Przyjechała straż pożarna na sygnale

Jakiś czas temu byliśmy z Mężusiem w Poznaniu. Miałam tam szkolenie, a Mężuś z Jajem postanowili pojechać ze mną, abyśmy przy okazji mogli pójść wieczorem do teatru.

Wynajęliśmy sobie pokój w tanim hotelu w zasadzie blisko centrum miasta.

Hotel dość specyficzny, bo mieszczący się w kamienicy. Pokoje wysokie, duże i przestronne. Mieszkaliśmy chyba na drugim lub trzecim piętrze. Okna wychodziły na ulicę, pod nami sąsiedzi mieli balkon. Było klimatycznie, ładnie i czysto.

Zapamiętałam to bardzo dokładnie, bo mieliśmy tam dość nietypową przygodę.

Po powrocie z teatru położyliśmy się grzecznie spać. Każdy w swoim łóżeczku.

Aż tu nagle słyszę przez sen jakiś hałas. W pierwszej chwili naciągam mocniej kołdrę na uszy, bo pewnie komuś na ulicy włączył się alarm w samochodzie. Ale za chwilę słyszę Jajo:

– Mamuś, słyszysz? – pyta, jakby się dało tego nie słyszeć.

– Yhym – mruczę pod nosem, bo to musiał być środek nocy.

– Alarm się włączył – mówi Jajo takim lekko przerażonym głosem.

– Zaraz ktoś wyłączy – odpowiadam.

– Ale to w naszym hotelu – ciągnie wystraszone Jajo.

– No, w naszym – odpowiada raczej beztroskim głosem Mężuś.

Usiadłam w końcu, bo coś mi się tutaj nie zgadzało. Zrobiłam krótkie podsumowanie wszystkich komunikatów, które w ostatnich minutach dotarły do mojej czaszki, łącznie z ciągle wyjącym alarmem. Teraz słyszałam go w całej okazałości. I muszę przyznać, że myślenie w środku nocy przy takim hałasie nie było łatwe.

– Co to za alarm? – pytam.

– Przeciwpożarowy – odpowiada spokojnie Mężuś. A Jajo w tym czasie drepcze do mojego łóżka.

Analizuję. Alarm + hotel + środek nocy = kłopoty.

– Jezu! – krzyczę, wyskakując z łóżka. – Pali się! – krzyczę i mało nie tratuję Jaja.

– Spokojnie – odpowiada Mężuś. Ta moja oaza spokoju, to chyba gdyby miała ogień w kapciach, to może by się zdenerwowała. No, ale widzę, że wyłazi z łóżka.

– Zobaczę na korytarz, może jest dym – mówi najspokojniej w świecie, jakby szedł kupić gazetę.

Powoli wpadam w panikę. Otwieram okno. Mężuś znika w tym czasie za drzwiami. Jajo wtyka łepetynę przez otwarte już okno.

– Straż pożarna! – krzyczy.

Wyglądam. Faktycznie. Jadą wąską uliczką na sygnale. Dwa radiowozy. No, jak dwa, to pożar całą gębą. Dobytek trza ratować! Gacie ubrać, coby w koszuli nocnej nie wylądować na chodniku! I dokumenty! Kurza twarz! Miałam przy sobie bardzo ważne dokumenty z pracy. Ich zgubienie równało się kryminał jak nic. No, to teczkę kładę na łóżko, żeby ratować się i z pożaru, i z późniejszego kicia.

– Nie ma dymu – wraca Mężuś. I … kładzie się do łóżka.

– O, rany! Musimy się ewakuować! – już panikuję na całego, bo widzę przez okno, jak niektórzy ludzie z kamienicy wychodzą, siedzą teraz na krawężniku po drugiej stronie. Straż wyłącza syrenę i wchodzi do naszego budynku. Toż to my pewnie płoniemy! Widzę na balkonie lokatorów. Kobieta i mężczyzna. Pytam ich, co się dzieje. Też nie wiedzą, ale dymu podobno nie ma.

Mężuś tym czasem leży w łóżeczku, oczka zamknięte. No, chyba nie próbuje spać?! Pytam, a on, że spoko, pewnie alarm przez pomyłkę ktoś włączył. Inaczej by strażacy już kazali się nam ewakuować.

No, niby logiczne. Nasłuchuję, czy nigdzie nie słychać, coby drzwi siekierami wyważali. Ale nie, oprócz wyjącego ciągle alarmu, nic nie słychać.

Po pół godzinie alarm wyłączono. Po pięciu minutach znów zaczął wyć. W końcu jednak strażakom udało się jakoś to cudo wyłączyć. Okazało się, że faktycznie pomyłka. Rano bardzo mocno nas przepraszano.

Przeżycia mieliśmy bardzo intensywne. To znaczy ja z Jajem, bo Mężuś spoko, przecież „to się da”, nie ma co panikować. Jak on to robi, nie pytajcie. Trafiła mi się oaza spokoju i żaden alarm mu nie straszny. Choć potem, jak się nad tym zastanowiłam, to ja w ogóle mózg jestem nie z tej ziemi, bo absolutnie nie miałam skojarzeń z alarmem przeciwpożarowym, byłam pewna, że jakiś samochód wyje na ulicy. Gdyby to był prawdziwy pożar, leżałabym sobie spokojnie w łóżeczku.

0 myśli na “Przyjechała straż pożarna na sygnale”

  1. No musiał Ci ten alarm dać popalić bo dzisiaj coś spóźniony post… 😉 Zwykle śniadanko pałaszuje zaczytując się Twoim blogiem a dzisiaj nic z tego… Normalnie aż mi nie smakowało! 😉

    1. Dzisiaj budziłam się co chwilę w nocy, a potem jak zasnęłam, to nie mogłam wstać. A jeszcze się chciałam wycwanić, bo wczoraj sobie tak ustawiłam wszystko, żeby mi się post automatycznie załączył, ale on mnie olał i musiałam ręcznie go zatwierdzić rano. 🙂 Dzisiaj mam więc spóźnienie, ale proszę o usprawiedliwienie, już więcej nie będę (no, chyba że znów zaśpię). 😉 🙂

  2. Chciałabym, żeby mój był taki spokojny, niestety straszny z niego choleryk. Jeśli chodzi o pożary, to w naszej okolicy grasuje podpalacz, w zeszłym roku wylano łatwopalną substancję na schody i strych, o północy 3 wozy strażackie gasiły. W innych budynkach z sąsiedztwa też podejrzanie często się pali.

        1. I nic nie daje się z gościem zrobić? Pamiętam, że w moim poprzednim miejscu zamieszkania ciągle ktoś podpalał domki na działkach. Przypuszczam jednak, że też gościa nie złapano.

  3. Oj to dobrze że taki Mężuś Ci się trafił,przynajmniej się uzupełniacie.Ja zapewne też bym szalała że się spalę-a na dodatek bez tapety na twarzy…kiepściutko bym wyglądała.

    1. Ha, ha 🙂 No, bo to trzeba by ząbki najpierw umyć, prysznic wziąć, jakiegoś ładnego zapachu użyć, a nie tak od razu z pieleszy sztucznemu oddychaniu się poddawać. 😉 🙂

    1. Ale przygoda jest. Dobrze, że to fałszywy alarm, bo mogło się skończyć gorzej. Człowiek zawsze myśli, że takie rzeczy to się dzieją tylko w telewizji. 😉 🙂

  4. Nie wiem, czy nie zdradzam tajemnicy państwowej, ale w budynkach użyteczności publicznej stosuje się nieco inne systemy alarmowe. Zakładając, że alarm może być czasem wywołany sztucznie dla wykonania jakiejś innej akcji terrorystycznej, ogłasza się przez radiowęzeł zupełnie neutralne komunikaty, które nie powodują paniki, ale informują średni i wyższy personel o konieczności natychmiastowej ewakuacji. Komunikaty można nadać osobiście (trzeba je trzykrotnie powtórzyć), albo odtworzyć z nagrania. I tę drugą możliwość nieświadomie wykonałem ja konfigurując system nagłośnieniowy z siecią komputerową. Po trzykrotnym komunikacie informującym, że “właśnie uruchomiono wyprzedaż na III piętrze” gmach sądu zaczęli pospiesznie opuszczać jego pracownicy … Dopiero potem włączono alarm, a w chwilę później go odwołano. Atrakcje były niezłe, ale obaj z szefem ochrony pożegnaliśmy się z premią za trzy miesiące

    1. Ha, ha 🙂 Tylko szkoda tej premii. Ale swoją drogą świetnie to musiało wyglądać: “Uwaga, wyprzedaż na III piętrze” i wszyscy ruszają do wyjścia. 🙂

      1. No, nie wszyscy ruszają od razu do wyjścia. Pierw spokojnie zagrożony teren opuszcza średni personel i kierownictwo. Dopiero po ogłoszeniu alarmu rusza reszta, z reguły dość niechętnie …

          1. Bo kto by im tam wierzył? 😉 🙂 To pewnie przez to, że zdarza się sporo pomyłek.

      1. No muszę przyznać, że postawa lekko zbyt spokojna mężusia była. W moim przypadku mój to już by miał atak furii i paniki tak wielkiej, że ja sama nie wiedziałabym jak się nazywam 😀

    1. Nieźli są tacy ludzie, nie? Totalny spokój w każdej sytuacji. 🙂 Ale z drugiej strony to jest super, bo my jeszcze (odpukać) nigdy się nie pokłóciliśmy. 🙂

      1. Mój były partner też jest taki spokojny… czasami miałam go ochotę udusić za ten spokój 😀 Ale z drugiej strony Bogu dziękować, bo ja to znow… straszny nerwus ;D

  5. Na szczęście to była pomyłka.Ciekawe,jak mój mąż by się zachował,bo w niektórych sytuacjach,kiedy np.sąsiad imprezuje i spać nie daje,okazuje się,że mój mąż ma stoicki spokój,co mnie wkórza.On sobie smacznie śpi,a ja kołyszę się na łóżku z nerwów,w przód i w tył,jakbym chorobe sierocą miała.Ale ja nerwus jestem!

          1. ???
            To Ci się okaz trafił. 🙂

            Ja to się czasami zastanawiam czy oni to ronią specjalnie, że tak marudzą. Nie daj Boże gorączka, zacięty paluszek i umierają. A w pracy – Wielkie Prezesy, Kierowniki i Inżyniery 😀

          2. To mój tak nie ma. Ostatnio miał rozwaloną rękę. Pytam, co się stało, w panice oczywiście. A on: “Nic, takie tam, skaleczyłem się”. 🙂

  6. Ogólnie to jestem panikarą, ale kiedy w zeszłym roku obudziło nas trzęsienie ziemi nie miałam zamiaru nawet się ubierać, spałabym dalej. Mąż zobaczył, że sąsiedzi wychodzą z domu, no i zaczęliśmy ubierać dzieci, spokojnie. Jak po 30 minutach zatrzęsło jeszcze raz, to wylecieliśmy na ulicę w try miga!
    Bo tak mi się wydawało, że takie wstrząsy to nie będą jeden za drugim i mogę spać spokojnie…

    1. Nie wiem gdzie mieszkasz, więc wypowiedzieć się mogę za siebie. U mnie takie wstrząsy oznaczałyby, że sąsiad odpalił wiertarkę lub młota akurat używa 😀

      1. No nie, tutaj to było naprawdę. Trzęsienia ziemi są niestety dość częste, choć w naszym rejonie miało być spokojnie. Sześciodrzwiowa i pełna szafa łomotała mi o ściany. Na szczęście nic się nikomu nie stało.
        W tym roku trzęsło się u teściowej, 300 km stąd. Prawdę mówiąc trochę się już przyzwyczaiłam…

  7. To duży fart, że tylko pomyłeczka. Ja kiedyś miałem przygodę, jak jeszcze paliłem to mnie moja żona opieprzała jak nie wywaliłem petów przed pójściem spać i to nie do kibla , bo pływają tyko do śmieci. Nie dyskutowałem tylko wyrzucałem ale do czsy . Raz wróciłe w wakacje po bardzo długiej podróży ok 2 w nocy , zjadłem po tym zapaliłem , nieprzytomny wyrzuciłem pety i umyyty poszedłem spać. Na golasa , bo było gorąco. Padłem a za jakiś czs sie budzę i wiem ,że coś nie jest tak. Zapaliłem światło i jak wszystko było czarne , bo noc, to sie wszystko zrobiło białe, bo dym. Zaoszczędzę opisu jak to gasiłem , jak goły wychodziłem na balkon by pooddychać, ale żoneczka po powrocie z wakacji zaprzestała represji papierosowych, a i ja za jakiś czas rzuciłem i spokój.

  8. Ja bym raczej podobnie zareagowała. Podobnie jak Ty. A małżonek czasem unosi głos, przypomniało mi się. Przy stole, jak zaczynają politykować nie po jego myśli;)

  9. No i masz rację! Nie umiałabym zachować spokoju w takiej sytuacji.

    Z kolei miałam kiedyś podobne pożarowe przeżycie. Tzn. nie miałam. 🙂 Otóż budzę się spokojnie którejś letniej niedzieli, a siostra z którą dzieliłam pokój, zapalona pani fotograf wita mnie i grzecznie i pyta, czy chcę zobaczyć fajne zdjęcia. Jasne, czemu nie? Zdjęcia pożaru. Okazało się, że w nadleśnictwie, który mieści naprzeciwko naszego bloku, jakieś 30-50 metrów od budynku palił się domek w ogórku działkowym. Siostra obudziła się w środku nocy i robiła zdjęcia, ale mnie nie obudziła. Na moje pytanie, czemu tego nie zrobiła – “przecież mogłam umrzeć we śnie!!” , powiedziała, że tylko narobiłabym wrzasku. 🙂

  10. To nie na temat, ale właśnie przeczytałam hurtem Twoje wpisy z ostatnich kilku tygodni, bo przedtem nie miałam czasu. Wszystkie doskonałe i mogłabym każdy z osobna skomentowac, ale nie miałam kiedy, więc wybacz. Tylko chcę, żebyś wiedziała, że Cię czytam.

  11. Hmm.. Może mieli system anty- pożarowy popsuty i włączał jak chciał 🙂
    U mnie jest na odwrót chłop histeryczny ( bez obrazy oczywiście ;)) A mnie by musieli z łóżkiem w podobnej sytuacji wynosić. Chyba 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *