Do czego ma prawo bloger?

Tak mnie refleksja naszła. Pobudzona do myślenia zostałam przez Anię z blogu „Calm down”. A mianowicie chodzi o aferę, w jaką wmieszał się pewien vloger Ogiński. Prowadzi vloga kucharskiego. Zajrzałam do niego, jak przeczytałam wpis Ani, by zobaczyć, o co chodzi. Podobno gostek robi między innymi testy różnych produktów. I tak się złożyło, że marnie w nim wypadł tatar znanej marki. A że vloger chciał być uczciwy, napisał podobno do firmy, by mu wyjaśnili, jakiej chemii dodają do mięcha, że się przez kilka dni nie psuje. Nikt z firmy się nie odezwał. Aż w końcu chyba po roku dostał pozew do sądu, bo zażądano 150 tysięcy odszkodowania. Chłopak przerażony, próbował jakoś to naprawić, chciał się z nimi dogadać, jednak oni go olali. W internecie zawrzało. Zajrzałam na Facebooka firmy, by zobaczyć, co się dzieje. A tam normalnie zjazd hejterów się odbywa. Internet zawrzał, bo okazuje się, że jak komuś tatar firmy X nie smakuje, to absolutnie nie może tego publicznie wyjawić.

I tak zaczęłam się zastanawiać. Bo że chłopaka szkoda, to wiadomo. Że to walka Dawida z Goliatem również. Że firma sobie strzeliła w stopę, to też nie ulega wątpliwości. Jednak zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy bloger ma prawo do przeprowadzenia na blogu testu konsumenckiego i czy może potem wyrazić swoją opinię. Ja właśnie tak sobie testuję (zupełnie na prywatny użytek) tabletki do zmywarki i muszę przyznać, że też mnie nosi, coby o jednej firmie wyrazić swoje zdanie, ale już nie prywatnie. No i co? Mogę czy nie mogę?

Ponadto też się zastanawiam nad kolejną rzeczą. Jest pewne wydawnictwo, dla którego robiłam zlecenie. Od dwóch miesięcy nie mogę się doprosić o kasę. Zlewają mnie, choć oczywiście mam dowody wykonanej pracy. Czekam do września, bo zakładam, że jest sezon urlopowy, a potem mam zamiar powiadomić ich i przedstawić w pełnej krasie ich sposób działania na swoim blogu (oczywiście zgłosić również sprawę do firmy windykacyjnej). Czy mam prawo? Oszukano mnie (prawdopodobnie), więc czy mogę publicznie podać nazwę firmy? Na ile ta słynna wolność słowa obowiązuje? A na ile nie? Jakiś czas temu pisała do mnie blogerka, która zapłaciła wadium pewnemu (innemu) wydawnictwu za wydanie książki. Podpisała umowę i tyle ich widzieli. Ani kasy, ani książki. Nic. Ma prawo o nich napisać, czy nie? Jak człowiek ma się bronić przed oszustami i naciągaczami? Jak ostrzec innych, by takim bydlakom nie ufali?

I zastanawiam się jeszcze, czy to nie jest tak, jak wywiesić w naszym sklepie zdjęcie złodzieja, który kradnie w tymże miejscu i nazwać rzecz po imieniu. Nie wiem, czy w ogóle warto te sprawy porównywać. Ale można czy nie można? Bo znów kłania się ustawa o ochronie danych. A co z wolnością słowa? Przecież każdy użytkownik internetu będzie bronił jej jak niepodległości. Tylko, czy ja mogę na przykład napisać, że tatar firmy X jest niesmaczny, a wydawnictwo Y to naciągacze? Czy to ciągle jest przejaw wolności słowa, czy naruszanie czyjegoś “dobrego” imienia?

0 myśli na “Do czego ma prawo bloger?”

  1. Nie możesz uogólniac ze naciągacze, bo to obraza, ale chyba swoj konkretny przypadek, co Ciebie spotkało i tylko Ciebie mozesz opisac, ale Wiesz jak to jest tak jak z gazetą, jesli komus zalezy na dobrej opinii będzie żądać sprostowań, ugody, oficjalnych przeprosin,

    1. No, właśnie się zastanawiam, bo ten vloger też podobno tylko stwierdził, że tatar firmy X jest nafaszerowany chemią, bo przez kilka dni nie zmieniał wyglądu.
      Właśnie się zastanawiam, ile można, bo odszkodowania płacić bym nie chciała. A jak mam dowody, że mnie oszukali, to przecież to prawda najprawdziwsza w świecie, a więc stwierdzenie jedynie faktu, nie? No, chyba że wydawnictwo w końcu raczy zapłacić i przeprosi za zwłokę, ale ileż można ich nagabywać.

  2. W USA jest takie prawo, które pozwala reklamować się w ten sposób: nasz hamburger jest o wiele lepszy od tamtego (i tu nazwa), bo zawiera więcej mięsa. W razie wątpliwości, można sprawdzić czy tego mięsa faktycznie więcej jest. Jeśli nie -kara, jeśli tak – nic się nie dzieje.

    1. Bo to wtedy jest stwierdzenie faktu, prawda? Jak ktoś oszukuje innych, to dlaczego mamy się martwić o jego dobre imię? Przecież on takiego nie posiada! A ponadto, wiesz, w USA możesz odstrzelić złodzieja z dubeltówki. A u nas za pobicie złodzieja złapanego na gorącym uczynku jeszcze pójdziesz siedzieć.

  3. To jasne jak słońce że oszukiwani jesteśmy często-a raczej to już chyba taka nasza narodowa tradycja.I dotyczy to każdej dziedziny życia.Dwa lata temu mężowi podobała się kurtka w pewnym sklepie-ale że była droga-coś ok.300 zeta kosztowała stwierdziliśmy że poczekamy na przeceny.Wybiła godzina zero i pędem mężuś do sklepu wpadł i jakież było nasze zdziwienie-owa kurtka była przeceniona z 500 zł na 400.Oczy nam z orbit wyszły i mówimy do pana że tak się nie robi-facet się zburaczył bo cóż mógł powiedzieć…

  4. Powiem ci Aniu, że aż weszłam na ich stronę i pękam ze śmiechu od niektórych komentarzy. swój obrazek też tam zostawiłam, mam nadzieję, że mi tez pozwu nie przyślą, bo tam niecenzuralne słowo jest 😉
    najwyżej usunę 🙂

    1. Ja wczoraj poczytałam te komentarze. Głupia firma, mogli to załatwić normalnie. Czytałam wczoraj wywiady z tym przerażonym vlogerem. Miał kiedyś podobny przypadek z Hortexem, groszek był nie taki czy coś. Napisali do niego, zapytali, gdzie i kiedy kupił, przeprosili i jeszcze zaoferowali mu zestaw swoich produktów, on podobno poprosił, by je na dom dziecka przekazali. I tak firma zrobiła, a potem mu tylko info jakieś przysłali komu i co przekazali. I co można? można. A ile przy tym zyskali. Aż miło ich produkty kupować.

  5. Prawda jest taka, że ta cała wolność słowa nie jest taka oczywista i są ludzie, którzy to wiedzą i Ci co jeszcze się łudzą, że jest ta “wolność” i korzystają. Osobiście współczuje temu panu, bo zapewne zabuli. A firma, która pozywa nie jest Polska więc ona nie ma nic do stracenia. I tak jest głównym dostawcą w wielu miastach więc nie straci dużo jeśli nawet wcale.

    1. Wydaje mi się, że jednak trochę straci. Internet ma chyba jakąś moc i pewnie trochę zyski spadną. Ale pewnie ludzie szybko zapomną, a chłopak zostanie z odszkodowaniem do zapłacenia.

      1. W internecie ludzie dużo mówią. Popierają go, ale jak przyjdzie co do czego to mu pomogą? Czy będą tacy mądrzy kiedy za ich słowa firma pociągnie do odpowiedzialności? Wtedy będą kulić ogony i przepraszać, a firma może rzeczywiście straci teraz gdy głośno, ale zaraz ludzie zapomną o zamieszaniu i po sprawie. Taki świat. Trzeba uważać na wszystko co się mówi, niestety. Możesz kogoś urazić na blogu np geja nazwiesz gejem i od razu zacznie się bojkot, że Ty nietolerancyjna jesteś choć tylko nazwałaś coś po imieniu.

        1. Dobre, rozśmieszyłaś mnie tym gejem 🙂 Ale racja, też zastanawiam się nad tym, czy ludzie mu pomogą. On miał podobno sporo fanów.

  6. Oglądałam to na youtube i muszę Ci powiedzieć, że zaskoczyła mnie pozycja, jaką obrała owa firma- toż to darmowa reklama….
    Swoją drogą to chyba ludzi nie mają za bandę baranów, bo nie mozliwym jest, aby w tak krótkim czasie scharznic smak mięs i wędlin, bez dodawania jakiegokolwiek nawozu…
    Do tego przyczyniliśmy się po trochu my – konsumenci, którzy chcemy dobrze tanio i szybko – zupełnie tak, jak z operacją kosmetyczną, nie jednej, a kilku już celebrytek, skopany on face 🙂
    Tym będem do Unii zaślepieni zapomnieliśmy, że mamy najsmaczniejsze wyroby mięsne i “ulepszaczami” zabiliśmy wszystko czym mogliśmy wyróżniać się Europie….
    Pozdrawiam serdecznie
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

  7. Skoro już się przyznałem do praktyk sądowych to mam pewną radę, która prawie zawsze się sprawdza. Otóż na blogu (vlogu, itp.) wszystko można, tylko “z wolna i z ostrożna”. Nie próbujmy oceniać z konkluzją, reasumpcją i wyciąganiem wniosków, bo najczęściej nie jesteśmy do tego upoważnieni. Możemy natomiast opisać czynności, zdarzenia, itp. – i to zalecam – które budzą w nas różne wątpliwości. Gdyby vloger na tym poprzestał to teraz nie miałby kłopotów. To zresztą jest też chyba uzasadnione z normalnego punktu widzenia, nie zawsze skutki muszą być wynikiem naszych uogólnionych podejrzeń, czasem prawda wygląda inaczej, albo jej nie ma.
    Tak konkretnie to nie chodzi o ochronę danych osobowych (zdjęcie złodzieja), czy prawa autorskie, ale o ochronę dóbr osobistych, nawet jeżeli to jest złodziej.

    1. Czyli co? Mogę np. napisać, że mi jakaś zupa z proszku nie smakowała, w dosadniejszych słowach, czy nie mogę? Tzn wiem, że mogę ;), jednak chodzi mi o konsekwencje.

      1. No … chyba nie możesz. Kiedyś nałożyłem sobie wyjątkowo dużo porcji tortu czekoladowego z orzechami, bo był pyszny, i się przeliczyłem … ostanie porcje już mi nie smakowały. Kwestia smaku to rzecz gustu.
        Ale możesz np. napisać, że ktoś (tu dane personalne ofiary i jej zgoda) po zjedzeniu zupy z proszku zwymiotował ją w całości.

      2. Można chyba też opisać wtedy konsystencję tej zupy, kolor i zapach, nie? Bez informacji o smaku i głupim producencie. 🙂 😉

    2. No, tak, tylko bardzo trudno pewnie postawić wyraźną granicę pomiędzy opisem czynności a wnioskiem, tym bardziej, że w takich sytuacjach człowieka ponoszą emocje. Ale masz rację, to chyba dobry sposób, bo opisać rzeczywistość każdy może, a wnioski niech się nasuwają same.

      1. Ja to w dzieciństwie robiłem tak: Mając cztery jabłka i polecenie podzielenia się z siostrą, dawałem jej jedno. Wnioski pozostawiałem innym, czasami nie było wniosków. 🙂

  8. Fajnie, że poruszyłaś ten temat. Też czasem się zastanawiałam nad tym problemem. Uważam, że jeśli prawo, wolności słowa nie reguluje w sposób precyzyjny, to decyzje o komentarzach/uwagach/opiniach dla np. nieuczciwych firm rozstrzygamy gdzieś na płaszczyźnie własnego sumienia. Z drugiej zaś strony, jeśli prawo nie jest precyzyjne, to zawsze można je naginać do własnych potrzeb i wystąpić, tak jak np. ta firma, o odszkodowanie . Czy kłamliwe reklamy jakichś produktów nie naruszają naszego dobra???

    1. bardzo dobre pytanie zadałaś. I ważne.

      Co, jeśli czuję się oszukana przez firmę X, bo np na opakowaniu pizza wygląda jak z kuchni Masterchefa a w środku bida z nędzą?

    2. A no właśnie. Firma może nas okłamywać, że produkt jest najlepszy w świecie poprzez kłamliwe reklamy, a jak ktoś krzyknie, że król jest nagi, to od razu pod pręgierz? Jak dla mnie dziwne to wszystko i mało precyzyjne.

  9. Eeej, ale przecież to jest zupełnie bez sensu. Przecież jest też taki pan AdBuster. Notorycznie krytykuje produkty, testuje reklamy. Już od dłuższego czasu! Po prostu zajmuje się tym i nie rozumiem tego zjawiska. Przecież mam prawo powiedzieć, że nie zjem produktu danej firmy, bo zawiera takie i takie chemikalia. Smak to już kwestia gustu. 🙂 Osobiście żadnego tatara nigdy nie zjem. 🙂

    1. Nie słyszałam o żadnym AdBusterze, ale po Twoim komentarzu sprawdziłam i obejrzałam jeden filmik o testowaniu mobilnego internetu. On to robi tak nawet prawie profesjonalnie, bo sprawdzał ten modem w różnych warunkach. Nie wiem, jak w innych filmikach. Nie wiem też, jak to zrobił ten Ogiński, bo film musiał usunąć. Ale masz rację, dziwne to wszystko.

      1. Aniu, fil usunął, ale zanim to zrobił tysiące internautów zdążyło go powielić. http://www.youtube.com/watch?v=9NRORtT1i_M
        możesz go już obejrzeć.

        A wracając do oszukiwania nas przez reklamy: widziałyście kiedyś reklamę tuszu do rzęs, gdzie pani nie miała doklejonych sztucznych rzęs? Bo ja nie. A przekaz jest prosty: używaj naszego tuszu to będziesz miała takie rzęsy. Chyba, że czegoś nie rozumiem 😉

        1. No tak. W zasadzie to dotyczy wszystkiego, białe pranie też widziałam 😉 🙂 No, moje takie piękne nie wychodzi. 🙂

        2. Obejrzałam ten filmik. I stwierdzam, że jednak ten vloger przesadził, bo to chyba nie jest obiektywny test kilku produktów, a raczej pastwienie się nad jednym tatarem. Musiał chyba się liczyć z konsekwencjami, jeżeli zrobił to w taki sposób. Inna rzecz, że firma powinna raczej to inaczej rozwiązać, bo taki rozgłos na pewno służyć jej nie będzie. Teraz to się zrobiła z tego nieciekawa sprawa.

          1. No ja mam inne zdanie, bo porównał przecież obydwa mięsa, po tym naturalnym to nawet zwymiotował. A Sokołów teraz chowa głowę w piasek, ostatnie oświadczenie z 22.08.2013 i cisza, a pod postem 6,300 komentarzy, w tym może 10 pozytywnych. O taka kwotę to się pozywa firmy, a nie szarego człowieczka.

          2. Nie, no zachowanie firmy też uważam za bezsensowne. Tak jak piszesz. Jednak ten jego filmik durny strasznie. Mógł zrobić to trochę inaczej. Ale dziwię się, że się z nim po prostu nie dogadano.

  10. Klik dobry:)

    Chyba bloger nie ogarnie, co mu wolno, a co nie. Pamiętam, jak blogerka Iwusia wystraszona /nie pamiętam przez kogo/ usunęła swojego bloga, w którym podała przepis na “Piankowe ptasie mleczko z polewą”. Okazało się, że nie wolno tak sobie “ptasie mleczko” pisać, ale z literą “R” bo to nie nazwa jakiejś tam pianki Iwusiowej, a znak towarowy firmy.
    Niektórzy wystraszeni blogerzy usuwali tę nazwę w tekstach typu “mojej córci ptasiego mleczka nie brakuje”.
    Pisząc o tym też się boję, czy nie popełniam przestępstwa. Dodaję więc “R”.

    Pozdrawiam serdecznie.

      1. Niewiele może, to fakt. A z własnego doświadczenia dodam, że inni blogerzy nie pomagają (nie licząc anonimowego poparcia w komentarzach i cichutko @mailami), gdy trzeba oficjalnie wygłosić/napisać opinię i wesprzeć.

        Ale swoją drogą, to ten vloger /obejrzałam filmik/ coś pomylił. Peklowane mięso po obróbce termicznej jest przecież różowe. Po to m.in. się pekluje. Już starożytni o tym wiedzieli i wie każda gospodyni robiąca szynki i kiełbasy.” Źle zapeklowałaś” – babcia zrzędziła, gdy szynka, którą upiekłam w środku była biała, a tylko na zewnątrz różowa.

        Nie, żebym tej firmy mięsnej broniła, ale na podstawie różowości mięsa nie wyrokuje się o jego jakości i kucharz powinien o tym wiedzieć. A w ogóle, to kto tatara ocenia poprzez smażenie?

        Co innego powiedzieć “nie smakuje”, a co innego to, co przedstawia w filmie vloger. To nie rzecz tylko w “nie smakuje”.

        1. Pewnie masz rację. Też się trochę zdziwiłam, że on go smażył. Ale mimo wszystko firma mogła to jakoś inaczej załatwić, chociażby wyjaśnić mu, że na przykład mięso jest peklowane. On mógłby zrobić o tym filmik i byłoby okej. W zasadzie jakby go olali, też by nic się przecież nie stało, bo wszyscy by o tym filmie zapomnieli. To przecież nie był znów aż tak bardzo popularny vloger.A tak to firma jednak sporo traci, bo świat internetu oburzony i ich hejtuje. Zawsze uważałam, że lepiej spory załatwiać polubownie, a nie od razu strzelać. Tym bardziej, że tu z armaty strzela się do mróweczki.
          I masz rację, to nie może być kwestia tylko “nie smakuje”, choć teraz chyba już tak naprawdę nie wiadomo, co on tam pokazał.

          1. Aaaaa… to… to racja. Dziwię się firmie, że wytoczyła tak wielkie działa. Przecież wiadomo, że bloger zostanie ofiarą i męczennikiem dobrej sprawy, a firma stanie się “be”. Mogli odpisać mu na maila, zanim jeszcze ten film w sieci się znalazł. W moim osiedlowym sklepie ludzie od wczoraj niczego z tych zakładów nie chcą kupić. Ja też się przyłączyłam do bojkotu, hi, hi…

            Jak tam testy w zmywaniu naczyń? Ja już znalazłam dobrą do mojej zmywarki tabletkę. Naczynia kryształ. Nawet zmywarka wewnątrz, jak nowa się zrobiła.

          2. A wiesz, że ja też znalazłam. Wypróbowałam chyba wszystkich marek. I w zasadzie te najdroższe, takie w eleganckich pudełeczkach mnie chyba najbardziej wkurzały, bo się czasami nie rozpuszczały do końca. Najbardziej odpowiadają mi takie w folii i z płynem niebiesko-żółtym 😉 🙂 Aż boję się wymieniać nazwę firmy. 😉 🙂

    1. Ula, a jak Ci sąd nakaże udowodnić? Będziesz musiała publicznie rozebrać się i umyć tym balsamem :)))
      Pamiętaj, że to do Ciebie należy udowodnienie Twoich racji 😉

  11. Aniu, to są bardzo zawiłe sprawy. Niby można, a okazuje się, że są święte krowy i nie można ich ruszyć. Nie wiem dokładnie co mówi regulamin blogera. Tam powinno być wszystko wyłuszczone, ale nie chce mi się szukać.
    Moim zdaniem poczekaj jeszcze z Twoją sprawą, może się wkrótce wyjaśni, a jeśli nie, to idź do prawnika, wtedy będziesz pewna, że nie wtopisz.
    Pozdrawiam

    1. Jeszcze na pewno poczekam, bo tłumaczę sobie, że może jest sezon urlopowy. No, ale ileż można czekać? Wkurza mnie to, że są właśnie takie święte krowy, które żyją z naciągania innych.

      1. A tak poważnie, to wychodzi na to, że jak się do tyłka nie wchodzi, to jednym słowem mamy problemy… podejrzewam, że gdyby to była pozytywna opinia, to nikt nie miałby o nic pretensji…

        1. Oczywiście, że nie. Nikt by mu nawet nie podziękował, bo powiedziałby, że przecież to jego prywatna sprawa, czy coś mu smakuje, czy nie. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *