Dzień świstaka o 18.10

Czasami zastanawiam się, czy ja żyję w realnym świecie, czy może jestem bohaterką jakiegoś filmu Barei. Chociaż może na film to nie wygląda, bo film musi mieć jakąś logikę i fabułę składającą się w całość. A to, czego ostatnio jestem świadkiem, nijak ma się do rozsądku. No, chyba że do snu wariata.

Od dwóch miesięcy bujamy się z Jajem (w przerwach pomiędzy wyjazdami) po lekarzach. I normalnie ręce opadają. Ja wiem, że o służbie zdrowia już tomy napisano, ale muszę dziś niestety dorzucić swoją kolejną cegiełkę, bo normalnie szlag mnie trafił. A dziś za kilka godzin będę mieć ciąg dalszy wydarzeń i ciekawe, co w końcu uda się załatwić.

Jajo narzekało na ból ucha i jakąś dziwną gulę za uchem. Pierwsza wizyta u lekarza wywołała uśmiech u pani doktor i komentarz, że „taka uroda Jaja”. Druga wizyta: zdziwienie + antybiotyk + wyproszone skierowanie do laryngologa + oczywiście przyklejony do twarzy pani doktor uśmiech. Jednak lek trochę pomógł i wydawać by się mogło, że przechodzi, ale niestety gula zaczęła po jakimś czasie znów rosnąć. Wczoraj trzecia wizyta, tym razem u specjalisty. Od wczoraj już wiem na sto procent, że „specjalista” to tylko takie poważne słowo wymyślone dla niepoznaki. Pan doktor pooglądał gulę i nawet się zdziwił, bo oczywiście nie wie, co to jest, więc dał skierowanie na USG. Pytam go więc, co podejrzewa.

– Nie wiem – odpowiada. No, okej, przecież może nie być pewien.

– Ale nic pan doktor nie podejrzewa? – drążę, bo przecież coś podejrzewać musi.

– No, jest jakiś stan zapalny… – odpowiada. Wypisuje skierowanie. A ja dopytuję, czy potem mnie w rejestracji zapiszą do niego bez problemu.

– Nie wiem, chyba tak. – odpowiada. No, kurza twarz! Podejrzewam, że jak bym zapytała go, jak się nazywa, to nie byłby pewien. Podaje mi skierowanie. I koniec. A ja wypatruję jego dalszego ruchu, bo przecież jakąś receptę chyba powinien wypisać, nie? Ale nic się nie dzieje, pan tylko się uśmiecha. A człowiek ma zaraz najgorsze myśli, bo dlaczego on nic nie mówi. I po przyjściu do domu chcąc nie chcąc musi udać się na konsultacje do dr Google.

– A leki jakieś na ten stan zapalny pan doktor przepisze? – pytam, bo już mam wizję, że tak szybko znów tutaj nie wrócę. A jak Jajo zacznie boleć, to co poczniemy? Za pasem weekend.

– No, nie wiem…

No żeż, płyta mu się zacięła! Specjaliście jednemu! No, ale wypisał jakieś leki. Na USG oczywiście terminów nie było, znalazłam więc prywatny gabinet, ale nie wiadomo, czy terminy będą, dowiem się dzisiaj.

Ale to jeszcze nie najdziwniejsze. Kiedy tak czekałyśmy w kolejce do tego specjalisty, a byłyśmy zarejestrowane na 17.50, to doznałyśmy wrażenia załamania czasoprzestrzeni. Pięć osób zostało zapisanych na 18.10. Normalnie magiczna godzina czy o co chodzi? Jajo się śmiało, że powinien ktoś wyjść na korytarz i zacząć odliczanie 18.10 po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci itp. Normalnie dzień świstaka o 18.10. Najśmieszniejsze, że kiedy przychodzili nowi pacjenci, to już siedzący zaczynali zgadywać ku zdziwieniu tych, co przydreptali, czy 18.10. Ogólna wesołość na korytarzu zapanowała. Chociaż kobiecie, która jako jedyna miała na 18.15, chyba tak wesoło nie było. I tak pomyślałam, że przychodnia specjalnie taki dzień świstaka nam zafundowała, coby weselej było i milej się czekało.

Ale niestety od razu nasuwa mi się pytanie o to, nie jak żyć, ale jak chorować w tym naszym pięknym kraju. No, jak?

0 myśli na “Dzień świstaka o 18.10”

  1. Jak chorować w naszej “królikarni”? Ależ to bardzo proste! Jeżeli nie jesteśmy “znajomymi króliczka” to musimy taką rolę odegrać. Kilka dni temu w rolę “kogoś” z kancelarii Sejmu wcielili się dziennikarze jednego z “mendiów”, i prowokacja udała się wspaniale. Wielomiesięczny termin na konsultację został przesunięty na “od zaraz”.

    1. Wkurza mnie to. Właśnie przed chwilą dzwonię, by prywatnie umówić Jajo na USG. Prywatnie! Termin 16 września! A ono ma jakąś gulę za uchem i może to być jakieś paskudztwo. Normalnie już spać po nocach nie mogę, czuję totalną bezsilność.

  2. Kilka lat wstecz, mój młody po przyjeździe z Turcji zaniemógł na ucho – bolało go z niewiadomych przyczyn. Rano zapisy i okazało się, że młody nie zmieści się w przewidzianej liczbie osób:
    – Jak pani doktor przyjmie, to już bez zapisu…
    A pani doktor przyjąć nie chciała, bo podobno pieniędzy za niego miała nie dostać – taki przepis..
    Zagotowało się we mnie i strajk … Powiedziałam , że mam gdzieś jej pieniądze, bo jest lekarzem, a dziecko z bólem przyszło, więc nie wyjdę, jak w to ucho nie zajrzy…
    A przysięga Hipokratesa – zabawa w skautów, czy jak!
    Zajrzała, leki przepisała – 5min bez pieniędzy..
    Nic jej nie ubyło….
    Czasami trzeba huknąć w stół, żeby ktoś mógł się obudzić!!!
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    1. Czasami to też ręce opadają normalnie. O 8.30 mam zadzwonić do kolejnej przychodni w sprawie terminu USG. Najgorzej, że ona nie ma 18 lat i USG musi robić ktoś z uprawnieniami do dzieci. Rozumiecie ten bezsens? Ma 17 i pół roku!

    1. Ja już chyba normalnie nie mam siły. W zasadzie do żadnego specjalisty nie można się dostać, to wszystko chore.

  3. Wiesz, moja siostra cioteczna ma torbiel w krtani. Ledwo przełyka. Była zapisana już do szpitala na zabieg, a w szpitalu stwierdzili, że torbiel jeszcze za mały i odesłali do domu bez żadnych lekarstw. Ma jeszcze trzy torbiele w kręgosłupie i na jajniku, którymi wcale się nie zajmują. Z kolei druga też jak Jajo gula za uchem i ból ucha miała. Pediatra bez żadnych leków wysłał do laryngologa(2 miesiące czekania), ten nic nie swierdził i wysłał do neurologa(3 miesiące czekania), ten dał na usg(2 miesiące czekania) i tomografie(pół roku czekania) co też nic nie wskazało i spowrotem do pediatry, ta skierowanie do laryngologa(2 miesiące czekania i wreszcie dostała lek przeciw bólowy i przeciw zapalny. Kazali tylko obserwować czy to się nie powiększa, ale znikło za jakiś czas.
    Ja sama bujam się z zawrotami głowy i mimo, ze mój tata ma guzy w głowie i może być to dziedziczne, ja nie mogę się doprosić o skierowanie na tomografie, bo nie ma takich wskazań.
    W tym kraju nie można chorować.

  4. Kilka miesięcy temu zapisałam syna na USG. Termin nawet nie był odległy, bo kilka dni, ale umówili na jedną godzinę jakieś 15 osób. Ale była afera w poczekalni 🙂
    Powodzenia i zdrówka

    1. Właśnie objechałam z Mężusiem całe miasto, przy okienku jednej rejestracji już mi nerwy puściły i poryczałam się jak głupek. Ale w końcu się udało. Dzisiaj wizyta po 15 i nawet tylko 50 zł będzie to kosztowało. Nie jest źle, bo w innych prywatnych ceny wahały się od 80 do 130 i terminy za kilka tygodni. Masakra jakaś. No, ale może dzisiaj w końcu będzie wiadomo, co to jest.

  5. Jakoś tak mi się udało,że “specjalistę” i tomograf w miarę szybko załatwiłam. Boli mnie głowa. Bez żadnych badań neurolog daje leki na migrenę, której nie mam. Wynik TK-kostniak. Od diagnozy nie przestało boleć. A neurolog po obejrzeniu wyniku stwierdził:” jak się nic nie będzie działo to proszę przyjść za 2 lata”. A przecież się dzieje-wciąż
    boli mnie głowa :-(.
    Biedne z Jajem jesteście …

    1. Bo to nie jego boli, więc nie ma problemu. Trzymaj kciuki po 15, coby Jaju nic poważnego nie było. Strasznie się denerwuję.

      1. Nie denerwuj się na zapas tylko wymyślaj najgorsze, co się może wydarzyć i jako komplet do tego, środki zaradcze:-). To moja metoda od lat i działa. Albo obśmiej problem-dla przykładu: oprócz kostniaka mam torbiel na szyszynce oraz zanik płatów czołowych. Szyszynka warunkuje że tak napiszę czas spania i wstawania, a płaty czołowe uczucia wszelakie. Więc sobie wymyśliłam, że będę takim zombi bez uczuć, co to chodzi po ulicach i jęczy: “przebacz mi Brunhildo…” Tfu to nie to, ma być: “niech dżuma trafi w NFZ” :D.
        Będzie dobrze, zobaczysz 🙂

        1. Chociaż może na razie niech ta dżuma nikogo nie trafia, najpierw niech mi wyleczą Jajo. Teraz czekam na wyniki badań, które dzisiaj zrobiliśmy. W końcu trafił się lekarz (prywatnie oczywiście), który coś postanowił.
          I w ogóle zauważyłam dziwną prawidłowość. Starsi lekarze rozmawiają z pacjentem, młodzi traktują go jak powietrze. Nonszalancja młodych lekarzy normalnie mnie powala.

  6. To jest naprawdę chore, dosłownie latami czeka się na wizyty u “specjalistów” a jak w końcu nadejdzie dzień wizyty, to nie dość, że godzinami siedzi się w kolejce, to jeszcze lekarz jakiś kabaret wystawia. Co z tą Polską?
    Pozdrawiam i życzę anielskiej cierpliwości.

    1. Każda cierpliwość niestety chyba kiedyś się kończy. Normalnie aż chce się krzyczeć, bo to bezsilność normalnie człowieka dopada. I niestety mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach na medycynę najczęściej wybierają się nie ci, którzy mają powołanie, ale ci którym złotówki przesłaniają świat. Choć system oczywiście też chory.

  7. Witam po długiej przerwie, jeszcze nadrabiam zaległości.
    Współczuję całej sytuacji, miejmy nadzieję, że to nic poważnego. Polska służba zdrowia to jakaś paranoja, niestety… 🙁

      1. Udały się, owszem, tylko na sam koniec dzieci dostały ostrej jelitówki. Całą noc haftowały, jedno przez drugie…
        To było poza naszym rejonem, więc mogliśmy pojechać do lekarza, albo wezwać za opłatą. Pani doktor przyjechała do domu za 25 euro, wypisała recepty bez problemu, wszystko w ciągu paru godzin.
        U nas też nie jest wspaniale (usg piersi mam w czerwcu przyszłego roku), ale w poważnym wypadku dostajesz skierowanie “pilne” i w ciągu 2 tygodni gdzieś na pewno badania zrobisz, mają na takie przypadki rezerwę.
        Zastanawiam się, kto temu laryngologowi dyplom wydał… “nie wiem”!!!

        1. Właśnie wróciłam z badania USG i lekarz (starszy pan) też w szoku, że to leczenie (a w zasadzie jego brak) tak przebiega. Nastraszył mnie tak, że normalnie płakać mi się chce, ale poradził też, by pojechać do Trójmiasta do dobrego pediatry. Zaraz jedziemy. Kurczę, strasznie się denerwuję. Mam nadzieję, że to będzie dobry pediatra, z tytułami jest, więc jest nadzieja.

  8. Nie mart się na zapas:) Ja będąc w wieku Twojego Jaja też miałam gulę, tylko że w dole pachowym, która przy dotyku bolała. Wysłano mnie na konsultację do szpitala dziecięcego a tam pani doktor przypisała kompresy z czystego spirytusu. Gula zaczęła się zmniejszać a potem zupełnie znikła po kilku tygodniach. Wiem, że łatwo powiedzieć ….ale nie martw się na zapas. Magda

  9. Zycze duzo zdrowia dla corki. Ja mieszkam w RPA i tutaj kazdy sam sie ubezpiecza. W praktyce wyglada to tak, ze jak mialam bole w miednicy to odwiedzilam lekarza rodzinnego(przyjmuje w szpitalu), a on od razu wypisal mi skierowanie na rentgen i badania krwi plus tabletki przeciwbolowe.Jego asystentka zaprowadzila mnie na badanie krwi i na rentgen. Nastepnego dnia byly wyniki i mozna bylo postawic diagnoze.

    Ciesze sie , ze mieszkam w afryce 🙂

    1. Aż uśmiechnęłam się pod nosem. 🙂 A nam Afryka kojarzy się z zacofanym krajem, nie? Nam – Europejczykom. Czyli jakże słuszne jest powiedzonko, że my “sto lat za Murzynami”.

  10. tak, zdecydowanie – nie raz miewam wrażenie, że to jakiś dzień świstaka i niestety nie odnosi się to do wąskiego, określonego przedziału czasowego jak w waszym przypadku, niestety często, porankiem, kiedy otwieram oczy, już mam to wrażenie 😐

    a o służbie zdrowia nie będę się raczej wypowiadała, bo to po prostu szkoda klawiatury i monitora, do wyświetlania takich literek

  11. Jeden poznaniak dał ogłoszenie w sieci. Temu, kto pobije rekord jego żony, która na zabieg ma czekać do 2022 roku, ufunduje nagrodę imienia Bartosza Arłukowicza.

    Do tego doszło, że ludzie w nieszczęściach zaczynają żartować z własnych chorób, albo chorób najbliższych, żeby… chyba… nie zwariować?

    Zdrowia dla Jaja!

    1. No, tak, bo czasami aż trudno uwierzyć, ze to się dzieje naprawdę. Sen wariata jak nic.
      I mam nadzieję, ze Jajo wyzdrowieje.

  12. PS. I to dokładnie, co do dnia termin został wyznaczony. “Termin wykonania świadczenia określa się na dzień 12.10. 2022”.

    Cóż za precyzja w tej służbie zdrowia.

    1. Ha, ha 🙂 Wiesz co, to już chyba taki śmiech przez łzy. Od razu mi się przypomniał Topor – autor opowiadań z czarnym humorem. Dla niego to byłby chyba idealny temat 🙂

      1. Tak to już jest, że gdy czarne absurdy urastają do niewiarygodnych rozmiarów, to człowiek zaczyna się śmiać z nieszczęścia. Taka… chyba samoobrona organizmu przed zamartwieniem się na śmierć.

  13. I jak tak czytam to co piszesz, to… czasem chyba wolałabym się na studia nie wybierać, bo jeśli potem miałabym być taką “specjalistką”, to wolę zostać przy średnim wykształceniu. Nie wiem ile pani doktor miała lat, natomiast pewne jest, że będzie coraz więcej takich specjalistów, którzy nim skończą te studia, często rzygają na chodniki, ćpają, piją na umór a potem masz się u nich leczyć. I tu nie mówię tylko o przyszłych lekarzach… we wszystkich dziedzinach jest coraz gorzej.
    Nie chcę nikogo obrazić, ale taka jest rzeczywistość.

  14. W naszym kraju najlepiej nie chorować wcale.
    Sama – nie zjedźcie mnie 😉 – pracuję w “służbie” zdrowia. Wiem mniej więcej jak funkcjonują placówki z umowami z NFZ. Otóż dzięki NFZ są takie kolejki. Lekarze specjaliści mają limit na pacjentów do przyjęcia. Ograniczą ich nie tylko środki z budżetu, ale i terminy. Wygląda to tak, że miesiąc wcześniej wysyła się do funduszu listę pacjentów do przyjęcia wedle życzeń NFZ. Stąd te lata czekania. Tylko nie bardzo to rozumiem, bo NFZ wydaje kontrakty na mniej więcej 3 lata wiec jaki senes pisać pacjenta dajmy na to za 6, skoro nawet nie wiadomo czy przychodnia lub lekarz dostanie kontrakt. Paranoja no.
    Co do tej świstakowej 18.10 często pacjenci oszukują pacjentów, bo im się czekać nie chce. Wielokrotnie byłam świadkiem takich hucp. Jedynym lekarstwem było wtedy wyjście z kalendarzem i wyjaśnienie co niektórym pacjentom, że kłamczuszki. Są tez lekarze co piszą po kilku pacjentów na tę samą godzinę, choć jaki w tym sens nie wiem. Do ortodonty z synem byłam na 9.00 i jak się okazało jeszcze 3 osoby 0_O
    Pozdrawiam

    1. Ci pacjenci nie oszukiwali. Zaklinali się i pokazywali swoje godziny, bo każdy dostał karteczkę do łapki w rejestracji. I to dziwne, że akurat ta jedna godzina miała tylu “fanów”. Śmiałam się z Jajem, ze może pani w rejestracji się zacięła albo zagubiła w czasoprzestrzeni. 🙂
      A co do NFZ. System jest chory.

  15. A to nie wykluczone, ze się pani lub paniom w rejestracji czasoprzestrzeń zakrzywia. Pacjenci często nerwowi, co dziwic raczej nie powinno. Gromy się sypią na pielęgniarki mniej lub bardziej słuszne. Czasem tą złość na lekarzy na personel pomocniczy przelewają.
    A tak w ramach ciekawostki: ten nieszczęsny NFZ -twoski system ściągnięto żywcem i wprowadzono wedle systemu opieki zdrowotnej funkcjonującym w Argentynie przed wojną domową. Perspektywa co najmniej wątpliwej przyjemności ;/

  16. to co powiem, nie będzie miłe, z wielkim przekąsem, ale niestety prawdziwe. jak chorować pytasz?

    Najlepiej nieskomplikowanie, aby na 1-wszy rzut oka było wiadomo o co chodzi.

    Najlepiej w połowie stycznia, bo wtedy rusza lawina nowych limitów i na wszystko jest kasa (choć kolejki umawia sie z co najmniej rok wcześniej), ale broń Boże pod koniec roku, kiedy jest już po limitach. Wtedy lipa. masz pecha. I pani w rejestracji nie przekona fakt, że Ty składki płacisz cały rok.

    I najważniejsze, najlepiej chorować na te choroby, na które lekarz może wypisać “swoje” leki, bo ma z tego profity.

    Młodemu też się kiedyś takie 2 gule zrobiły. Bardziej w okolicy m-dzy uchem, a karkiem. Był akurat chory, ale faktycznie się okazało, że to taka jego uroda.
    Oby szybko zeszło, Ci życzę i obeszło się bez abtybiotyków. 😀

    1. Antybiotyk już jest, do tego drugi. Ale właśnie za chwilę jadę do Gdańska. Pewnie bez biopsji się nie obejdzie. Normalnie umieram ze strachu. Trzymaj kciuki.

    1. Na razie miała krew, mocz, USG ślinianek, jakieś jeszcze sprawdzające trzustkę. I z badań (oprócz USG) wychodzi, że jest zdrowa. Dziwne to właśnie i dlatego bardzo niepokojące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *