“Onkologia” brzmi strasznie

Ostatnie trzy dni będę mogła śmiało zaliczyć do jednych z tych najbardziej traumatycznych. W poniedziałek pojechaliśmy do kliniki chirurgii dziecięcej. Jajo dostało skierowanie do szpitala. Tam przebadano je na wszystkie strony i lekarze oznajmili, że „takimi” rzeczami to zajmuje się onkologia. Chcieli nas odesłać do poradni. Jak to usłyszałam, to normalnie ręce mi opadły. Po pierwsze hasło „onkologia” mrozi krew w żyłach na samo wspomnienie słowa. Po drugie „poradnia”, a więc wyczekiwanie przez kilka tygodni w kolejce na termin. Mówię w końcu lekarzowi, że jak nas stąd odeślą do poradni, to następne miesiące będziemy czekać i nikt Jaja leczyć nie będzie. Chirurg stwierdził, że racja. Zadzwonił na onkologię i umówił nas do przyjęcia na oddział na środę.

Wyczekiwanie było totalną udręką. Czułam, jak ktoś wyrywa mi serce milimetr po milimetrze przez zamkniętą klatkę piersiową.  A i jeszcze trzeba zachować dobrą minę do złej gry, bo przecież Jajo znaczenie słowa „onkologia” rozumie w pełni.

Doczekaliśmy się w końcu. Wczoraj pojechaliśmy na umówiony termin. Lekarka już Jajo prawie przyjęła na oddział, jednak w ostatniej chwili stwierdziła, że powtórzą USG, bo tutaj mają lepszy sprzęt i fachowców, którzy niejedno już widzieli. A my cały czas w stresie. Czułam, jakbym miała kamień w żołądku.

No, ale na szczęście ulga. Guzy za uszami u Jaja to na pewno nie nowotwór. Lekarz stwierdził przewlekłe zapalenie ślinianek. Ulga. Normalnie poczułam się o sto kilo lżejsza. Co prawda laryngolog, do którego zaraz pojechaliśmy, skasował 150 zł za podanie numeru telefonu do swojego kolesia, który pewnie będzie się znał, bo on niestety nie wie, jak to leczyć…  Normalnie ręce opadają. W szpitalach, w których byliśmy, naprawdę świetna opieka, zajęli się Jajem solidnie, a poza szpitalem normalnie mur. I jakby człowiek walił w niego głową.

Stwierdziłam, że jednak nie ma co po prywatnych gabinetach, bo przecież i tak już wydaliśmy prawie cały majątek na badania, bo żeby nie czekać na terminy, robiliśmy je prywatnie. Tym bardziej, że wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że to nie jest aż tak poważne, ale by nie lekceważyć. Pojechaliśmy do przychodni, zapisałam Jajo na wizytę i tak w razie co potrzebne będą skierowania z przychodni. Być może zalecą biopsję. Nie mam pojęcia, ale w końcu mógłby ktoś podjąć jakąś konkretną decyzję o leczeniu.  

A jak tak sobie wyczekiwaliśmy na tych wszystkich poczekalniach, to Jajo z nudów oceniało buty personelu. A że jest maniakiem dobrego obuwia, więc się trochę orientuje. I rzucało kwoty: 300, 400, 450 zł. Na koniec stwierdziło, że lekarze od pielęgniarek różnią się przede wszystkim obuwiem. Prawie wszyscy lekarze w markowych butkach pomykali. Jajo nawet te marki potrafiło określić, bo naoglądało się butków w sklepach i w Internecie z nosem tęsknie przyklejonym do szybki czy monitora. Pielęgniarki natomiast w zwykłym obuwiu, „niefirmowym” i niekoniecznie takim na topie.

No, ale jak taki lekarz za konsultację trwającą co najwyżej 10-15 minut kasuje 100-150 zł, to go przecież stać na niejedne modne butki. Pielęgniarki aż takich możliwości nie mają. Co prawda wysnute przez Jajo wnioski i tak nie wpłynęły na zmianę pomysłu na przyszły zawód. Lekarzem nie będzie.

0 myśli na ““Onkologia” brzmi strasznie”

  1. Masz rację,to brzmi okropnie.Na szczęście,to nic poważnego,jak napisałaś.Da się to wyleczyć.Kiedy mi po zabiegu lekarz powiedział,że wycieli mi guza(o którym nic nie wiedziałam)wystraszyłam sie bardzo.Przypomniało mi się,jak to jest z leczeniem takich przypadków u nas w Polsce i aż mnie ciarki przeszły.Zaraz miałam czarne myśli przed oczami,ale okazało się,że to nie był jakiś guz złośliwy:)Kamień z serca mi spadł.Cieszę się,że u Was też to nie jest nic groźnego.

    1. Ale powiem Ci, że normalnie te trzy dni były jakąś masakrą. Cieszę się, że wykluczyli najgorsze. A dzisiaj robimy kolejną rundkę po lekarzach. Jajo nieźle zaczęło rok szkolny.

      1. Wydaje mi się,z tego,co piszesz,że najgorsze macie za sobą,bo niepewność potrafi dobić człowieka.Możecie odetchnąć,że to nie nowotwór i spokojnie porobić resztę badań.Będzie dobrze:)

        1. Też mam taką nadzieję. Tylko wkurza mnie ta nasza służba zdrowia, wszędzie trzeba czekać, a w dodatku nonszalancja niektórych lekarzy porażająca. Na szczęście w tym wszystkich trafiliśmy do szpitala Fundacji Jolanty Kwaśniewskiej i tam naprawdę bardzo sympatycznie nas przyjęto i nawet nie musieliśmy czekać.

  2. Onkologia brzmi strasznie, to prawda … chociaż zależy w jakim wieku. Jeden z moich dalszych wujków, którym się opiekowaliśmy, mając 86 lat strasznie bał się raka. Inne choroby bagatelizował. Zmarł na … przeziębienie, które próbował przechodzić. Zwykła infekcja bakteryjna miała tak gwałtowny przebieg, że w połączeniu z innymi komplikacjami, po dwóch dniach spowodowała śmierć w wyniku ostrego zapalenia płuc.
    To fajnie, że wszystko jest O.K.
    A służba zdrowia, no cóż, zapałeczki, i ciach, żeby się nie rozlazło.

  3. Oj cieszę się że Jaju nic poważnego się nie dzieje,wyobrażam sobie co przeszliście.Nie dziwie się wcale że prywatnie poszalałaś -ale zrobiłabym to samo.Granacik,zapałeczki mówicie-a może jakoś mocniej ,bardziej skutecznie ?

  4. na samą myśl o skierowaniu dziecka na ‘onkologię’ dostaję drgawek i palpitacji serca… oj współczuję stresu i przeżyć, jednak na szczęście okazało się, że nic poważniejszego nie jest.
    a myślę że jakieś granaciki to ludzie binladenka coś w zapasie mają i jakby ich poprosić to może, może 🙂

  5. Cieszę się że to “tylko” zapalanie ślinianek i współczuje stresu jaki przeszliście w drodze do poprawnej diagnozy 🙁
    Twoja córa to bystra obserwatorka 🙂 W pracy przez parę lat, też mi się oko wyrobiło, że tak powiem. Te buciki, to i tak nie drogie. Pracuje z paniami, co za bluzkę tyle dać potrafią. Zabawne jest to, że w outletach szmatki za które płacą po kilka stówek można kupić za jedna dziesiątą ceny. Wiem, bo sama się w takich ubieram 😉 Z butami nie ma przebacz, ale zawsze lepiej kupić jedną solidną parę niż kilka chińskich badziewi.

      1. Ehh. Też mam.
        Ja nie kupuje wcale jak nie mogę takich, co mnie satysfakcjonują 😉
        W zasadzie to latami chodzę w tych kilku solidnych ulubionych parach.

  6. Dzięki Bogu już po strachu. Z pewnością kamień spadł Wam wszystkim z serca. Teraz tylko leczyć ten stan zapalny i odczekać swoje w kolejce do specjalisty.

    1. Właśnie jutro na laryngologię pomykamy, bo dziś się dowiedziałyśmy, że trzeba jeszcze jakieś specjalistyczne badania zrobić, podejrzewają jeszcze jakiś zespół czegoś tam (nie pamiętam). Lekarka dała skierowanie do szpitala.

  7. po haśle “onkologia” w odniesieniu do Nielata mnie – najpewniej odwieźliby na kardiologię
    podziwiam siłę i hart, że trzymałaś się w pionie 🙂 i że teraz już bliżej końca spacery po medykach są 🙂

  8. Mnie kiedyś też skierowano na onkologię z moim znamieniem. Przeżywałam niezłe umysłowe katusze przez kilka dni. Na szczęście okazało się, że nic złego się nie działo.

  9. Aniu, bardzo się cieszę, że to co najgorsze zostało wykluczone. Jestem w stanie wyobrazić sobie co przeżywałaś, bo ja miałam podobną sytuację z córką tuż przed jej maturą.Też miała gulę na gardle tuż pod brodą, a diagnoza była podobna. Na szczęście po miesiącu samo zeszło, bez leków i dobrze, że nie zostawiłam ją w szpitalu, tylko pojechałyśmy prywatnie do specjalisty.
    Moja droga, lekarzy stać na markowe buty, ale bywają gośćmi w domu, żeby zarobić na takie rarytasy. Pozdrawiam i życzę uśmiechu.

    1. Na pewno. Ostatnio czytałam artykuł w piśmie medycznym, że młodzi lekarze biorą masę dyżurów, bo spłacają nowe samochody, mieszkania. Przez to są gośćmi w domu, to fakt, ale też nie mają raczej zbyt wiele czasu na dokształcanie.

  10. Ogromnie współczuję , sam jestem ojcem a lekarze rzeczywiście dzielą się na szpitalnych/ lepsze/ butki i przychodnianych / tu z wiedzą i butami gorzej/. I to jest tajemnica bo taki na przykład domowy może mieć 3000 pacjentów a 10 zł miesięcznie więc jest jakiś biznes. Ale może trzeba trochę pracować i o to chodzi

  11. Dobrze, że w sumie wszystko jest w porządku. Póki nie ma konkretnej diagnozy nie ma co się też stresować. Ja z sercem dostawałam rzucawki jak usłyszałam, że niby jakąś wadę mam, a okazało się, że to zwykłe szmery co ma nie mal każdy.
    10-15 za 150 zł to i tak dużo czasu. Ja do kardiologa miałam iść prywatnie za 90 zł, ale ta wizyta niczym się nie różni po za czasem oczekiwania. Prywatnie 2 tygodnie, państwowo 3 miesiące, a wizyta trwa 5 minut i tu i tu. Pytania jakbym sama sobie diagnoze miała postawić. Ale to norma. Nic tylko być zdrowym.

    1. Wśród lekarzy pewnie tak jak wszędzie są ludzie i ludzie. Podczas tego biegu po gabinetach trafialiśmy na naprawdę wspaniałych lekarzy, ale i takich, którzy w zasadzie nie wykazali się żadnymi kompetencjami.

      1. Niestety. Loteria. Jak się trafi na dobrych to ok. Nie daj pan jakby mieć problem naprawdę poważny, to tylko modlić się by trafić do lekarza z sercem, sumieniem i doświadczeniem.

  12. Nie sądziłam, że taki stres możesz mieć, więc tym bardziej się cieszę, że Cię wczoraj rozbawiłam :). Widzisz, jeden będzie Nadczłowiek, drugi aż Człowiek, a trzeci Bóg. zapisali coś na to zapalenie?

    1. Zapisali skierowanie do szpitala na oddział laryngologiczny, bo podejrzewają jeszcze jakiś zespół czegoś tam i potrzebne są szczegółowe badania. Jutro jedziemy znowu. Normalnie cały tydzień od szpitala do szpitala. Z tego wszystkiego czarny humor dominuje w naszym domu.

  13. Zobaczyłam tytuł i zatrxymała mi się akcja serca na chwile normalnie… Dobrze, że wyprostowałaś to wszystko we wpisie.
    Wierzę i liczę na to i tego życzę, aby wszystko szybko się wyjaśniło, aby powróciło pełne zdrówko i odeszły zmartwienia.
    Wiem co to znaczy POLSKA SŁUŻBA ZDROWIA i te durne, nawet KILKULETENI kolejki. Człowiek szybciej padnie trupem, niż się wyleczy. Więc po co, ja pytam, płaci się te wszystkie składki, zusy i inne pierdoły, skoro jak przychodzi co do czego, to i tak z własnej kieszeni i prywatnie?
    A co do pielęgniarek… Oj kokosów one naprawdę nie zarabiają, nawet po 25 latach pracy nie są w stanie zapewnić odpowiedniego bytu dzeciom. Wiem, bo mamę mam pielęgniarkę.
    Buziaki!

  14. Witam. Wybacz, że dopiero dziś to piszę, ale nie czytałam przez kilka dni. Przechodziłam to samo co Jajo w wieku 16 lat. Też mnie “diagnozowali” chyba ze 2 miesiące, aż w końcu położyli do szpitala. Po dokonaniu “odkrycia”, że to przewlekłe zapalenie, dostawałam gentamycynę i witaminę B12 w zastrzykach domięśniowych. Po kilku dniach guz zrobił się miękki i wtedy zrobiono mi biopsję. Odessali mi sporo dziwnego płynu, który został wysłany na badania. Wyniki nie wykazały niczego groźnego, a i sama “śliwa” zniknęła całkowicie po kilku tygodniach. Od tego czasu minęło 25 lat i dotąd to paskudztwo już nie wróciło 🙂 Tak więc nos do góry! – będzie dobrze 🙂

    1. To brzmi bardzo pocieszająco i bardzo prawdopodobnie, że Jajo może mieć tak samo, choć u niej jeszcze coś podejrzewają, jakiś zespół. Ale duże dzięki za ten komentarz. 🙂

  15. Nie martw się , będzie dobrze . Każdy Polak ma jakieś doświadczenia ze służbą zdrowia . Co prawda można trafić na wspaniałych lekarzy .
    Ja ze swojego doświadczenia powiem że tych dobrych jest 3 na 10 , z pozostałych to 4 nie zaszkodzi ale nie pomoże a tych 3 co zostaje to zabrał bym uprawnienia bo nawet psa by nie wyleczyli . Na pocieszenie powiem że na wyspach każdego leczą paracetamolem 🙂 Dla tego Polacy wolą przylecieć do kraju i tu się leczyć .

  16. onkologia mrozi jak nic
    sama miałam podejrzenie nowotworu piersi, dopóki nie zrobi się badań nie ma co być pewnym, choć po cichu wie, że to niemożliwe to jednak strach dominuje, bo tylko głupcy się nie boją

    dobrze, że to nie jest to, życzę konkretnej, lajtowej diagnozy i skutecznego leczenia

  17. Onkologia mrozi krew w żyłach nawet jak się o tym czyta, zwłaszcza jeśli dotyczy dzieci. Najważniejsze, że wszystko w porządku. Dużo zdrówka dla Was i cierpliwości 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *