Promocja! Przedszkole za zeta

W piątek pomykam sobie jak zawsze mercedesem. Stać mnie przecież. 2,10 tylko bilecik kosztuje. Siedzę nawet wygodnie, bo niewielu ludzi, naprzeciwko mnie dwie kobietki siedzą. Rozmawiają. A że nie da się tego nie słuchać, więc słucham. Panie w rękach dzierżą niczym tarcze karty rejestracyjne z urzędu pracy, więc domyślam się, że właśnie stamtąd jadą i pewnie bezrobotne. Już prawie rękę im podaję, by jednoczyć się w bólu. Na szczęście się powstrzymuję.  Słucham dalej. A one jedna do drugiej:

Twój w przedszkolu? – pyta ta z lewej.

Tak – odpowiada ta z prawej. A ja niczym bystrzacha pierwszej klasy domyślam się, że nie o męża jej chodzi.

A ile teraz płacisz za przedszkole? (z lewej)

Kiedyś płaciłam 420, teraz jak jest za złotówkę, to stówę [sic!]. Ale wiesz, na dziesięć godzin go zapisałam, więc się opłaca. (z prawej)

A ile on już ma? (z lewej)

5 lat. Nie pęta mi się pod nogami, nie ryczy, mogę sobie spokojnie pójść do miasta, a jak przyjdzie jakaś klientka do domu, to jej spokojnie włosy zafarbuję. (z prawej)

A pewnie. Masz przynajmniej spokój. Moja ma 3 i pół, daję ją tylko na 5 godzin. (z lewej)

I tak jak tego słucham, to tak lekko (ale tylko lekko) szlag mnie trafia i krew zalewa. Szczególnie tak z prawej strony. Dziesięć godzin w przedszkolu! Toż człowiek w robocie ma problem, by tyle wytrzymać. A tutaj dzieciak! Matka bezrobotna, ale przecież po co dzieciak ma jej pętać się pod nogami. Ja na jej miejscu to może bym się postarała o 24 godziny, wtedy już pełny luz, nie taki połowiczny.

I tak sobie myślę, że nie ma najmniejszych szans, by w tym naszym kraju było lepiej. Nie wiem, jak to obecnie z przedszkolami, bo moje Jajo już z tego okresu wyrosło, ale pamiętam, jak trudno było o przedszkole. Jak jeden rodzic nie pracował, to normalnie nie było szans. A teraz paniusia na czarno przyjmuje klientki w domu, dzieciaka do przedszkola na 10 godzin daje, bo jak za złotówkę, to przecież korzystać trzeba, nie? Dlatego dziwię się, że nie korzysta bardziej i na 24 nie odda.

Oczywiście uważam, że do przedszkola niech sobie dziecko drepcze, uspołecznia się, ale chyba 10 godzin to lekka przesada, nie? Tym bardziej, że matka bezrobotna. O 8 syna zaprowadzi, o 18 odbierze, nakarmi i położy spać. I na następne kilkanaście godzin ma problem z głowy. Toż to chyba zwierzęciu człowiek więcej czasu poświęca, niż ona dziecku. Ale z drugiej strony potem wiadomo na kogo zrzucić winę za złe wychowanie. No, przecież absolutnie nie będzie w tym winy rodziców, toż to przedszkole winne jak nic!

I jak sobie pomyślę, na co idą pieniądze ze wspólnej przecież kasy, to krew zalewa mnie jeszcze bardziej. Czy te przedszkola za złotówkę należą się każdemu? Czy jak? I można sobie ustalić dowolną liczbę godzin pobytu dziecka? Czy nikt nie sprawdza, czy rodzice pracują czy nie? A może teraz przedszkole to taka całodobowa przechowalnia dzieciaków? W promocji. Za złotówkę.

0 myśli na “Promocja! Przedszkole za zeta”

  1. Dzisiaj kobiety rodzą dzieci,a potem dzieci są dla nich tylko przeszkodą,bo hałasują,bo coś chcą,bo trzeba z nimi na plac zabaw wyjść?To po co w ogóle tacy ludzie starają się o dzieci?Brak odpowiedzialności.

  2. Moja mała się dostała do żłobka mimo, że ja nie pracuję. Miałam ją puścić na 3 godziny i to miała być tylko forma lekkiego odzwyczajenia się ode mnie, bo cały czas ze mną i nigdzie indziej, ale uznaliśmy, że to troszkę za wcześnie to po raz, po dwa, że może komuś bardziej się to przyda, po trzy nie wyobrażam sobie zostawić ją pod opieką kogokolwiek. A to tylko 3 godziny miało być, o 10-ciu nie wspomnę. Nie wyobrażam sobie też widzieć dziecka tylko rano i wieczorem i to mając czas tylko na obowiązki. Są matki i mamy.
    Zrozumiałam, że pani jest fryzjerką. Ja też, ale ja nie przyjmuję klientek w domu. Nie daj pan przyjdzie jakaś pani jako kontrola i zażyczy sobie paragon to mandat taki da, że hej.

    1. Właśnie dziwię się, że się nie boi, a jeszcze w autobusie wszem i wobec o tym rozpowiada.
      Wiesz, 3 godziny w żłobku, to nie 10. Moje Jajo też chodziło i do żłobka i przedszkola, ale nie na 10 godzin. Toż to masakra jest.

  3. Za zeta? To jak za telefon;) Tak, 10 godzin dla małego dziecka, to zdecydowanie za długo. Myślę, że dzisiaj ludzie są za bardzo zorientowani na pieniądze. Czasem, bo ich po prostu nie mają, ale często, bo tak jest wygodniej.

        1. Socjoblożka jest na etapie przedszkola, więc orientuje się lepiej 🙂 Ma rację, że ceny przedszkola były często dla rodziców za wysokie, więc na pewno dobrze, że jest taniej. Ja sprawę znam z TV, gazet i ewentualnie z rozmów, które mi się nawinęły podczas podróży komunikacją miejską. 🙂

  4. Aniu wiesz z drugiej strony, może to i lepiej że to biedne dziecko idzie do przedszkola na tyle godzin? Nie dość, że nie pęta się mamusi pod nogami to ma jedzenie na czas, kolegów i koleżanki, zajęcia a nie kanał z bajkami w TV i jaką taką uwagę kogokolwiek, a już na pewno nie czuje się “zbędny”. Lepsze to niż oglądanie z mamusią telenoweli albo samemu bajek i ta samotność właśnie…

  5. Właśnie mam przed sobą gazetkę dzisiejszą i tam trąbią, jaką porażką jest pomysł przedszkoli za złotówkę. Że nie wiadomo za co rodzic płaci, jakie zajęcia darmowe, a jakie rodzice powinni finansować z własnej kieszeni. Pomysł rządowy miał chyba polegać na wprowadzeniu obowiązku uczęszczania do przedszkola wszystkich dzieci, jak to jest np. w uk. Tylko, że tam 3 letnie dzieci idą na 2 godziny, podczas których biorą udział w zajęciach edukacyjnych. Jeśli matka wraca do pracy, to dopłaca za pozostałe godziny. Pomysł zostawiania na 10 godzin dziecka w przedszkolu jest idiotyczny, chociaż założenie przy wprowadzaniu tego programu było zapewne takie, by bezrobotna matka mogła tanio załatwić przedszkole i czas wolny przeznaczyć na szukanie pracy. Mnie problem nie dotyczy, bo Żaba została ze mną w domu 🙂

    1. Straszny bałagan jest z tymi zajęciami dodatkowymi i przedszkolami. Jak się tym interesuję to wydaje mi się, że intencje rządu z tym aby było za złotówkę, były słuszne, bo czasem niektóre przedszkola publiczne kosztowały tyle co prywatne. Albo w niektórych zajęcia dodatkowe był w czasie realizacji podstawy programowej. Nawet w naszym tak było jeszcze dwa lata temu ale część rodziców protestowała. Bo tuż po śniadanku, kiedy nauczycielka powinna przerabiać z dziećmi materiał, przychodzili ludzie z zewnątrz i zabierali część grupy na angielski, tańce itp. Rytmika była dla wszystkich choć dodatkowo płatna jakieś kilka złotych. W zeszłym roku zajęcia dodatkowe (angielski, taniec, szachy, judo) mogły być tylko po obiedzie, czyli po zrealizowaniu podstawy programowej. Teraz dyrektor z dofinansowania ma opłacić dla wszystkich angielski oraz rytmikę, a przy tym ma być tańsze przedszkole, więc tu jest lepiej. Ale te mniej oblegane zajęcia też były fajne, chodziło na nie mniej dzieci i podobało im się. Syn chciał się zapisać w tym roku na judo ale na razie nie wiadomo czy będzie.

    2. Pewnie jak zwykle jakieś założenia były sensowne, tylko z realizacją jak zwykle wyszło do luftu. Ale tak sobie myślę, bo pewnie to znów jakaś luka w prawie, że chyba nie wszystko jednak to prawo powinno regulować, że gdzieś tam powinien być zdrowy rozsądek ludzi. Szkoda, że go jednak nie ma. 😉

  6. Przedszkole jest, oczywiście, placówką tak dydaktyczną jak i wychowawczą, jednakże tu jest potraktowane jako przechowalnia bagażu. Dziecko skazuje się tym na jakis szczególny rodzaj bezdomności. To wredne i bezduszne.
    pozdrawiam i bezterminowo zapraszam

    1. Niestety, mnie też to się podobnie skojarzyło. Wszystko jednak zależy od rodzica, jak wykorzysta możliwość posłania dziecka do przedszkola.
      Dziękuję za zaproszenie. 🙂

  7. Kurde a ja nie słyszałam o tym że za złotówkę. W ogóle nie wiem o co chodzi! U mnie problem z przedszkolami jest cały czas. Do państwowego nie mamy szans żadnych.
    Matki są straszne. Mam nadzieję tylko że nie mówiła poważnie!

  8. We Francji przedszkole jest darmowe. Placi sie tylko ubezpieczenie dziecka na rok szkolny, wpisowe na poczatku roku szkolnego ( co laska ale nie mniej niz 10 euro) no i za obiady o ile dziecko je na stolowce. Tu przerwa obiadowa trwa 1,5 godziny i mozna dziecko zabrac do domu na obiad a pozniej odprowadzic do przedszkola. A malutkie dzieci moga tylko zostawac rano na 3 godz a popoludnie spedzac w domu. Moje zostaja na caly dzien od 8.45 do 16.30. dlugo ale to norma.tak jest codziennie, godziny nie zmieniaja sie i nie mozna dziecka wczesniej odebrac.Za to w srody maja wolne.

      1. U nas jest podobnie, tzn. płaci się tylko za stołówkę i ubezpieczenie. Z reguły nikt jednak ich do domu na obiad nie zabiera. Na początku dzieci zostają rano parę godzin, po dwóch tygodniach już na cały dzień. Ewentualnie można po obiedzie zabrać potomstwo (takie jak moje, które ani myślało spać po obiedzie…) Normalne godziny otwarcia od 8h30 do 16h30, dla rodziców pracujących wcześniej czy dłużej, jest świetlica, za którą się dodatkowo płaci. Tak samo w naszej szkole podstawowej, do 11 roku życia.

        1. Czyli przedszkole jest czynne 8 godzin, a jak rodzic chce (lub musi) zostawić dziecko dłużej, to może skorzystać ze świetlicy, ale musi za nią zapłacić. Dobrze rozumiem?

    1. No, właśnie. To zwierzątku często człowiek poświęca więcej czasu, niż niektórzy dzieciom. A włączenie TV na cały dzień i posadzenie przed nim dziecka to nie jest sposób na wychowanie.

  9. Ale przywaliłaś. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, bo co powiedzieć gdy dziecko zostaje do 18 w świetlicy szkolnej, gdzie ma odrobić lekcje a nie odrabia, gdy niesie do domu cały plecak książek i zeszytów, a mieli w szkole nie zadawać do domu. Jak takie ledwo przytomne po całym dniu ma w domu odrobić lekcje pobyć z rodzicami/ lub częściej z zapracowanym rodzicem/? Na nic się zdadzą szalone weekendy ,gdzie rodzice nadrabiają chodząc z dziećmi po pływalniach, parkach linowych….. O dupę potłuc takie wychowanie, dobrze ,że są jeszcze dziadkowie.
    Oceń proszę to co zamieściłem u siebie na blogu, bo jest inne od tego co pisałem poprzednio, a może nie?

    1. Masz rację, choć chyba takich szkół, gdzie lekcje są do 18, jest już niewiele. Dawniej to owszem, dzieciaki uczyły się na dwie zmiany, a przy dzisiejszym niżu, chyba góra do 15-16.

  10. moją Córkę odbieram po ok 8,5 godz pobytu w żłobku (doliczając dojazd do pracy) i mam wyrzytu sumienia, że tak długo musi tam być – potem staram się Jej wynagrodzić czas spędzony beze mnie (no właśnie, chyba fakt, że matka musi pracować…) po pracy lecę jak na złamanie karku, byleby tylko za długo tam nie siedziała… nie mam słów na “złotówkowe mamuśki”…

    1. No, właśnie, człowiek, który pracuje, marzy o spędzaniu czasu z dzieckiem, a niepracująca mama oddaje je, żeby się nie pętało pod nogami. Ręce opadają.

  11. Zaraz: czy ja dobrze zrozumiałam: na 10 godzin bezrobotna matka oddaje swoje dziecko pod opiekę innym osobom???? Może lepiej niech od razu do internatu je wyśle – nie będzie musiała rano wstawać, pośpi sobie.

    Ta kobieta to debilizm w esencji.

    Fajnie, że teraz łatwiej o przedszkole, ja żeby Młodego zapisać dzień w dzień (naprawdę, z wyjątkiem weekendów i świąt) od lutego do kwietnia chodziłam “pilnować kolejki”. Zależało mi akurat na TYM KONKRETNYM przedszkolu, bo było po drugiej stronie ulicy. Zapisy były w maju, więc myślałam, że już tak wychodziłam, że Młody będzie na jednym z pierwszych miejsc (bo wiadomo, że najpierw dzieci znajomych), ale gdy zobaczyłam Młodego na liście z numerem 22 to się lekutko zdziwiłam.
    A tu masz: dasz palec – chapną całą rękę.

    1. Właśnie to jest najgorsze, te nadużycia, jakby nie mogło być normalnie. A może potem braknie miejsca dla rodziców pracujących?

  12. Tak naprawdę to nie za złotówkę tylko za 0,50 gr bo komu przysługuje zasiłek rodzinny ten płaci tylko 50%. A jesli chodzi o zatrudnienie rodziców to ewidentnie oszukują – papier wszystko przyjmie, nikt tego nie weryfikuje, nie dzwoni do pracodawcy

  13. Niestety, zostawianie dzieci w przedszkolach i świetlicach szkolnych oraz innych “przytułkach” jest bardzo częste. Widzę na co dzień dzieci o 6,30 na korytarzu, oraz pytania ile godzin w tym miesiącu był w świetlicy. 150, 130, o to nie dużo , on lubi być wśród dzieci, Chciało by się powiedzieć, bo nie zna innego domu i nie zna rodziców. Połowa ma chorobę sierocą. wymyślają choroby, bo wtedy Matka przybędzie godzinę wcześniej( po dwóch telefonach). Bardzo to smutne.

  14. Wiadomo, że normalna matka nie zrobi z przedszkola przechowalni bagażu. Czasem jednak może i było by lepiej gdy by takie narcystyczne pindy to robiły, może wtedy nie było by spraw takich jak Szymka i Madzi.
    To jest debilizm, że są jakieś nauki przedmałżeńskie, a nie ma nauk przed – rodzicielskich. Czy coś w ten deseń. Dać jednej czy drugiej, plastikowego sikającego wrzaskuna niech się z nim buja przez tydzień. Na drugi raz może nie zapomni wziąć pigułki, albo kupić gumki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *