepsza erotyka to samo życie oraz uczucia pomiędzy nami , ale tu pojawia się problem dla Ciebie , w końcu musi dojść do spraw “technicznych ” , a wydaje mi się , że wszyscy Je lubimy. I tak należy łączyć przyjemne z pożytecznym . Pozdrawiam

    1. Wiesz, ale te sprawy “techniczne” w książce nie muszą być podane wprost. Niedomówienia chyba bardziej pobudzają wyobraźnię. 🙂 A że każdy lubi “te sprawy”, wiadomo. 🙂

  28. Droga blogerko.
    Wyrażasz się bardzo niepoprawnie o tak dobrej książce, czego nie pochwalam. rozumiem, że możesz mieć swoje zdanie na ten temat, ale żeby aż spalić książkę. najwyraźniej nie szanujesz sztuki. współczuję nauczycielom, którzy cię uczyli. skoro masz takie podejście do słowa pisanego, do autorów. to jakie masz do ludzi na co dzień. też cię “szlak trafi” kiedy ktoś powie 160 słów, a ci się to nie spodobają.
    mi osobiści podobały się te książki. Znam leprze, ale to podstawa, bardzo dobra podstawa. polecam całą serie ICH NOCE 🙂

    1. Cieszę się, że Ci się podobały, ale nazywanie tych książek sztuką, to chyba lekka przesada. Wiem, że mają wielu czytelników i chwała im za to, ale niestety zdania nie zmienię. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Pozostaw odpowiedź ~Anna Ul Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *